BATHORY– ZRODZONY W WIECZNYM OGNIU Akt IV. Blood, Fire, Death

Czwarty pełnowymiarowy album BATHORY ukazał się 8 października 1988 roku, jako kolejny po spektakularnym „Under The Sign Of The Black Mark”, gdzie było można zauważyć spory progres w twórczości zespołu. „Blood Fire Death” był tym dziełem, na które oczekiwało się najbardziej, choć wielu zastanawiało się, czy Quorthon nie podniósł sobie nazbyt wysoko poprzeczki i czy da radę przebić album, który powstał zaledwie 13 miesięcy wcześniej. Na szczęście nic nie wskazywało, aby BATHORY miał nie sprostać oczekiwaniom, które względem tej płyty były naprawdę niezwykle wygórowane.

            Warto również nadmienić, że BLOOD FIRE DEATH jako pierwszy album BATHORY został wydany również na CD, wcześniej albumy BATHORY ukazywały się tylko na winylach.

            Wiele osób zaskoczyła tematyka okładki, na której znalazło się dzieło malarskie autorstwa Petera Nicolai Arbo z 1972 roku „Åsgårdsreien”, znanego również pod tytułem „Dziki Gon Odyna / (Dzikie łowy Odyna)”, obecnie znajdującego się w National Gallery Oslo w Norwegii. To na pewno wprowadziło pewien niepokój, czy aby BATHORY nie zmienił stylu. Jak potem się okazało, muzyka na „Blood Fire Death” nie straciła na swojej sile rażenia, zmieniła się jedynie tematyka liryczna, która tym razem w dużej mierze ociera się o kulturę nordycką. Tematy Diabła całkowicie zostały wyparte i choć „Hammerheart” uważa się za pierwszy album, który zapoczątkował erę Viking Metalu, to jednak już na „Blood Fire Death” Quorthon rozpoczął wplatać w swoją muzykę tematykę nordycką. Oczywiście nie był to album koncepcyjny, tematy liryk były różnorodne: „Holocaust” traktuje o Nuklearnej Wojnie, a „A Fine Dat to Die” jest o walce Indian amerykańskich, „For All Those Who Died” to krytyka religii, „Dies Irae” to dla odmiany tekst, który można odczytać na wiele różnych sposobów… Tak więc pojawiło się tu wiele lirycznych wątków,   które dystansowały twórczość BATHORY od Black Metalowej stylistyki, z którą Quorthon już nie chciał się utożsamiać.

            Album nagrany w lutym 1988 roku w Heavenshore Studio rozpoczyna nową erę w twórczości Quorthona, świadomie poszukując nowych środków wyrazu, podążając nowym szlakiem, nieustannie ewoluując jako artysta, eksplorując bogatą kulturę swoich przodków i czerpiąc garściami z mitologii nordyckiej.

            Całość tego dzieła rozpoczyna nieco ponad trzyminutowa introdukcja ODENS RIDE OVER NORDLAND, stanowiąc jeden z najpiękniejszych wątków w historii Metalu, będąc zarazem fenomenalną muzyczną ilustracją do wcześniej wymienionego dzieła Petera Nicolai Arbo, które zdobi czwarty album BATHORY. Wcale nie powinno dziwić, że jeden ze szwedzkich teatrów zainteresował się tą kompozycją, chcąc za zgodą Quorthona wykorzystać ten utwór w swoim spektaklu.

            To niezwykłe z jak wielką mocą te niemal magiczne dźwięki działają na wyobraźnię. Wystarczy zamknąć oczy, by w wyobraźni ukazały się nam wyraźnie przepiękne rumaki, gnające niczym wiatr, w tle słuchać klawiszowe chóry tworzące niesamowicie podniosły nastrój. Jest w tych dźwiękach coś magicznego, może dlatego z taką łatwością wgryza się w podświadomość. Wspaniały epicki wstęp, który chciałoby się nieustannie powtarzać – to jak hipnotyczna mantra, prawdziwy czar.

            Warto również zwrócić uwagę w jak misterny sposób udało się Quorthonowi połączyć to nieziemskie intro z brutalnym i niezwykle porywczym A FINE DAY TO DIE. Bardzo efektowne wrażenie robi płynne przejście z nawałnicy dźwięków do akustycznych gitar i czystych wokali a w tle cały czas słychać nienachalne odgłosy galopujących koni. Efekt jest piorunujący, utwór z każdą sekundą nabiera mocy, by w końcu eksplodować z intensywnością bestii. Wszystko okraszone marszowym bujającym tempem nadaje kompozycji rozmachu. Mocarne riffy sieją zniszczenie, delikatne klawiszowe mgiełki budują monumentalny nastrój, to cholernie podniosła pełna siły epicka kompozycja. Wokale Quorthona wyłaniają się niczym z mrocznej Otchłani, a całość buzuje niezwykłą energią.

            Zamykasz oczy, słysząc pierwsze wersy tekstu i widzisz to w wyobraźni: „Orgy of silence / Conspiracy of peace / Only the sound / Of the cold northern breeze // Twinsun sink fading / Behind the black lake / Asleep is the mountains / Yet the night is awake”.

            Jeszcze nie opadły emocje po pierwszym utworze, a tu dostajemy porcję niezwykle ekspresyjnej energii, która uderza w nas z potężną Mocą, to THE GOLDEN WALLS OF OF HEAVEN. Wokale wypluwane z szybkością karabinu maszynowego, sieją masową zagładę.   Szybkie bardzo impulsywne solówki gitarowe rozrzucają słuchaczy po kątach. Słucha się tego z wypiekami na twarzy, czuje te ciary na plecach.

            Brutalny i nieokiełznany numer, emanuje potężną Siłą, do tego speed/thrash metalowe brzmieniem gitar robi tu zajebistą robotę. Przez moment wszystko znacznie zwalnia do marszowego tempa po to, by znów przyśpieszyć i stopniowo delikatnie łagodzić całość do wyciszenia gitar.

            PACE 'TIL DEATH rozpoczyna się dość ciężkim masywnym riffem, z dziwna żartobliwą melodyjką po to, by po jakimś czasie utwór stopniowo nabrał pędu z każdym taktem, podkręcając całość na wyższe obroty. Zdarte wokale Quorthona wypluwane z szybkością pocisku sieją masową zagładę a gitarowe triady napędzają całość do niemal wrzenia. Niezwykle agresywny i ultra szybki numer z iskrzącymi solówkami, które gnają jak oszalałe, torpedując słuchacza z taką intensywnością, że trudno złapać dech.

            Następny numer to HOLOCAUST i tu utwór nabiera stopniowo rozpędu na podobnym motorze, jak poprzedni kawałek, siejąc zniszczenie i nie pozostawiając na słuchaczu suchej nitki – totalne szaleństwo. Ultra szybkie sola atakują z niezwykłą intensywnością, ten numer ma wszelkie znamiona Black/Speed z dużą dawką śmiercionośnego Death Metalu. Ta ultra wybuchowa mieszanka to coś niesamowitego. HOLOCAUST zagrany z furią wykraczającą poza ramy konwencjonalnego rozmachu chłoszcze słuchacza zawziętością wściekłego sadysty. To numer w ultra szybkich tempach, który powala swoim jadem. Do tego wokale Quorthona wypluwające z wściekłością słowa: „When the button is pressed by deaths hand // Loaded with death powered by the dragons breath”, to skomasowany bezbożny atak na wszystko, co święte… odliczanie, po którym słychać eksplozję nuklearną – szaleństwo i totalna wściekłość w każdym takcie tego utworu wręcz poraża, a wykrzykiwane słowa: „Sown to earth brings the holocaust // Prepare to die // Now leaving their wombs all in fire baptized” sprawiają, że ciarki przeszywają słuchacza, to iście apokaliptyczny numer.

            FOR ALL THOSE WHO DIED trwający niespełna 5 minut, utrzymany w marszowych bujanych tempach potrafi nie źle sponiewierać słuchacz. Coś niesamowitego – surowa atmosfera i nieco wolniejsze metrum nadaje te płycie jeszcze większej mocy rażenia, trudno nie słuchać tego z rozdziawioną gębą. Zdarte wokale Quorthona tną niczym toledańska stal.

            DIE IRAE to kolejny niemal death metalowy ultra szybki numer, aż trudno uwierzyć jak szybko wypluwa z siebie wokale Quorthon. Gitary chłoszczą słuchacza nieprzerwanym jadem, po to by, gdzieś w połowie przejść w marszowe średnie tempa, po czym znowu rozpędzić wojenną machinę do ultra szybkiego ataku. Na koniec wśród gitarowych pisków   wszystko stopniowo wygasa.

            Chciałbym też na chwilę zwrócić Waszą uwagę na tekst, który ma ukryte przesłanie – układające się z pierwszych liter każdego wersu CHRIST THE BASTARD SON OF HEAVEN przypadek? Nie sądzę.

            Na zakończenie albumu Quorthon wytacza ciężką artylerię – niemal 11-minutowy tytułowy numer BLOOD FIRE DEATH. Rozpoczynający się akustycznymi gitarami z klawiszowymi chórami w tle, stopniowo przechodzący w typowy marszowy rytm, przygotowuje słuchacza na epicką opowieść. Quorthon niczym wieszcz zwiastuje: „Deaths star on horizon / Lightning and rain / Black winds and thunder / The skyline is in flames”.

            Słuchając tego tekstu, zamykam oczy i już w wyobraźni widzę pole bitwy, czuję powiew wichrów zwiastujących śmierć i zniszczenie – niezwykle plastyczny tekst w połączeniu z muzyką robi nieprawdopodobne wrażenie. Quorthon w mistrzowski sposób potrafił tu budować dramatyzm, narastająca atmosfera zagęszcza się z każdym taktem, pobudzając wyobraźnię słuchacza. Trudno oderwać się od słuchania tego, jest w tym numerze coś zniewalającego: wokale są niezwykle siarczyste, bardzo mocne, czuje się w nich moc. Utwór kończy się tak, jak się rozpoczynał – akustycznymi gitarami i wtórującym chórami, coś wspaniałego.

            Całość zamyka tradycyjnie znane nam z poprzednich płyt BATHORY outro, zapada cisza i jeszcze przez kilka minut siedzę oniemiały, zastanawiając, co usłyszałem. Czuję pewnego rodzaju ekscytację i nieodparte pragnienie, by posłuchać tego albumu ponownie.

            Aby przybliżyć Wam czasy dotyczące premiery BLOOD FIRE DEATH, pozwoliliśmy sobie przytoczyć kilka archiwalnych wywiadów z Quorthonem. Myślę, że choć wielu z Was zna te teksty, to warto je przypomnieć.

Wspominki dziennikarza METAL FORCES, który przeprowadził wywiad z Quorthonem podczas promocji „Blood Fire Death” w siedzibie Music For Nations/Under One Flag:

Ludzi czekających w klubie Shades na przybycie Quorthona ciekawi, jak ten wariat ze zdjęć wygląda na żywo. No i wchodzi prawie dwumetrowy koleś z metrowymi blond włosami, w ciemnych okularach, podchodzi do stołu, wita się z obecnymi i przechodzi do miejsca, gdzie znajdują się płyty. «To on!» – szepcze Dave Constable.

               Od tej chwili minęło 1,5 roku i oprowadzany jestem właśnie po nowej siedzibie Music for Nations w okolicach Finchley Road w północno-zachodnim Londynie. Następnie udajemy się do małego pokoju, w którym przeprowadzane są wywiady i w którym znajduje się już ten człowiek, ochrzczony mianem prawdziwe utalentowanego gitarzysty i praktycznie boga. Nie jestem jedyny, bo nawet Kerrang przygarnął Quorthona pod swoje skrzydła, dając za „Blood Fire Death” ocenę maksymalną, a ja również, na niniejszych stronach, dałem mu setkę.

               Podczas tej rozmowy dla Metal Forces Quorthon opowiada o okładce «Blood Fire Death» – to w istocie nie obraz, to fotografia. Dziennikarz wydaje się być zdumiony. «Naprawdę?». To zdjęcie, nie można zobaczyć go w całości, tylko jego centralny fragment. Nie zmieściło się w całości. Chcieliśmy zrobić zdjęcie jakiejś góry, ale koleś, który miał się tym zająć, zadzwonił do mnie i zapytał, czy nie chcemy może zobaczyć czegoś innego. To znaczy zdjęcia z górami, z zamkiem wykutym w skale. Wyglądało to, jakby było trójwymiarowe, a wyglądało świetnie. Całość miała jakieś 10 metrów na 80, tak więc można było tym zakryć całą płytę do gry w hokeja. To, co jest na okładce, to jedynie środek. Żeby coś takiego przenieść z miejsca na miejsce, musiało się tym zająć ze 30 ludzi. Ale nie zostało to zrobione tylko po to, żeby BATHORY miał okładkę, ha, ha. Ma ponad 100 lat i skorzystanie z tego zdjęcia jest bardzo drogie. Cóż, chyba użyjemy tego zdjęcia ponownie w naszym wideo, które ma wyjść w wakacje. To znaczy, mieliśmy już fundusze i generalnie wszystko było gotowe, ale nie udało nam się wykorzystać pewnego miejsca we Francji (coś na wzór Royal Opera House) i musieliśmy przenieść się do Szwecji. Rozważaliśmy też zmontowanie tego wszystkiego gdzieś w lasach, wiesz, z generatorami dymu i ogniem na szczycie wzgórza. Tak by to wyglądało w oczach fanów. Niestety, granie na koncertach i robienie takiego show w Europie nie byłoby możliwe. Tak czy inaczej, piąty album wydamy na początku przyszłego roku, a jeśli wideo się ukaże, to z pewnością zabije, wiesz, ogromny plan zdjęciowy, którego przebiegnięcie zabiera 10 minut. Będą góry, rzeka, zamarznięte jezioro, a my w środku tego wszystkiego będziemy grać muzykę. Wideo zawierać będzie też historię zespołu. Przed tym wideo zrobimy też promocyjny klip do jednego z utworów z Blood Fire Death, chyba do A Fine Day To Die. Tak, żeby ludzie zobaczyli nieco wolniejsze granie spod szyldu heavy metal, bo wydaje mi się, że już są nieco wypaleni tym szaleńczo szybkim muzykowaniem.

               Warto również nadmienić, że na tym krążku po raz pierwszy pojawiło się na rozkładówce zdjęcie całego zespołu wraz z ich pseudonimami artystycznymi. Kolejne dwa pseudonimy związane z BATHORY to Vvornth i Kothaar, biorące swe źródło z tej samej listy demonów i książąt ciemności, co Quorthon. Powyższe imiona zostały wybrane ze względu na ich głoskę „th” identyczną z istniejącymi już w imionach: QuorthonBATHORY. Chodzą też słuchy, że powyższe nazwy to jedyne dwa imiona z listy, które można w sposób stosunkowo bezproblemowy wymówić. Jest też całkiem możliwym, że imiona te były początkowo pisane i wymawiane nieco inaczej. Nikt już zdaje się nie pamiętać jak dokładnie. Możliwym jest natomiast, że powyższe imiona były zapisane na w/w liście jako: „Kathaar”, „Konthaar” lub „Kuastar” i „Varnth”, „Voranth” lub „Voreth”.

               Celem przypisania takich, a nie innych imion było nadanie ich osobom, które w zespole miały spełniać funkcje basisty i perkusisty. A może nadanie ich na czas uczestnictwa w zespole BATHORY.

               A co na ten temat miał do powiedzenia lider zespołu w wywiadzie dla Heathendom Magazine #1 (Luty 1996):

– Nigdy jakoś specjalnie nie przywiązywaliśmy do tego większej wagi, nawet na poziomie wewnętrznych relacji w zespole. Dla przykładu mój kumpel, który robił bębny na Under the Sign of the Black Mark, nigdy nie przepadał za swoim pseudonimem i sprawa ksywy nie była po prostu już więcej poruszana.

I chociaż pseudonim Vvornth był pewnego rodzaju obowiązkowym imieniem dla każdego perkusisty w zespole BATHORY już od roku 1986, to tak naprawdę nigdy to imię nie było w profesjonalnym użyciu i prawie nigdy nie znajdowało się w notatkach biograficznych, które rozsyłaliśmy jako zespół.

Dobrze pamiętam sytuację, kiedy próbowaliśmy wynegocjować lepsze warunki dla naszych dwóch albumów: Under the Sign of the Black Mark i Blood Fire Death, w celu ich oficjalnego wydania w Japonii. W związku z tym złożyliśmy do kupy jednorazowe bio wraz z naszymi zdjęciami i pseudonimami i następnie wysłaliśmy to wszystko do Japonii. Ale zdaje się, że niespecjalnie przypadły Japońcom do gustu nasze imiona albo może coś im tam nie grało z naszymi ubiorami, bo sprawy dystrybucji albumów stanęły w martwym punkcie. Tak jak wcześniej nadmieniłem, dopiero na Blood Fire Death pojawiły się wszystkie trzy imiona. Niewiele jest chyba zespołów, które mogą pochwalić się tak wielką ilością plotek, wymysłów, gównianych historyjek, bezsensownych legend oraz bezwartościowych pomówień, jak właśnie BATHORY.

               Czy to dobrze, czy raczej źle, no cóż… oceńcie sami. Ale jest faktem zupełnie niezaprzeczalnym, że pomimo zupełnie nowatorskiej i unikalnej muzyki, ta swojego rodzaju otoczka tajemniczości i niejasności w pierwszych latach działalności zespołu pomogła im w karierze i sprawiła, że nazwa BATHORY stała się dosyć rozpoznawalna. Bo przecież tak naprawdę to nic specjalnie tajemniczego w ich karierze nie było, prawda? Po prostu nie za wiele zdjęć, imion i informacji, i tyle.

               Celem zrozumienia źródeł takiej istoty rzeczy, należy skupić się na połowie lat 80., to jest na latach, kiedy o BATHORY nie mówiło się zbyt dużo, nie za wiele było też zdjęć i imion członków zespołu. I pomimo faktu, że Quorthon miał sposobność ustosunkowania się do każdej z tych historii, kłamstw i plotek, oraz bezsensownego pierdolenia, to mimo to po latach stanowią one podstawę opinii, które ludzie wyrobili sobie na temat zespołu.

               Oto co Quorthon miał do powiedzenia na ten temat w wymienionym powyżej Heathendom Magazine #1 (Luty 1996):

Ciężko mi zrozumieć, dlaczego nadal znajdują się ludzie, którzy nalegają, aby zespół traktować w kategoriach tajemnicy i jakiegoś takiego suspensu. Przecież ja sam, w milionach wywiadów, wyłożyłem wszystko, co można było wyjaśnić na temat BATHORY. Wyjaśniłem wszystkie możliwe zjebane historie, które wyrabiają do tej pory opinie ludzi na temat BATHORY.

Przypuszczenia snute na łamach fanzinów i dotyczące nadinterpretacji zdarzeń i faktów są nadal – i to pomimo faktu, że ukazały się w połowie lat 80. – uznawane za truizmy; bez względu na to, ile razy chcę te truizmy wyprostować.

Jeśli chodzi choćby o niegranie koncertów… Przecież już to wszystko zostało dokładnie wyjaśnione w tysiącach wywiadów. Raz jeszcze tylko powiem, że metal nie był specjalnie popularny w Szwecji w 1983 roku. Nie było klubów, w których BATHORY mógłby zagrać koncerty.

A nawet jakbyśmy mieli taki lokal, to mając na uwadze chujową jakość czy wygląd muzyków BATHORY w tamtym czasie, nie sądzę, żeby BATHORY był w stanie zaklepać jakieś granie w jakimkolwiek lokalu w Sztokholmie. W żadnym nie byłoby to możliwe.

A kiedy już mieliśmy pieniądze na takie występy i naszych muzycznych najemników, to straciliśmy zapał do grania na żywo i skupiliśmy się na pracy w studio.

A jeśli chodzi o skład, no właśnie… Zdjęcia i imiona muzyków związanych z BATHORY w latach 1984-1986 nigdy nie zostaną opublikowane, bo już członkami BATHORY nie są i nie mają nic wspólnego z zespołem, poza faktem, że zagrali na pewnych albumach, które zostały potem wydane.

W momencie, kiedy ukazać się miał album, nie było tak po prawdzie normalnego składu zespołu. Grała w nim po prostu grupa przyjaciół. Z czystej potrzeby, troje eks-członków lokalnej punkowo/oi-owej kapeli zagrało napisany przeze mnie materiał, czyli dla kapeli, która nie miała od dwóch miesięcy żadnego składu. Nie było żadnego innego sposobu, żeby ten album po prostu nagrać. Inaczej nie udałoby się nagrać naszego pierwszego, pełnego materiału.

               Quorthon o „Blood Fire Death”: Nagrany został w lutym 1988. Po raz kolejny próbowałem zmienić nieco jego wewnętrzną kompozycję i w rezultacie przyłożyłem się bardziej do utworów, dodałem więcej akustycznych gitar, klawiszy i różnych efektów specjalnych. I tak utwory stały się dłuższe i bardziej dopracowane. Tym razem na pierwszym miejscu była mitologia wikińska. [Wzmianka o BATHORY w książce „Lords of Chaos”, autorzy: Michael Moynihan i Didrik Søderlind].

               Quorthon na łamach Metal Forces opowiada o sesji Blood Fire Death:

– Cóż, nagranie Blood Fire Death zabrało nam dwa pełne miesiące i łącznie nagraliśmy 25 utworów. Ale będzie brzmieć to wszystko inaczej (niż p o p r z e d n i o), a jego wykończenie jest zupełnie inne. Nagrywaliśmy to w Heavenshore w Sztokholmie, które ma słabe brzmienie, i użyliśmy werbla Simmons Pad. W przypadku, kiedy jakiś utwór wymagał zastosowania specyficznego brzmienia werbla, to właśnie używaliśmy tego Simmonsa. I tak było w przypadku 80 procent albumu Under The Sign... I tak właśnie nowoczesna technologia uzupełnia muzykę BATHORY. Nasze nagrywanie różni się od techniki używanej przez inne zespoły. My wszystko nagrywamy oddzielnie. Najpierw ja robię to, co do mnie należy, potem perkusista i basista swoje partie, a potem efekty, które dopełniają całości. Nasze studio znajduje się w piwnicy niedaleko Sztokholmu. Jego właścicielem jest stary przyjaciel rodziny i poza nami nikt więcej go nie używa. Ten kolo czasami schodzi do podziemi, żeby popracować nieco nad syntetyzatorem, ale to wszystko. W piwnicy znajdują się jakieś stare części samochodowe, które zbiera. Za 2 miesiące pracy w studio zapłaciliśmy mu około tysiąca funtów, czyli tyle, ile za około 10 godzin pracy w dużym, dobrym studio w Sztokholmie. Wygląda jak ten pokój i posiada bardzo dobre brzmienie. Używamy też Stereo Chorus dla rozproszenia dźwięku. To znaczy, musieliśmy ustawić nasz słabiutki w z m a c n i a c z w kącie, a mikrofon w drugim, bo inaczej wszystko poszłoby w cholerę!

– Wiem, o co ci chodzi, czasami ciężko powiedzieć, która partia rytmiczna zawiera gitary, a która bas. Brzmienie jest zawsze różne.

– Robimy to świadomie, bo większość thrashowych kapel obecnie daje po ryju gitarami i bardzo suchymi bębnami, co wymaga dobrego perkusisty, a o takiego ciężko. Nie chcę wymieniać żadnych nazwisk, ale z czasem sprawy stają się nudne. Zawsze staramy się nieco wygładzić to i owo, bo nie chcemy, żeby ludzie słuchali nas i mówili: o, to bas, a to gitara. Pomimo pewnych ułomności technicznych, ten materiał nadal brzmi, jakby w nim zagrało 200 muzyków. Jak orkiestra symfoniczna z dźwiękami pochodzącymi z wszystkich kierunków.

– Nie mamy już problemów ze składem, bo Kothaar (bas) i Vvornth (per) grają hobbystycznie i to im pasuje. Nie interesuje nas to, co dzieje się na zewnątrz kapeli. Spotykamy się raz na jakiś czas i jest git. Czuję się pewnie w takiej właśnie sytuacji, bo wiem, że to skład, jaki BATHORY mieć powinien.

               Wielu z nas zastanawia się, co tak naprawdę było inspiracją Quorthona, kiedy tworzył monumentalne kompozycje do „Blood Fire Death”. Zapytany o to w wywiadzie dla Backstage #24 (1994), odpowiada:

Nowy album BATHORY nazywa się Blood Fire Death i pochodzi ze zbioru o Conanie „The Savage Sword of Conan”.

Czytasz dużo Conana?

Tak. Wydaje mi się, że sporo. W młodych latach, ojciec mojego kolegi prowadził sklep, w którym można było między innymi kupić zeszyty o Conanie. W latach 70., tutaj w Szwecji prawie nie sposób było znaleźć Conana w komercyjnym obiegu.

            Quorthon zapytany na łamach DEATH METAL UNDERGOUND o zmianę tematów lirycznych odpowiada: Około 1986 roku zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę piszemy albumy pełne religijnych hokus-pokus, szatańskich śmieci i demonicznych bzdur. Nie byłem satanistą i nie wiedziałem absolutnie nic o okultyzmie ani o sprawach demonicznych, więc zadałem sobie pytanie, dlaczego naprawdę mam pisać o tym gównie. Chodzi mi o to, że faktycznie musimy robić albumy, więc czemu nie spróbować czegoś innego. Wtedy pojawił się pomysł, aby przenieść całą przedchrześcijańską erę szwedzkich Wikingów do BATHORY. Nie, żebym wiedział więcej o tym okresie, ale było to przynajmniej świeże źródło, z którego można czerpać historie. Kiedy ludzie pytają mnie dzisiaj, czy kiedykolwiek wstydzę się wczesnych albumów i zawartych w nich tekstów, odpowiadam „nie”. Niczego się nie wstydzimy, wszyscy przechodzimy przez etapy życia, kiedy jedna rzecz może być fajna przez pewien czas, a potem pojawia się coś innego, co inspiruje cię w inny sposób.

Dalej, w tym samym wywiadzie Quorthon zapytany, czy ideologia zmienia światopogląd artysty, co znajduje odzwierciedlenie w ich muzyce, odpowiada: Osobiście nigdy nie pozwoliłem, by jakiekolwiek osobiste ideologie wpływały na moją muzykę lub teksty. Przez kilka lat niemieckie media metalowe powiedziały, że BATHORY w swoich tekstach gloryfikuje wojnę i holokaust. To nie jest prawda. Pisaliśmy o wojnie i holokauście w ten sam sposób, w jaki pisaliśmy o wszystkich innych sprawach, o których pisaliśmy: kazirodztwo, nuklearny wyścig zbrojeń, wojny światowe, kwestie środowiskowe, fanki BATHORY, seryjni mordercy, religia i co tam kurwa jeszcze. Innymi słowy – jako fakty, a nie gloryfikcje. Nie jestem religijny i nie mam politycznych ideałów, więc dla mnie osobiście pisanie tekstów to po prostu malowanie słowami i tworzenie sceny.

               Jeden z ciekawszych wywiadów z Quorthonem dla KERRANG! MAGAZINE z sierpnia 1989 zatytułowany KONIEC PANA ZŁEGO BLACK METALOWCA, autorstwa Paula Millera. Quorthon wypowiada się na swój temat:

– Nie jestem jakimiś tam zbirem – wikingiem, ani też pijącym krew wampirem. Nie udało mi się nigdy pożreć małego dziecka, ale przyznaję, że mało mi brakowało, żeby zostać młodocianym alkoholikiem.

               Oto szokujące wypowiedzi lidera BATHORY: Quorthona. Paul Miller odkrywa wrażliwego artystę pod pancerzem blackmetalowego wojownika.

               Quorthon Seth, blondyn, 180 cm wzrostu, to namacalny dowód na istnienie dziewiczego, szwedzkiego blackmetalowego zespołu BATHORY, a także osoba złapana we własne sidła. Zionący ogniem, odziany w skóry, z przepaską na kroczu neandertalczyk z niezdrowym zainteresowaniem Szatanem i czarną sztuką, ustanowił BATHORY jako finalny produkt muzyki black metal. Siedem lat po tym, jak zespół w powijakach rodził się do życia, na dawno już wyprzedanej kompilacji „Scandinavian Metal Attack”, Quorthon próbuje wydawać się nieco bardziej poważny. W wieku 24 lat obraz Quorthona, jako wrażliwego artysty nie jest jednak zbyt łatwy do przełknięcia. Naprawdę ciężko pozbyć się tej plującej ogniem przeszłości, kiedy walczy się z wytwórnią reklamującą twoją muzykę jako produkt jakiegoś satanistyczno-wikińskiego zbira, czy też zmagasz się z plagą fotografów chcących twojego ziania ogniem do kamer i hordy pismaków desperacko szukających sensacyjnej historii o zarzynanych na scenie owcach do swoich wątpliwej reputacji magazynów. Tak czy inaczej, ilość pięciu wydanych albumów mówi sama za siebie. O ile do czasu ukazania się „Blood Fire Death” w roku 1988 Quorthon czuł się odpowiedzialny za całość swojego muzycznego przedsięwzięcia, począwszy od projektów rękawów bluzy i biografii, a na poczcie od fanów skończywszy, to teraz uważa, że po prostu płynie z prądem.

– Wcześniej chciałem mieć kontrolę totalną, ale już nie chcę. 5 lat temu chciałem, żeby zespół był wielki, stał na scenie, zionął ogniem, odziany w skóry i łańcuchy, grając heavy metal. Teraz to już nie ma znaczenia.

Wyraźnie znużony odpowiada: Ludzie mają najwidoczniej mylne wyobrażenie mojej osoby, jako wampira pijącego krew i mieszkającego w jakiejś satanistycznej jamie gdzieś w Szwecji. Nie spędzam połowy roku grając na gitarze, pisząc dobre teksty i odpowiadając na pytania, kiedy ostatnio zabiłem jakieś dziecko.

Ale czy to nie ty sam jesteś swoim największym wrogiem? Twoje informacje dla prasy zawsze grały na nucie satanistycznej, a ostatni raz, kiedy rozmawialiśmy, chwaliłeś się, ile to nie wypiłeś podczas sesji nagraniowej drugiego albumu, czyli „The Return”.

– Przykra sprawa. 1985, tak… To był fatalny rok. Mało mi brakowało, żebym został pełnowymiarowym, nastoletnim alkoholikiem. Zrobiliśmy mnóstwo błędów przez nasze picie. I zdaliśmy sobie z tego sprawę już po nagraniu materiału. Nasz basista wciągał też ostro różne dragi. Tego albumu nie trzeba było nagrywać. (Nie wyobrażam sobie, by takie dzieło jak „The Return Of Darkness And Evil” miało się nie ukazać. Aż trudno uwierzyć, że zaledwie 4 lata po wydaniu tej płyty Quorthon ma tak krytyczne zdanie na ten temat, a przecież dla wielu z nas to prawdziwa metalowa biblia… przypis red.).

               Quorthon zapytany przez Millera, czy nie zawstydzają go niektóre rzeczy, które robił w przeszłości, odpowiada:

– Może nie to, że zawstydzają, ale mogłem parę spraw rozegrać bardziej na luzie. Przez pryzmat BATHORY można było dość łatwo wpaść w pułapkę polegającą na tym, że brałeś wszystko, co robiliśmy, zbyt poważnie – że zjadaliśmy dzieci na przykład.

               BATHORY zaszedł naprawdę daleko. Czy Quorthona ten fakt zaskakuje?

– Tak, zaskakuje, bo naprawdę mieliśmy pod górkę. Jesteśmy ze Szwecji, nie graliśmy żadnych tam tras po świecie, nasze albumy nie mają super brzmienia, a nasza wytwórnia nie jest jakaś największa na świecie. Byłbym bardzo zdziwiony, gdyby udało mi się zrealizować moje marzenie i nagrać album w 10 rocznicę istnienia, w przeciągu kolejnych 3 lat.

Jak udało ci się pozyskać Kothaara i Vvorntha do gry w zespole?

– Byli w okolicy od jakiegoś sierpnia 1986 roku. Znałem perkusistę (VVORNTH) od wielu lat, ale ten koleś zawsze pogrywał w innych kapelach. Mieli właśnie kontrakt na nagranie albumu i komponowali epkę. Kiedy go spotkałem ponownie, to właśnie wykopałem członków zespołu i dlatego też za dużo się u nas nie działo i nie miałem innych możliwości, niż brać to, co jest. W czasie wakacji spotkałem się z basistą (KOTHAAR) i zaczęliśmy razem pogrywać. Kiedy ponownie spotkałem się z perkusistą, jego zespół właśnie przestał istnieć, a kontrakt został zerwany. Został członkiem BATHORY na 2.5 tygodnia przed nagraniem Under the Sign.

– Opowiedz nam co nieco o problemach z pozostałymi członkami zespołu, zanim KOTHAAR i VVORNTH dołączyli do zespołu. Wiele osób myślało, że BATHORY to w istocie zespół jednoosobowy.

Oczywiście. Takie plotki pochodziły od ludzi, którzy zbytnio za nami nie przepadali. A ci, którzy nas lubili, rozpuszczali nieco inne plotki. A powodem było to, że za każdym razem, kiedy była mowa o BATHORY, pojawiało się moje zdjęcie. Ludzie chyba mieli tego dość, znudziła ich ta sytuacja. Nie było zdjęć i nie było tras, ale to nie z naszej winy. Nic takiego nie planowaliśmy. Pierwszy skład utrzymał się przez rok, bo w gruncie rzeczy byliśmy dobrymi znajomymi i zawsze mieliśmy dostęp do darmowej sali prób. Kiedy sytuacja zaczęła robić się bardziej poważna, tzn. po nagraniu dwóch utworów na kompilację Scandinavian Metal Attack w styczniu 1984, nie dało rady już takiego składu utrzymać. No cóż, w sytuacji, kiedy basista grać potrafi jedynie na strunie E, a perkusista nie wie zupełnie jak grać, to żarty się kończą. Znalezienie dwóch kolesi, którzy obracają się w szwedzkich klimatach, wyglądają dobrze, kumają, o co biega, i potrafią pisać muzykę, no cóż, to jest prawie niewykonalne zadanie. Wszyscy w Szwecji mają dobre wykształcenie i dlatego też nie ma potrzeby walczenia o jakieś tam ideały przy pomocy rock’n’rolla. Tacy goście wolą obciąć włosy, żeby tylko utrzymać się w robocie albo gnić w domu z panną, niż przyjść na próbę i grać. Nie ma potrzeby trzymać takich gości w kapeli i dlatego też cały czas tacy goście wylatują. Nowe twarze i nowi ludzie, bez końca. Nie chcieliśmy konfundować fanów. Nie chcieliśmy, żeby myśleli, że taka sytuacja będzie się ciągle powtarzać. I dlatego nie zamieszczaliśmy żadnych zdjęć. Może ludzie odebrali to jako tworzenie tajemnicy i tym bardziej interesowali się zespołem, a my na tym odcinaliśmy kupony.

– To trochę tych muzyków się przewinęło!

No, jakichś 4-5 perkusistów i może z 5-6 basistów. Myślę, że wypróbowaliśmy wszystkich dobrych muzyków z naszego miasta.

– Skąd bierzesz pomysły na pseudonimy artystyczne muzyków?

Mój pseudonim pochodzi z sagi, która znajduje się w tak zwanej czarnej biblii. Moje imię to nazwa księcia, wojownika, który podpisał pakt z diabłem; dzięki temu odnosi sukcesy w walce, hazardzie, miłości i na polu bitwy. Tragiczna, ale klasyczna opowieść. Imię wyglądało całkiem nieźle, to i się na nie zdecydowałem. Inni członkowie wybrali swoje własne imiona, tak żeby fonetycznie brzmiały zgodnie z moim, bo w szwedzkim języku nie mamy dźwięku „th”. No i brzmią równie melodramatycznie, co Quorthon.

– Muzyka jest super! Co byście powiedzieli ludziom, żeby posłuchali właśnie was? Co jest takiego w Thrash/Speed i Death Metalu?

Szufladkowanie muzyki to, jeśli nie jest dosłownym zabijaniem zespołu, przylepianie muzykom łatki już od samego początku kariery. Kiedy tylko muzycy dorastają i stają się lepsi słuchając różnej muzyki, to wtedy ludziom ciężko zaakceptować, że mogą grać coś nowego, innego. Dla takiego zespołu jak KISS decyzja o zaprzestaniu używania makijażu po dziesięciu latach była naprawdę poważna. Zespół, który zmienia się muzycznie, będzie miał bardzo ciężkie zadanie – tzn. uzyskać akceptację fanów dla ich nowej muzyki. No i słuchacze zasadniczo też. Wydaje mi się, że jest rzeczą niesprawiedliwą powiedzieć, że zespół, który nie gra już z prędkością 180 km/h, sprzedał się i chce być komercyjny, czy coś w tym stylu. To śmieszne. Jeżeli ja, jako muzyk po spędzeniu 7 lat nad albumem, wydaję kolejny z 12 utworami i prędkością 190 km/h, pełny jakiegoś pierdolonego hałasu, to byłoby to jak splunięcie w twarz. Napisali do nas i poprosili o lepszy, cięższy materiał. Jak przyjrzysz się bliżej tym wszystkim speedmetalowym kapelom dnia dzisiejszego, to zauważysz, że większość z nich śpiewa o polityce, wojnie, broni atomowej, zniszczeniu środowiska naturalnego itp. Jak już śpiewanie o diable się nie sprzedaje, to jedziemy właśnie z tym. W pisaniu liryk też są trendy, o to na pewno.

– Ostatnie pytanie, czy image zespołu jest ważny?

Jeśli na zdjęciu na okładce albumu stoimy w lesie wypełnionym ogniem i dymem, ubrani w skóry i błyszczące miecze, z długimi włosami i naprężonymi muskułami, to ludzie mogą pomyśleć, że mamy jakieś problemy z dojrzewaniem. Raczej wolę jednak to, niż nosić makijaż, sprejowane włosy i bóg wie, co jeszcze. I jeszcze co do tekstów, jakimi się paramy. Nie będziemy nosić jak inne kapele deskorolkowych spodni, brudnych butów i co tam jeszcze: śmiesznych czapek, bródek i deskorolek. Bylibyśmy po prostu kolejną kapelą, ale to nic nie ma wspólnego z lirykami BATHORY. To będzie podążanie za trendem. Popatrz na kapele, na to, jak się ubierają. Szorty bermudy i koszule w kwiaty. Co ze skórami, w które się ubierali jak prawdziwi hard rockersi 10 lat temu? Nie ma już takich. Poczekamy jeszcze z 5 lat i okaże się, że już nikt nie pamięta o BATHORY, jako zespole, który odziewa się w skóry. Jednego z niewielu zresztą. 10 lat temu nie było problemu, a teraz jest.

               Quorthon zapytany w wywiadzie dla Heavy Metal Magazine #3, dlaczego nigdy BATHORY nie zagrał trasy, odpowiada: Problemem są oczywiście koszty. Można powiedzieć, że oczywiście każdy chujowy zespół może grać trasy po klubach i są zadowoleni… Ok, ale my nie. Zagramy trasę, kiedy będziemy gotowi i będzie nam się chciało.

               Dalej Quorthon, w tym samym wywiadzie, zapytany, czy BATHORY nadal będzie poruszać się w klimacie Black / Death, odpowiada: Nazywajcie nas, jak chcecie. My gramy muzykę i niespecjalnie interesuje nas, jak ją ludzie nazwą. Thrash, black czy doom. Co za różnica. To po prostu rock and roll.

Co Vvornth i Kothaar robili przed zasileniem szeregów BATHORY?

– Przed zasileniem szeregów BATHORY, Vvornth grał w rockandrollowym zespole ze Sztokholmu. Po tym, jak skończył liceum, studiował muzykę klasyczną i grał w orkiestrze symfonicznej na instrumentach perkusyjnych. Kothaar pogrywał w paru kapelach przed BATHORY, a poza grą jest też żołnierzem, bo lubi militaria tak jak ja, (ale jest pełnoetatowym żołnierzem).

Czy można z gry w BATHORY godnie żyć?

– Jasne. Sam mieszkam w bardzo przyjemnym miejscu w zachodnim Sztokholmie. Myślałem o przeprowadzce do Niemiec albo USA, ale summa summarum zostałem w Szwecji.

To kiedy podpisujecie jakiś wielki kontrakt?

– To zależy, co uważasz za duży kontrakt. Chyba dużym kontraktem jest taki, gdzie sprzedajesz 100.000 płyt na całym świecie i nieźle z tego żyjesz. Mamy świetnych fanów na całym świecie i ludzie ci wspierać będą nas aż do śmierci. Co do kontraktu, to mnóstwo kapel dałoby się pociąć na kawałki, żeby mieć taki kontrakt jak my.

Po ile lat mają członkowie zespołu?

– Jesteśmy w przedziale wiekowym 20-23 lata.

Co o BATHORY sądzi twoja matka?

– Nie wiem, nie widziałem jej z 10 lat.

Czy nadal fascynuje cię Elizabeth Bathory? Jeśli tak, to dlaczego?

– Nazwałem tak zespół, bo po prostu uważałem, że jej życiorys (i ponure pasje) pasują jak ulał do zespołu, który formował się w 1983 roku. Teraz znają nas wszyscy i nie ma już sensu zmieniać nazwy, bo nasze teksty utworów różnią się od tych z początku kariery tj. sprzed 6 lat.

Czy kiedyś dasz sobie spokój z graniem w BATHORY?

– Na pewno nie będę grał w BATHORY przez kolejne 50 lat. Nie mówię też, że BATHORY powinien zakończyć działalność. To już zależy od fanów.

Jesteście popularni w Szwecji?

– Zakomunikowałem wytwórni, że w Szwecji nie chcemy żadnej promocji BATHORY. Nie chcemy, żeby szwedzkie ziny pisały o nas, ani nie chcemy być pokazywani w TV czy w radio. Znam Szwecję i wiem, jak to tutaj działa, więcej szkody niż pożytku.

Znasz jakieś inne kapele?

– O tak, jest ich trochę, ale to chyba nie ma jakiegoś większego znaczenia. Jesteśmy przyjaciółmi, ale na nieco innych poziomach znajomości, niż się to ludziom wydaje. Kapele przesyłają mi swoje dema i albumy z prośbą o opinie. Chcą, żebym wyprodukował ich kolejne nagrania.

Ulubione zespoły?

– Słucham wielu różnych rzeczy. Nie mam jakichś specjalnie ulubionych. Słuchałem KISS w latach 1973-1979, a potem mocno MOTÖRHEAD. Lubię też OZZIEGO, KATE BUSH, HURRICANE, wczesny QUEEN, większość klasyki takiej jak WAGNER, BRUCKNER, SIBELIUS, SAMUEL BARBER, BEETHOVEN, CHOPIN. Ale nie MOZARTA, bo i w klasyce jest sporo gówna, jak i w metalu zresztą też.

Lubisz piwo?

– Nie piję alkoholu. Nigdy nie lubiłem piwa, tylko koniak i starego dobrego Burbona.

Przyszłość BATHORY?

– Nowy album, zatytułowany Hammerheart, w wakacje. A razem z kolejnym albumem również wideo, ale to na jesień, no i parę niespodzianek dla fanów…

Masz coś jeszcze do dodania?

– Wszyscy, którzy czują metal w sercu, niech kupują nasz album Blood Fire Death (kiedy ukaże się ten numer, Hammerheart może też już być dostępny, to i kupujcie). Posłuchajcie go uważnie, napiszcie, jak się wam podoba i co chcielibyście usłyszeć w przyszłości, czego od nas nie oczekujecie i co wam się najbardziej w naszej muzyce podoba. Pamiętajcie, że my żyjemy dla fanów. Nic byśmy nie znaczyli, gdyby nie fani. Kochamy was i robimy to dla was. Jak zabraknie nam fanów, to i zespół umrze. Pozostańcie zjednoczeni i niech północna gwiazda świeci nad wami. Miejcie metal w sercu!

               W wywiadzie dla Evoker Mag z sierpnia 1989, Quorthon rzuca nieco więcej światła na temat nieporozumienia związanego z zespołem ONSLAUGHT, który w tamtym czasie oskarżył BATHORY o kradzież pomysłu na podwójny album i tytuł:

ONSLAUGHT oskarżył was o kradzież pomysłu na podwójny album i tytuł. Jak to widzisz?

Byliśmy w tej samej wytwórni, aż goście stali się zbyt wielcy. Ha, ha. Nie sprzedawali za dużo, my tak. Wytwórnia postawiła sprawę tak: mamy 2 zespoły, jeden ze Szwecji, który się sprzedaje dobrze, i kolejny z Anglii, który sprzedaje się słabo, a chce nazwać swój album Blood Upon The Ice, czy coś w tym stylu. Co mamy zrobić? ONSLAUGHT chciało, żebyśmy zmienili tytuł, ale dzięki wsparciu wytwórni sprawa się rozmyła. Oba zespoły chciały zrobić podwójny album; my tego nie zrobiliśmy i zmieniliśmy wytwórnię. A teraz odwalają jakieś krzywe akcje. Potem dowiedziałem się o ich planach promocyjnych polegających na tym, że chcieli pojechać do Norwegii, w góry ze śniegiem itp. Do Norwegów, których nie znoszę, bo są głupi i z których robię sobie żarty (my też mamy sporo kawałów o Norwegach). Ja i Quorthon zgadzamy się, że współpra­ca pomiędzy norweską i szwedzką sceną powinna być ściślejsza. I powinniśmy sobie bardziej pomagać. Tak samo, jeśli chodzi o Danię i Finlandię.

               Kontynuując ten sam wątek w G.A.S.P. Magazine, Quorthon dodaje:

ONSLAUGHT zwinęli nasz pomysł na okładkę na jeden ze swoich albumów. Kiedy zatytułowaliśmy nasz album Blood On Ice, zrobili to samo. Kiedy się o tym dowiedzieliśmy, zmieniliśmy plany dotyczące wydania tego albumu. A ONSLAUGHT ostatecznie nie zatytułował swojego albumu w ten sposób. W międzyczasie doszliśmy do wniosku, że nagranie podwójnego albumu na tak wczesnym początku kariery i na niezbyt wysokim miejscu na liście przebojów może być krokiem ryzykownym. Ale nagraliśmy 25 kawałków, z których kilkana­ście było naprawdę niezłych i nadawało się na album jak się patrzy; tak właśnie powstał Blood Fire Death. Dwa utwory z Blood On Ice wylądowały na Hammerheart, który zresztą też traktuje o mitologii nordyckiej. Nasz management w Szwecji prowadził też dystrybucję Noise Records. Składali właśnie trasę po wschodnim wybrzeżu USA z CELTIC FROST i DESTRUCTION i chcieli nas w to też wkręcić.

G.A.S.P.: O rany!

Q: Ale co, trzepiesz kapucyna na wieść o takich patentach?

G.A.S.P.: No ba, oczywiście. Hem, prędkość to zawsze było to, na czym opierał się BATHORY. W jednym z waszych utworów (Pace `Till Death) jest taki oto tekst: lustro na ścianie, nic już szybciej się nie stanie!!! Dlaczego postanowiliście zwolnić po wydaniu albumu Blood Fire Death?

Q: Każdy utwór można zagrać na ograniczoną liczbę sposobów. Ale kim ja jestem, żeby mówić o wydaniu najszybszych i najbrutalniejszych albumów. To po prostu była potrzeba eksperymentu. Obecnymi czasy opowiadamy historie, a historie ciężko się opowiada przy uderzeniach rzędu 365 razy na minutę. Chcieliśmy zrobić kawałki po 10 minut, żeby opowiedzieć jakoś historie, ubrać to w emocje i dodać jakieś teksty. Dlatego nasze podejście do muzyki zmieniło się. Tak naprawdę właśnie kawałek Pace Till Death to naśmiewanie się ze współzawodnictwa, kto potrafi zagrać szybciej. Niektórzy biorą to na poważne. Myśleli, że my tak na serio.

G.A.S.P.: Chodziło o jakiś zespół konkretnie?

Q: Nie, ogólnie. Każdy zespół, który wydawał w latach `85, `86 & `87, miał za zadanie bicie rekordów prędkości. A jak już ci się udało zagrać na maksa, to super. Bo nie da rady grać szybciej niż do określonego poziomu.

G.A.S.P.: Byliście mistrzami w komponowaniu klimatycznych intr i outr na początku i zakończeniu waszych albumów. Teraz to norma w przypadku kapel black/death. Można zatem powiedzieć, że BATHORY ma przemożny wpływ na większość zespołów ww. nurtu?

Q: W latach 80., zanim jeszcze BATHORY nie był wystarczająco sławny na wywiad w Kerrang!, do zespołu nadsyłano setki demosów z Europy, USA, a nawet z tak odległych miejsc, jak Japonia czy Australia. I dlatego wiedzieliśmy, że BATHORY wpływa na inne kapele, że ludzie nas znają. To nie tak, że naszym podejściem było to, jacy to niby jesteśmy wielcy i sławni, zarobimy kawał grosza i będziemy inspiracją dla innych. Cieszyło nas, że ludzie nas znają, i generalnie niespecjalnie nas interesowało to, czy ci goście kupili nasz album, czy też może ktoś im go przegrał. Ważne było, żeby o nas usłyszano; to nas kręciło w podziemiu.

G.A.S.P.: A czasy dzisiejsze?

Q: Chociaż nie śledzę tego, co się dzieje na scenie, to wiem, że od jakiegoś roku w Norwegii powstaje coraz więcej zespołów. Robi się nieco chora sytuacja, zabijanie ludzi czy palenie kościołów. I kiedy robiliśmy wywiady w UK dot. solowego albumu QUORTHON, to zapytano nas właśnie o te kwestie. Ale po prawdzie, to ja nie wiem nic więcej poza tym, co przeczytałem na ten temat w szwedzkiej prasie. Oczywiście jak tylko skończyłem swój wywiad, przeczytałem wypowiedzi tego gościa, który był odpowiedzialny za te wszystkie wydarzenia. Twierdził, że nic nie zrobił i że nie ma żadnych dowodów na jego udział w tych wydarzeniach. Zrobiło mi się głupio, że udzieliłem odpowiedzi na tematy, o których nie miałem większego pojęcia. Tak czy inaczej, jeśli jesteśmy inspiracją dla setek innych zespołów i muzyków, którzy w rezultacie tworzą wspaniałe albumy i które z kolei inspirują kolejne zespoły, to świetnie, bo to pewnego rodzaju wzajemność. My byliśmy pod wpływem innych kapel, a teraz kolejne są pod naszym wpływem. I tak będziemy mieli kaca, ale tak już jest w przypadku wszystkich kapel, VENOM nie istnieje, SLAYER przestał używać make-upu w 83/84, METALLICA zagrała parę ballad, a ja nagrałem album solowy. I tak to się kręci.

G.A.S.P.: Rozmawiałem ze szwedzkimi kapelami ENTOMBED czy UNLEASHED i pytałem czy cię znają. Czy cię kiedyś widzieli. Wszyscy powiedzieli, że nie. Czy jesteś swojego rodzaju odludkiem na scenie?

Q: O tak, nie byłem w żadnym klubie od jakiegoś 1986 roku. Od czasu promocji Blood Fire Death nie tknąłem nawet kropli alkoholu. Poszedłem na koncert tylko raz w tym roku, chciałem zobaczyć ze względu na stare czasy… grał MANOWAR z pół roku temu. Nie chodzę tam, gdzie jest dużo ludzi. Nigdy nie brałem też narkotyków. Po jakimś czasie nic z tego nie masz. Wydajesz tylko więcej i więcej pieniędzy. Oczywiście ruchanko to super sprawa, mały numer z jakąś niunią jest super, ale na dłuższą metę to lipa. Jeśli twe ciało domaga się cipki i chlanka to OK; ale jeśli wolisz siedzieć w domu, popijając filiżankę angielskiej herbaty i to właśnie jest to, co ci się podoba, to nieco tracisz kontakt z rzeczywistością i puls ulicy. Wiem tylko, że w Szwecji jest sporo zespołów i chociaż nie przyznają się do wpływów BATHORY, to i tak są na wygranej pozycji, bo ludzie poświęcają tym zespołom więcej uwagi. Szwedzi nie są za dobrzy muzycznie i technicznie. Czytałem gdzieś, że UNLEASHED nagadał na mnie jakiś głupot. Nigdy ich nie spotkałem.

G.A.S.P.: A ENTOMBED?

Q: Ciężko mi coś powiedzieć na ten temat, bo jestem w istocie odcięty od rzeczywistości. Mniej lub bardziej. W czasie, kiedy chodziłem do klubów i siedziałem w tzw. rockandrollowych klimatach, pieprząc się z pięknymi dupeczkami na tylnych siedzeniach limuzyny gdzieś na Manhattanie, pijąc szampana na dachu wieżowca w Hollywood, czy też zabawiając się z dwiema pięknymi paniami w Mediolanie; albo zaproszenie na backstage w czasie koncertu SLAYER na Brooklynie, gdzie każdy chciał mój autograf, a nie Toma Arai. Tak, przeżyłem sporo rzeczy, które się innym dzieciakom tylko śniły. Ale teraz chodzenie do klubów i picie drogiej whiskey nie powoduje u mnie erekcji. O wiele ciekawiej jest siedzieć w domu i rozwijać się intelektualnie, czytając dobrą książkę.

 

baa222