GUILLOTINE

Wywiad z GUILLOTINE postanowiłem przeprowadzić z kilku powodów. Po pierwsze, by na nowo rozniecić ogień niesamowitości, którą promieniował ten niezwykły band. Po drugie, chociaż chłopaki wydali tylko dwie płyty, to z pewnością takie, które odcisnęły swój ślad w historii metalu na wieki. Panie i panowie, oddajmy głos Fredrikowi „Spider” Mannbergowi, jednemu z założycieli GUILLOTINE.

 

1.  Cześć, Fredrik. Co tam u ciebie słychać? Wielkie dzięki za ten retrospektywny wywiad o GUILLOTINE.

 

Cześć, nie dalej jak w zeszły weekend grałem z PERSUADER na festiwalu House of Metal. Było zajebiście. Nowy album, który wydajemy z tym zespołem, wyjdzie jakoś w ciągu roku. Obczajcie go, jeśli siedzicie w Power/Thrash metalu. Pracuję też nad paroma projektami. Nad jednym wspólnie z Emilem z PERSUADER, a oprócz tego dwoma własnymi. Czuję też, że zbliża się faza na napisanie kilku kawałków dla NOCTURNAL RITES.

 

2. Wasze pierwsze demo Under the Guillotine ukazało się w 1995, krótko po powstaniu zespołu. Jak na siebie trafiliście i czyj to był pomysł? Czy znaliście się z Nilsem już wcześniej?

 

To był mój pomysł. Zawsze byłem wielkim fanem KREATOR, ale w czasie nagrywania demo/albumu byłem także pod silnym wpływem BATHORY, POSSESSED, DEATH i tym podobnych. Kawałki miałem już gotowe, trzeba je było tylko nagrać. Zanim sformowaliśmy GUILLOTINE, Nils i ja współpracowaliśmy już od dłuższego czasu przy NOCTURNAL RITES. Dlatego kiedy przyszło do wyboru basisty, wiedziałem, że to właściwy człowiek. Cobra zrobił nam bębny, ale przez te lata straciliśmy kontakt. Nie widziałem go ostatnio i nikt nie wie, gdzie go nosi.

 

3. Od samego początku muzyka GUILLOTINE hołdowała teutońskiej scenie lat 80., w szczególności KREATOROWI. Pamiętasz, co zafascynowało cię w tym zespole? Która z ich wczesnych płyt jest dla ciebie najważniejsza? Endless Pain, czy Pleasure to Kill? I który wokal bardziej ci pasował, MIlle czy Ventora?

 

Pamiętam, kiedy jako nastolatek chodziłem do miejscowego sklepu z płytami, szukając nowości. Nagle wpadło mi w oko zajebiste logo na jednej z nowych płyt. Wziąłem ją do ręki i zobaczyłem zdjęcia chłopaków z zespołu. Wiedziałem, że muszę jej posłuchać. Po dosłownie kilku sekundach byłem w thrashowym niebie. Genialne wokale… genialne riffy… genialne piosenki… niesamowite uczucie. To był zajebisty dzień. Absolutny odlot. Zarówno Endless Pain, jak Pleasure to Kill są dla mnie niezwykle ważne. Podobnie Terrible Certainty, Extreme Aggression i Coma of Souls. Wolę wokal Mille’go niż Ventora. Mam nawet wytatuowany cały rękaw Kreatora. Pojechałem do Ventora do Essen, żeby wydziarał mi Son of Evil. Nieźle, co nie?

 

4. Lata 80. były bez wątpienia złotą erą muzyki. Pojawiło się wówczas mnóstwo niesamowitych gatunków: NWOBHM, speed, thrash, a potem death i black. W jaki sposób zajawiłeś się metalem? Powiedz nam o swojej pierwszej metalowej płycie i pierwszym koncercie.

 

Zajawiłem się metalem bardzo wcześnie. Słuchałem WASP, TWISTED SISTER, EUROPE i tak dalej. Byli wtedy w każdym magazynie, w telewizji. Oglądając Headbangers’ Ball i inne programy w TV trafiałem na inne zespoły. Nie pamiętam swojej pierwszej płyty, ale na pewno to był któryś z powyższych zespołów. Pierwszy koncert na pewno tu w Umeå, alenie ma bata, żebym sobie przypomniał, co to było, hahaha.

5. Kiedy zdałeś sobie sprawę, że chcesz tworzyć muzykę, a nie tylko być jej odbiorcą? Co pchnęło cię w kierunku kariery muzyka?

 

Jako nastolatek miałem świetnego nauczyciela muzyki. Był prawdziwym pasjonatem i sądzę, że to on mnie zainspirował. Założyliśmy zespół z kolegami ze szkoły, ale wtedy graliśmy punk/grindcore. Odszedłem, bo chciałem robić death metal. I wtedy trafiłem na Tommie’go i jego kumpla Nilsa. Mieliśmy różne pomysły na nazwy, ale ostatecznie powstał NOCTURNAL RITES.

 

6. Wasz płytowy debiut wyszedł w 1997 roku i nosił taki sam tytuł, jak demo – Under the Guillotine. Skład uległ pewnym zmianom, czyż nie?

 

Nie, po prostu reszta składu zmieniła ksywy na Cobra i Snake. Ja robiłem wszystkie gitary na demo i na płycie. Patrząc z perspektywy czasu, Psycho nigdy nie był stałym członkiem składu.

 

7. Ciekaw jestem twojej opinii w pewnej sprawie. Życie pokazuje, że najlepszą muzykę tworzą składy trzyosobowe. Żeby nie być gołosłownym: RUSH, MOTORHEAD, VENOM, BATHORY, CELTIC FROST, SODOM, BACKWATER, CARNIVORE, DESTRUCTION, wczesny KREATOR. Zgodzisz się z tym? Wasz album Under the Guillotine wpisuje się w tę zasadę.

 

Tak, trzyosobowe składy rządzą. Zgadzam się bez dwóch zdań. W początkach NOCTURNAL RITES też była nas trójka.

 

8. Grywaliście też czasem na żywo? Jak reagowała publika? Jakieś dzikie historie z tym związane?

 

Pierwsze koncerty graliśmy w czasach płyty Blood Money. Byliśmy w trasie między innymi z UNLEASHED i BELPHEGOR tu, w Szwecji. I to by było wszystko. Z ciekawostek pamiętam, że na ostatnim koncercie jeden dźwiękowiec, który był z Brazylii, wszedł z nami na scenę i pociągnął główny wokal na Arise SEPULTURY.

 

9. Koniec lat 90. był czasem niepodzielnych rządów formatu CD. Bardziej tradycyjne nośniki, jak winyle i kasety, poszły w zapomnienie. Ale czasy się zmieniły. Nośniki analogowe powracają, a winyl zyskał ostatnio szczególną popularność; mamy coraz więcej tłoczni płyt. Coraz więcej starszych materiałów wznawia się też na kasetach i winylach. Co o tym sądzisz?

 

Sądzę, że to świetnie! Nigdy naprawdę nie przepadałem za CD. Wyrosłem na winylach i kasetach. Kiedyś kupowałem mnóstwo winyli i kaset, ale jakoś z czasem odpuściłem. Ciągle mam ich bardzo dużo, ale sporo już sprzedałem. Nadal mam jednak swoje płyty KREATOR, SODOM, DESTRUCTION, SLAYER i DEATH.

 

 

10. Muszę przyznać, że sam jestem absolutnym maniakiem wydań na winylu i w związku z tym muszę zadać następne pytanie. Nie sądzisz, że dobrym pomysłem byłoby wznowienie waszych obu kultowych albumów na analogu? Under the Guillotine wyszła na CD i picture-disku, jednak dźwięk zyskuje znacznie wyższą jakość nagrany na 180-gramowej płycie. Blood Money było wydane tylko na CD. Dlatego taki pomysł wydaje mi się dobry.

 

Tak, byłoby wspaniale. Naprawdę chciałbym kiedyś je wznowić. Przydałyby się w mojej kolekcji :D

 

11. Porozmawiajmy o sesji nagraniowej Under the Guillotine. Byłeś odpowiedzialny za riffy i teksty na tej płycie. A jak przebiegała sama sesja? Czy byliście zestresowani pracą w studio, no i oczywiście, jak wam poszło? Żadnych niemiłych niespodzianek, w przeciwieństwie do sesji Blood Money? Jak długo zajęło wam samo nagrywanie i mix?

 

Płytę nagraliśmy w studio naszego dawnego wokalisty, Andersa (NOCTURNAL RITES). Nie mieliśmy z nią żadnych problemów. Sesja poszła piorunem. Znaliśmy utwory, potrzebny był tylko solidny wykon. Pamiętam, że używałem starej, gównianej gitary marki Applause. Korpus był zrobiony ze sklejki wyciętej w kształt Fendera Stratocaster. Biały z czarną maskownicą. Wzmacniacz amp/cabinet Marshalla. Oczywiście zapis analogowy.

 

12. W roku 2000 rozpoczęliście prace nad kolejną płytą GUILLOTINE, Blood Money. Nacieszyć się nią mogliśmy jednak dopiero po 8 latach (a właściwie nawet 11), gdyż tyle trwało, zanim okazał się wreszcie dostępny. Możesz powiedzieć nam o tym coś więcej?

 

Jasne. W tamtym czasie zacząłem pisać utwory. Pamiętam, że kilka dokończyłem. Na pewno ‘Scared to Death’ i jeszcze ‘Nuclear Reactor’. Były w podobnym klimacie, jak debiut. Ale wiele się wtedy działo w NOCTURNAL RITES. Komponowanie, nagrania, trasy. Więc dopiero kiedy Norberg podjął decyzję, że odchodzi, w 2007 zabraliśmy się za kolejną płytę GUILLOTINE, by nie tracić, że tak powiem, twórczego ducha. Pracowaliśmy też wówczas nad materiałem NOCTURNAL RITES. Chris Rörland dołączył do nas w 2010 i zagraliśmy na paru festiwalach. Ostatecznie dwa lata później skończył w SABATON.

 

13. Blood Money, choć wciąż brzmi old-schoolowo, to stylistycznie inna bajka; mam na myśli odmienność muzyczną na tle pierwszej płyty. Dlaczego? Czy o tej zmianie stylu zadecydowały lata, które upłynęły pomiędzy pierwszą i drugą płytą? Jasne, to wciąż thrash metal, ale jakby inny.

 

Myślę, że między tymi dwoma albumami minęło po prostu zbyt dużo czasu. Naprawdę nie wiem, dlaczego ‘Nuclear Reactor’ i ‘Scared to Death’ ostatecznie nie znalazły się na płycie. Muzykę mam zawsze w głowie, gdzie riffów we wszelkich możliwych stylach jest na pęczki. Wracając do KREATOR, czasem myślę, że ich najlepszy album to ‘Endless Pain’, kiedy indziej, że ‘Pleasure to Kill’ albo ‘Extreme Aggression’. Musiałem być nieco innym nastroju, kiedy pisałem kawałki na ‘Blood Money’. Bardzo lubię tę płytę i to nadal jest oldschoolowy thrash, jednak nie tak oldschoolowy, jak debiut. Również mój głos brzmi tam nieco inaczej. Mam lepszą technikę śpiewu i trochę mniej zdarte gardło.

 

14. Jestem w pełni świadom twoich postępów w ciągu tych 11 lat dzielących oba albumy. Jednakże, powiedziałbym, że twoje pierwotne inspiracje odeszły w siną dal. Czy to było celowe? Wybraliście inne podejście, żeby nie posądzono was o stagnację? Czy z perspektywy lat uważasz, że ta zmiana naprawdę była konieczna? Nie tęsknisz za starym dobrym KREATORO-podobnym GUILLOTINE?

 

To kwestia upływu czasu między albumami. Nie było to celowe. Jestem pewien, że gdyby ‘Blood Money’ wyszło w 2000r., miałoby wciąż klimat debiutu. Pamiętam te dwa wspomniane kawałki z wcześniejszego okresu. I tęsknię za KREATORO-podobnym GUILLOTINE. Po ‘Blood Money’ zaczęliśmy nagrywać kolejny album, którego nie dokończyliśmy. Urodziła mi się córka, kupiłem dom, i tak dalej. Te utwory to jakby mieszanka obu płyt.

 

15. Skład z czasów ‘Blood Money’ różni się od wcześniejszego. Zostałeś tylko ty i Nils. GUILLOTINE zyskał nowych członkówktórzy obsadzili gitarę (Daniel Sundbom) i perkusję (Efraim Juntunen). Opowiesz nam więcej o tej sprawie?

 

Było tak: Cobra zniknął i rozmawialiśmy o zastąpieniu go z naszymi dawnymi kumplami z PERSUADER. Bardzo się podjarali wizją dołączenia do GUILLOTINE. Daniel zrobił nawet cały szkic ‘Skeleton City’, ja go tylko dokończyłem. Czuliśmy, ze potrzebujemy dwóch gitarzystów, żeby ciężej zabrzmieć na żywo i to był strzał w dziesiątkę.

 

16. ‘Blood Money’ wyszło pod szyldem Pulverised Records. Czy to był dobry wybór? Wiemy w końcu, co stało się z Necropolis Records, które pomimo ogromnego potencjału przestało istnieć po zaledwie 6 latach na rynku.

 

Pulverised dało nam niezłe warunki. Dlatego podpisaliśmy umowę. Pamiętam, że było jeszcze kilka chętnych wytwórni. Trzeba było coś wybrać i padło na Pulverised.

 

17. Żadna z płyt GUILLOTINE nie przepadła w otchłani zapomnienia, obie bez wątpienia zapisały się w historii oldschoolowego metalu. Byliście jedną z pierwszych kapel, które określano mianem retro-metalu. Tłumy maniaków uwielbiają wasz materiał, który urywa łeb! Dlatego nie mogę nie zapytać, dlaczego się rozpadliście? Czy z powodu rosnącej popularności waszego głównego zespołu (NOCTURNAL RITES)? Brak czasu i zacięcia? Powiedz, co się stało?

 

Byliśmy zbyt zajęci przy NOCTURNAL RITES. Brakło nam energii, żeby skomponować i nagrać nowe GUILLOTINE równolegle z ciężką pracą, jaką wkładamy w NOC. Dodatkowo, kiedy urodziła się moja córka, musiałem zająć się innymi rzeczami, a czasu nie przybywa.

 

18. Nie kusi cię jakiś mały powrót? Żeby pokazać ludziom, jacy byliście zajebiści? To dobry czas na takie akcje. Spójrz tylko, jak wielu klasyków powróciło z zaświatów: DARK ANGEL, PROTECTOR, POSSESSED, BLOOD FEAST, IRON ANGEL i masa innych. Historia zatoczyła koło!

 

Pewnie. Jeśli przyjdzie na to czas, może tak zrobimy. Nie mam nic przeciwko takim reaktywacjom.

 

19. Chyba czas już kończyć. Dzięki ogromne za tę podróż w przeszłość. Chciałbyś coś dodać dla wszystkich fanów GUILLOTINE jak świat długi i szeroki?

 

Dzięki za wywiad. Miło wiedzieć, że ludzie wciąż pamiętają GUILLOTINE! HAIL!

NecronosferatuS

 

baa222