BATHORY ZRODZONY W WIECZNYM OGNIU – Akt 3 „Pod Sztandarem Czarnego Kozła”

 

Trzeci album dla wielu artystów jest tym, który stanowi o przyszłości zespołu. To na nim krystalizuje się wyraźnie stylistyka zespołu. Zwykle po tym wydawnictwie możemy dowiedzieć się, czy zespół posiada potencjał, by wspiąć się na szczyt muzycznej kariery, czy też nie. Wystarczy przytoczyć tylko kilka przykładów, by wiedzieć o czym mówię: „The Number of the Beast”, „Master of Puppets”, „Reign in Blood”. Trzeci album BATHORY również zaliczam do tego grona.

 

            „Under The Sign Of The Black Mark” miała premierę 11 maja 1987 roku. Dzieło mocno wyróżniające się na tle dwóch pierwszych dokonań BATHORY. Oczywiście debiut, jak i „The Return”, radziły sobie na rynku znakomicie, zważywszy, że kapela nie promowała ich koncertowo. Mimo to trzeci krążek BATHORY przebijał je pod każdym względem jako dzieło znacznie dojrzalsze i lepiej wyprodukowane. Struktura kompozycji przedstawiała zdecydowanie bardziej złożoną formę, ponadto, co niezwykle istotne, „Under The Sign Of The Black Mark” posiadał niesamowitą atmosferę. Album ten wręcz tonie w przepastnych morkach Hadesu i choć warstwa tekstowa nie jest już tak diabelska, jak miało to miejsce na poprzednich płytach, to jednak ów krążek poraża Mrokiem, dlatego nikogo nie powinno dziwić, że właśnie ten album uważany jest przez tysiące maniaków za Black Metalową Biblię.

            Co ciekawe, sam Quorthon nie przepadał za tym dziełem, wspominając o tym w jednym z wywiadów: Nie ma płyty, której nienawidziłbym bardziej niż „Under The Sign…”. W tych utworach nie ma sekundy, która by mi się podobała. Brzmienie jest okropne, śpiewam jak wrona na drzewie, solówki zagrane są z gracją świni, ogólnie odczucie paskudne, i nic dobrego nie można o tej płycie powiedzieć. (Heathendom Nr #1 1996). Skąd u Quorthona zaledwie kilka lat po premierze tak negatywne zdanie na ten temat? Prawdopodobnie starał się za wszelką cenę odciąć wizerunek BATHORY od Black Metalowej otoczki, która zaczęła mu ciążyć w związku aferą wywołaną drugą falą Black Metalu. Fakt, iż wiele zespołów związanych z tym nurtem podkreślało, że BATHORY jest ich największą inspiracją, jednocześnie te same kapele paliły kościoły, dewastowały groby, czy mordowały się nawzajem. Quorthon chciał się od tego całkowicie odciąć. Stąd negacja wszystkiego, co zrobił w pierwszym okresie.

 

            Wróćmy jednak do głównego wątku, czyli „Under The Sign Of The Black Mark”. W tym samym wywiadzie Quorthon rzuca więcej światła na warunki towarzyszące pracy w studiu: Słuchając takich albumów jak „Under The Sign Of The Black Mark” czy „Blood Fire Death” zauważysz, że używamy tam sporo pogłosu. Na wielu ścieżkach dawaliśmy na przykład dziesięciosekundowe pogłosy. Żaden zespół już dziś tak nie robi, bo to powoduje tylko jeden wielki bałagan. My robiliśmy tak, dlatego że nagrywaliśmy to w garażu, na podłych instrumentach, żałośnie tanim stole mikserskim. To było tak tandetne i kiepskie, że musieliśmy tuszować wszelkie cięcia i inne rzeczy masą pogłosu.

            Wielu muzyków za wszelką cenę starało się zbliżyć do tej niesamowitej chropowatej jakości, tak charakterystycznej dla Black Metalu. Sam autor stworzył to brzmienie w niezamierzony sposób. Kto wie, jak by brzmiał ten album, gdyby nie był nagrywany w garażu, a w pełni profesjonalnym studio? Chyba należy się cieszyć, że nagranie brzmi w ten sposób, bo „Under The Sign Of The Black Mark” jest jednym z najważniejszych albumów wszech czasów.

 

            Historia powstania niezwykle klimatycznej okładki jest interesująca, choć mało mroczna. Quorthon przytacza ją w wywiadzie dla Heathendom Magazine #1 (Luty 1996) w swoim charakterystycznym stylu: Zadzwoniłem do byłego szwedzkiego mistrza kulturystyki i zapytałem go, czy nie chciałby wziąć udziału w sesji zdjęciowej. Chcieliśmy zrobić coś na wzór Stonehenge, z ogromnym kamieniem rytualnym i mnóstwem nagich dziewczyn wokół.

Oświetlenie znajdowałoby się nad planem zdjęciowym, a koncept generalnie polegał na tym, że kolo zabiłby właśnie anioła i trzymał w jednej dłoni jego serce, a w drugiej topór, mając na twarzy maskę BATHORY. Nie udało się tego zrobić, bo dziewczyny (partnerki naszych przyjaciół), które miały z nami współpracować, kiedy tylko dowiedziały się, że sesja ma trafić na okładkę albumu (i pozostać w rezultacie w obiegu publicznym na zawsze), wycofały się.

Następnie próbowałem zdobyć materiał, żeby zrobić ten kamień ofiarny. Zadzwoniłem do specjalnego sklepu w Sztokholmie, który zajmował się takimi rzeczami, a oni poinformowali mnie, żebym z kolei zadzwonił do Opery Sztokholmskiej. Okazało się, że Opera ma to, czego nam trzeba, ale obecnie wystawiają sztukę Carmen (to było w 1986 roku) i będzie ciężko. Spytałem ich, kiedy mogę tę dekorację od nich pożyczyć.

Jak już wspomniałem, było to niemożliwe, bo rekwizyt był w ciągłym użyciu w operze, ale zaproszono mnie do środka, żebym go sobie obejrzał z bliska. To była ogromna rzecz, na albumie widać tylko 1/3 całości. I powiedziałem im, że bardzo chętnie skorzystam z tego ich rekwizytu. Oni na to, że całość jest ubezpieczona na 2.5 miliona koron i została zrobiona we Francji pod koniec XIX wieku.

Z boku całość wyglądała mocno dziadowsko, po prostu pomalowane kawałki kartonu. Dałem im parę tysi. Zadzwoniłem do kulturysty, a następnie udało mi się skołować cztery panny i fotografa. Kulturysta założył maskę BATHORY i wbiegł na schodkach po tym klamocie; w przerwie między aktami sztuki! Kurtyna opadła, cały teatr wypełniony ludźmi w garniturach i sukniach, a my mamy może z 30 sekund, żeby zrobić 10 zdjęć. Schody, które prowadziły na ten głaz były zrobione z myślą o jakimś lekkim śpiewaku operowym, który ważyłby może z 50 kilogramów, a nie byka, którego waga z pewnością przekraczała 125 kg. Mówię ci, kiedy kolo tam stał, odnosiłem wrażenie, że schody i cały ten głaz zaraz pierdolną. Ale zdjęcia wyszły super.

            Promocji „Under The Sign of the Black Mark” w USA towarzyszyła jeszcze jedna zabawna historia, o której opowiada Börje „The Boss” Forsberg w wywiadzie dla Close–Up z roku 1993: Po lądowaniu były spore problemy, bo z bagażu podręcznego wystawała kość nogi byka, którą Ace (stary pseudonim Quorthona, przyp. red) zabrał na sesję fotograficzną. Ponadto miał na szyi kości z kurczaka, a na sobie typowe metalowe odzienie, skórzaną kurtkę i kolce. Tłumaczenie tego zabrało mi cholerne pół godziny. W końcu uznali naszą historię za prawdziwą, bo pozwolili nam zabrać kości.

            Pobyt Quorthona w USA uświadomił mu, jak bardzo BATHORY jest tam popularny. W konsekwencji podpisał papiery z New Renaissance Rec. na wydanie „Under The Sign Of The Black Mark” w Ameryce.

 

            BATHORY żywił się tajemniczością. Spójrzmy prawdzie w oczy. Grupa, która wydała trzy albumy, nie zdradzając, kto też dokładnie jest kim w zespole, z pewnością rozgrywała swoje karty w bardzo ostrożny sposób. Quorthon mówił o tym w następujący sposób:

Wielu ludzi uważa, że BATHORY to ja. Nie zaprzeczę i powiem tylko, że faktycznie we wcześniejszym okresie działalności zespołu to ja byłem odpowiedzialny za nasze albumy, produkcję i większość materiału. Ale teraz, jako że planujemy grać koncerty oraz trasy, należy ogłosić, że BATHORY to w rzeczywistości prawdziwy zespół z krwi i kości. Dokooptowaliśmy dwóch członków, ale ich imiona naprawdę nie mają jakiegoś większego znaczenia. Obiecuję, że ludzie, którzy śledzą naszą muzyczną karierę, kiedy tylko usłyszą i zobaczą nas na żywo, będą zadowoleni.

            W wywiadzie dla Power Metal Mag. z 1987 roku Quorthon naświetla sprawę z innej strony: Dawno temu utrzymywanie w tajemnicy szczegółów dotyczących mnie i zespołu było bardzo ważne. Ale odkryłem też, że fani odczytywali te moje tajemnice w błędny sposób. Zaczęli postrzegać mnie w jakiś dziwny, boski sposób. Uważali, że jestem nieludzką postacią, a w rzeczywistości chciałem im tylko zakomunikować, że jestem po prostu zwykłym gościem. Bo poza zespołem, jestem zwykłym nudziarzem. Bez muzyki BATHORY jestem nikim, nie mam twarzy – życie wraca do mnie jedynie w połączeniu z zespołem.

 

            Na „Under The Sign Of The Black Mark” BATHORY zmienił swoją muzyczną filozofię. Dopracowując jeszcze bardziej swoje pomysły i zmieniając podejście do spraw zupełnie podstawowych, Quorthon oczyścił swój zespół z klimatów Black Speed Metalowych i stał się nieco bardziej mainstreamowy. Utwory, jak np. „Enter the Eternal Fire”, wspaniale oddają nowe podejście zespołu tam, gdzie prędkość nie jest już substytutem umiejętności. W tamtym czasie Quorthon wydawał się zdeterminowany, próbując umieścić elementy thrashowe BATHORY w bardziej konwencjonalnych ramach: Odrzucam termin – death metal – nie lubię też thrash czy speed. OK, gramy speed metal od czasu do czasu, ale w naszej muzyce jest też dużo melodyjności. Obecnie fani powinni być zadowoleni z naszej muzyki. Celem BATHORY jest zapewnienie rozrywki. Nasze zainteresowania są dosyć proste – seks, horror i eksploracja ciemnych stron życia. Tak po prostu wygląda mój sposób na odreagowanie – ma być fajnie, prawda?

            Zapytany w tym samym wywiadzie, jak poważny jest satanistyczny image tworzony wokół zespołu, odpowiedział: Dałem sobie z tym spokój, to było 2 lata temu i tyle. Widzisz, kiedyś czytałem biblię i doszedłem do wniosku, że jak czytasz o jednej stronie problemu, to chcesz też poczytać o drugiej. I dochodzisz do wniosku, że to wszystko tak naprawdę gówno warte. Mam to w dupie. Dałem sobie z tym spokój. Zapytany o satanistyczne teksty na trzeciej płycie dookreślił swoje stanowisko: Hm, słowo Szatan pada w utworze „13 Candles”, ale to jedyny taki utwór; no i jest on dość stary i mogłem go śmiało umieścić na jedynce. Jedyny powód, dla którego znalazł się na obecnym materiale, jest taki, iż nie wydawało mi się, że mam jeszcze dziwniejszy utwór, który by pasował na ten właśnie materiał.

 

            Istotnie, warstwa tekstowa na trzecim albumie BATHORY powoli odchodzi od tematyki satanistycznej, skłaniając się ku eksplorowaniu tematów związanych ze śmiercią. Wątki diabelskie oczywiście pojawiają się, i to nie tylko w „13 Candles”, ale w znacznie mniejszym wymiarze. Jednocześnie teksty nabierają rozmachu, są bardziej epickie.

            Quorthon zapytany w wywiadzie dla Metal Hammer #7, Vol. 2 (z roku 1987), czy poprzez tekst „Call From The Grave” zapytuje o istnienie Boga, odpowiedział: Interesująca uwaga, bo wydaje mi się, że większość ludzi nie do końca łapie całościowy sens tego tekstu. W kawałku gdzie wydzieram to swoje: „jeśli Pan jest w niebiosach, to usłyszcie mnie wołającego z grobu” – chodzi o to, że nieważne, jakie grzechy popełniłeś w życiu doczesnym. Zawsze jest ktoś, kogo możesz poprosić o wybaczenie i wstąpić do królestwa niebieskiego. Jeśli tak jest, to po co jest piekło, co? A jeśli Bóg jest taki omnipotentny, to czemu nie zniszczy zła? Dlatego „Call From The Grave” to nie kawałek o pogrzebaniu żywcem czy opuszczeniu przez boga, ale zakwestionowanie istnienia religii w obu jej aspektach.

            Co z religią jako taką? Tutaj Quorthon postanowił zachować swoje zdanie dla siebie: Osobiście mam ugruntowane poglądy na religię, ale nadal mnie fascynują takie klimaty i na pewno będę jeszcze o tym pisał. Bawię się ludzkimi wyobrażeniami o dobru i złu. […] Wydaje mi się, że przyczepianie etykietek muzyce zespołów jest błędnym posunięciem, bo uważam, że to właśnie muzyka zespołu powinna prezentować to, czym dany zespół jest w istocie. To, czy nosisz kurze kości, skóry, gwoździe i odwrócone krzyże, czyli jak chodzisz ubrany, nie ma w istocie nic wspólnego z muzyką. Chodzi mi o to, że w rzeczywistości nie grasz lepiej ani gorzej, bo nosisz to, czy tamto.

            W tym samym wywiadzie poruszono ważną kwestię, która nigdy nie doczekała się spełnienia. Mowa o koncertach BATHORY: Chcemy nagrać wideo tak szybko, jak to tylko możliwe, żeby wszyscy nasi fani, bez względu na to, gdzie się znajdują, mieli szanse je zobaczyć i tym samym zobaczyć nas grających na żywo. Ale zagranie trasy i zrobienie koncertów według naszego pomysłu kosztowałoby fortunę, której niestety nie mamy.

 

            Zapewne niewielu z was miało pojęcie, że Quorthon zamierzał nakręcić profesjonalny video-clip promujący „Under The Sign Of The Black Mark”. Jak wiemy, dopiero na „Hammerheart” udało się to zrealizować. Video-clip został przygotowany z wielkim rozmachem, co musiało kosztować krocie. Może dlatego autor zdecydował się zaczekać, by przygotować coś naprawdę wyjątkowego?

            Dalsza część wywiadu rzuca światło na szczegóły powstawania płyty:

Utwór „Of Doom…” wydaje się napisany z myślą o starszych fanach?

Tak, totalnie! Bo starzy fani są niesamowicie oddani, wspierają zespół od tylu już lat… Zawsze wiedzieli, co się działo w zespole, jeśli chodzi o kwestie personalne, i zawsze byli pod tym względem bardzo pomocni. I dlatego ten kawałek jest dla nich!

Kto zagrał partie klawiszy na „Woman of Dark Desires?”

Ja.

 
 

Obecnie sporo fanów metalu twierdzi, że klawisze nie powinny być obecne w metalu… twoje zdanie?

Uważam, że jeśli są dobrze użyte, to OK. Widzisz, jak się obecnie wspomni cokolwiek o syntezatorze czy klawiszach, to ludzie dostają białej gorączki. Mówią, że to nie metal, ale jakieś gówno. Jeśli dobrze ich użyjesz, to jest OK, ale tylko wtedy, kiedy obecne są też inne instrumenty, jak bas czy bębny – a to one są u mnie w kapeli najważniejsze.

 

Jak wyglądać będzie kierunek muzyczny BATHORY w najbliższej przyszłości?

Jak dotąd napisałem sześć nowych utworów i myślę, że skomponuję jeszcze około 10, zanim zadecyduję, które trafią na płytę. Będą wolne, jak i szybkie kawałki, bo chcę, żeby ludzie, którzy siedzą w speed metalu, jaki i fani doom, mieli czego słuchać.

            Podejrzewam, że niewielu z was kojarzy tytuł „Nocturnal Obeisance” (Nocny Hołd)? Aby dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat, pozwoliłem sobie przytoczyć kolejny fragment wywiadu z Heathendom Magazine #1 (Luty 1996):

„Under the Sign…” miał się początkowo nazywać chyba nieco inaczej?

Miał się nazywać „Nocturnal Obeisance”.

I tytuł się zmienił, bo dziewczyny uciekły?

Dokładnie tak, jak mówisz. „N o c t u r n a l Obeisance” pochodzi z angielskiej mitologii. Cztery córki wiatru: północ, południe, wschód i zachód. Z a p r z e d a j ą się ciemności, powodując, że na ziemi zapada wieczny mrok, a równowaga wszystkiego zostaje zachwiana. Kozioł symbolizuje zło lub mrok – ciemną stronę, po prostu.

Kiedy zrobiliśmy pierwszy album, nie mieliśmy kontraktu na nagranie materiału, dlatego wymyśliłem nazwę wytwórni Black Mark – wiesz, znak rogów, który robisz składając palce dłoni. I powiedzieliśmy sobie, a do diabła, nazwijmy to „Under the Sign of the Black Mark”. Fakt, że później powstała firma o tej właśnie nazwie, to już inna sprawa. Kupili ode mnie tę nazwę.

            Wydanie „Under the Sign…” zwiększyło zainteresowanie osobą Quorthona. Jednocześnie okazało się, że jest niełatwym rozmówcą i wysyła sprzeczne sygnały odnośnie siebie i własnej twórczości. Zaobserwował to dziennikarz z Loud Zine (nr 18, 1988), który w Ameryce spotkał się z naszym bohaterem i postanowił rzucić nieco światła na ten temat:

Quorthon, osoba z głosem jak sam diabeł. Wpadł ostatnio z przelotną wizytą do UK, promując trzeci album. Mówił też o zamiarze zabicia na scenie owcy oraz wyjaśnił, dlaczego warto kupić jego albumy.

Postać Quorthona emanuje wręcz tajemniczością, a może to on sam chce, żebyśmy tak myśleli. Ubrany od stóp do głów w czarne skóry, wzrok ukryty za nieprzebytą barierą okularów przeciwsłonecznych. Szwed rozmawia powoli, długo i bardzo szczerze. Jest w nieokreślonym wieku i wygląda na osobę o przyjacielskim usposobieniu, ale zaprzecza sobie w czasie całego wywiadu. W jego mniemaniu wywiady przypominają procesy sądowe, więc nieczęsto bierze w nich udział. Proces czy nie, Quorthon broni się skutecznie w nieswoim języku.

«Jestem tu, żeby przeprowadzić drugą serię wywiadów» – mówi, gdy siedzimy we dwóch, przyciągając uwagę w wypasionym hotelu Lancaster Gate.

«Musimy pokazać się trochę, żeby ludzie zobaczyli, jak wyglądamy. Przez pierwszych parę lat istnienia zespołu nie publikowaliśmy zdjęć ani nie dawaliśmy wywiadów. Trzymaliśmy się z dala. Image jest równie ważny, jak muzyka. Ale nie można użyć image np. w radio. Image jest dla magazynów muzycznych».

            Quorthon zapytany w powyższym wywiadzie o jedną ze swych dawnych wypowiedzi związanych z oprawą koncertów BATHORY, gdzie rzekomo wspomniał, jakoby planował zarżnąć żywego kozła, odpowiada:

Towarzystwo ochrony dla zwierząt to chybaby dostało szału, gdyby dowiedzieli się o naszych zamiarach.

Ale czy w Szwecji taka sytuacja uszłaby płazem? Czy zabijanie zwierząt ma związek z satanizmem?

Nie jesteśmy satanistami. Siedziałem w tych klimatach ze 2 czy 3 lata temu, ale wyrosłem z tego. Wszystkie te religijne bzdury nie są warte splunięcia. Trzeba wiedzieć, co się dzieje po obu stronach barykady, że tak powiem. Jak już poznasz jedną ze stron – tą dobrą czy też złą – uzmysławiasz sobie, że muzyka nie ma z tym właściwie nic wspólnego. To po prostu metal. Mój umysł produkuje fikcyjne historie, które stają się twórczością BATHORY. Nie mam już nic wspólnego z religią. Ale nie mam też zamiaru przepraszać za to, w czym brałem udział w przeszłości. Tak czy inaczej, nasz trzeci album posiada swoiście ponury i przerażający klimat. Wzmianka o Szatanie pada na nim chyba tylko raz. O tak, „13 Candles”, bardzo stary numer. Szatan i BATHORY to dwie różne sprawy. Jesteśmy dzieciakami ze Sztokholmu i nie interesuje nas religia ani polityka. Mamy ścisłe związki z naszymi fanami, z ludźmi, którzy kupują nasze płyty. Oni dobrze wiedzą, czego od nas chcą. Jeśli chcą, żeby grać wolniej lub szybciej albo poruszać jakieś tematy, które ich interesują, to OK, tak właśnie zrobimy.

 

            Temat Satanizmu Quorthon rozwinął w wywiadzie dla Grimoire of Exalted Leeds #7:

Kiedy nagraliśmy „Under The Sign...”, zapytaliśmy się siebie samych, czy powinniśmy brnąć dalej z tym satanistycznym stuffem na kolejnym albumie. Jeśli chcesz utrzymać szacunek dla samego siebie, jako muzyka, powinieneś odkrywać nowe wymiary i nowe strony samego siebie. Dlatego też wyjechaliśmy z pomysłem, żeby nagrać album bazujący na mitologii nordyckiej, może nie bazując dosłownie na materiach pisanych, tak żeby ludzie w Meksyku czy Australii byli w stanie posłuchać i zrozumieć, o co nam chodzi bez jakiegoś głębszego zanurzania się w historię Szwecji i czasy sprzed przyjęcia chrześcijaństwa. Tak, Szwecja jest chrześcijańska; od jakichś 900 lat czy coś w tym stylu. Siedliśmy po prostu i napisaliśmy kawałki, które w jakiś dziwny sposób upodobniły się do opowiadań o Conanie autorstwa Howarda. Doszliśmy jednak do wniosku, że ludzie oskarżą nas o nieudolne kopiowanie MANOWAR.

            Quorthon zapytany w tym samym wywiadzie, czy uważa się za ojca black metalowej sztuki, odpowiada:

W Szwecji mamy takie powiedzenie. Każdy zna małpkę, ale małpka wcale nie zna każdego. Chodzi o to, że sporo jest ludzi, którzy mi mówią – słuchaj, BATHORY to maksymalna inspiracja dla mnie i moich kumpli, dla miliona kapel. Naprawdę zawsze bardzo dużo znaczyłeś dla sceny. Kim ja do cholery jestem? Jakimś kolesiem, który siedzi w kuchni i gra na gitarze akustycznej, i tyle. A że pójdę potem do studia i to ponagrywam, bawiąc się przy tym setnie? No i co z tego? A 12 lat później ludzie dostają amoku na punkcie tego materiału. Ciężko mierzyć swój wpływ na innych. I tak wszyscy brzmimy inaczej.

            Dalej Quorthon wyjaśnia, dlaczego BATHORY nie uważa się za zespół speed, death czy black metalowy:

Nie słucham ani death, ani speed metalu, bo większość tych kapel to syf… To, co my gramy, to po prostu metal. Teutońska inwazja speed metalu to bzdura. Bleeee…

            Czy Quorthon podchodzi do swoich 3 pierwszych albumów w sposób nieco bardziej poważny?

Nie podchodzę do zespołu zbyt poważnie. Jak gram w zespole, to jestem Quorthon Wielki, Wcielenie Zła. Na ulicach Sztokholmu jestem nikim. Należy bardzo wyraźnie oddzielić to, co dzieje się ze mną, jako artystą, a osobą prywatną.

            Temat trzeciej płyty pojawił się również w Evoker Magazine (sierpień 1989):

Nasze brzmienie od „The Sign…” popra­wiło się. Jest lepsze. Nagraliśmy album w małym studio przy bardzo małej ilości sprzętu i następnie zanieśliśmy taśmę matkę do studia z komputerami i zmiksowaliśmy. Efekt był znakomity. Było trochę problemów z moim wokalem, ale poza tym wszystko poszło bardzo fajnie. Kiedy podpisaliśmy kontrakt z Music For Nations, wytwórnia ta miała o wiele lepszą dystrybucję niż poprzednio, i w związku z tym nasze płyty znalazły się w tych sklepach, w których ich wcześniej nie było. Biorąc pod uwagę wszystkie wytwórnie i dystrybucje na całym świecie, sprzedaliśmy około 250.000 sztuk. Licząc wszystko razem.

 

            WYWIAD Z EVOKER MAGAZINE (1989):

Szukamy wydawcy na teren USA. Nasz album dostępny jest tylko jako stuff z importu. Nasz kontrakt z wytwórnią wygasł, bo nic już więcej nie mogą dla BATHORY zrobić. Mieli kłopoty z kapelami i dystrybutorami, którzy nadal wiszą im sporo kasy. Szkoda, bo panny, które tam pracują, są naprawdę miłe.

Powiedz coś na temat promocyjnej wizyty w Los Angeles, kiedy to podobno zostałeś aresztowany za zianie ogniem z dachu jakiegoś budynku?

Po prawdzie nie byłem aresztowany. Nasz kamerzysta wpadł na taki pomysł. Weszliśmy na dach i zacząłem ziać, to ktoś ze 116 piętra zadzwonił po policję i straż. Udało nam się uciec, zanim przyjechali. Potem było trochę problemów z policją, ale ostatecznie udało mi się nie trafić do aresztu.

Co możesz nam powiedzieć o sytuacji, w której prasa uważa cię za projekt jednoosobowy?

Dziwne, bo ludzie i dziennikarze, którzy do mnie piszą i nie dostają odpowiedzi, wymyślają potem różne historie. A kiedy udzielam wywiadów, to zmieniają sens moich wypowiedzi. Powodem, dla którego nagrałem „Under the Sign…” jest to, że nie mogłem znaleźć muzyków, z którymi mógłbym kontynuować granie z BATHORY. Tzn. ludzi zaangażowanych na 100 procent w zespół. Ale teraz znalazłem muzyków, którzy siedzą w tych klimatach, i siedzieć będą. Ludzie, którzy stanowią tzw. trzon jednoosobowych zespołów to osoby, które tworzą w istocie te zespoły. Oni nawet nie muszą być już zespołem jednoosobowym per se. Sami komponują, aranżują i grają na instrumentach, tak więc nie jest to już coś negatywnego, bo to prasa przedstawia takie podejście w negatywny sposób.

Jak to możliwe, że do tej pory BATHORY nie zagrał tournee po Skandynawii? Od paru lat macie przecież pełny skład?

Nie byliśmy w stanie zmontować w Skandynawii takiej sceny, o jaką dokładnie nam chodziło. I nadal nie możemy. Dla nas, jako zespołu, ważne jest, aby publiczność zobaczyła nas na wypasionej scenie, tak żeby ludzie ci wiedzieli, za co zapłacili. Wydaje mi się, że to raczej słaba sprawa, kiedy na scenie nie ma efektów pirotechnicznych i tym podobnych. Niedługo będziemy grać w USA, jako że jest w tym kraju naprawdę sporo fanów, również w Europie zagramy w paru większych miejscach. Zabranie takiej sceny (oprawy) będzie kosztować majątek.

 

Jakie jest twoje zdanie na temat sposobów, w jakie duże magazyny muzyczne podchodzą do zespołów satanistycznych? Chodzi mi o to, że parę lat temu śpiewanie o Szatanie było w modzie, a teraz nie jest to zbyt trendy. I robi się idiotów z tych, którzy nadal to czynią. Tak się teraz właśnie dzieje.

Po pierwsze, nie siedzę w satanizmie. Przez dłuższy okres czasu interesowały mnie te rzeczy i sporo o nich wiedziałem. Dla mnie to protest przeciw Bogu. A co czyni Boga i chrześcijaństwo lepszym? Chodzi mi o to, że chrześcijaństwo przyczyniło się do zabicia ogromnej ilości ludzi; o wiele większej niż cały świat razem wzięty. O tym też mówi tytuł płyty. Nie mam nic przeciwko satanistycznym lirykom, ale nie podoba mi się czczenie Szatana. Sezon ogórkowy i tyle. Widać, że magazyny ulegają trendom i to jest chore.

Słyszałem o wywiadzie w szwedzkim radio, gdzie podobno krzyczałeś do mikrofonu przez pół godziny, zanim zacząłeś rozmawiać, żeby porządnie zwichrować sobie głos. Nadal to robisz?

Ostatni raz, kiedy zrobiłem coś takiego, miał miejsce na ostatnim albumie. Ciężka sprawa i czasami zdarza mi się stracić głos, kiedy śpiewam zbyt długo.

Robienie promocyjnych klipów staje się popularne. Co w tym temacie?

Zrobimy dwa promo wideo. Pierwszy będzie nagrany w pewnym opuszczonym miejscu, tutaj w Szwecji, które wygląda bardzo skandynawsko. Kolejny materiał będzie miał około godziny i zawierać będzie mnóstwo niepublikowanego stuffu. Naprawdę rzadkie rzeczy. Plus kawałki z koncertów dla tych, którzy nigdy nie widzieli nas grających na żywo (wydaje mi się, że i tak sporo z tych, którzy widzieli, i tak to kupi to wideo). Chcemy zrobić coś niezwykłego.

Jak rozumiem, to znasz Pelle Deada z Mayhem?

Nie?

A co, ci źli chłopcy z Norwegii?

Pisali do mnie dość często, kiedy jeszcze byli stosunkowo młodzi, kiedy byli wielkimi fanami BATHORY i nawet mieli te swoje magazyny muzyczne. Nie pamiętam już nazw. Ale mocno siedzieli w satanistycznych klimatach. Kiedyś nawet ich aresztowano za jakieś kryminalne sprawy – palenie kościołów i morderstwa. Powiedzieli policji, że inspirował ich black metal. I dostałem w związku z tym list od norweskiej policji z pytaniami dotyczącymi ww. wydarzeń. Dziwny klimat. Bo to, czym my się zajmujemy, to świat fantasy i muzyka.

 

Zastanawiało mnie, czy to ich prywatne poglądy, czy może to swojego rodzaju norweski sposób myślenia?

Bez żadnych nazw ani nie mając na celu obrażania kogokolwiek, czy też jakichś grup społecznych, to moim zdaniem trzeba mieć zupełnie nie po kolei w głowie, żeby mieszać odynizm z nazizmem i satanizmem. Te rzeczy do siebie nie pasują, nie ma tu wspólnego punktu zaczepienia. Jeśli jesteś satanistą to OK, ale nie należy mieszać tego z odynizmem, bo to religia, która odrzuca wartości ziemskie, właściwe satanizmowi. Jeśli jesteś satanistą, to musisz akceptować chrześcijański sposób myślenia, powstania świata, życie pośmiertne, piekła itp. A jeśli jesteś neonazistą, to nie możesz grać death metalu i nosić długich włosów. To jakaś bzdura, totalny bezsens.

Zastanawiałem się, czy Skandynawia to miejsce, w którym kwitnie antysemityzm, mając na uwadze debilizmy wymyślane przez Wewnętrzny Krąg?

Cóż, wiele osób ma już wyrobiony pogląd na Skandynawię. Dla niektórych Amerykanów, z którymi rozmawiałem w USA, Sztokholm to prawie jak przedmieścia Moskwy. Parę lat temu posuwałem pewną pannę z Portugalii i ona też miała dość dziwne poglądy na temat Szwedów i Norwegów. Uważała, że to jedno i to samo. Język zasadniczo jest ten sam, to coś jak amerykański i brytyjski angielski. Norwegia to bardzo chrześcijański i konserwatywny kraj. Jest ich może z 5 milionów, nas około 8. To nic w porównaniu z resztą świata. Szwecja jest bardzo liberalna, wszystkie poglądy są akceptowalne poza neonazizmem i antysemityzmem. Oczywiście są grupy, które wyrażają takie opinie. Masz ten New Order w USA i wszystkich tych innych czubów religijnych. To normalna sprawa. Każdy lubi oskarżać innych o coś tam. W Szwecji chrześcijaństwo zniszczyło sporą część europejskiej kultury, która trwała przez tysiące lat. Nie wiemy za wiele o naszej historii.

Jeśli nie znasz przeszłości, to przyszłość pozostaje niezbadana. A jak młody człowiek słucha muzyki metalowej i wpada na pomysł, że skoro nie ma kościoła, to trzeba coś w tym temacie wymyślić, żeby mieć coś, przeciw czemu można się buntować. I w rezultacie taki gość staje się satanistą i neonazistą, bo chrześcijaństwo pochodzi przecież od pewnej książki żydowskiej zwanej biblią. Chrześcijaństwo zostało zbudowane na naukowych podstawach. Wiemy, że tam u góry nie ma złotych tronów itp. Dlatego ci goście łapią się za wszystko, co jest antyspołeczne i antyrządowe, no i przeciw kościołowi.

A wracając do twoich przemyśleń, z których wynika, że satanizm to produkt chrześcijaństwa…

Tak, trzeba mieć złego chłopca, żeby ludzie poszli za tym dobrym.

Sataniści z kręgu LaVeya używają terminu chrześcijański satanista, definiując w ten sposób zespoły pokroju DEICIDE. Czy słyszałeś o czymś takim?

Oczywiście. Pracowałem jako kierownik ochrony, kiedy grali tutaj w Sztokholmie, ale chyba nie zorientowali się, kim jestem. Rozpoznało mnie 2-3 fanów BATHORY. I nikt poza nimi, tak więc…

Satanizm, którego używasz przy pisaniu tekstów, to satanizm chrześcijański. Podobnie jak ma to miejsce w przypadku DEICIDE. To nie jest szkoła LaVeya.

Generalnie rzecz ujmując to dość niewinna sprawa. Nie wiem, jak to wygląda tam u ciebie, ale w Szwecji w latach 70. mieliśmy magazyn Shock zajmujący się takimi sprawami jak Vampirella, Dracula, Frankenstein itp. Kiedy zaczynaliśmy jako zespół, bardzo interesowały nas takie właśnie klimaty, ciemna strona życia, ale niekoniecznie ta zła. W jakimś tam punkcie naszej kariery chcieliśmy buntować się przeciw rządowi, chrześcijaństwu, bo to nudne, stare, etc. Nie wiedzieliśmy za bardzo, o czym tak właściwie pisać i co tworzyć. Zespoły pokroju SAXON czy MOTÖRHEAD zajmowały się pędzącymi ponad 200 km motorami, whiskey i pierdoleniem panienek. A my byliśmy prosto po szkole. I wzięliśmy się za rzeczy, które nas interesowały. Tajemnicze. Każdy się czymś takim interesuje, wcześniej lub później. Nie wydaje mi się, że celowaliśmy z jakimiś konkretnym przesłaniem, po prostu chcieliśmy powkurzać ludzi i tyle. Bynajmniej nie mieliśmy naukowego podejścia do tych tematów. Nic na ten temat nie wiedzieliśmy. Nic a nic. Czytałem czarną biblię, etc. I wszystko o satanizmie. Doszedłem do wniosku, że to bzdury. Nie ma piekła i nie ma nieba. Ani złotych tronów. Boga nie ma. I diabłów. Umierasz i koniec. A ciało to tylko naładowany energią organizm. Kiedy umierasz, wracasz do ziemi. I tyle. Człowiek od zarania dziejów wymyślał sobie bogów i bogowie ci się zmieniali w zależności od czasów i religii. A chrześcijaństwo pozostało tak długo główną religią, bo podbiło świat Zachodu, który jest i był o wiele bardziej zaawansowany niż Afryka czy Azja. I chrześcijanin stanął na księżycu w 1969 roku. Chwalcie Jezusa. Jasne.

A wracając do twojego poglądu na życie doczesne?

(Przeciągły śmiech).

Zamiast metafizycznego pierdolenia, tzn. zamiast poczytać coś o charakterze religijnym czy okultystycznym, a może dla czystej przyjemności, masz może ochotę poczytać coś naukowego o przypadkach bliskich śmierci, gdzie znaleźć można argumenty dotyczące obu stron, bez różnicy czy dotyczą spraw ziemskich, czy też boskich?

To naturalna sprawa. Ciężko mi o tym dyskutować po angielsku. Opisałbym to dokładniej po szwedzku. Ale istnieje wspaniale naukowe wyjaśnienie tego fenomenu. Wiesz, kiedy nasze serce i rozum funkcjo­nują, to dzieje się tak za sprawą elektryczności i kiedy na przykład masz operację, to oczywiście widzisz światło. By otworzyć ciało potrzeba silnego światła. A będąc na haju z pewnością zobaczysz Boga. A może i Pinokia.

Ale jeśli mówimy o tych opisach, to jest pewna interesująca kwestia, a mianowicie ich zadaniem nie jest udowodnienie, że mamy tu do czynienia ze zjawiskami metafizycznymi. Zwykle naturalne wyjaśnienie tego zjawiska jest niemożliwe, podobnie jak ma to miejsce w przypadku, kiedy w mózgu nie ma żadnej aktywności elektrycznej i brak w ciele narkotyków. Mam ci przesłać parę tych opisów?

Powinieneś to przesłać do jednej z panienek, którą teraz pukam. Wierzy w doświadczenie.

Czy wiesz coś na temat filozofa Descartesa?

Nie.

Myślę, więc jestem. Czy coś to ci przypomina?

Nie, ja po prostu czytam magazyny popularnonaukowe.

OK, jego pogląd na metodę badawczą polegał na tym, że należy zachować tzw. zasadę powtarzalności. Innymi słowy, jeśli ma miejsce jakieś zdarzenie, to musi ono zostać powtórzone w nieskończoność, przy zachowaniu tych samych warunków, tak, żeby wnioski na jego temat miały charakter naukowy. Wygląda na to, że masz podobne podejście, które nie pasuje zbytnio do niniejszych badań.

Nie chciałem wyjść na mądralę, po prostu wszystko, o czym mówię, to wynik lektury Fryderyka Nietzschego.

Podobno jego prace zostały zmienione przez jego siostrę, która zmarła po nim.

Tak, to prawda. Ale nie wszystkie jego dzieła. Większość. Niektóre z jego prac zostały opublikowane, kiedy nadal żył. Był sławny już za młodu.

Ale czy nie sądzisz, że jego cierpienie wpłynęło na jego sposób myślenia, to znaczy ta jego ciągła biegunka i nudności?

Uważam, że duża część jego twórczości wynikała z jego choroby psychicznej. Ale 500 lat temu, osoba z kuku na muniu albo niezrównoważona psychicznie uważana była za świętą. Mieliśmy taką kobietę w Szwecji jakieś 300 lat temu, świętą Brygidę. Jakby żyła obecnie, to chyba w jakimś wariatkowie.

Myślę, że możemy zakończyć nasz wywiad twoją odpowiedzią na pewien artykuł wstępny. W moim ostatnim numerze przeprowadzi­łem wywiad z osobą, która skazana została na 53 lata pozbawienia wolności. Osoba ta była członkiem tzw. diabolicznych skinheadów, a przynajmniej tak ochrzciła go prasa. Powodem, dla którego przeprowadziłem z nim wywiad, był poziom zainteresowania prasy tematem przemocy opartej na black metalu.

Nie wszystko można podłączyć pod przemoc wywodzącą się z black metalu. Nie można winić całego nurtu (czy też gatunku) z powodu paru kolesi. Głosujemy i wybieramy polityków, którzy rządzą krajem przez 4 lub 5 lat; a to są właśnie ci kolesie, którzy wydają rozkaz o odpaleniu bomby atomowej. Chyba jeszcze nie widziałem takiego przypadku, żeby jakiś fan metalu rozpętał wojnę na skalę światową, zabił 6 milionów Żydów, czy zanieczyścił nasze morza i oceany.

To, co mnie zainteresowało w tym kolesiu, to fakt, że za nim nie ma żadnego zespołu, który na nagłośnieniu sprawy cokolwiek by zyskał. Bo to, co ta organizacja robiła, to porywanie i torturowanie chrześcijan. Reakcji na ww. wywiad było sporo. Ten gość nazywa się Dean Adams. To jedyny członek tej organizacji, który pozostał przy życiu. Były samobójstwa, etc. Napisał artykuł wstępny na temat wykorzeniania black metalowych pozerów. Wychwalał w nim Grishnackha z powodu zabicia Euronymousa. Wymienił też ciebie i parę innych zespołów. Jako że wywiad z tym człowiekiem będzie wydrukowany razem z twoim w tym samym numerze, pomyślałem, że byłoby niezłą sprawą poznać twoją reakcję na ten temat. Napisał m.in. coś takiego: te kapele nie wprowadzają w życie zasad ścieżki lewej ręki, absolutnie nie. To, co te kapele robią, to zwabianie niewykształconych dzieciaków, które desperacko potrzebują idoli, i wciskanie im swoich syfiastych płyt. No i teraz fragment o tobie: przychodzi mi na myśl zespół BATHORY, jeśli mówimy o ww. zachowaniach. Ileż to okultystycznych / pogańskich deklaracji poczynił Quorthon w przeszłości w odróżnieniu od poglądów ateistycznych z chwili obecnej. A jego blond włosy, czy to jego naturalny kolor, czy może je po prostu ufarbował? Tak, to wszystko za bardzo się nie trzyma kupy, hem. I ta jego rock’n’rollowa biżuteria? Jak łatwo zauważyć zmiany, przez które przechodzi pozer, kiedy znudzi go jedna maskarada i szykuje się do kolejnej.

No cóż, jeśli chodzi o moje włosy, to jest to mój naturalny kolor. U was pewnie nazywany jest blond. Tutaj w Szwecji to naturalny kolor, który nazywa się jasnobrązowy czy jasny po prostu. 99% populacji Sztokholmu ma takie włosy. Czy jak tam chcesz. W przeszłości często farbowałem swoje włosy na czarny kolor, bo to pasowało do mojej czarnej kurtki. Nie za bardzo rozumiem, o co chodzi z tym pokazywaniem się, graniem w zespole czy robieniu uwag typu, popatrzcie na mnie, świecę w ciemności i mam czarne włosy. I gram najszybciej ze wszystkich. Czy walczysz ze wszystkimi tymi, którzy robią dokładnie to samo? Jeśli nie jesteś w stanie pokonać pewnych plotek? Chodzi mi o to, że wszyscy jesteśmy indywidualistami. A jeśli czytasz sporo, np. o religii, nauce itp., to nie ma czegoś takiego jak wzór na umysł czy na życie. Czy on w jakimkolwiek punkcie swojej wypowiedzi powiedział, jak według niego wygląda ta jedyna właściwa droga? Chodzi mi o to, że on po prostu porobił sobie wrogów z masy ludzi, o których powiedział, że się mylą, że błądzą. A jaka jest jego filozofia na życie? Jak wygląda jego droga? Czy jest prawdziwa? Powiedziałeś, że ten koleś jest skinheadem. To znaczy, że on jest neonazistą, czy może satanistą, antysemitą czy jak?

Wszystkiego po trochu. Jego poglądy są nieco tajemnicze. Jedyne, co czyni go skinheadem, to ogolona głowa. Nie spotkałem się jeszcze nigdy z takimi poglądami i filozofią.

Nie powinniśmy nazywać się zespołami black czy death metal albo idolami noszącymi biżuterię. Powinniśmy nazywać się po prostu ludźmi albo muzykami. Za dziesięć lat to wszystko nie będzie miało żadnego znaczenia. I dlatego bez sensu jest komentowanie czegoś, co ten człowiek powiedział na mój temat, bo po pierwsze nigdy mnie nie spotkał ani też żadnych innych ludzi, o których wspomina w swojej wypowiedzi. Tak, to po prostu bez sensu. Odpowiem mu chyba w jakimś liście czy coś w tym stylu. Jeśli tego chce. Ale z drugiej strony wchodzenie w dyskusję z takim człowiekiem nadaje mu chyba zbyt dużego znaczenia.

Pewna grupa ludzi, którzy siedzą w sprawach okultystycznych, odpowiedziała mu w nieco bardziej wyrafinowany sposób.

Kiedy byliśmy dzieciakami, dorastaliśmy przy dźwiękach KISS, BLACK SABBATH, LED ZEPPELIN, THE BEATLES. Nic nie wiedziałem, jakie dragi ci goście brali, jakie to uczucie pędzić na motorze po autostradzie czy pierdolić panienki w limuzynie. I ja sam przez to wszystko przeszedłem. Pukałem pannę w kiblu w jumbo jecie. Pukałem też pannę w limuzynie w Los Angeles. Zrobiłem wywiady radiowe na całym zachodnim wybrzeżu USA, gdzie słuchało mnie 30 milionów fanów heavy metalu. Tak, zrobiłem to wszystko, i to nie dlatego, że jestem synem szatana. Nie zrobiłem tego, bo jestem najlepszym gitarzystą na świecie, mam piękną twarz, najdłuższe włosy czy co tam. Bo ja brałem udział w czymś takim, bo byłem częścią tego, co się właśnie działo, podziemnego ruchu. Dzieciaki chcą muzyki dla siebie samych. A potem pojawia się ktoś 15 lat później i robi coś zgoła innego i zamykają go z dożywociem do więzienia. A ten zaczyna wypowiadać się na temat wydarzeń, których nigdy nie był częścią, więc z pewnością nie rozumie sytuacji robotniczej dzieciarni w Europie. Powinien się zamknąć, a nie walić jakieś głupie komentarze. Ty też nie powinnaś komentować tego, co ten koleś wygaduje. To dodaje mu zbyt dużo powagi. I tak na świecie nie brakuje pajaców.

 

baa222