INCANTATION WYWIAD

Dobra, oto i on. Taki nieco niefortunny dla mnie. Bo tu nie chodzi tylko o to, że Incantation to jeden z moich ulubionych zespołów death metalowych, a John McEntee okazał się być zarąbistym gościem, skromnym i po prostu równym chłopem, ale też z powodu trudności technicznych i pewnych zawirowań życiowych przez długi okres czasu nie byłem w stanie spisać i opublikować naszej rozmowy, która miała miejsce na festiwalu Brutal Assault w Czechach w 2013, po niesamowitym występie Incantation zresztą. Jako że rozmowa dotyczyła głównie historii zespołu i death metalowego podziemia ogólnie, nadal pozostaje ona stosunkowo świeża. Panie i Bękarty wszelakie, – oto JOHN McENTEE!!!

Cześć John. Super koncert. Po pierwsze, jak się podoba festiwal, jak wam się podobał wasz występ, i dlaczego do Diabła nie zagraliście „Profanation”?

John McEntee: haha, tak, lubię Czechy – graliśmy tu parę razy i dlatego jest bardzo fajnie. Festiwal to z pewnością wspaniała możliwość zagrania dla naszych starszych jak również nowszych fanów, tak więc mam nadzieję, że udało nam się rozprzestrzenić nieco bluźnierstwa, haha. Co do „Profanation”, to wiesz jak jest; za dużo utworów i wszystkich nie da rady zagrać. Może następnym razem; specjalnie dla ciebie, haha.

No kurde! No to czekam z niecierpliwością. Ok, w zeszłym roku wydaliście split z Denial Fiend „The Afterparty Massacre” – przypadkowo, ten sam tytuł nosi też horror autorstwa Kyle`a Severn`a. Można prosić o jakieś szczegóły dotyczące tego projektu, na przykład epki i filmu?

JM:  Hem, Kyle od jakiegoś czasu siedzi mocno w horrorach i tego typu wynalazkach.Pewnego dnia spotkał kolesia, który zgodził się na współpracę nad projektem obejmującym zarówno horror jak i też podziemny death metal. To bardziej jego sprawa, ja nie biorę udziału w części filmowej, bo nie znam się za bardzo na sztuce wideo, czy jak tam zwał. Na ile się orientuję w temacie, to złożenie filmu do kupy zabrało sporo czasu, ale sądzę, że film jest naprawdę udany i Kyle naprawdę napracował się solidnie, żeby to wszystko miało ręce i nogi. Niezła sprawa, żeby przemieszać kapele death metalowe z horrorem.

Tak samo z ep7. To pomysł, który po prostu wpadł nam do głowy. Szukaliśmy jakiegoś fajnego patentu na to, co mogłoby zostać dołączone do filmu, a że mieliśmy gotowy numer “Absolved in Blood” napisany dla tego filmu ( Denial Fiend miał kawałek “The Afterparty Massacre”), naszym zamiarem było wydać tą ep 7`` i jeszcze doszliśmy do wniosku, że jak wydamy te utwory przeznaczone dla filmu,to mieć będziemy jakiś materiał Incantation wydany pomiędzy albumami, – bo od naszej ostatniego wydawnictwa upłynęło nieco czasu.

Nie inaczej. Jakieś newsy dotyczące Ibex Moon? Takie (podchwytliwe) pytanko, – która kapela wydana w wytwórni była twoim najgorszym wyborem?


JM: Haha, nie mogę powiedzieć. To byłoby zbyt okrutne.

No dawaj, death metal to okrucieństwo!


JM: (Śmiech). Taaa. Jest jeden szkopuł, jeśli chodzi o wytwórnię. Jest ona w stanie permanentnego zawieszenia, – bo przez ostatnie 2 lata przynosiła tylko straty, a przemysł muzyczny się zmienia. Obecnie dzieciaki ładują muzykę z neta, i po prostu nie stać mnie na wydawanie materiałów, wrzucanie w nią pieniędzy i świadomość, że sprzedaż słabo idzie. Po prostu, to wszystko kręci się inaczej niż kiedyś, i trzeba by się zastanowić, jak to wszystko ugryźć na nowo. Na chwilę obecną to dałem sobie po prostu spokój, muszę pospłacać długi, tzn.kasę, jaką wiszę magazynom muzycznym, zespołom, no i może wtedy, ale i tak będę musiał się zastanowić raz jeszcze, jak do tego podejść. O tak, na chwilę obecną Ibex Moon Records pozostaje w stanie spoczynku.

Jak wygląda sytuacja w Funerus? Jakie plany po wydaniu „Reduced to Sludge”? Jak to jest grać w zespole death metalowym z własną żoną?

JM: Wydaliśmy w zeszłym roku kolejny materiał i jesteśmy bardzo zadowoleni z rezultatu. Na chwilę obecną koncertujemy się na zagraniu jak największej ilości koncertów, a może nawet i jakiejś trasy. W przyszłym roku chcemy wydać kolejny materia łFunerus. Co do grania death metalu z własną żoną, to jest to fajna sprawa,jako że mamy wiele wspólnych zainteresowań. Oboje gramy z Funerus i nie mamy żadnych problemów z dogadywaniem się ze sobą, tak więc wszystko toczy się elegancko.

Tu nic nie jest na siłę, czy też jakieś wymuszone. Gramy, bo lubimy grać. To jest…ciężko powiedzieć, ale to po prostu działa tak, jak powinno. To, co mi się podoba u Jill to fakt, że podchodzi ona krytycznie to materiału, który pisze. Dziewczyna pracuje ciężko i odwala kawał dobrej roboty. Ona nie chce po prostu wyjść na koncercie do ludzi i zagrać, jako, ujmijmy to tak,kobieta, która gra w zespole. Ona chce wyjść do fanów i zagrać jak najlepszy frontman.Dobry wokalista i dobry basista. Nie jest babka, która trzyma się zasady: o, to dobre dla panny. To nie tak. Chce być dobra w te klocki. Z pożytkiem dla wszystkich.

I to zresztą działa diabelnie elegancko. A tak w ogóle, to od jakiś 3 lat skład Incantation wygląda w miarę stabilnie jak na zespół metalowy, który odnotował chyba największą liczbę muzyków w nim grających. Czy uważasz, że tak już będzie aż do samego końca?


JM: Naprawdę mam taką nadzieję. Z całym szacunkiem do ex-muzyków, ale teraz, jako zespół to wszystko naprawdę działa bardzo dobrze. I to nie dlatego, że tak teraz sobie gadam, ale ponieważ mam teraz Alexa i Chucka w składzie, czyli dwóch gości, którzy stanowili brakujące elementy tej układanki i których szukałem od jakiegoś już czasu.

Stary, to trochę tych elementów już sprawdziłeś. (Śmiech).

JM:   (Śmiech). Dokładnie. Zespół jest jak puzzle.Kiedy próbujesz je ze sobą poskładać, to może zdarzyć się, że jakieś elementy nie pasują do siebie. Z Chuckiem i Alexem w składzie, to wszystko działa ok. Jesteśmy dobrymi kumplami, ale też rozumiemy się dobrze na poziomie muzycznym. Jest miedzy nami dobra chemia, – kiedyś kończyliśmy„Primordial Domination” Kyle i ja postawiliśmy nie nagrywać nowego albumu bez składu, który naprawdę wniesie wiele nowego. Sprawa wygląda tak, że ja i Kyle piszemy dużo muzy, ale nie chcemy jej wydawać ot tak, po prostu, aby tylko wydać. To musi mieć jakiś wyraz, jakieś znaczenie.

Kiedy dołączyli do na Alex i Chuck zrobiło się inspirująco. Czuć było ogień. Wydanie materiału to dla nas ważna sprawa. Musi być w tym jakaś szczerość. Niektóre zespoły traktują wydanie płyty, jako narzędzie do zarobienia pieniędzy. W naszym przypadku to sprawa osobista, i musi mieć dla nas spore znaczenie. Ale z drugiej strony ja chcę się dzielić muzyką z innymi ludźmi. Nie chcę tworzyć tylko dla siebie.

Alex i Chuck pomogli nam w rozwoju  działania kapeli. Moją intencją jest, aby ci kolesie przyjrzeli się moim pomysłom i poprawili je. Tak więc, obecnie mamy świetną sytuację, która mam nadzieję pozostanie taka, jaka muzycznie jest. To najdłuższy okres czasu w kapeli bez zmian w jej składzie.

Jedyny skład zespołu, który utrzymał się na dłużej to był Kyle, Joey i ja. Ale nigdy nie mieliśmy drugiego gitarzysty. To najdłuższy okres czasu, kiedy mamy większą ilość ludzi w kapeli i którzy nadają na tych samych falach i naprawdę nie ma z tym problemu. Nikt też z kapeli nie wyleci w najbliższym czasie. Mam nadzieję, że nigdy przenigdy (śmiech). Jakby to ode mnie zależało, to taka sytuacja może trwać wiecznie.

Też mam taką nadzieję. Dobra czas na trochę lekcji historii. Zacznijmy od ciemnych czeluści starożytności. Co też się wydarzyło,że młody John McEntee wpadł w objęcia death metal`u, w którym znajduje się do teraz?


JM: Ha, stare dzieje. Dorastałem dawno temu, w latach 70tych. Moje pierwsze kapele, których słuchałem, jako dzieciak, czyli jak miałem jakieś 7-8 lat to Kiss, uwielbiałem Kiss, AC/DC itp. Dorastałem z taką muzyką, ale kiedy stałem się nastolatkiem, to zacząłem ostro słuchać Judas Priest, Iron Maiden, Venom, Motorhead itp., i właśnie z tego miejsca ruszyłem dalej. Zawsze szukałem cięższych rzeczy, nieco pojebanych i właśnie w latach 80tych słuchałem też nieco Punka, jako że wtedy to właśnie była najbardziej agresywna muzyka, jaką mogłem dostać – kapele typu Dead Kennedys, Discharge, Exploited doskonale gasiły mój głód agresywnej muzyki.

Ale i tak za dużo to tego nie było. Tzn., był thrash, ale ja szukałem czegoś bardziej brudnego, bardziej nieokrzesanego i wkurwionego. Naprawdę podobała mi się ta wkurwiona Pankowska muzyka – te rzucające się chujki (haha), i dlatego właśnie dobrze miesza się z metalem. Dlatego tak bardzo lubię Venom. To jest punkowe, surowe i wkurwione – wiesz, „dostałem w pierdol, ale i tak chuj z tobą” (śmiech). Dla mnie, najlepszy death metal to taki, który ma to wyzywające nastawienie. Problem z death metalem zaczął się właśnie wtedy, kiedy to nastawienie zaczęło znikać. To znaczy muzyka jest niezła, ale brakuje tego feeling`u. Jak słucham jakiejś kapeli, to chce zobaczyć ich wkurwienie, ich nienawiść. Dlatego też moim ulubionym bandem wszech czasów jest Sarcofago. Jak że wkurwiony był Wagner Antichrist krzycząc to swoje “FUCK YOU JESUS CHRIST!!!”…Zajebiste. Uważam, że w metalu musi być nienawiść. To złowroga odmiana muzyki i to jest ujście dla twoich nie nawistnych odczuć. Ale to tylko moje zdanie (śmiech).

Też tak uważam, naprawdę! (Śmiech). Jak wyglądała lokalna scena w czasie, kiedyzakładałeś Revenent?


JM: W tamtym czasie w New Jersey tkwiliśmy w trzewiach bestii pozerskiej muzyki. Chodzi mi o zespoły typu Bon Jovi, American Angels, Skid Row…i tego typu gówna. Nie wiem na ile znasz historię muzyczną tego okresu, ale mieliśmy tzw. sceny Zachodniego wybrzeża, Los Angeles i Nowego Jorku/New Jersey. Popularna pozerska muzyka. Bardziej rciuchowa niż prawdziwa (śmiech).

Byliśmy jednym z niewielu ekstremalnych kapel. Kiedy wystartował Revenant i ja do nich dołączyłem, chyba tak około 1986, pierwsze koncert graliśmy z kapelami Hardcore/Punk czy też z kapelami thrashowymi, które były pod ręką.Ale to był thrash w klimatach Metallica/Testament. Niezbyt agresywny. Otwieraliśmy też gigi dla kapel pozerskich, ale nie było, z czego wybierać – graliśmy, z kim popadnie i staraliśmy się być na maksa agresywni, i zawsze z tym nastawie nie typu„spierdalajcie.”

To była świetna zabawa, bo wszystkie te pozerskie zespoły w czasie koncertów zachowywały się w stosunku do nas jak skończone dupki (śmiech). Jak dla mnie, to była to dobra zaprawa, bo po takim koncercie zawsze ktoś tam się znalazł, komu podeszła taka muzyka. Wszyscy inni mieli to w dupie, ale zawsze znalazł się co najmniej jeden nowy koleś, którego zdobyliśmy dzięki naszemu koncertowi.Nauczyliśmy się to doceniać, bo scena nie była, jak na tamte czasy, zbyt zorientowana na kapele naszego pokroju. Dlatego też nauczyliśmy się doceniać każdego fana, jakiego udało nam się zdobyć. To nie tak, że hordy fanów waliły na nasze koncerty i nas wspierały. To było super.

Zazwyczaj pogrywaliśmy z lokalnymi kapelami hardcorowymi i fani tych kapel lubili nas o wiele bardziej niż fani kapel pozerskich. Było parę kapel thrashowych i były one nie najgorsze, ale nie miały one tego pierwiastka agresywności, do czasu, kiedy odkryliśmy Ripping Corpse. To była kolejna kapela z New Jersey, z która pisaliśmy i wymienialiśmy się na materiały. Revenant i Ripping Corpse zagrały ze sobą sporo koncertów. Istniało pomiędzy nami swoistego rodzaju braterstwo, bo byliśmy dwiema kapelami, które grały muzykę pełną agresji na scenie zainfekowanej przez pozerstwo. Naszymi fanami byli hard korowcy i punki jak również paru thrashers, – ale pozerzy nie lubili naszej muzy.

Z czystej ciekawości: czy ktoś kiedyś zamienił swoje obcisłe spodnie na skórę i ćwieki pod wpływem waszej muzyki?


JM: (Śmiech), może, – ale nie jestem pewien. Ale z pewnością zyskaliśmy paru fanów z obozu pozerów, bo niektórzy zaczęli patrzeć na świat przez inna optykę. I to było super.

Jak widzisz dalsza karierę Revenant po swoim odejściu od zespołu? Masz nadal kontakt z zespołem?


JM: Hem, był powód, dla którego opuściłem zespół – nie podobał mi się kierunek, w którym Revenent muzycznie zmierzał. To była trudna decyzja, bo zespół miał właśnie podpisywać kontrakt z Nuclear Blast, – ale nie mogłem dogadać się z resztą zespołu, co do naszej przyszłości muzycznej. Uważam, że dla kapeli to była dobra decyzja. Opuściłem zespół i stworzyłem własny, bez żadnej gwarancji, że ludzie polubią mój nowy band.

Revenant podjął decyzję o graniu bardziej progresywnym i to był właściwy kierunek, który sprawił im wiele frajdy. Mogę słuchać tego, co grają, ale osobiście wolę muzykę nieco bardziej agresywną. Kwestia gustu. Zawdzięczam Revenant naprawdę dużo. Dzięki tej kapeli nauczyłem się wiele o muzycznym podziemiu, tape – tradingu, zinach itp. Bez tych kolesi nie byłoby Incantation, bo nie byłbym w stanie uczestniczyć w podziemiu na tyle na ile było mi to dane. Ten zespół to ważny rozdział w moim życiu i jestem z niego dumny. Po prostu nasze kierunki się rozjechały. Mam nadal kontakt z Henrym, gadamy ze sobą, co prawda nie widuję go zbyt często na koncertach, ale piszemy do siebie maile i generalnie mam ogromny szacunek dla gości. To był wspaniały zespół i szkoda, że nie zaszli dalej.

W 1989 połączyłeś siły z panem “z jebem” Paulem Ledney (oboje się śmieją). W rezultacie powołałeś do życia Incantation. Co było głównym czynnikiem, który wpłynął na decyzję o powstaniu zespołu? Czy nadal jesteś w kontakcie z Paulem? Co sądzisz o ostatnim albumie Profanatica?

JM: Hem, grałem z Paulem w Revenant. Szukałem perkusisty i spytałem swoich przyjaciół z Immolation, Boba i Rossa, czy nie znają jakiegoś perkusisty, bo akurat nasz odszedł i szukałem gościa, żeby utrzymać kapele przy życiu. Powiedział mi o Paulu Ledney. Spotkałem się z nim i jakoś tak między nami muzycznie (przynajmniej) zaskoczyło i stwierdziłem, że koleś jest ok. Pomyślałem, że oto znalazłem gościa, który będzie bębnił i który rozumie moje podeście do muzyki. Nasze gusta były podobne.

Byliśmy dobrymi przyjaciółmi. Tak, więc zaprosiłem go,żeby z nami trochę pograł prób i byłem zdania, że koleś jest świetny, podczas gdy reszta stwierdziła, że jest do kitu (śmiech). W moim odczuciu, pogrywanie z Paulem było tak fajne, ze wolałem to, niż granie z Revenant w składzie, w jakim wtedy się znajdował. Tak czy inaczej, zdecydowałem,że opuszczę Revenant i uruchomię Incantation razem z Paulem. To było wspaniale uczucie uwolnienia się.. Po około 6 miesiącach, problemem okazało się, że Paul to gość nastawiony na kreowanie wizerunku. Chciał kapele przerobić na bardziej black metalową i trzaskać, z jakiegoś powodu, jej zdjęcia (śmiech). Dla mnie wizerunek kapeli był zawsze mniej ważny niż muzyka, którą gra.

Nawet pomimo faktu, że z gościem fajnie się współpracowało, to jednak mieliśmy różne wizje. I tak wyszło mu to na dobre, bo jak opuścił Incantation to założył Profanatica i to już poszło totalnie po jego myśli. Profanatica to zajebisty zespół. Ale jak chcesz założyć kapelę i grać na golasa to super, ale beze mnie (śmiech). Co do ich ostatniego albumu to nie słuchałem go od  dłuższego czasu i nie bardzo pamiętam to tam na nim jest. Ale jestem pewien, że jest brudny i ponury. Jakiś czas temu Paul zaproponował mi i Alex współpracę. Z braku czasu, niestety, nic z tego nie wyszło.

Jak dla mnie to byłaby świetna sprawa. Chciałem zrobić coś wspólnie z Paulem, bo już wcześniej nagraliśmy kawał fajnej muzyki, jak na przykład „Unholy Mass” czy też właśnie „Profanation.” Napisaliśmy to wspólne i zdaje się, że lubisz ten kawałek. Jest miedzy nami dobra chemia.To gość, z którym fajnie się pracuje.

Mieliście też chyba Aragona Amori w składzie w tamtym czasie?


JM: Tak! Aragon to spoko koleś. Zabawny jak się z nim razem pogrywało. Chujowo, że mu się zmarło. Bardzo ciepło go wspominam. Kawał wariata. Nawet Paul Lednay nie był tak walnięty (śmiech). Równy chłop, ale zdrowo szajbnięty!

Doskonale rozumiem. Z drugiej strony, twoje utwory zawsze były pełne jadu, bluźnierstwa i tego nastawienia typu,„Nie dla boga.”Czy osobiście wierzysz w diabła i czy inne bóstwo, które jest potężniejsze od nas, czy jest to po prostu symbol wyzwolenia.?


JM: Nie, nie wierzę w żadnego boga, diabla czy takie tam. To bardziej uwolnienie się od myśli, które cię w jakimś tam stopniu cię ograniczają. Jest to spowodowane faktem, że ludzie karmieni są religią od małego i to wypacza ich umysł. Uważam, że powinno się być wolnym od tego rodzaju myśli, a raczej znajdować oparcie w instynkcie zwierzęcym i zgodzie z samym sobą. Nie oznacza to jednak bycie chujkiem. Rozumiem przesłanie postaci Szatana, ale nie angażuję się specjalnie w tę religię.

Wierzę po prostu w zasadę pięknym za nadobne, ale w znaczeniu żeby nie być chujkiem i tyle. Może to nie jest perfekcyjne podejście, ale dzięki niemu można uniknąć wielu problemów nie będąc po prostu dupkiem. Jak jesteś ok, to ludzie są zazwyczaj ok dla ciebie. Poza tym, to ja nie wierzę w boga. Kiedy tylko stałem się nastolatkiem uświadomiłem sobie, że nie wierzę już w boga.Kiedyś, jako dziecko wierzyłem w boga, ale zdałem sobie sprawę, że to bzdura.

Problem polega na tym,że świat dzięki religiom jest zjebany. Popatrz tylko na muzułmanów. Mają wygięte blachy na maksa, ale to dzieje się też w przypadku innych religii. Stają się wręcz opętani przez swoją wiarę i nie zdają sobie sprawy, że tak naprawdę to wszystko jest zupełnie bezużyteczne. Większość syfu, jaki ma miejsce dzieje się, kiedy ludzie wiary próbują narzucać swoją wole innym. Wasza sprawa.Wierzcie sobie, w co chcecie, ale mi dajcie spokój. Dla mnie to bez znaczenia, czy ktoś chce sobie wierzyć w swojego boga, ale niech mnie zostawi w spokoju. To moje życie i chce je przeżyć po swojemu.

Kumam totalnie, stary. Dobra, jeszcze o Incantation. Wasza pierwsza epka „Entrentment of Evil” to mój ulubiony materiał, wydany przez Seraphic Records. Nie rozumiem tej wytwórni. Większość ich wydawnictw niszczy. A koleś wyjebał wszystkie kapele wzorowo. Jak wspominasz współpracę z SD i co też takiego miał miejsce w przypadku jej właściciela Steve`a?


JM: To nieco drażliwa sprawa. Spotkałem Steva O`Bannon około 1990 roku. Hem, tak naprawdę to nie spotkałem go osobiście, ale to on zadzwonił do mnie. Nie mam pojęcia jak zdobył mój numer, ale spytał mnie czy jestem zainteresowany wyjazdem na koncert, jako jako że Napalm Death miało grać w Nowym Jorku w klubie CBBGD po raz pierwszy, i był to koncert wyjątkowy. Chciał się dowiedzieć, czy się tam wybieram, bo on jechał, a że był spoza rejonu, to chciał żeby ktoś z nim się tam wybrał. Jako że znał mnie z Revenant, zadzwonił do mnie kiedyś i powiedziałem mu wtedy, że mam nowa kapelę, która właśnie pracuje nad demo, a on na to – „stary ja właśnie startuję z labelem i chce wydawać 7 calowe epki.”

Chcecie wydać epkę? To brzmiało naprawdę super! Nie znalem go na tamte czasy zupełnie. Ale słaba sprawa to to, że koleś zapytał mnie czy znam inne kapele zainteresowane wydaniem epek i powiedziałem, że popytam. Udało mi się namówić Rigor Mortis, Derketa, Goreaphobia i Rottrevore..Tyle kapel! Powiedziałem im, że znam kolesia, który wydaje epki (śmiech). Użyłem swoich kontaktów, żeby wepchnąć te kapele na jego grafik wydawniczy i żeby je on mógł potem wyjebać. I musiałem wziąć winę na siebie – „oj, przykro mi bardzo.”Przeprosiłem wszystkie kapele, że je tak wpuściłem w maliny. Byłem zaprzyjaźniony z tymi zespołami, dlatego tez ostro się wkurwiłem, kiedy wyruchał nas i inne kapele, na przykład Mortician. Will`a szlag trafił. Kiedy graliśmy w Cleveland, Will poszedł szukać Steve`a. Parę razy jak graliśmy w Cleveland, zachodziliśmy do niego do domu żeby go wyciągnąć na zewnątrz.

Naszym zdaniem koleś musiał albo dojść do ładu z naszymi materiałami albo rozliczyć się z nami na serio, ale tak, to było głupie. Sprawa z Seraphic Records wyglądała generalnie tak, że koleś nas wyjebał, ale suma summarum, wydał świetne materiały i zajebiste epki, które stały się częścią historii undergroundu.Czyli na dobrą sprawę stało się dobrze. Czasami ludzie kalkulują na krótką metę – wiesz, koleś nas zrobił, ale na dłuższą metę to jest na plus, bo muzyka idzie w obieg i na dobrą sprawę tonie jest takie niekorzystne poza faktem, że ktoś kogoś wyjebał na ileś tam sztuk płyt.

Jako że Incantation to pewnego rodzaju zespół jednoczący członków takich kultowych death metalowych zespołów jak Profanatica, Acheron, The Chasm, Goreaphobia etc., czy w związku z tym widzisz się, jako swoistego rodzaju symbol?


JM:
Symbol? Nie, ja po prostu uważam się za fana muzyki undergroundowej. Death metal, thrash – jak leci. Po prostu jestem gościem, który lubi to, co robi. Rozumiem, że ludzie doceniają muzykę, która tworzę i jestem dumny z takiego obrotu sprawy, ale żeby od razu być jakimiś tam symbolem. Nie, to po prostu…śmieszne. Jestem gościem, który gra muzykę, którą lubi, ale i tak dla mnie to zaszczyt słyszeć, że ludzie to doceniają. Dla mnie osobiście to zaszczyt.

Proste jak drut. I jeszcze to, że zdaje się, że masz dosyć cieple uczucia odnośnie Polski – grasz nawet z Reyashem na koncertach.


JM: Ano, Reyash to nie złygość.

Chciałem zapytać, jak wygląda granie z tym kolesiem i co też powiesz mi o Polsce?


JM: Naprawdę lubię Polskę i jej kulturę ogólnie. Naprawdę. Jest coś takiego w polskiej kulturze, co sprawia, że ma ona tę atmosferę czystości i powiew „starego kontynentu.” To nowoczesny kraj, ale tu bardziej chodzi mi o tradycje, które Polacy kultywują. Uważam, że to bardzo dobre. Kiedy się podróżuje, fajną sprawą jest przejście się gdzieś po okolicy i zobaczenie coś lokalnego, zamiast odwiedzać miejsca, które są jak inne, podobne miejsca w innych krajach. Polska jest wyjątkowa. Uwielbiam polskie jedzenie. Jest naprawdę dobre, bo nie jest zbyt fast food`owe – na przykład pierogi i inne potrawy, które są świeże. I fani zawsze byli super. Już od czasów, kiedy zaczynałem grę w Revenant zawsze dostawaliśmy mnóstwo poczty z Polski. Polacy zawsze nas wspierali, kiedy grałem w Revenant, Mortician, Incantation i gdzie się tylko dało. Kiepska sprawa, że tyle czasu zajęło nam odwiedzenie Polski, bo fani zawsze nas pytali o ewentualny przyjazd, a ja zawsze musiałem odpowiadać „nie, że – nie da rady”. Tak się szczęśliwie złożyło, że przez ostatnie parę lat gramy w Polsce nieco częściej i to jest super. Polacy zawsze przychodzą na koncerty i wspierają nas, jak ci goście w Niemczech. Na przykład gramy w Berlinie na koncercie Party San, na przykład, i widzimy, że jest na nim mnóstwo Polaków – a to dobre połączenie. To zawzięci metale i bardzo dobra podziemna scena. Jedna z moich ulubionych.

Jakieś ulubione polskie zespoły?


JM: Ciężko powiedzieć. Niech no pomyślę o ulubionych polskich kapelach. Ok, może nie jestem super fanem Behemoth, ale szanuję ten zespół. Nie podoba mi się natomiast kierunek, w którym zmierza ich muzyka. To nie moje klimaty, ale znam Nergala całkiem nie źle, i mogę tylko powiedzieć, że to uczciwy i szczery koleś, poświęcony muzyce, którą gra i który zasuwa naprawdę ciężko tak, więc muszę mu to przyznać, ze w okresie, kiedy kapelom rożnie się wiodło, on dawał radę. Podobnie sprawa ma się z Vader. Zasuwali ostro i chociaż nie mogę powiedzieć, że ich muzyka jakoś szczególnie mnie porywa, to doceniam ich upór w dążeniu do celu.

Podziwiamteż Supreme Lord Reyasha. To super zespół. To prawdziwy, oldschoolowy death metal. I Christ Agony. Graliśmy razem, zajebiści kolesie. Śmieszni. Lubię Witchmaster, wkurwiony punk black death. Kali ma magisterkę z filozofii; to zabawna sprawa (śmiech). Ale używa on kapeli, jako ujścia dla swojej agresji. Jest taki wkurwiony. Jest sporo dobrych kapel w Polsce.

Jeszcze co do Vader, to podziwiam ten zespół, bo zaczynał w czasach, kiedy ciągle działała komuna, i naprawdę ci kolesie dali z siebie dużo,żeby wytrwać i osiągnąć cele, które sobie wyznaczyli, iw rezultacie stać się jedna z najlepszych kapel na świecie.A zaczynali w jednym z najcięższych krajów, jeżeli chodzi o założenie zespołu. Jako muzyk, który pracuje ciężko podziwiam i szanuje ich sukces, bo wiem ile wysiłku zajmuje takie podejście. Tak w ogóle, to szkoda Docenta, który odszedł. Super koleś. Mieliśmy przyjemność zagrać z Vader po Stanach i chujowizną jest to, co się z nim stało.

Dokładnie, chujowizna na maxa. Krótkie pytanie na koniec: jakieś dobre, nowe horrory?


JM: Oj, „Afterparty Massacre” (śmiech).
Co do nowych, to specjalnie nie wiem, bo lubię stare klimaty. Ulubione to, “Texas Chainsaw Massacre”… ten film jest zły jak chuj. „Leatherface”też jest zdrowo pojebany.Kiedy tylko sobie uzmysłowisz, co ten koleś wyprawia. Też takie sztuki jak, “The Exorcist”, “Omens”, “Evil Dead.” Śmieszne, ale dobre

Ok, reszta należy do ciebie.


JM: Dzięki za wsparcie. Mam nadzieje, że przyjedziemy ponownie do Polski tak szybko, jak się tylko da, i skopiemy parę tyłków. Nasz album wychodzi w końcówce roku. Będzie grubo!

Wywiad przeprowadził: Tymoteusz Jędrzejczyk
Zdjęcia: Leszek Wojnicz-Sianożęcki

 

Poprawiony (piątek, 29 maja 2015 20:59)

 

baa222