ENSLAVED

 

ENSLAVED to bez wątpienia jeden z ważniejszych filarów sceny norweskiej. Ich początki sięgają roku 1991, kiedy to grali surowy Black Metal. Z biegiem czasu ich muzyka ewoluowała, stopniowo wykraczając poza typowe ramy black metalowej stylistyki; muzyczne poszukiwania ENSLAVED obejmowały coraz to szersze spektrum inspiracji, ocierając się o progresywny, psychodeliczny Metal czy też klasyczny hard rock lat siedemdziesiątych. Tekstowo, zespół cały czas jest bardzo mocno związany z mitami nordyckimi. Oczywiście, cały czas słychać echa dawnych wpływów, ale jest to już nieco inny poziom muzycznych wariacji na temat BM. BATHORY to zespół, który swoją twórczością inspirował wiele załóg sceny skandynawskiej i dlatego też poprosiłem lidera ENSLAVED Ivara Bjørnsona o rozmowę na ten temat. Wyszła całkiem fajna pogawędka… a zresztą przekonajcie się sami: Panie i Panowie, oto przed Wami Ivar 

 

 

1. Witaj Ivar. Dziękuję, że zgodziłeś się wziąć udział w tym przedsięwzięciu, które jest hołdem dla twórczości Quorthona. Powiedz mi, czy pamiętasz jakie wrażenie zrobił na tobie moment, w którym po raz pierwszy usłyszałeś BATHORY?

Pamiętam bardzo dokładnie, kiedy po raz pierwszy zetknąłem się z muzyką BATHORY. Zarobiłem właśnie trochę kieszonkowego, bo pracowałem już od wczesnych lat dzieciństwa. Miałem może jakieś 10 lat, nie więcej. Było to w Haugesund, w którym ENSLAVED grało w tamtym czasie próby, bo właściwie mieszkaliśmy poza miastem. Był tam sklep muzyczny, w którym sprzedawało się Metal, którym zacząłem się już interesować. No więc, mając te drobne na własne wydatki, poszedłem wybrać sobie i kupić jakiś LP. I kiedy przeglądałem nowości, nie nowe albumy, ale to, co ostatnio pojawiło się w sklepie, natknąłem się na Hammerheart. I jeśli ktoś powie mi, że okładka albumu nic nie wnosi do odbioru całości albumu albo że jest to element należący do przeszłości, to przed oczyma staje mi moja własna kariera i moje własne życie – wszystko zaczęło się dokładnie od momentu, w którym zobaczyłem ten właśnie album – Hammerheart. Nie zdawałem sobie wtedy sprawy z tego, czym był BATHORY. Coś mi tam świtało z tyłu głowy, a to tylko dlatego, że Grutle i paru starszych, bardziej oblatanych „w temacie” gości wspomniało o tym bandzie; ale i tak nie za bardzo orientowałem się, co to właściwie za załoga. Ok, tak czy inaczej, kupiłem album i poszedłem do domu. Miałem w tamtym czasie gramofon, który odziedziczyłem po jakimś przyjacielu rodziny czy kimś w tym rodzaju i do tego w moim pokoju miałem cały zestaw stereo. Naprawdę bardzo przyjemny, półautomatyczny gramofon. No i zarzuciłem Hammerheart i chyba moje życie zmieniło się w tamtej chwili zupełnie. Kurde, to było coś pięknego: Father to Son, Shores in Flames, ten stuff urywał łeb razem z płucami. No i oczywiście wytyczył drogę rozwoju ENSLAVED, to namiętne słuchanie BATHORY w tamtym czasie. To było bardzo, absolutnie niesamowite przeżycie. Głębia muzyki. Potęga, siła, ogrom dumy, energia marzeń i honoru. Piękno, ale również ogromna dawka melancholii i smutku. Jak dla mnie to był totalny, absolutnie pełny album. Niesamowicie zrobiona muzyka.

 

2. Co prawda w latach siedemdziesiątych istniało w Skandynawii kilka progresywnych zespołów, które poruszały się w tematyce mitów skandynawskich, ale tak naprawdę, to właśnie BATHORY jako pierwszy połączył te zagadnienia z muzyką metalową, nieświadomie tworząc nowy podgatunek nazwany – Viking Metalem. Ciekaw jestem, czy i w jaki sposób twórczość BATHORY wpłynęła na ENSLAVED? Pytam o to, ponieważ wasze pierwsze demo powstało w 1991 r., czyli zaledwie rok po premierze Hammerheart. Co prawda BATHORY już na albumie Blood Fire Death rozpoczął eksploracje tych tematów, ale tak naprawdę dopiero Hammerheart jest tym dziełem przełomowym, albumem kojarzonym z nurtem Viking Metalu. Podejrzewam jednak, że wasze zainteresowanie tym tematem sięgało dużo wcześniej. W końcu to nieodzowny element waszej rdzennej kultury, prawda? Powiedz mi, co skłoniło cię do tego, by połączyć te liryczne tematy z ekstremalnym metalem?

 

BATHORY to oczywista inspiracja muzyczna i ideowa dla ENSLAVED, która zaprowadziła nas do miejsca, w którym znaleźliśmy się niemal 30 lat później. Co do tego nie ma żadnej wątpliwości. ENSLAVED formował się w okolicach Hammerheart, o czym już wspominałem przy okazji zakupu winyla. Tak, dokładnie, to działo się w dniach, miesiącach, kiedy powstawał właśnie ENSLAVED. Ten album wywarł bezpośredni wpływ na powołanie do życia ENSLAVED, który narodził się w maju 1991 roku. Cholera, za parę dni stuknie nam 29 lat, zapomnieliśmy to uczcić. Ja i Grutle mieliśmy wcześniej inny band – PHOBIA. Czysty Death Metal, który powstał w 1989. Typowe wpływy ENTOMBED i AUTOPSY, trochę Black Metalu jak np. „kurzy móżdżek” MAYHEM i tematy pokroju The Freezing Moon. Tja, to był czysty Death Metal, którym dość szybko się znudziliśmy. To było bez sensu, te granie pod klimaty „gore”, śmierć itp. rzeczy. Z tych starszych tematów, to chyba tylko AUTOPSY daje nadal radę utrzymać to wszystko na jakimś tam przyzwoitym, artystycznym, ezoterycznym poziome – reszta kapel to nuda i flaki z olejem. Nie wspominając nawet o CANNIBAL CORPSE… W tamtym czasie, w Norwegii, sporo było też innych kapel o podobnym podejściu do tematu; tzn. takich, które zaczynały granie w Death Metalu i który stał się nudny i głupi; i te grupy chciały spróbować czego nowego – co przerodziło się z czasem w norweski Black Metal. Jednym z elementów, który uczynił, w moim odczuciu oczywiście, te kapele tak interesującą częścią tzw. drugiej fali BM, czy jak to ludzie chcą nazywać, było totalne oddanie sprawie i totalna powaga tego, co się wtedy grało. To nie było coś, co można było stworzyć w sali prób z paroma kumplami: po robocie, po paru browcach. To było coś o wiele bardziej archaicznego i bardziej przenikającego. Totalna pasja, totalne oddanie sprawie; oczywiście niektórzy pociągnęli ten temat nieco za daleko. Ale inni znaleźli właściwe proporcje i stworzyli unikalną sztukę, sztukę jedyną w swoim rodzaju. Wystarczy tylko posłuchać pierwszych albumów DARKTHRONE czy MAYHEM. A może i ENSLAVED. To absolutnie niesamowite albumy z absolutnie niesamowitymi utworami – ta muzyka odkryła i eksplorowała totalnie nowe wymiary. Dramatyczne i bardzo ważne dla historii muzyki, moim zdaniem. Ale to BATHORY był tym kamieniem milowym ścieżki, którą zmierzał nowo powstały ENSLAVED. Ja i Grutle często dyktowaliśmy na ten temat. Bo potrzebowaliśmy też owej dedykacji i totalnego oddania temu, co robiliśmy. Mieliśmy rodziców z kręgów akademickich, może nie profesorów uniwersyteckich, ale nauczycieli. W naszych domach pełno było książek traktujących o różnych etapach historii, mitologiach itp. Uwierz mi, to była nieczęsta sprawa w czasach tzw. przed-internetowych. I nie kojarzę innych ludzi z końcówki lat osiemdziesiątych, którzy mieli tyle materiałów o wikingach i północnych mitologiach; no, chyba że to byli jacyś zwariowani naziole czy coś w tym stylu. Chyba mieliśmy szczęście. Czytaliśmy książki o mitologii Indian, Azjatów, Celtów i Afrykanów. Różne tematy, ale nordycka mitologia najbardziej nam przemówiła do wyobraźni – a to wszystko połączone z BATHORY i ich Hammerheart, to był właśnie punkt wyjścia dla naszej nowej kapeli – ENSLAVED.

 

3. Odnoszę wrażenie, że twórczość BATHORY z okresu Viking Metalu jest wam szczególnie bliska. Może się mylę, ale powiedz mi proszę, które płyty BATHORY wymieniłbyś jako te najważniejsze dla ciebie i dlaczego właśnie te, a nie inne?

Tak, chyba era „wikińska” jest moją ulubioną; podobnie ma się sytuacja z Grutle. Mamy ogromny sentyment do pierwszych albumów, a szczególnie Blood Fire Death. To doskonała muza, wczesne długograje BATHORY – tak właśnie uważam. Hammerheart, Twilight, Under the Sign of the Black Mark to trójca bardzo ważna dla ENSLAVED, zarówno dla mnie, jak i dla Grutle. No a z tych w/w, Hammerheart i Twilight są chyba najważniejsze – one mają naprawdę bardzo dużo wspólnego z naszym zespołem i z nami jako ludźmi, i naszym życiem jako częścią sceny metalowej. Są również mocno związane z naszym oddaniem muzyce jako artystom. A także byciem częścią nordyckiej kultury. To stało się z czasem bardzo ważne. I chyba dlatego właśnie te nagrania są tak dla nas znaczące. Każdy z nas ma albumy, które są dla nas wyjątkowe, i które poniekąd mówią innym, kim w istocie jesteśmy; jak również stanowią one tło do konkretnych sytuacji i wyborów dokonanych w naszym życiu. Coś jak muzyczny zapis naszego DNA. A ja uważam, że DNA jest o wiele bardziej plastyczne, niż nam się zasadniczo wydaje i dlatego te albumy stają się pewnego rodzaju objawieniem w okresie, kiedy jest się dzieckiem – co z pewnością przytrafiło się właśnie mi i miało z kolei wpływ na ukształtowanie się całego mojego przyszłego żywota. To zmienia punkt widzenia, odnośnie pewnych spraw w przyszłości, kiedy dorastasz, ale w przypadku BATHORY ten pierwiastek pozostaje niezmienny. I zgadzam się z tobą, że brzmienie tych 3 albumów skierowane jest ku słuchaczom z szerokim zrozumieniem owych idei – ciemnych stron ezoterycznego Kosmosu. Nie można mieć po prostu jakiejś powierzchownej wiedzy odnośnie tematu, ale dogłębnego zrozumienia tego, czym jest Zło i Ciemność; i w konsekwencji wyrazić to poprzez swoiste brzmienie w tworzonej przez siebie muzyce. Dzieje się tak z pewnością w przypadku BATHORY, bo to wszystko jest zbyt dobrze pomyślane i zrobione, żeby uznać to za czysty przepadek. I tak właśnie, w konsekwencji, brzmi – jak dobrze przemyślana i dobrze zrobiona muzyka. Z drugiej jednak strony, no cóż, nigdy z nim osobiście nie rozmawiałem, nigdy go też nie spotkałem. Odnosiłem również wrażenie, że zaprzeczał on wielu rzeczom, wracał na nowo do pewnych kwestii, szczególnie pod koniec swojej kariery. To „Quorthon, co nigdy się nie myli”; i jestem przekonany, że miał on ku temu swoje powody. Nie chcę w tym miejscu zbytnio spekulować, co i jak... Zdaje się, że w pewnym momencie nagromadziło się sporo komplikacji, które zaowocowały dość nieprzyjemnym zakończeniem. I niech tak zostanie, bo nie chcę w to głębiej brnąć. Może to miało związek z szeroką wyobraźnią, silnym poczuciem zdolności emfatycznych czy czymkolwiek innym związanym z cechami osobowości. To jest swojego rodzaju „urok”, którego prawdziwego sensu raczej nigdy już nie poznamy. W silnej opozycji do black metalowych muzyków z czasów obecnych, którzy dzielą się z nami swoimi przemyśleniami odnośnie zawartości ich szafy z ubraniami lub rożnej maści upodobaniami im właściwymi. To trochę zabija „klimat” prawda?

 

4. Wczesna twórczość BATHORY posiada niezwykle mroczny klimat. Wydaje się, że Ace w tamtym czasie był zafascynowany tym na maksa i choć w późniejszych wywiadach starał się od tego zdystansować, to wydaje mi się, że nie byłoby możliwym stworzyć tak mrocznej muzyki, nie utożsamiając się z tym do bólu. Co sądzisz na ten temat?

Tak, to pytanie to poniekąd kontynuacja poprzedniego. Tzn. chodzi mi o to „zabijanie” klimatu. Dokładnie stary, on to przeniósł na totalnie inny poziom. Nie wiem, dlaczego i to jako człowiek mający zaledwie 16 lata (czyli w obecnych 42 czasach). Kiedy starzejmy się i zaprzeczamy wszystkiemu, a stałem się już starszy niż wiek, którego dożył Quorthon. Jestem przekonany, że przeżyłem już oto połowę swojego żywota i powiem tylko, że powody, dla których ludzie robią to, co robią, są niezmiernie zróżnicowane i powiązane z niesamowicie chaotycznymi przyczynami, których nie sposób logicznie prześledzić. A już szczególnie, jeśli chodzi o osobę, o której właśnie rozmawiamy. Nie mam pojęcia, dlaczego zrobił to, co zrobił. Może w jego otoczeniu działy się jakieś dziwne, niecodzienne rzeczy, a może na poziomie osobistym miały miejsce jakieś niezwykłe wydarzenia, a może ich właśnie nie było, cholera to wie. Jakieś mentalne zaburzenia itp. Ludzie robią dziwne rzeczy, które mają sens, a jednocześnie są (lub wydają się) totalnie bezsensowne (w oczach innych). Bo spójrz tylko na niektóre albumy, a raczej na niektóre liryki: krążki hokejowe, cipki i czy parę podobnych tematów z tych dziwniejszych nagrań…bez sensu totalnie. A jeśli nawet jakiś sens tam jest, to muza jest bez sensu…dziwne to. To jest jak ten dokument o tym gościu, który stworzył podręcznik dla anarchistów na początku lat 70. Tej książki nadal wszyscy używają, wszystkie oszołomy począwszy od dżihadystów, a skończywszy na prawicowych ekstremistach. Ta książka powstała totalnie przypadkowo, kiedy autor, ten koleś, jako zupełnie młody typ, poskładał do kupy różne informacje dot. narkotyków i środków wybuchowych, które znalazł w bibliotece. Kiedy zrobili z nim wywiad, to okazało się, że ten kolo nie był zbyt świadomy tego, czego właściwie dokonał i jaki to wywarło wpływ na świat go otaczający. Ale na nim zrobiło to na pewno ogromne wrażenie. Bardzo polecam ten dokument. Może i są jakieś cechy wspólne i odniesienia ww. sytuacji do BATHORY? Może i Quorthon wpadł w swojego rodzaju „bańkę artystyczną” i zaczął uzmysławiać sobie jakie efekty wywarła jego muzyka na świat go otaczający i to była właśnie jego reakcja na tę właśnie sytuację? To mocno irytująca postawa, ale jak już wspomniałem „Quorthon się nie myli”. Nie chcę zbytnio tego roztrząsać. To interesująca sprawa, ale nie chcę, żeby zaburzyło to moje odczucia względem BATHORY. Tak samo jest z jego albumami. Po prostu mam ochotę usiąść i posłuchać paru kawałków, Sudden Death itp. a nie się wkurwiać na to, czy na tamto. Niektórzy lubią w to brnąć i poniekąd znajdować w tym krytykanctwie przyjemność, żeby móc potem sobie ponarzekać i się powyżywać. Nagrał bowiem sporo muzy. Od Bathory do Twilight to super granie, super muzyka. Northland też. Taki bonus do wczesnych albumów, że tak powiem.

 

5. Późniejsze wypowiedzi Quorthona rozgoryczyły wielu „die-hard” fanów BATHORY. Sam wiem, że nie do końca byłem w stanie zaakceptować tej jego prześmiewczej postawy, w której szydził ze swoich trzech pierwszych albumów; albumów, które uważam za dzieła absolutnie ponadczasowe. Jak myślisz, co było przyczyną tego stanu rzeczy? Pytam, bo Ace był na pewno świadomy ogromnego zainteresowania fanów tymi nagraniami… A liczba sprzedanych egzemplarzy dobitnie świadczyła o tym, jak bardzo ludzie kochają te materiały. Pomimo to, Quorthon twierdził wielokrotnie, w późniejszych wywiadach, że nienawidzi tej muzyki a szczególnie Under the Sign of the Black Mark!!! Który to album jest paradoksalnie uważany przez tysiące maniaków za BLACK METALOWĄ BIBLIĘ. Co myślisz na ten temat?

Tak, znowu chyba ciężko powiedzieć coś bardziej konkretnego w tej sprawie, ale wydaje mi się, że to była swojego rodzaju rekompensata za coś, może poprawienie jakiegoś błędu. Może czuł się winny czemuś albo zrobił coś w jakiś zły, niewłaściwy sposób. Zawsze powtarzam, że skutki mają swoje przyczyny. Istnieją wzorce i połączenia, które są niemożliwe do zrozumienia dla innych ludzi, ale jak już mówiłem, istnieją artyści, muzycy, którzy żyją w tej właśnie bajce/bańce. Po paru latach stają się sławni i rozwijają jako twórcy. Następuje swojego rodzaju konfrontacja z rzeczywistością, fanami i tym, jak fani postrzegają to, co artyści tworzą. Wiadomo, że niektóre reakcje są dość wrogie i reakcja Quorthona w stosunku do fanów z pewnością była wroga. Jak już powiedziałeś w pytaniu – jebie albumy, które ludziom podobają się najbardziej. Miesza je z błotem. To jest niepotrzebne, totalnie niepotrzebne. Jak nie lubisz jako artysta swojego wczesnego okresu twórczości, to uważam, że nie ma potrzeby o tym głośno mówić. To arogancja i poniekąd nieco dziecinne zachowanie. Tak to widzę. Robią właśnie tak, bo uważają, że już są dojrzałymi muzykami i dlatego oddzielają się od swoich wczesnych nagrań. Bo nie są zbyt profesjonalne itp., ale w istocie to jest oznaka…słabej osobowości – wiesz to uznawanie wszystkiego, co ukazało się kiedyś jako pośledniejsze od późniejszych materiałów. No bo teraz są już tak „otrzaskani i dojrzali”. Mam dużo szczęścia, że mam zdrowe podejście do naszych starym materiałów. Lubię je i gramy je na żywo. I to nie dlatego, że muszę to robić, ale dlatego, że po prostu mam na to ochotę. I to włącznie z materiałem demo, który jest z 1990, o ile dobrze pamiętam. To świetna sprawa i dobrze, że to robimy. Świetna, genialna sprawa. Popatrz tylko na PINK FLOYD i Georga Watersa. To samo nastawienie do tematu. Jego pierwsze albumy to totalnie introwertywne podejście: Universal Man czy Pink Floyd. A potem goście zaczęli grać po dużych stadionach i zobaczyli na żywo swoich fanów. W rezultacie George chciał zbudować ścianę, żeby oddzielić się od fanów. Ale skończyło się na tym, że tę ścianę zburzył. To świetny pomysł na udany gig, ale źródłem tego wszystkiego było to, że był on zdegustowany tym, co zobaczył: jak wyglądają jego fani i jak reagują na jego muzykę. Wiesz, to typ z głową pełną super mądrych, wysoce intelektualnych pomysłów. A tu goście, którzy pierdzą, bekają i śpiewają w rytm jego muzyki. To nie była jego bajka. Może Quorthon był taki sam, kto to może dzisiaj wiedzieć. Siedział w tym swoim garażu, który był jego całym światem wraz z ojcem, który pomagał mu z dystrybucją i generalnie z rozwojem kariery. A potem podróże po świecie i spotkania z fanami. Może wtedy właśnie sobie pomyślał – kurwa, to tak to rzeczywiście wygląda. To już chyba sprawa osobowości, sposobu, w jaki człowiek do tego wszystkiego podchodzi. No i ówczesna prasa metalowa…uważam, że to wszystko było nieco durnawe, te wywiady VENOM i BATHORY, wzajemne szkalowanie się, jakieś dziwne wyścigi i współzawodnictwo. To mogło dodać posmaku do tego całego, już dość negatywnego klimatu. Nie brałbym zbyt poważnie tego, co mówił on o swoich albumach. Dałbym mu w tym temacie nieco „swobody interpretacji”, że tak to ujmę, a to z powodu bycia swojego rodzaju „wyautowanym” kolesiem, który nagle musiał stanąć twarzą w twarz z mediami i udawać, że nadaje na tych samych falach, co jego fani. To nie była jego bajka, nie potrafił tego zrobić. Jego pojęcie o fanach BATHORY było zgoła odmienne i odnosił on błędne wrażenie, że półświatek metalowy był dokładnie taki, jak on sam. To błąd, który popełniamy my wszyscy – jako muzycy. Różnica jest taka, że niektórzy z muzyków nie mają z tym (tzn. z uzmysłowieniem sobie, jak to rzeczywiście wygląda) większych problemów.

 

6. Kiedy w Metalu po raz pierwszy pojawiały się elementy klawiszowe, wielu ludzi uznało to za zabieg co najmniej niestosowny. Przypominam sobie czasy premiery JUDAS PRIEST – Turbo czy IRON MAIDEN – Somewhere in Time… Jednak w przypadku Under the Sign of the Black Mark owe klawiszowe tła sprawdziły się doskonale; co sądzisz na ten temat? Zresztą słuchając waszych materiałów, np. demo Yggdrasill ów zabieg wydaje się sprawdzać wręcz doskonale, prawda? Mam wrażenie, że początkowo Quorthon ze wszech miar starał się przecierać nowe szlaki, wytyczając dziewicze ścieżki, nie oglądając się absolutnie na nikogo. Tak było przynajmniej na jego sześciu pierwszych albumach. Potem za bardzo zaczął sugerować się tym, czego oczekiwali od niego fani i chyba przez to zatracił swoją muzyczną tożsamość? Twoje zdanie na ten temat?

 

Klawisze na Under the Sign to mistrzostwo świata, totalnie się z tobą zgadzam. Generalnie, wszystko to, co nagrał na swoich pierwszych albumach – szczególnie jeśli chodzi o produkcję, to po prostu zajebioza. Twilight of the Gods, strojenie gitary na Hammerheart połączone z brzmieniem werbla. No kurwa…i ta gęstość dźwięków i punkowe „jechanie” z The Return. Ten dziwny, metafizyczny klimat Under the Sign …nie, no to jest perfekcja i tyle w tym temacie. To miało na nas ogromny wpływ tzn. na sposób, w jaki używaliśmy klawiszy w ENSLAVED przez lata. Bo jest tyle różnych sposobów użycia klawiszy…, tzn. kiedy używa się ich dla podbicia atmosfery muzyki. Wiesz, różne są szkoły w Metalu, jeśli chodzi o ten temat. Z jednej strony, niektórzy używają klawiszy jak Mozart – z „ogromną orkiestrą”, ale nie są w stanie pozwolić sobie na prawdziwą orkiestrę to i używają w jej miejsce komputera. Jak pierwszy album EMPEROR na ten przykład. To nie moja bajka. Ja preferuję takie podejście, gdzie klawisze czy podobne efekty używane są wyłącznie do podbudowania atmosfery, wzmocnienia klimatu itp. Nie jako swojego rodzaju osobny instrument, tak jak cała orkiestra właśnie, ale jeden z instrumentów, który miesza się z pozostałymi. Nie musi to być jakoś specjalnie organiczne, ale powinno mieć swojego rodzaju naturalność, która z kolei zmiesza się z muzyką. Nie wiem, co stało się z BATHORY po ich pierwszych 6 albumach. Rozmyślałem o tym dość często i jest to sprawa bardzo interesująca dla nas, czyli maniaków kapeli. Bo spędziliśmy tyle naszego czasu, dywagując o przyczynach takiego właśnie stanu rzeczy w obozie zespole. Tak, coś tam zaginęło, ten swoisty pierwiastek został zagubiony. To naturalna sprawa – tak naturalna, jak to, że coś się zaczyna i coś się kończy. Bo zupełnie normalnym jest, kiedy paru młodych Szwedów łapie oryginalne pomysły, które następnie przekuwają w muzykę na swoim pierwszym albumie, a potem ci sami, już dużo starsi Szwedzi tracą ową iskrę inspiracji. Tak to już jest, że ludzie tracą natchnienie. Tracą ten pierwiastek łączący ich z ich muzyką. Oczywiście, nie musi to być przesadnie dramatyczne i teatralne. Mam wrażenie, że coś tam było na rzeczy z Quorthonem, może nie tak ekstremalne, jak płonące domy i biegający wokół, krzyczący ludzie. Bardziej coś natury mentalnej; był po prostu ku temu jakiś ważny powód i tyle. Tak mi się wydaje. Oznaka czegoś, co miało miejsce, sam już nie wiem. Ale te sześć albumów to wystarczający powód, żeby pamiętać o Quorthonie z szacunkiem i pamiętać o nim na wieki.

 

8. Słuchając ENSLAVED, wielokrotnie łapie się na tym, że słyszę echa wpływów BATHORY. Czy to czysty przypadek, czy też może świadome inspiracje? Chodzi mi tu szczególnie o akustyczne gitary, choć nie tylko. Bez wątpienia, BATHORY był jednym z ważniejszych zespołów tworzących BLACK METALOWY nurt, który zapoczątkował VENOM. Nie bez znaczenia są tu również takie zespoły jak: HELLHAMMER/ CELTIC FROST, MERCYFUL FATE, aczkolwiek jedno jest pewne: bez BATHORY Black Metal nie byłby tym samym, czym ten gatunek jest obecnie, prawda?

Tak, nadal jest w ENSLAVED sporo BATHORY. I to po tylu latach grania. Zawsze, na każdym albumie, jest co najmniej 1 albo 2 utwory, których tytuły robocze nawiązywać mogłyby do jakiegoś utworu BATHORY. To nie jest tak, że robimy to dla jaj, czy żeby było miło. Po prostu samo tak wychodzi. W naszej muzyce zawsze jest tak dużo BATHORY, że ten wpływ rozlewa się na dany utwór; w rezultacie zostaje on pod przemożonym wpływem Szwedów i stąd jest uznawany za „kawałek” BATHORY. Nie ma chyba innych wpływów. Może trochę PINK FLOYD. Jak na przykład jakaś bliżej określona część utworu, która jest pod wpływem PINK FLOYD. Ale BATHORY…na nowym albumie, który ukaże się jesienią, będzie kawałek zatytułowany Jettegryta (Kocioł Olbrzymów). Jeden z bardziej BATHORowych kawałków, jakie ostatnio nagraliśmy. Bardzo pod wpływem Hammerheart. Co jeszcze? Death in the Eyes of Dawn z jednego z wcześniejszych długograjów. Bardzo w klimacie Twilight of the Gods. Kurczę, jak tak tu siedzę i opowiadam o tym właśnie temacie, to nabieram ochoty, żeby zejść na dół do piwnicy i pogrzebać coś przy kolejnych riffach w stylu BATHORY; no i kiedy opowiadam o historii ENSLAVED, to uzmysławiam sobie, że ten pierwiastek BATHORY zawsze tam gdzieś był obecny – od początku istnienia zespołu. Bez BATHORY nie byłoby Black Metalu. To na pewno.

10. Jak myślisz, jak wyglądałaby obecnie muzyka BATHORY, gdyby Quorthon żył nadal? Miałeś kiedyś okazje poznać osobiście Quorthona?

Aż wzdrygam się na myśl o tym, co by się działo, gdyby BATHORY nadal istniał. Wiesz, mając na uwadze to, jak wygląda obecnie scena… stary, tu chyba byłaby kolejka wijącą się wokół lokum Quorthona na pół dzielnicy – kolejka pełna ludzi, spragnionych ujrzenia „sławy”. Tja, chyba nie powinienem stawiać się w sytuacji, gdzie wysuwać będę tezy, czy to dobrze, czy źle i czy mogło być lepiej, ale z szacunku dla spuścizny BATHORY, to jednak z pewnością jest lepiej, że kapela przestała istnieć. Scena jest zupełnie inna od tej, jaka funkcjonowała w czasach, kiedy ukazywały się pierwsze albumy grupy. Był z pewnością właściwym człowiekiem, który zapoczątkował „właściwą” odmianę Black Metalu, czyli Metalu, który następnie, niestety, stał się „sexy”, czyli tym czymś, czego, kurwa, po prostu nienawidzę. Ten cały klimat z ładnie ubranymi gogusiami, eleganckie fryzurki, oprowadzającymi się nawzajem z myślą, jak to jest fajne być seksownym „bad boyem”. No kurwa, Black Metal to głęboko ezoteryczna forma Sztuki, która została zniszczona przez tych właśnie „bad boyów”. BATHORY to była zawsze inna bajka. Może to właśnie była przyczyna takiego, a nie innego zachowania Quorthona, który obserwował to, co działo się z jego sceną i kapelami późnych lat 80. Nawet nie chcę myśleć, jak wyglądałby BATHORY na jakiś zjebanych festiwalach z jakimś super-hiper pedinksem prowadzącym na gitarze. Ok, dawaj kolejne pytanie. I nie, nigdy nie spotkałem go osobiście. Stąd wszystkie te spekulacje. Po prostu nie mam pojęcia.

 

12. Cały czas nurtuje mnie pytanie, czy gdyby BATHORY pochodził z zupełnie innej części świata, to byłby w stanie tworzyć tak mroczną muzykę? Wydaje się to w tej chwili może absurdalne, bo w dużej mierze to, co tworzymy pochodzi z naszego wnętrza; ale z drugiej strony wydaje się również, że czynniki zewnętrzne chyba nie są tak zupełnie bez znaczenia?

Bardzo trafne spostrzeżenie, zgadzam się z tobą w 100 procentach. Byłby to mrok i ponurość, ale zupełnie innego typu. Otoczenie wywiera bardzo duży wpływ na procesy intelektualne oraz twórcze. Popatrz tylko na cały ten koncept mitologii. A tu mówimy, dokładniej rzecz ujmując, o BATHORY i mitologii nordyckiej. To wszystko, co nas otacza, wywiera na nas bardzo duży wpływ. Mitologia nordycka pełna jest deszczu, piorunów, błyskawic – czyli czynników, które nieustannie wpływały na ludzi i ich codzienne życie. Podobnie sprawa ma się z innymi, starożytnymi mitologiami – euroazjatyckimi, hinduskimi itp. Tam jest z kolei pełno słońca, bo tak wygląda ich otoczenie, pogoda. To samo odnosi się do muzyki; wiesz, skandynawski klimat, nordycki klimat z pewnością ma wpływ na stan umysłu ludzi; koloryzuje czy raczej usuwa kolor z tła i tworzy owo tło bladym i niewyraźnym. Albo nawet czarno-białym, w pewnym sensie. I dlatego muzyka również podąża tą ścieżką, znajduje się bowiem na ciemnym krańcu owego spektrum – jest bardziej ekstremalna i w pewnym sensie również emocjonalnie bardziej brutalna. Kiedy biel ustępuje, to obraz staje się prawie że niewidoczny. Czerń to jedyny sposób na ukazanie bladego świata, w którym żyjemy i sprawia tym samym iluzję, że poniekąd pojawiają się również inne kolory…

 

13. Słuchając waszych ostatnich dokonań, odnoszę wrażenie, że od jakiegoś czasu eksplorujecie znacznie odleglejsze regiony muzyki, która, tym samym, staje się coraz to bardziej progresywna. Słychać tu wiele wpływów muzyki z lat siedemdziesiątych. Podejrzewam, że wasz wachlarz muzycznych zainteresowań jest niezwykle szeroki? Co ostatnimi czasu zrobiło na tobie wrażenie, jeżeli chodzi o muzykę właśnie?

Tak, ta eksploracja trwa od czasu, kiedy zaczęliśmy grać muzykę. Prywatnie zawsze bardzo głęboko siedzieliśmy w kolekcjonowaniu muzyki, studiowaniu jej historii. Może nie w akademickim sensie tego słowa, ale usiłując dowiedzieć się jak najwięcej na ten temat od znajomych, a w moim przypadku było to czerpanie wiedzy (a nie jej przekazywanie) od innych, bo jestem najmłodszy wiekiem. To i pytaliśmy ludzi i czerpaliśmy z tych rozmów przyjemność. Dotyczy to również Grutle a ostatnio również Ivara, naszego nowego wokalisty i perkusisty, oddanego zbieracza muzyki – oni też są bardzo zainteresowani historią muzyki. I mają przyjemność w rozmowie ze mną, czyli dzieciakiem – 43-letnim dzieciakiem ważącym 120 kg. Dzieciak dziś to i dzieciak i jutro. A ja zawsze mam pytania o to, czy o tamto. Można powiedzieć, że ludzie widzą, że zawsze chcę się czegoś nowego dowiedzieć. To właśnie bardzo poszerza horyzonty. Wnikanie w muzykę. I z wiekiem znajduje się coraz to więcej sposobów, żeby w muzykę wniknąć. Bo teraz jest już możliwym, żeby zmieszać wpływy BATHORY Shore in Flames w tym samym utworze wraz z The Power to Believe, progresywnej piosence z roku 2000 autorstwa KING CRIMSON. To nie miało miejsca poprzednio, to nie było możliwe. A jeśli nawet udałoby się stworzyć taki miks, to byłoby to bardzo chaotyczne, nierówne, kolidujące ze sobą nawzajem. I to się właśnie obecnie dzieje, moim zdaniem. Udało nam się właśnie wytworzyć taką zdolność zmiksowania różnych wpływów, ale nasz główny punkt zainteresowania to lata 70. To złoty okres dla muzyki. To naprawdę interesujący okres historii. Lubię też dużo nowszej muzyki. Nie jestem jakoś specjalne zainteresowany którymś szczególnym i jedynym okresem muzycznej historii. Nie mam jakiś specjalnych preferencji odnośnie tego czy owego; że coś ma brzmieć tak, a nie inaczej. Coś może brzmieć nowocześnie i to jest ok. Ale musi być w muzyce pewnego rodzaju „esencja” właściwa odpowiadającym im czasom, swojego rodzaju nastawienie do rzeczywistości lub właściwy tym czasom brak owego nastawienia. Jak „prog” z lat 70. czy Black Metal wczesnych lat 90. Ten właśnie klimat, ta właśnie atmosfera, swoista struktura utworu. Istnieją określone formy muzyki, które poniekąd pozostają odporne na ząb czasu, ale żeby je odnaleźć, to musiałabyś chyba wyjść poza granice muzyki komercyjnej. Oczywiście, pewni wykonawcy osiągają komercyjny sukces, ale jest to sukces nadal osadzony w mocnych ramach bardziej tradycyjnego podejścia do zagadnienia. Jeśli miałbym polecić coś spoza głównego nurtu, to chyba mogę zasugerować takie tematy jak Steve Reich czy Philip Glass i ich nowoczesną interpretację muzyki klasycznej. I osobiście właśnie tam widzę więcej punktów wspólnych pomiędzy wczesnym, dobrym Black Metalem a tym minimalistycznym, współczesnym podejściem do klasyki, dokładnie tak. STEVE REICH Music For 18 Musicians, na ten przykład. To odnosi się dokładnie do okresu, w którym BATHORY miał ten czysty, nieskalany pierwiastek obecny w tworzonej przez siebie Sztuce. Albo to, co działo się w Norwegii w latach 90. Mam tylko nadzieję, że ENSLAVED nadal ma w sobie ten właśnie pierwiastek, ale nie nam sądzić nas samych. Albo te progresywne rockowe kapele z lat 70. Wtedy chodziło tylko o muzykę, o Sztukę – cały tydzień, 24 godziny na dobę. Bez kompromisów, bez jakiś pojebanych klimatów – tylko unikalność i wyjątkowość. Instynktowne doznania. STEVE REICH Music For 18 Musicians.

 

14. Żyjemy w niezwykle ciekawych czasach, gdzie analogowe nośniki przeżywają ponowny renesans. Wychodzi cała masa winylowych reedycji, jak i kasetowych wersji albumów… zresztą niedawno ukazał się wasz przepięknie wydany kasetowy boks. Wiadomo, że pierwsze wydania winylowe to zmora kolekcjonerów, którzy szukają jak najlepszego stanu danej płyty, często płacąc chore ceny. Z drugiej strony ci, dla których nie jest ważne wydanie, mogą obecnie nabyć swoje ulubione albumy na reedycjach. Jeszcze 10-15 lat temu nie było to takie oczywiste. Jaki jest twój stosunek do tych nośników?

Tak, zgadzam się, że obecnie sytuacja jest o wiele lepsza, z paroma wyjątkami. Bo, jako muzyk, to wydaje mi się, że obecne czasy są dla muzyki w zasadzie o wiele łaskawsze. Obecnie ukazuje się bowiem mnóstwo stuffu. Wydawanie muzyki stało się proste. Ale, równocześnie, poniekąd również bardziej „demokratyczne” jako, że tzw. szerokie masy mają możliwość „produkcji” muzyki podług zapotrzebowania ich fanów. Możesz być stosunkowo nieznanym artystą z nieliczną, ale bardzo oddaną rzeszą fanów i wydawać muzykę praktycznie tylko dla nich. Możesz też uderzyć w winylową niszę i zapodawać bardzo limitowane ilości stuffu. Ludzie stali się bardziej wybredni odnośnie tego, czego potrzebują, czego chcą. Oczywiście, że znajdą się goście, którzy będą próbowali wykorzystać sytuację i zalać rynek muzycznym syfem. Ale z drugiej strony, sporo fanów nie łapie się już na takie sztuczki. Nie kupią po prostu 80 gramowego przekładanego winylu bez gatefolda czy czegoś w tym stylu i nie wyrzucą na to kasy. Pokażą po prostu środkowy palec i „fuck off”. Dajcie nam coś lepszego i tyle w tym temacie. Zastanowimy się, to może i potem kupimy. Niemal wszystko stało się bardziej zorientowane na odbiorcę i to jest pozytyw. Ale, z drugiej strony, obecna sytuacja stała się też bardziej oparta na pieniądzach. Tzn. w sytuacji, kiedy ceny za pierwsze bicia są tak astronomicznie wysokie i ciągle idą w górę a, suma summarum, muzycy, dostają z tego coraz mniej. A to wszystko spowodowane jest wprowadzeniem do tej „gry” całkowicie nowego elementu. Bo kiedyś wzór tej układanki był dość prosty: wytwórnia – muzyk – konsument/fan. To klasyczny model i jest on dość zbilansowany. Jak wszystko idzie dobrze, to label i muzycy dzielą się tym, co gotowi są zapłacić fani. Ale do gry wszedł oto czwarty filar – finansowanie, czyli inwestorzy pokroju Spotify czy inne syfy tego typu. No i sporo labeli zostało kupionych jako inwestycje przez te właśnie konglomeraty, które są niczym innym niż własnością inwestorów. To jest pierdolone Wall Street, które też chce się w tej sytuacji nachapać. Nic, ale to nic poza pieniędzmi ich nie interesuje. I dlatego przyciąga to wszystko fanów, bo ich kapele mogą pozwolić sobie na „wystawne” koncerty, jako że są już dobrze rozpoznawalne w świecie cyfrowym. To dziwna sytuacja, ale bardzo opłacalna. Nie mówię, że kasa to rzecz zła, bo kiedy chcesz nagrywać dobry materiał, dodatkowe 2-3 roboty na boku na pewno w tym nie pomagają. Ale to coś, co powinno być wzięte pod uwagę w przyszłości. Ludzie powinni być bardziej świadomi tego, kto jest właścicielem czego w dzisiejszych czasach. Jako ENSLAVED jesteśmy w dość dobrej sytuacji, bo mamy za sobą kawał historii i zaczynaliśmy w czasach, kiedy produkt fizyczny był na pierwszym miejscu. I nadal jest, w naszym świecie. Będziemy w obiegu przez parę kolejnych lat. Ale ten cały Spotify itp. gówna, co to jest za syf. Mam tylko nadzieję, że kolejne pokolenia palących kościoły zabierać się będą raczej za palenie platform cyfrowych.

 

15. Na pewno pamiętasz czasy, gdy nie było internetowych sklepów, a muzykę kupowało się w fizycznych sklepach, których niestety jest coraz to mniej. Sam wiem, jak wiele radości sprawia mi przeglądanie winyli w takich sklepikach; niby dostęp do muzyki jest obecnie łatwiejszy, ale nic nie sprawi maniakowi większej radości niż możność fizycznego kontaktu z winylami. A wyłowienie jakiejś perełki to prawdziwe święto. Zbierasz winyle? Wpadło ci coś ostatnio interesującego?

Tak, winyl do zdecydowanie mój ulubiony format. Uwielbiam czarne krążki. Ale nie uważam, że zaliczam się do grona prawdziwych kolekcjonerów winyli. Nie ma bowiem żadnego określonego celu, w jakim zbieram (i kupuję) winyle. To znaczy kupuję po prostu na winylu to, co lubię. Nie interesuje mnie to, co jest tzw. „rarem” itp. Nie jestem zbieraczem. Jestem za to oddanym słuchaczem winyli. Uwielbiam swoje winyle. Mam oczywiście parę tematów, które bardziej mi leżą niż inne. Mam wiele wersji Dark Side of the Moon na winylu. Różne edycje i wydania. I do tego oryginalny Deathcrush. To chyba perła mojej kolekcji. I pierwsze bicie nowego, czerwonego wydania Deathcrush. Oryginalny De Mysteris. Pierwsza edycja oczywiście. Rzecz jasna posiadam też w ciul materiałów ENSLAVED, ale to chyba nie podpada ha-ha. To Grutle był zawsze tym gościem, który wprost z autobusu na trasie pędzi do lokalnego sklepu z winylami. Jeśli chodzi o zbieranie, to ja zawsze bardziej siedziałem w klimatach sprzętu muzycznego. Tam właśnie idzie moja waluta. To jest właśnie ten horror, który przeżywa każda żona: gdzie ten idiota znowu wyda pieniądze. A jak widzi mnie przeglądającego sprzęt do grania online, to…Ja osobiście jestem typem, który zbiera nieco chaotycznie. Ale kiedy już idę do sklepu, to zachowuję się dokładnie tak jak ty. Przeglądam to, co jest na składzie, trzymam winyle w ręku, cieszę się okładką. Jak coś mnie bliżej zainteresuje np. cover art i layout wygląda zachęcająco, to w rezultacie łykam temat. Tak jak właśnie nabyłem Hammerheart, od którego zaczęliśmy ten wywiad. Vinyls Forever, stary!

 

16. Na to pytanie na pewno nie będzie łatwo odpowiedzieć. Gdybyś miał się udać na bezludną wyspę i mógł zabrać ze sobą tylko 5 albumów, to jakie byłyby to pozycje, i czy któryś z albumów BATHORY załapałby się do tej piątki?

W moim przypadku sprawa jest dość prosta. Jakbym miał zabrać trzy albumy na bezludną wyspę, to jeden z krążków na pewno byłby z BATHORY. A jeśli więcej niż 3, to pytanie jakie 2 albumy BATHORY… No to w przypadku wersji z 5 albumami zacznę może od stuffu „nie-BATHORY”, żeby było mi łatwiej. Byłby to The Dark Side of the Moon, KING CRIMSON Red, dodatkowo GENESIS The Lamb Lies down on Broadway oraz Hammerheart i Twilight of the Gods. Totalnie piękny i perfekcyjny zestaw do zabrania na moją wyspę. Mam tylko nadzieję, że nikt by się mi na to moje bezludzie nie wtrynił, żeby mi nie przeszkadzać w rozkoszowaniu się w/w perfekcyjną piątką.

 

17. Nasz wywiad zmierza ku końcowi. Bardzo dziękuję ci za wielce interesujące odpowiedzi. Gdybyś chciał przekazać coś czytelnikom Oldschool Metal Maniac, to oczywiście proszę bardzo:

Dzięki wielkie za te bardzo inseresujące pytania. Kiedy fan rozmawia z fanem, pojawia się wiele spekulacji. Dla takich tematów właśnie poświęcamy przecież tyle naszego czasu. No i w przypadku BATHORY mamy prawo trochę pospekulować. Dzięki za możliwość uczestniczenia w tym projekcie. Do zobaczenia na jakiejś trasie koncertowej – zostańcie w domach i słuchajcie BATHORY! Pozdrawiam. Bez odbioru. Ivar.

Wywiad NecronosferatuS

Przetłumaczył Paweł Wojtowicz

 

baa222