RAGE

 ŻYCIE JEST ZBYT KRÓTKIE NA NIENAWIŚĆ I BZDETY  

Szesnaście lat czekać trzeba było, aż Rage obudzi się z letargu, w który wpędził je gitarzysta-nudziarz Wiktor Smolski. Lider, śpiewający basista Peavy Wagner, wydaje się więcej niż zadowolony z obecnej formy zespołu.

 

Witaj Peavy! Dzięki za najnowszą płytę, czekałem na tak dobry album Rage od czasu „Soundchaser”!

Dziękuję, miło to słyszeć.

Jak utrzymujesz swój głos w takiej dyspozycji?

Im jestem starszy, tym łatwiej mi się śpiewa. Może to doświadczenie… A może fakt, że zbyt wiele na ten temat nie myślę, co może mieć pozytywny efekt psychologiczny. Kiedy byłem młody, zawsze bałem się przeziębienia i utraty głosu. Oczywiście to się zdarzało i to często. Obecnie mam to w dupie i nie ma żadnych problemów. Inna kwestia, znam doskonale swoje możliwości i nie przekrzykuję gardła. To się zdarza, gdy śpiewasz poza naturalnym zasięgiem. Kolejna sprawa: dzisiejsze Rage ma w osobach Marcosa i Luckiego dwóch dobrych wokalistów, którzy zawsze mnie wspierają na koncertach. Zdejmuje to ze mnie dużo presji jako z głównego śpiewaka.

Choć „Wings Of Rage” ma sporo ciężaru, nie tracicie wyczucia melodii, co było moim problemem z poprzednim krążkiem.

Serio? Ja tak nie uważam, ale to kwestia gustu. Tym razem spędziliśmy dużo czasu na komponowaniu. Znacznie więcej, niż przy kilku wcześniejszych płytach. Wszystkie numery przeszły przez kilka stadiów. Zostały przepracowane kilkakrotnie, zanim znaleźliśmy właściwy wymiar każdego kawałka. Zatem to mogło zrobić różnicę.

Bardzo lubię „The Devil Strikes Again”, ale „Seasons Of The Black” już niezbyt. Było ciężkie, ale zabrakło finezji, która zawsze była waszym znakiem rozpoznawczym!

Hmm… pewnie dlatego, że nie mieliśmy zbyt wiele czasu na prace nad tym krążkiem. Wyszedł ledwie 12 miesięcy po „Devil…”.

Dlaczego postanowiliście przearanżować „Higher Than The Sky”?

To utwór ponadczasowy, oryginalna wersja ma już ponad ćwierć wieku! Wyobrażaliśmy sobie, jak zabrzmiałby, gdybyśmy go napisali dziś. Efektem jest ta nowa wersja. Bardzo nam się spodobała i ostatecznie postanowiliśmy ją umieścić wśród świeżych kawałków. Nie mieliśmy zamiaru tworzyć konkurencji dla oryginału.

Minęło już pięć lat odkąd rozstaliście się z Wiktorem Smolskim. Nie sądzisz, że powinno to nastąpić znacznie wcześniej? Aż do „Soundchaser” Rage brzmiało jak Rage, ale od 2006 roku wasza muza stawała się coraz bardziej nudna. Jako fan od 30 lat, wiedziałem kto był za to odpowiedzialny!

Tak, masz całkowitą rację. Powinienem był zakończyć to wcześniej. Może należało zrobić restart, gdy odszedł Mike Terrana… Ten układ działał dobrze tylko z nim na bębnach. Mike stanowił przeciwwagę dla Wiktora. Cóż, życie! Zawsze lepiej wszystko się rozumie po pewnym czasie.

Skąd pomysł na jednoczesne prowadzenie dwóch zespołów?

Cóż, Refuge miał być tylko krótkotrwałym projektem dla zabawy, stworzonym z nostalgii i dla odnowienia starych przyjaźni. Zarówno Manni jak i Chris mają rodziny i codzienną pracę. Nigdy nie zamierzali tego poświęcić dla profesjonalnego powrotu do muzycznego biznesu. Prowadzę Rage od 1985 roku i muszę to robić z zawodowcami, bo koncertujemy praktycznie przez cały rok. Refuge nie jest więc dla mnie drugim zespołem, tylko pewną odskocznią.

Choć akces Manniego nie stanowił niespodzianki, powrót Chrisa już tak. Jak pamiętam, wyrzuciłeś go z Rage podczas sesji „Ghosts”. Następnie wraz ze swym bratem Spirosem oraz Svenem Fischerem utworzyli zespół pop…

Brat Chrisa, Spiros Efthimiadis był odpowiedzialny za rozpad składu w 1999 roku. Pożarliśmy się naprawdę ostro i przez długi czas nie mieliśmy kontaktu. W 2014 postanowiłem zakopać topór wojenny i odświeżyć naszą dawną przyjaźń. To była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu. Wszyscy jesteśmy szczęśliwi, że tak się stało. Życie jest zbyt krótkie na nienawiść i bzdety.

Byłem zdziwiony, że po utworzeniu Refuge postanowiłeś szukać nowych muzyków do Rage…

Jak przed chwilą wspomniałem, Rage potrzebuje zawodowców. Znamy się z Luckim i Marcosem od wielu lat, o wiele dłużej niż razem gramy. Ucieszyła mnie ich decyzja o dołączeniu do zespołu. Obaj to fantastyczni muzycy i moi przyjaciele. O ilu zespołach można tak powiedzieć? (śmiech)

Czy Lingua Mortis Orchestra wciąż działa?

Pracowaliśmy z nimi ostatniego lata, podczas sezonu festiwalowego. Zagraliśmy fantastyczne koncerty w całej Europie. Po raz pierwszy w historii odgrywaliśmy „XIII” w całości na żywo. Przez najbliższe dwa lata skoncentrujemy się jednak na samym Rage.

Zabawne, wasza ostatnia bardzo dobra płyta wyszła w SPV, a teraz wróciliście do tej samej wytwórni z materiałem równie udanym.

To zupełny przypadek! Nasz poprzedni kontrakt dobiegł końca, mogliśmy przyjrzeć się nowym ofertom. W tym samym czasie Nuclear Blast zostało sprzedane większej firmie, więc ich wewnętrzne struktury uległy zmianie. Stwierdziliśmy, że to dobry czas na spróbowanie czegoś nowego. Wpływ na tę decyzję miał też fakt, iż znów pracujemy z Ollim Hahnem. To stary kumpel, znamy się, lubimy i ufamy sobie wzajemnie od wielu lat. Tym niemniej, biznes to biznes, nie mamy żadnych zatargów z Nuclear Blast.

Świetną masz katanę. Ćwieki – ćwiekami, ale co to za kości, którymi jest udekorowana?

To ludzkie kości śródręcza z mojej wielkiej kolekcji osteologicznej.

Znany jesteś z tego, że zawsze nagrywasz więcej kawałków, niż mieści się na płycie. Tym razem bonus trafia na wydanie winylowe. Czy jakieś inne skarby pozostaną w ukryciu?

Nowa wersja bardzo starego „Down By Law” została użyta jako bonus na wydaniu japońskim. Mieliśmy parę innych pomysłów, ale nie dopracowaliśmy ich jak dotąd.

Kilka lat temu wydaliście box „The Refuge Years”. Fantastyczna sprawa, ale jednej rzeczy mi tam brakowało. Naszywki.

Dobry pomysł, do zrealizowania gdy wyprzedamy drugie tłoczenie.

Drugiego pudła nie kupię (śmiech). Graliście w Polsce parę razy. Który z tych występów najbardziej utkwił ci w pamięci?

Metalmania 1988 w Katowicach. Pierwszy raz w Polsce. Jakiś debil wystrzelił w moją stronę metalową kulkę, która przeleciała mi tuż obok głowy! Mogłem zginąć, na szczęście podczas koncertu nie wiedziałem, co się wydarzyło. Policja (chyba jednak milicja – VN) poinformowała mnie o tym zaraz po zejściu ze sceny, byłem w wielkim szoku. O ile pamiętam, aresztowali tego faceta.

Ale historia! Dzięki za rozmowę!

Do zobaczenia na koncercie!

Rozmawiał: Vlad Nowajczyk

Zdjęcia: SPV

 

baa222