BATHORY ZRODZONY W WIECZNYM OGNIU Act I

 

BATHORY to dla mnie jeden z najważniejszych zespołów, które kształtowały moje gusta muzyczne. Nigdy nie zapomnę, jak wielkie wrażenie zrobiła na mnie słuchana po raz pierwszy Muzyka tego zespołu – ten Mrok, ta aura tajemniczości; wszystko emanowało czymś niezwykle magicznym, trudno było oderwać się od tych utworów. To swoiste opętanie sprawiało mi ogromną radość, zresztą do dziś to się nie zmieniło, choć w tym roku mija 35 lat, kiedy po raz pierwszy było mi dane usłyszeć BATHORY. Miałem wtedy 17 czy 18 lat  i nigdy nie zapomnę, jak porażające zrobiło to na mnie wrażenie.

            Zdecydowałem się na ten TRIBUTE TO BATHORY z kilku powodów. Oczywiście jednym z nich była moja bezgraniczna miłość do twórczości tego wielkiego zespołu, stąd nieprzypadkowa data premiery tego numeru, który zdecydowałem się wydać w urodziny Ace’a: 17 lutego 2021. Traktuje to jako hołd dla tego wspaniałego artysty, który, choć żył zaledwie 38 lat, pozostawił po sobie trwały ślad w postaci dzieł, które po dzisiejszy dzień są niewyczerpanym źródłem inspiracji dla wielu metalowych muzyków na całym świecie. Niezwykle irytującym był dla mnie fakt, iż w naszej krajowej prasie spotkałem zaledwie kilka wywiadów z BATHORY, i to już z późniejszego okresu, dotyczącego takich albumów jak „Requiem” i „Octagon”. Natrafiłem również na dwie rozmowy dotyczące solowej twórczości Quorthona. Jedynym odstępstwem jest krótki wywiad dla Eternal Torment. Poza tym nie znalazłem ani jednego materiału dotyczącego wczesnej działalności BATHORY, która jest mojej mrocznej duszy najbliższa. Dlatego postanowiliśmy przygotować opracowanie w oparciu o zagraniczne archiwalne wywiady z BATHORY z okresu 6 pierwszych płyt, gdzie obok szczegółowej analizy tych materiałów znajdziecie wiele biograficznych faktów dotyczących historii zespołu, ze sporą ilością cytatów z archiwalnych wywiadów z Mistrzem. A to wszystko opatrzone naszymi komentarzami.

            Pragnę bardzo podziękować Pawłowi Wojtowiczowi, za iście tytaniczną pracę przekładu wyżej wspomnianych wywiadów – bez jego pomocy ten materiał z pewnością byłby dużo uboższy. Dziękuję również Wojtkowi Michalakowi za pomoc w tłumaczeniu fragmentów książki Jose Luis Cano Barrona, która została napisana w języku hiszpańskim, z której wykorzystaliśmy kilka cytatów uzupełniających całość zebranego materiału oraz dziękuję również Pawłowi Kaczyńskiemu za pomoc w kontaktach z zespołami, z którymi udało nam się przeprowadzić wywiady do tego numeru. Pragnę również podziękować wszystkim, którzy zgodzili się udział w tym przedsięwzięciu, to dla mnie wielki honor i zaszczyt, dziękuję Wam za wasz czas i zaangażowanie. Ubolewam, że do niektórych zespołów nie udało mi się dotrzeć, czy to za sprawą wytwórni, które nie były zainteresowane pomocą w kontakcie czy też samych muzyków, którzy olali temat… Szkoda, tym bardziej że wielu z tych ludzi jest ponoć oddanymi Die Hard Fanami BATHORY. W przypadku tych ostatnich skłaniałbym się raczej do faktu, że spowodowane było to raczej brakiem czasu, a nie niechęcią skreślenia kilku zdań na ten temat. Z drugiej strony patrząc na to z boku, wydaje się, że uczestnictwo w takim przedsięwzięciu byłoby ciekawą odmianą dla zespołów, które rzygają już wywiadami, w których pojawiają się na okrągło te same pytania.

            Jestem również bardzo zawiedziony postawą kilku osób, które pierwotnie zgodziły się na wywiad, a po otrzymaniu zestawu pytań zwyczajowo mnie olały, nie odpisując już na korespondencję i nie odpowiadając na pytania. Uważam to za niepoważne, to brak szacunku dla naszej pracy. Włożyliśmy w to sporo serca, wysiłku i czasu, by przygotować ciekawy zestaw pytań, a nie było to łatwe zadanie, zważywszy, że wszystkie zespoły goszczące w tym numerze pytaliśmy o BATHORY, tak więc sami rozumiecie – przygotować dla każdego zespołu oryginalny zestaw pytań było nie lada wyzwaniem.

            Zdaję sobie sprawę, że jesteśmy małym podziemnym pismem, które, choć jest wydawane bardzo starannie w drukowanej formie, nie wychodzi w jakimś powalającym nakładzie – może to dyskwalifikuje nas na starcie? Pewnie byłoby łatwiej przekonać wytwórnie do pomocy, czy też namówić poszczególnych muzyków do uczestnictwa w tym projekcie, gdybyśmy byli Kerrang!, Terrorizer, Rock Hard czy Metal Hammer, ale nigdy nie mieliśmy aspiracji zostać tak wielkim pismem. Po prostu zależało nam, aby pisać o zespołach, które uważamy za ważne – chcemy ciągle podsycać na nowo ogień świetności tych zespołów, by pamięć o nich nigdy nie przeminęła. Kiedy jako 13-latek zaczynałem moją przygodę z Muzyką, a był to rok 1980, w najśmielszych nawet marzeniach nie przypuszczałem, że z Heavy Metalu powstanie tak wiele interesujących podgatunków. Miałem to wielkie szczęście, że mogłem wtedy bacznie przyglądać się narodzinom bardziej ekstremalnych form METALU.

Były to dla mnie ekscytujące czasy, choć o muzykę nie było wtedy łatwo, szczególnie mieszkając w kraju bloku wschodniego. Łaknąłem jak najwięcej wiedzy na temat NWOBHM, a potem wszystkich innych nowo powstałych gatunków typu Speed, Thrash, Black, Death, to czas, gdy nie było Internetu, stron typu The Metal Archives, czy Blabbermouth. Pamiętam, ile trzeba było się napocić, by dowiedzieć się coś więcej o ulubionych zespołach. Pochodzę z Polski – kraju, który w latach 80. był oddzielony od Zachodu Żelazną Kurtyną, tu wszelkie nowinki muzyczne docierały z wielkim opóźnieniem, a na rynku nie było pism specjalizujących się w pisaniu o Metalu.

Kilka lat później zaczęły raczkować podziemne ziny, ten nieustający głód sprawił, że na początku lat 90. sam stworzyłem kserowanego zina Equlibrium Of Noise, wychodzącego w formacie A5, który był mocno inspirowany wczesnymi numerami Thrash Em All i Holocaust Zine. Z czasem moje pismo ewaluowało, a miłość do ekstremalnego Metalu ciągle wzrastała, w tym również do BATHORY który uważam obok CELTIC FROST i VENOM, za najważniejszy. Stąd wiedziałem, że prędzej czy później będzie musiał powstać numer, który będzie moim hołdem dla BATHORY. Jak wiecie, w poprzednich numerach Oldschool Metal Maniac pojawiały się już opracowania związane z zespołem. Postanowiłem to rozwinąć, bo wielu z Was pytało o archiwalne numery, które już są niedostępne. Poza tym były to wersje polskojęzyczne, co mocno ograniczało zapoznanie się z treścią tych opracowań, ponadto pojawiło się w między czasie wiele ciekawych wątków, które mogą wzbogacić te teksty, wnosząc świeży powiew do tego tematu. Być może ten numer będzie zaczątkiem czegoś większego – chodzi o książkę o BATHORY.

            Bardzo zależy nam na dotarciu do byłych członków BATHORY. Ci ludzie zawsze byli w cieniu Quorthona i choć on sam był tu głównym kreatorem muzyki, bez ich pomocy nie byłoby BATHORY. Pomimo tego, że Quorthon sam doskonale sobie radził z opanowaniem wszystkich instrumentów, ogrywanie tych utworów na próbach to zupełnie inny wymiar tworzenia muzyki. Ci, którzy są aktywnymi muzykami, wiedzą, o czym mówię. Ace często tworzył muzykę na swojej akustycznej gitarze w kuchennym zaciszu, jestem więcej niż przekonany, że ta muzyka nie brzmiałaby tak drapieżnie, gdyby nie setki godzin prób z ogrywaniem tych numerów na żywo. Myślę, że bez tego te numery brzmiałyby zupełnie inaczej. Praca zespołowa, zmiany aranżów, dostosowanie temp, czy chociażby ciągła ewolucja kawałków na próbie przyniosła zamierzony skutek – dlatego bardzo chciałbym porozmawiać z byłymi muzykami BATHORY, oni również powinni być dla nas wszystkich bardzo ważni, bo byli i są częścią legendy o tym wielkim ponadczasowym zespole.

            Mam nadzieję, że ten numer będzie dobrym pretekstem do tego, by kiedyś wrócić do tego tematu. Póki co składamy w Wasze ręce specjalne wydanie naszego zina, w którym znajdziecie sporo archiwalnych wywiadów BATHORY opatrzonych naszymi komentarzami, ponadto sporo ciekawych wywiadów z zespołami, dla których twórczość BATHORY jest ważna. Obok tych wywiadów przygotowaliśmy kilka artykułów, w tym m.in. coś dla miłośników winylowych wydań: tu omówimy wszystkie wydania debiutu BATHORY na tym nośniku, te oficjalne i bootlegowe; poza tym znajdziecie tu szczegółowe recenzje, będące analizą 6 pierwszych płyt BATHORY, inter notki ludzi związanych ze światem muzyki, wywiady z osobami, które opracowały szczegółowe biografie BATHORY, sporo fajnych zdjęć i kilka dodatków kolekcjonerskich uzupełniających to fanowskie wydanie dla prawdziwych Die Hard Fanów BATHORY.

            Gorąco wierzę, że będzie to dla Was ciekawa lektura, dzięki której zafundujemy Wam niezłą podróż w czasie, wzbudzając w Was miłe wspomnienia z czasów młodości. Niech te wspominki podsycają wieczny płomień świetności BATHORY i choć wiele z faktów zawartych w tym numerze jest Wam doskonale znanych, na pewno uda nam się wnieść do tego coś, co wzbogaci waszą wiedzę na temat tego kultowego zespołu.

            Pozostaje mi życzyć Wam ciekawej lektury, Panie i Panowie przed Wami barwna historia jednego z najbardziej wpływowych zespołów ekstremalnego Metalu – BATHORY. Jak wielkie znaczenie dla tych gatunków wywarł debiut BATHORY, nie muszę Wam uświadamiać i choć album pod wieloma względami przypominał debiut pewnego trio z Newcastle, to bez wątpienia wyniósł Black Metal na zdecydowanie bardziej ekstremalny poziom. Zanim to szczegółowo omówimy kilka zdań kilka na temat głównego bohatera:

BATHORY – ZRODZONY Z WIECZNEGO OGNIA

Act I

               17 lutego 1966 roku w Sztokholmie przyszedł na świat Thomas Börje Forsberg, znany później całemu światu jako Ace, Quorthon Seth. Od najmłodszych lat był niespokojnym duchem. Dziś na pewno uważalibyśmy, że ma ADHD – pełen energii szalony młody nastolatek, który dość mocno dokazywał w szkole, szokując na każdym kroku nauczycieli zachowaniem i wyglądem (dla wielu nie do przyjęcia, dlatego nie powinno nikogo dziwić, że nasz młody buntownik szybko został wydalony ze szkoły).

               Wcześniej jednak, dzięki szkolnemu programowi poprawczemu, trafił w miejsce, które całkowicie miało odmienić jego życie.

               Chodzi o pracę na niepełny etat w studio Tyfon Rec. Znalazł się tam nie bez pomocy Stiga Börje „The Bossa” Forsberga, który tam pracował i chciał mieć syna na oku. Praca bynajmniej nie miała charakteru związanego z typową działalnością studia nagraniowego. Tak czy inaczej, sprawiła, że Thomas mógł przy okazji poznać te procesy, podpatrując pracę producentów.

               Rok 1980 dla czternastoletniego Thomasa nie był łatwy. Rodzice właśnie się rozwiedli, nasz młody bohater całkowicie przestał interesować się szkołą, oddając się bez reszty muzycznym fascynacjom. Od najmłodszych lat młody Thomas zdradzał niezwykłą łatwość opanowywania gry na różnych instrumentach, teraz mógł bez żadnych przeszkód poświęcić się swoje prawdziwej pasji – muzyce.

               Musimy pamiętać, że był to czas, gdy MOTÖRHEAD przez wielu był okrzyknięty najszybszą kapelą na świecie. Dlatego nie dziwi fakt, że właśnie ten band Quorthon wymieniał jako główną inspirację. Szwedzka scena ekstremalnej muzyki jeszcze praktycznie nie istniała, a rodzący się NWOBHM, choć na pewno był punktem zapalnym, jeżeli chodzi o przesunięcie bariery ekstremy w muzyce, nie miał jeszcze tak dużej siły rażenia.

               Początek lat 80. to dla Thomasa ustawiczne poszukiwania nieograniczające się jedynie do słuchania muzyki MOTÖRHEAD, KISS, BLACK SABBATH, THE EXPLOITED czy GBH, ale i stawiania pierwszych kroków na polu współtworzenia awanturniczego PUNK ROCKA. I tak nasz bohater przewinął się przez kilka kapel, w tym STRIDSKUK, który zwrócił na siebie sporą uwagę, jednak twórczość tego zespołu w pełni nie satysfakcjonowała młodego Quorthona szukającego czegoś bardziej ekstremalnego. Co ciekawe Ace niejednokrotnie podkreślał, że jego spektrum muzycznych zainteresowań jest niezwykle bogate: z jednej strony parł na tworzenie niezwykle ekstremalnych dźwięków, z drugiej cały czas był fanem KISS, THE BEATLES, LED ZEPPELIN KATE BUSH czy wreszcie muzyki klasycznej, z której czerpał całymi garściami inspiracje. Podejrzewam, że gdyby nie miłość do twórczości Richarda Wagnera, nie powstałyby tak monumentalne, epickie kolosy, jak Blood Fire Death, Hammerheart czy Twilight Of The Gods, ale nie uprzedzajmy faktów…

               Brutalizacja metalu, która stworzyła podwaliny dla nowych podgatunków tego stylu, powoli nabierała rozpędu, choć jeszcze w tamtym okresie sklepy muzyczne niezbyt chętnie zamawiały tego rodzaju muzykę. Cały czas klasyczny Heavy Metal był wiodącym gatunkiem. Nowa, bardziej brutalna forma metalu dla wielu była wielką niewiadomą. Sklepy były bardzo powściągliwe w importowaniu takich nowinek i zanim nowy gatunek na stałe znalazł swoje miejsce, musiało jeszcze upłynąć trochę czasu.

               Börje Forsberg pracujący w Tyfon Studio jako producent (jednocześnie pełniący rolę menadżera fińskiego zespołu OZ) tak wspomina nagrywanie debiutu BATHORY:

„Miałem biuro w Electra Records w Kista. W każdy piątek prezentowało się swoje nowości sprzedawcom. Trzeba było ich zobaczyć, kiedy przyszedłem z tą płytą. Totalnie ich zamurowało, siedzieli i patrzyli na siebie, a potem na mnie, <<Czy jemu już, kurczę, całkiem odbiło? Powiedziałem, że to się świetnie sprzeda, ale nikt nie wierzył. Po kilku miesiącach potrzebne było kolejne tłoczenie”.

               Tak właśnie wyglądało ówczesne podejście do ekstremalnej muzyki. Nikt poza Börje nie wierzył w sukces BATHORY. Jak widać, doskonała intuicja tym razem nie zawiodła, a BATHORY w bardzo krótkim czasie stał się jedną z najważniejszych formacji EKSTREMALNEGO METALU.

               Wracając jeszcze na chwilę do zespołu OZ, pewnie nie wszyscy wiedzą, iż na okładce „Fire In The Brain” z roku 1983 znalazła się ręka Quorthona trzymająca płonącą czaszkę.

               Rok 1983 to przełomowa data dla Quorthona, który po wycieczce do Londynu, gdzie odwiedził tamtejsze muzeum figur woskowych, wpadł na pomysł powołania do życia tworu o nazwie BATHORY. Inspiracją stała się bardzo interesująca figura z wosku przedstawiająca kąpiącą się w wannie krwi węgierską hrabinę Elżbietę Batory, która zasłynęła z niezwykłego okrucieństwa i wiecznie niezaspokojonej żądzy krwi. Co do nazwy BATHORY pojawiło się wiele sprzecznych informacji jedni twierdzą ,że BATHORY od razu tak się nazwał a drudzy wymieniają nazwy MEPHISTO, NATAS, NOSFERATU czy COUNTESS BATHORY.

Autor książki ‘’Del Hades al. Valhala’’ Jose Luis Cano twierdzi ,że zespół funkcjonował przez jakiś czas pod nazwami NATAS ,NOSFERATU czy COUNTESS BATHORY na dowód tego opublikował w swojej książce szkice logo NATANS i COUNTES BATHORY udostępnione przez Fredricka Melandera .tu pozwolę sobie przytoczyć cytat na ten temat z del Hades al. Valhala ‘’ Padło na Natas (Szatana zapisanego wspak), ponieważ jest to oficjalna nazwa z 23 maja 1983 r. dziłali pod tą nazwą przez pewien czas, aż do września, wtedy zmienili ją na Nosferatu. Ace wciąż był nieugięty w stosunku do swojej propozycji, miał dość innych wariantów i przekonywał resztą aż od października 1983 r. Byli oficjalnie nazywani Countess Bathory’’

Poniżej te szkice:

W tej samej książce dowiadujemy się o jeszcze jednym zespole Ace YELLOW który przez jakiś czas starał się naśladować KISS były to raczej młodzieńcze wygłupy nie związane z profesjonalnym podejściem do muzyki ,ale wrto odnotować ,że w tym zespole udzielał się również Ace..

               Początek roku 1983 upłynął Quorthonowi na poszukiwaniu muzyków będących w stanie sprostać jego opętańczym wizjom grania najbrutalniejszej muzyki na świecie. Quorthon zamieścił wcześniej ogłoszenie w magazynie muzycznym. Odpowiedziało wtedy kilka osób, m.in. perkusista Jonas „Vans” Åkerlund i basista Fredrick „Freddan’’ Haanoi, którzy wcześniej współtworzyli Heavy Metalowy DRIFTER, który następnie przemianował się na DIE CAST, by chwilę później przemianować się na SATAN ,ta nazwa jednak nie przetrwała zbyt długo bo był już zespół w Wielkiej Brytanii o tej samej nazwie .

 

16 marca 1983 roku spotkał się z muzykami przed sklepem muzycznym Musikborsen w dzielnicy Kungsholmen w Sztokholmie, by chwilę potem udać się na swoją pierwszą próbę w Sigtungant, niedaleko Ericksplan, w piwnicy wypożyczonej od ojczyma Freddana.

 Zespół rozpoczął intensywne ćwiczenia nawet po cztery razy w tygodniu. W pierwszej fazie działalności dość często wykonywali covery KISS, MOTÖRHEAD, BLACK SABBATH, SAXON, równocześnie pracując nad nowymi pomysłami.

               Wielkim zaskoczeniem dla chłopaków było jak Ace sprawnie sobie radzi na swoim brązowym Gibsonie les Paul, z którym pojawił się na pierwszej próbie BATHORY. Ace był znacznie sprawniejszym od nich muzykiem, do tego przygotował wcześniej sporo gotowych gitarowych riffów zarejestrowanych na kasetach. Od samego początku było wiadomo, że jest niekwestionowanym liderem zespołu, który ma jasno sprecyzowaną wizję, w jakim kierunku ma zmierzać muzyka BATHORY. Zanim jednak w pełni wykrystalizowało się charakterystyczne brzmienie zespołu, musiało upłynąć trochę czasu

               To właśnie w Sigtungant powstała pierwsza kompozycja zatytułowana „Satan Is My Master”, a kilka dni później kolejne utwory: „Witchcraft” i „Sacrifice”, czy nieśmiertelny The Return of the Darkness and Evil który pierwotnie w nieco łagodniejszej formie trafiła na kompilację Sakndynavian Metal Attack ,to właśnie za sprawą tej składanki świat usłyszał po raz pierwszy BATHORY ,dziwnym trafem wyżej wymieniony utwór nie trafił później na debiut , stając się utworem tytułowym 2giego dzieła BATHORY .

               Niestety, muzyczne wizje muzyków bardzo odbiegały od tego, co chciał grać Quorthon coraz bardziej parł na znacznie brutalniejszą i ultra szybką muzykę ,niestety kuzyni nie do końca podzielali te fascynacje , przez jakiś czas udawało mu się przeforsowywać swoje pomysły, choć szło to opornie. Reszta zespołu skłaniała swoje zainteresowania raczej w stronę klasycznego Heavy Metalu, oscylującego w klimatach JUDAS PRIEST, IRON MAIDEN ,SAXON czy melodyjnego PUNK Jednak taki stan rzeczy Quorthona nie satysfakcjonował, chciał tworzyć najbardziej złowieszczą i dziką muzykę, coś, co w tamtym okresie jeszcze w szerokim świecie nie było tak akceptowalne, jak klasyczny Hard and Heavy. Co prawda od kilku lat VENOM, uważani za ojców chrzestnych Black Metalu, przecierali tamtejsze szlaki, podgrzewając atmosferę, to jednak cały czas ekstremalny Metal był traktowany z przymrużeniem oka. Miało się to zmienić po pierwszej trasie VENOM w Stanach Zjednoczonych, gdzie wszystkie zespoły typu EXODUS, SLAYER ,DARK ANGEL czy METALLICA nagle znacznie przyśpieszyły swoją muzykę nie świadomie tworząc nowy pod gatunk METALU THRASH

               Quorthon od samego początku wyczuwał nadchodzące zmiany, wiedział, jak ma wyglądać w przyszłości muzyka BATHORY, chciał tworzyć najbardziej ekstremalny Metal na świecie.

               Jonas Åkerlund dziś mieszka w Los Angeles. Zapytany w wywiadzie na potrzeby książki o szwedzkim metalu, tj. „BLOOD FIRE DEATH’’, tak wspomina tamte dni: „Poszliśmy od razu do sali prób, która znajdowała się w piwnicy dużego budynku przy Sigtunagatan. Ace wyciągnął gitarę i zaraz dało się zauważyć, że gra lepiej niż ktokolwiek z kim do tej pory graliśmy, a ponadto miał masę płyt. Momentalnie przypadliśmy sobie do gustu. (...) Na początku brzmieliśmy ciężko, ale z czasem byliśmy coraz szybsi. To Ace szczególnie dążył do tego celu”. Jonas dalej opowiada o Quorthonie: „Wszystko, co robił, wychodziło prosto z serca, Ace był bardzo odizolowany, jego kreatywność płynęła ze środka, a my z Fredrikiem próbowaliśmy z całych sił być na bieżąco z tym, co się działo w jego świecie. Teraz kiedy człowiek jest starszy, to widzi, że naprawdę niewiele osób posiada tę cechę. Prawdopodobnie był jedną z najbardziej odosobnionych gwiazd rocka. Był geniuszem”.

W książce Lusa Cano dowiadujemy się ,że Fredrick i Jonas rozmawiali z Acem na temat zatrudnienia gitarzysty prowadzącego , autor twierdzi jakoby Ace zaakceptował fakt, że nie był najlepszym gitarzystą i dlatego nie chciał być hamulcem grupy, powiem szczerze nie sądzę by Ace kiedykolwiek na to pozwolił ,był dobrym gitarzystą i nie potrzebował balastu w postaci konkurencji. .

Kolejna ciekawostka związana z BATHORY wiecie ,że panowie Freeddan i Vans   starali się przekonać Ace do zmiany wokalisty ? Aby dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat pozwoliłem sobie zacytować fragment książki Del Hades al. Valhala ”Jesienią 1983 roku Vans i Freddan przybyli z gościem, który miał być odpowiedzialny za śpiewanie, facetem o pseudonimie „The Animal”, który naprawdę nazywał się Bjorn Kristensen. Jego wizerunek, grymasy i sposób śpiewania były bliższe Davidowi Coverdale lub, Joey-owi Tempest a nie autentycznej bestii, jak sugerował jego pseudonim. To oczywiście nie wchodziło w rachubę dla Ace'a, który i tak nie musiał dokładać starań, aby Kristensen uciekł z miejsca, z którego przybył. Kristensen miał na tyle przyzwoitości, aby przynajmniej wziąć udział w próbach, a następnie zniknąć, nigdy nie wracać, odstarszony dziwnym i brutalnym stylem grupy. W rzeczywistości nikt nie ucierpiał z powodu jego odejścia, w rzeczywistości ani Vans, ani Freddan, ponieważ zdali sobie sprawę, że gość nie pasuje do niczego, co już stworzyli, nawet nie nadawał się do wspólnego kufla piwa ‘’

.

 

               Zanim Thomas przybrał pseudonim Quorthon bardzo często używał ksywki Ace zdradzając tym samym swoją fascynację gitarzystą solowym KISS Ace Frehkey-em. Co ciekawe zanim na stałe zaczął posługiwać się imieniem Quorthon , tytułował się wieloma, często dziwacznymi, imionami. Aby dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat, pozwalam sobie przytoczyć fragment wypowiedzi z wywiadu udzielonego norweskiemu magazynowi METAL SHUFFLE z roku 1994, gdzie pada pytanie o źródło pseudonimu: „To było chyba gdzieś na przełomie lat 70/80.( Rok 1977 pierwsza Europejska trasa KISS ) Zdałem sobie wtedy sprawę, że KISS używa wymyślonych imion. Jak zresztą wiele innych zespołów. Poszedłem po prostu ich drogą, chociaż niektóre imiona są trudne do wymówienia.

QUORTHON to walka z duchem Chrystusa w dniu sądu ostatecznego. Fascynująca nazwa i dlatego ją przyjąłem”.

               Kolejny bardzo kontrowersyjny temat dotyczy występów na żywo w początkowej fazie działalności BATHORY. W drugim numerze duńskiego BACKSTAGE MAG z roku 1996 Quorthon, zapytany o ten fakt, odpowiada: „Cóż, faktycznie trochę graliśmy w dzielnicy Alvik, w kinie w okolicach Nocke by przy Smedslatten. Maksymalnie oglądało nas 100 ludzi, a grało ze 30 zespołów”.

               Tu pojawia się wiele sprzecznych informacji na ten temat. Raz Quorthon wspomina o koncertach, po to, by zaraz zaprzeczyć tym faktom. W drugim numerze SLAYER MAG.. Quorthon, zapytany o to, czy BATHORY grało jakieś koncerty w Szwecji, odpowiada: „Nikt nie pozwolił nam zagrać koncertów, bo za każdym razem, kiedy przychodziliśmy do sali koncertowej, organizatorzy zwykli mówić, że nie da rady, abyśmy zagrali, bo jesteśmy zbyt ekstremalni. To głupie, ha, ha”.

               Natomiast Jonas Åkerlund w jednym z wywiadów rzuca nieco więcej światła na temat koncertów BATHORY: „Mogę z całą pewnością stwierdzić, że zagraliśmy trzy koncerty, ale Fredrik uważa, że były tylko dwa. Jestem w stanie mu uwierzyć, bo jest bardziej uporządkowany niż ja. To były jedynie gówniane występy na jakimś festynie i w piwnicy w Soder. Ale była jakaś publiczność. Większości jednak chodziła do Studio na Sankt Eriksplan, a tam nam się nie udało załatwić sztuki. Nie byliśmy dla nich wystarczająco cool”.

A co na ten temat pisze w swojej książce Jose Luis?

‘’Wbrew temu, co wszyscy myślą, Bathory miał kilka koncertów na żywo w Sztokholmie w 1983 i na początku 1984, kiedy Freddan i Jonas nadal byli w zespole. Następnie w rejonie Nockeby i Alvik w 1985 roku, przed nagraniem „The Return” już bez kuzynów w zespole. Ale w rzeczywistości były to publiczne próby lub małe przedstawienia na przyjęciach przyjaciół, a nie koncerty same w sobie, dlatego też nie są łatwe do zapamiętania. (8) Był nawet bardziej poważny plan aby w Ralambshovsparken ktoś organizował dla nich koncert razem z Oz 13 maja 83, ale to się nigdy nie wydarzyło, niestety.’’

               Bez wątpienia wielu z nas bardzo żałuje, że nie miało nigdy szczęścia zobaczyć na żywo BATHORY. Myślę, że byłoby to coś naprawdę wyjątkowego. Wystarczy przywołać koncert VENOM z Hammersmith Odeon 84 czy 85, by domyślić się, jakie Inferno na scenie rozpętałby BATHORY, który starał się za wszelką cenę zdeklasować poczynania Anglików. Wielka szkoda, że Quorthon ostatecznie nie zdecydował się na występy na żywo, zwykle tłumacząc zaistniałą sytuację ciągłymi problemami ze składem, a jak było naprawdę już nigdy się nie dowiemy :*

               Latem 1983 roku Ace zwerbował nowych muzyków: basistę Rickarda „Ribbab” Bergmana i starego kumpla z czasów STRIDSKUK, perkusistę Johana Elvena. Chwilowo zastąpili Fredricka i Jonasa, którzy wyjechali do Londynu. Podczas kilku prób w tym okresie zespołowi udało się nagrać parę nowych utworów.

 

Ace wywiadzie dla G.A.S.P. Mag Vol. 2 nr 6 (jesień 1994) opowiadania o sesji nagraniowej zanim jeszcze zostały nagrane utwory na SKANDYNAVIAN METAL ATTACK : Pewnego razu ci goście pojechali do Londynu na weekend i użyłem naszego dwutorowego demo z dwoma znajomymi - jeden z nich był Paul gra na perkusji - i nagraliśmy 2 piosenki: „Die In Fire” i „You Don´t Move Me (I Don´t Give A Fuck)”. Oba te utwory znalazły się na albumach Jubileum. Zostały nagrane podczas czas, kiedy pierwszy skład był razem, zanim nawet nagraliśmy kompilację. Więc widzisz, te 2 utwory są historycznie bardzo ważne dla grupy’

I choć wydawałoby się, że wszystko idzie dobrym torem, BATHORY borykał się z ciągłym problemem braku miejsca do grania. Zbyt hałaśliwa muzyka, suto zakrapiana alkoholem, i dość niepokorna postawa młodych muzyków nie pomagała. Niewiele brakowało, a BATHORY na dobre przestałby istnieć, tym bardziej że coraz częściej narastały spory muzyków co do drogi, jaką powinien podążać zespół.

               Ta historia znana jest większości , ale mimo wszystko postanowiłem ja przytoczyć bo to miało ogromny wpływ na przyszłość BATHORY który dzięki tej kompilacji mógł objawić światu swoją wszechpotężną muzykę . Pod koniec roku 1983 Tyfon Records planował wydanie winylowej kompilacji zatytułowanej SCANDINAVIAN METAL ATTACK, na której znalazły się m.in. OZ, TRASH, SPITFIRE, ZERO NINE, w sumie po dwa utwory każdego zespołu. Chwilę przed skompletowaniem całości nagrań na to wydawnictwo wycofała się jedna fińska kapela. Wydawca nie bardzo wiedział, co z tym fantem zrobić. Na szczęście, jak widać, coś czuwało nad Quorthonem, który trafił karnie do studia Tyfon Rec., a teraz skrystalizowała się dla niego życiowa szansa zaprezentowania swojej twórczości szerszemu audytorium. Nie zamierzał takiej szansy zmarnować. Na SCANDINAVIAN METAL ATTACK trafiają dwa utwory BATHORY: „Sacrifice” i „The Return of Darkness And Evil”. Zaskakująco dobrze przyjęte przez fanów otworzyły zespołowi drogę do rejestracji pełnowymiarowego albumu, pierwotnie zatytułowanego „Pentagrammaton”. Mimo wielu pozytywnie zaskakujących zbiegów okoliczności i doskonałego odzewu podziemia Quorthon wywalił muzyków i BATHORY przestał istnieć.

Quorthon zapytany w wywiadzie METAL FORCES z 1987 roku o odczucia względem ówczesnego składu z którym zrealizował dwa utwory na kompilację opowiada: ‘Nagraliśmy dwie piosenki na składankę Scandinavian Metal Attack w lutym '84, ale wkrótce potem rozstaliśmy się, ponieważ chciałem grać szybszy metal, czego nie zrobili - po prostu oddaliliśmy się od siebie.

               W książce BLOOD FIRE DEATH Börje „The Boss’’ Forsberg tak wspomina tamten okres: „I wtedy weszli Ci trzej cholerni przebierańcy, kapujesz. To było moje najzabawniejsze doświadczenie w studio. Myśleli, że trzeba wyglądać jak KISS, jak się nagrywa, więc mieli na sobie wszystkie ubrania, paski nabijane ćwiekami, skórzane katany i zaczęli tworzyć piekło. Pomyślałem <<Co to do licha jest?>>. Miało to jednak swój urok. Coś, kurwa, w tym było, nie słyszałem wcześniej nic podobnego. Sex Pistols byli jak czołówka szwedzkiej listy przebojów w porównaniu z nimi”.

               To właśnie Börje nagrał po godzinach dwa numery BATHORY, które trafiły potem na wyżej wymienioną winylową kompilację.

 

               SCANDINAVIAN METAL ATTACK posiadała ankietę, gdzie można było zaznaczyć, które utwory z tej kompilacji podobają się słuchaczom najbardziej. O dziwo, większość nadchodzącej korespondencji dotyczyła właśnie tych dwóch numerów BATHORY. Wkrótce Börje zrozumiał, że za wszelką cenę należy doprowadzić do wydania pełnowymiarowego albumu BATHORY. Tak wspomina ten moment: „Powiedziałem: <<Ja pierdolę, Ace, masz więcej kawałków? Musisz teraz wydać longplay!>>. On miał masę utworów. Wyciągnął mały magnetofonik i puścił swoje gitarowe numery”.

               Niestety, pojawiły się problemy ze składem. Oddajmy głos Quorthonowi: „Wkrótce po wydaniu SMA wywalam resztę zespołu. Od tego czasu jest mi naprawdę ciężko znaleźć porządnych muzyków. Przesłuchałem kilku gości i zaczęliśmy grać razem, ale po kilku miesiącach nie mogłem już z nimi wytrzymać. Mnóstwo ludzi porównywało nas do takich zespołów jak HELLHAMMER/ CELTIC FROST, VENOM i SLAYER, DESTRUCTION, SODOM, a nawet VOI..blee...VOD. Bardzo lubię black metal nagrany przez VENOM; SLAYER nigdy nie traci energii, chociaż grają tak bardzo szybko”. (To jeden z nielicznych wywiadów, gdzie Quorthon przyznaje się do tego, że lubi i słucha VENOM – przyp. red.).

               W tym samym wywiadzie Quorthon bardzo niepochlebnie wyrażał się o HELLHAMMER i CELTIC FROST, czego nie mogę akurat zrozumieć, tym bardziej że oba zespoły Warriora to jedne z najważniejszych kapel, dzięki którym powstały podwaliny gatunku. VENOM, BATHORY i HELLHAMMER wielu maniaków traktuje jako tę najważniejszą nie świętą trójcę, dzięki której powstał Black Metal. Jak widać, Quorthon nie przepadał za konkurencją, chcąc za wszelką cenę wygrać wyścig na najbardziej ekstremalny i mroczny band.

               Wróćmy jednak do zaistniałej sytuacji i chwilowego zawieszenia działań BATHORY. Quorthon nie dał za wygraną i choć znowu został sam na placu boju, postanowił poszukać nowych muzyków. W czerwcu 1984 roku połączył siły ze Stefanem Larsonem (dr) i Rickardem Bergmanem (bass), by wkrótce potem wejść do Heavenshore Studio w Sztokholmie i zarejestrować debiutancki album zatytułowany po prostu „BATHORY”. Rejestracja trwała zaledwie 56 godzin, kosztowała jedynie 700 dolarów, produkcją tego dzieła zajął się Quorthon wraz z Bossem. O nagraniach opowiadał sam Quorthon w wywiadzie przeprowadzonym dla BLACKTHRONE MAG z roku 1985: Szczerze, to byłem nieco zaniepokojony faktem, czy uda nam się wydać ten materiał jako album, jako że <<Bathory>> naprawdę jest krótki, ale w tamtym czasie nie mieliśmy już więcej gotowego materiału, a wytwórnia cisnęła nas o album, żeby zobaczyć, jak BATHORY będzie się sprzedawał. Po ukazaniu się składanki SMA, to właśnie BATHORY zrobił najlepsze wrażenie na słuchaczach, tak więc polityka wytwórni polegała na tym, żeby wydać pełny album i zobaczyć jak też się sprawy dalej potoczą. Obecnie widać, że albumy BATHORY sprzedają się bardzo dobrze i że zespół zyskał ogromną popularność na całym świecie. W konsekwencji możemy teraz skupić się na dobrym, szybkim i śmiercionośnym Speed Metalu z dobrymi tekstami i szybkimi songami”.

               Chwilę po premierze Scandinavian Metal Attack, w wywiadzie Bernarda Doe Quorthon wspominał: „Parę miesięcy później skontaktowała się ze mną wytwórnia i zakomunikowała mi, że dostaje mnóstwo poczty od fanów z powodu tej kompilacji i dlatego chciałaby, żebyśmy nagrali dla nich album. Powiedziałem im, że zespół się rozpadł, ale ci cisnęli dalej i dlatego zacząłem pisać nowe kawałki i wyrabiać własny styl – tak właśnie ma wg mnie wyglądać BATHORY. Trudno było, bo byłem wtedy bardzo zajęty przesłuchiwaniem muzyków do zespołu”.

               W tym samym wywiadzie Quorthon wspomina początki swojej muzycznej przygody jeszcze z czasów, zanim powstało BATHORY:

Co, siedziałeś w punkowych klimatach?

O tak, kiedy byłem dzieciakiem, to łaziłem po mieście z zielonymi włosami i zawleczkami od granatów – czy tego rodzaju klimatami. Totalnie w tym siedziałem.

Wspominałeś już o punku i MOTÖRHEAD, jakieś inne inspiracje? Czytałem gdzieś, że lubisz The Beatles!

Słucham wielu rzeczy – od muzyki poważnej do muzyki zupełnie odjechanej. Jak dla mnie The Beatles to najlepszy band, jaki istniał, ale rzecz jasna nic nie ma wspólnego z BATHORY.

Jak rozumiem, jesteś wielkim fanem KISS?

Jak byłem dzieckiem to tak. Jak jesteś młody, to wpływ ma na Ciebie wszystko, co szalone a KISS był właśnie taki szalony i teatralny”.

               Pierwszy pseudonim Thomasa Ace – miał na pewno wiele wspólnego z młodzieńczą fascynacją dokonaniami gitarzysty KISS Ace Frehleya, ale zanim Quorthon zainteresował się grą na gitarze, miał jeszcze jeden bardzo ciekawy muzyczny epizod, o którym przypomnę… Już od najmłodszych lat Thomas fascynował się KISS, a kiedy wspaniała czwórka z Nowego Jorku przyjechała do Szwecji w ramach swojej pierwszej europejskiej trasy w 1976 roku, uprosił ojca, aby zabrał go na ten koncert. Od tego czasu dla Thomasa muzyka stała się powietrzem, którym chciał oddychać… Jakiś czas po tym fakcie Börje zauważył u swojego dziesięcioletniego syna uzdolnienia w kierunku gry na perkusji. Zdecydował się na zakup pierwszego zestawu perkusyjnego dla syna, dla którego gra stała się niemal obsesją. Niestety sąsiedzi nie popierali fascynacji młodocianego Thomasa, dlatego młody perkusista zanosił codziennie do lasu zestaw bębnów, gdzie ćwiczył od rana do wieczora, a gdy robiło się już ciemno, dopiero wtedy znosił zestaw do domu.

               Börje „The Boss” Forsberg wspomina ten muzyczny czas na łamach książki BLOOD FIRE DEATH: ‘’W mordę jeża, ani się człowiek nie obejrzał, a już umiał grać perkusyjne solo KISS z płyty Alive! Wszystko, za co się zabrał, było dla niego bardzo łatwe. Ze mną jest odwrotnie, mogę usłyszeć, że coś jest dobre, ale bardzo trudno mi to zagrać. On miał tę łatwość’’.

               Jak widać już od najmłodszych lat, młody geniusz Thomasa zwracał uwagę ojca, który potrafił dostrzec ten dar i pomóc synowi go rozwijać, co w późniejszych latach zaowocowało wieloletnią współpracą ojca i syna. Bez wsparcia Bossa kto wie, jakby potoczyły się losy młodego Forsberga. Wielu rodziców niestety nie zauważa potencjału swoich pociech, niejednokrotnie starając się przelać na dzieci swoje niespełnione pragnienia, nie dostrzegając właściwych talentów swoich dzieci, w rezultacie pozbawiając je właściwego rozwoju ich własnych darów. Tu na szczęście stało się inaczej i młody Thomas pod bacznym okiem ojca w pełni rozwinął swój kunszt.

               Wielu świadomych artystów obok tworzenia swojej muzyki, stara się kreować swój artystyczny wizerunek, dlatego postanowiłem przytoczyć ten fragment archiwalnego wywiadu, gdzie Quorthon został zapytany o genezę swojego pseudonimu artystycznego: Uważam, że trzeba mieć pseudo sceniczne, żeby odróżniać się od osoby prywatnej, którą jest muzyk. Uważam, że QUORTHON pasuje jak ulał. Oznacza księcia, który jest pół demonem i półczłowiekiem...”.

               Zaraz po wydaniu debiutu BATHORY, który miał premierę 2 października 1984 roku, Quorthon opowiadał: Zdaję sobie sprawę, że cieszymy się dość sporym uznaniem w różnego rodzaju <<Jamach>> po recenzji albumu BATHORY w magazynie <<KERRANG MAGAZINE!>>”.

               I tu dziwna sprawa, bo debiut BATHORY spotkał się tu ze sporą krytyką, porównany został ten materiał do odgłosów wypuszczonej wody z wanny. Wydaje się dziwne, tym bardziej że Quorthon wspomina o dobrej recenzji. Oczywiście może być to przewrotnie zrozumiane, bo czasem te najgorsze recenzje, jak miało to miejsce z debiutem Motörhead, Venom czy Hellhammer, okazywały się najlepszą reklamą dla młodych zespołów, których twórczość nie była zrozumiana przez ówczesne media. Na szczęście wielu fanów ekstremalnej muzyki działo na przekór – jeżeli coś jest obskurne i złe, to muszę tego posłuchać. Zwykle tak to działało i te zespoły, które nie dostawały laurek w muzycznych magazynach, w Podziemiu cieszyły się wielką estymą i poważaniem. Dlatego może ta zła recenzja była najlepszą reklamą dla BATHORY i o to tu chyba chodziło Quorthonowi.

               Jedno jest pewne, Podziemie zwróciło uwagę na ten zjawiskowy debiut, który sprzedawał się jak ciepłe bułeczki.

               Quorthon zapytany w tym samym wywiadzie na temat zainteresowania fanów metalu odpowiada: „Wydaje mi się, że zainteresowanie zespołem tak naprawdę wzrosło jeszcze bardziej, co do sprzedaży to dokładnie nie wiem ile poszło kopii. Wydaje mi się, że poszło tego naprawdę sporo, o wiele więcej niż planowano. Z tego, co się orientuję, to w Szwecji poszło 5 tysięcy a w Niemczech Zachodnich 7 tysięcy. W USA innych krajach też parę tysi”.

W wywiadzie dla METAL FORCES z 1987 Quorthon opowiada dla czego na debiucie nie został podany skład zespołu oraz nie umieszczono żadnych zdjęć : ‘’ Było wiele różnych składów, a to dlatego, że nie zdawałem sobie sprawy, że ludzie którzy dołączyli, nie są odpowiednimi facetami, więc musiałem ich wyrzucić. Nie wytrzymali nawet wystarczająco długo, aby zrobić nasze zdjęcia, dlatego kiedy przeprowadzałem wywiady z magazynami, daliśmy im tylko moje zdjęcia’’

Cała sytuacja w pełni ukazuje jak osamotniony był Quorthon w kreowaniu muzyki BATHORY która nie była jeszcze rozumiana przez wielu

Tak Ace opowiada o problemach ze składem na łamach magazynu BACSTAGE #6 (1990)

‘’Pierwszy skład był razem przez rok, głównie dlatego, że byliśmy dość dobrymi przyjaciółmi, a oni zawsze mieli dostęp do wolnego miejsca na próby. Kiedy sprawy zaczęły się robić poważnie, po tym, jak nagraliśmy dwie piosenki na składankę "Scandinavian Metal Attack" w styczniu 84, po prostu nie mogłem już dłużej ich zatrzymać. Ponieważ z basistą, który może grać tylko na strunie E i perkusistą, który nie wie, co grać, nie ma zabawy. Dotarcie do dwóch facetów w szwedzkim „klimacie”, którzy dobrze wyglądają, rozumieją, o co w tym wszystkim chodzi i potrafią pisać muzykę, jest mniej więcej niemożliwe. Wszyscy w Szwecji mają dobre wykształcenie, więc w Rocku nie ma o co walczyć. Wolą ścinać włosy, aby zachować pracę lub zostać w domu z chorą dziewczyną, niż próbować. Nie ma sensu trzymać ich w zespole, więc członkowie byli cały czas wyrzucani. Pojawiły się nowe nazwiska, ciągle nowi ludzie. Nie chcieliśmy zmylić fanów, sprawić, by myśleli, że to nie potrwa długo. Dlatego nigdy nie opublikowaliśmy żadnych zdjęć. Może ludzie myśleli, że to tajemnicze i dlatego zaczęli bardziej interesować się zespołem’’

Na łamach BACSTAGE (1996 ) Quorthon opowiada o zwartości debiutu BATHORY : ‘’ Kiedy ludzie słuchają albumu, słyszą tylko efekt końcowy, nie znają całej pracy, która za nim stoi. Kiedy nagrywaliśmy pierwszy album, nie miksowaliśmy go, po prostu ustawialiśmy sprzęt i zaczęliśmy grać. Nie wiedzieliśmy, jak to kontrolować, więc przekręciliśmy wszystkie pokrętła na 5 i zacięliśmy się. Na początku i na końcu piosenek zawsze była melodia, ponieważ nie wiedzieliśmy, jak prawidłowo otwierać / kończyć piosenki. Podłączyliśmy bas i gitarę do mojego maleńkiego wzmacniacza Yamaha o mocy 20 W.

- Mieliśmy umowę, która dawała nam darmowy dostęp do studia za 250 $ przez cztery tygodnie. Musieliśmy to robić latem, kiedy nie było ich w domu, bo nie chcieli tego słuchać. Dlatego jest nagrywany podczas wakacji, w lipcu. Nie mieliśmy próby dźwięku, żadnego miksowania i zagraliśmy to bezpośrednio na bębnach, za jednym lub dwoma taktami.

- Nawet nie planowaliśmy zrobić z tego albumu i liczyliśmy tylko, że uda nam się zgromadzić wystarczająco dużo materiału, aby pokazać się, a potem podpisać kontrakt na prawdziwe nagrania. Nie było wtedy pewne, że dostaniesz wtedy kontrakt płytowy. Ale po tym, jak doszliśmy na kompilację SKANDYNAVIAN METAL ATTACK byliśmy jedynym zespołem, który otrzymał listy i zdecydowaliśmy się wydać pierwszy album

               Debiut BATHORY, choć niezwykle popularny, przyniósł ze swoją premierą również wiele kontrowersji. BATHORY został uznany za klon VENOM i być może przez ten fakt Quorthon, próbując zdystansować się od tych porównań, z uporem maniaka wypierał się inspiracji brytyjskim trio. Trudno jednak nie dostrzec, jak wiele wpływów VENOM jest widocznych na debiucie zespołu. I nie chodzi tu tylko o image, szatę graficzną czy teksty, ale przede wszystkim o samą muzykę. Oddajmy głos Quorthonowi: „Usłyszałem VENOM w biurze Tyfon Records. I pomyślałem, że ziny muszą się chyba dowiedzieć nieco więcej o takich zespołach jak HELLHAMMER, POSSESSED, KREATOR, DESTRUCTION i SODOM. Pamiętam też inne kapele lub przynajmniej parę ich kawałków: DEMON EYES, RAVEN, BLASPHEME i VULCAIN (tu chyba chodziło o brazylijskie VULCANO, a nie francuski Heavy Metalowy VULCAIN – red.), no i kanadyjski EXCITER, którego brzmienie chcieliśmy osiągnąć, o ile dobrze pamiętam, nagrywając THE RETURN OF THE DARKNESS AND EVIL. W tamtym czasie posłuchałem też w całości albumu SLAYER, ale już nie pamiętam, czy mi się podobał. Chyba denerwowały mnie za wysokie wokale i podwójne solówki gitarowe. Chyba wtedy też mój basista przyniósł mi debiut METALLICA (grudzień), ale byłem pod wrażeniem jedynie czystego dźwięku Marshalla, który udało im się osiągnąć. Pamiętam też ANTHRAX i ich debiut – też z tego okresu. Pomyślałem, że ostrzy z nich goście. I chociaż grali nieźle, to czegoś w tej muzyce brakowało. W tamtych czasach było sporo różnic pomiędzy zespołami z Ameryki i Europy; nie chodzi, że były lepsze czy gorsze, ale inne. Dziś też to chyba ciągle można zauważyć. Tak po prawdzie, to byliśmy tak zapatrzeni w swoje klimaty, że nasze horyzonty muzyczne były bardzo ograniczone. Na przykład, w ogóle nie interesowały mnie KREATOR czy CELTIC FROST i zupełnie ich nie trawiłem. Fanziny miały z tego faktu wielką uciechę i podawały te informacje w kółko… Pamiętam też, jak waliłem bekę z VOIVOD, a tak naprawdę to nawet w tamtym czasie nie miałem obsłuchanego żadnego kawałka w całości. W 1999 lub 2000 ktoś anonimowo, z Ontario, podesłał mi parę dysków z VOIVOD. Posłuchałem tych ostatnich wydawnictw i muszę powiedzieć, że bardzo się myliłem, bo muzyka VOIVOD jest super i jest bardzo oryginalna. Tak więc doznałem oświecenia – 17 lat po fakcie. I to, że poznałem inne kapele w tamtym okresie, poskutkowało tym, że nasz drugi album jest tak pełny innych wpływów. Tak, teraz widzę to dość wyraźnie”.

               Po wydaniu debiutu coraz częściej przewijał się temat sporych rozbieżności wewnątrz zespołu dotyczących muzyki. Quorthon wspomina to w późniejszym wywiadzie dla Close–Up: „Faceci, z którymi nagrałem pierwszy album, nie sądzili, że można śpiewać o Szatanie. Nie chcieli za nic w świecie ubierać się w skóry i nosić łańcuchów i kolców. W tamtym czasie w Szwecji trzeba było wyglądać jak Joey Tempest. W przeciwnym razie nie grało się sztuki, nie miało się panienek po koncertach. Ja nie chciałem, żeby to tak wyglądało”.

               Okładkę debiutu zaprojektował Quorthon, przerabiając pracę Josepha A. Smitha, który stworzył tę grafikę w roku 1981 m.in. na potrzeby albumu „Czarownice” Eriki Jong. Ace nie zdawał sobie jeszcze wtedy sprawy, że ten motyw z kozłem stanie się znakiem firmowym BATHORY, na stałe wpisując się jako godło BATHORY HORDES.

               Punktem wyjścia dla VENOM i BATHORY był bez wątpienia okultystyczny charakter muzyki ze złowieszczą satanistyczną otoczką. Przytoczmy fragment wywiadu z roku 1985 dla zina Blackthron:

Czy wasze podejście do tych tekstów jest poważne, czy też może podpinacie się pod inne kapele BM?

Śpiewam o tematach okultystycznych i Szatanie, bo to są sprawy, które mnie fascynują. Nie śpiewam o innych tematach, bo po prostu mnie nie interesują i nie mam zamiaru podpinać się pod inne kapele BM, jak to właśnie ująłeś. Jakby mnie interesowała fantastyka naukowa, to właśnie o tym bym właśnie śpiewał, racja? Jest mi naprawdę szkoda tych zespołów, które używają okultyzmu do pisania swoich liryk. W moim przypadku wygląda to tak, że w życiu poza BATHORY ubieram się tak samo, jak na zdjęciach kapeli”.

Kolejny dowód ,że Quorthona był zaangażowany w okultyzm   to jego wypowiedź dla WITCH z roku 1994go

‘’Mam odwrócony krzyż wypalony na skórze lewego ramienia. Byłem bardzo zaangażowany w tego rodzaju rzeczy w latach od 83 do 85, ale kiedy dojdziesz do wniosku, że chrześcijaństwo to blef, to musisz także być uczciwy i powiedzieć, że satanizm jest blefem, ponieważ jest to produkt chrześcijaństwa ”

Myślę, ,że te zainteresowania Quorthona Mroczną Sztuką miły bezpośredni wpłynął na Diaboliczny charakter tworzonej przez niego muzyki :

               W późniejszym okresie satanistyczna otoczka towarzysząca na początku działalności zespołu zaczęła Quorthona frustrować. Drażniło go, kiedy wspominano o BATHORY jako inspiratorze późniejszych wydarzeń w Norwegii, związanych z drugą falą BLACK METALU i zamieszaniem spowodowanym podpaleniami kościołów i zabójstwami. Boss wspomina: „Pierwsze okultystyczne płyty były dla niego bardziej jak sagi. Kiedy zostały źle zrozumiane i posądzono go o zarzynanie baranków i żarcie surowego mięsa, to było dla niego za dużo. Był entuzjastycznym obrońcą zwierząt. Nie tknął nawet muchy. To było dla niego przedstawienie. Nawet jeśli niektórzy z fanów zauważali, że Ace nigdy nie był naprawdę satanistą, chcieli, aby chociaż był prawdziwym wariatem”.

 

Quorthon zapytany w wywiadzie dla ULTRAKILL MAG # 2 (czerwiec/llipiec 1994) czy jako jeden z twórców Black Metalowej Sceny bierzesz jakąkolwiek odpowiedzialność za obecną przemoc, jaką wywołał ruch? Chodzi tu o nieco późniejsze wydarzenia w Norwegii które rozpoczęły II BLACK METALOWĄ FALĘ odpowiada :

Spójrz, kiedy pierwszy skład BATHORY zebrał się 10 lat temu, wszyscy byliśmy nastolatkami. Nie uważaliśmy siebie za założycieli ruchu. Po prostu wydarzyło się wokół nas. To media zaczęły się łączyć ze sobą, VENOM CELTIC FROST i SODOM, nazywając nas Black Metalem. Jedyne, co robiliśmy, to wychwycenie Satanistycznych obrazów jako sposobu buntu przeciwko społeczeństwu, tak prosty.

W Grimoire of Exalted Deeds # 7 Quorthon opowiada o Maniakach z Norwegii

‘’Ci goście! napisali do mnie wiele listów, kiedy byli młodzi - kiedy byli wielkimi, fanami BATHORY, a nawet mieli magazyn. Nie pamiętam nazwiska. (tu z pewnością chodziło Quorthonowi o SLAYER MAG) Ale oni byli mocno zaangażowani w satanistyczne gówno, które robiliśmy. Kiedyś kilku z tych facetów zostało aresztowanych za to, co zrobili - wiesz, podpalanie kościołów, zabijanie ludzi. Powiedzieli policji, że wywarła na nich wpływ moja muzyka. Otrzymałem więc list od norweskiej policji z kilkoma pytaniami - naprawdę dziwna sytuacja. Mamy tu do czynienia tylko z muzyką i fantazją’’ Myślę ,że zaistniała sytuacja sprawiła ,że Quorthon pragnął się od tego jak najdalej zdystansować by nie być kojarzonym z tymi ekscesami.

               Sam Quorthon o zaistniałej sytuacji wspomina na łamach KERRANG! z roku 1990: Ludzie wyobrażają sobie, że jestem wysysającym krew wampirem, który mieszka w jakiejś grocie w Szwecji. Nie poświęcam sześciu miesięcy na granie na gitarze i próby napisania dobrych tekstów, aby potem odpowiadać na pytania typu: Kiedy ostatnio zabiłeś jakieś dziecko?

               Przyjęło się, że BATHORY, podobnie jak VENOM, traktowali satanistyczny klimat jako doskonałą otoczkę do tworzonej przez siebie muzyki. W przypadku BATHORY, trudno z tym faktem się pogodzić, tym bardziej że czuło się w tej muzyce coś cholernie mrocznego, nie można stworzyć takiego klimatu, nie czując tego. Wielu fanów nie chciało przyjąć do wiadomości późniejszych deklaracji Quorthona na ten temat, traktując bardzo dosłownie przekaz tekstów i samej muzyki BATHORY z początkowego okresu działalności.

               Jedno jest pewne. Jeżeli nawet był to tylko image, robił powalające wrażenie, które porażało swoją siłą. Po BATHORY już żadnej kapeli nie udało się stworzyć tak mrocznego i złowieszczego klimatu.

               Jednym odstępstwem w tej materii jest szwedzki WATAIN. Myślę, że gdyby BATHORY koncertował, chciałby tworzyć właśnie takie Mroczne spektakle pełne Infernalnej atmosfery z dużą ilością siarki i ognia.

               Chwilę po wydaniu debiutu, Tyfon Rec. zalała cała masa korespondencji adresowanej do Quorthona. Było sporo bardzo pochlebnych opinii od fanów. Pojawiło się również wiele wywiadów (średnio 10 miesięcznie), co rokowało naprawdę zwyżkową formę. Tego, co miało nastąpić po premierze „The Return”, Quorthon nie był wstanie przewidzieć, nawet w najśmielszych scenariuszach.

               Dla wielu fanów fakt inspirowania się twórczością innych zespołów nie jest niczym zdrożnym. Quorthon starał się na przekór wielu ewidentnym zbieżnościom zaprzeczać, jakoby inspirował się VENOM, podając jedynie wspólne korzenie jako te znaczące, czyli MOTÖRHEAD, KISS, BLACK SABBATH i punk rock z GBH i THE EXPLOITED na czele.

              Naprawdę trudno uwierzyć, że wśród wyżej wymienionych zespołów nie ma VENOM. Wspominam o tym fakcie nie po to, by umniejszyć znaczący wkład BATHORY w tworzenie nowej jakości muzyki, ale wystarczy przytoczyć tylko kilka zbieżności, jak choćby podobieństwo tytułów „In League With Satan” VENOM i „In Conspiracy With Satan” BATHORY. Oba zespoły miały utwór o nazwie „Dust To Dust”, który został żywcem zerżnięty z „Black Metal” VENOM. Kolejny tytuł, który powtórzył się w obu przypadkach, to oczywiście „Sacrifice”. Następne podobieństwo tekstowe dotyczy „Buried Alive” i „Raise The Dead”. Nie wygląda to na przypadek, przyglądnijcie się fragmentom tych utworów:

My lungs gasp for air, my eyes scream for sight I promise the rise of my body this night I    tear at the lid, my fingers they bleed

Venom, 1982

Gdy by te dwa albumy ukazały się w tym samym czasie można było by się pokusić o tezę ,że to przypadek ale w tej sytuacji nie sądzę

I gasp for air I scream for sight and fight against torment and dread Calling the vengeance I tear at the lid and promise to raise from the dead

Bathory, 1984

               Kolejna sprawa to szata graficzna. „Welcome To Hell” VENOM i debiut BATHORY mają wiele ewidentnych podobieństw, które ukazują, jak wielki wpływ w okresie wczesnej działalności BATHORY miał VENOM. Oto co na ten temat twierdził sam zainteresowany w jednym z wywiadów z roku 1987: „Moim zdaniem nie ma muzycznych podobieństw pomiędzy VENOM a BATHORY. Uważam natomiast, że <<Black Metal>>, album, który usłyszałem 3 miesiące po utworzeniu BATHORY, jest jednym z najbardziej wybitnych albumów, które powstały, posiada on bowiem niesamowicie oryginalny klimat. W tamtych czasach nie istniały takie gatunki jak thrash czy speed i dlatego VENOM był zupełnie niepowtarzalny; nie zmienia tego faktu nawet to, że później skopali sprawę i uderzyli w trend. Chodzi mi o to, że w porównaniu do <<Black Metal>>, <<At War With Satan>> i <<Possessed>> są do dupy”.

W wywiadzie dla HEATHENDOM MAGAZINE #1 (Feb. 1996) Tak Quorthon o powiada o okładce debiut BATHORY ‘’W książce, którą miałem, był pentagram Baphomet, ale VENOM zrobił to już na swoim pierwszym albumie, więc pomyślałem, dlaczego nie skopiować tego i narysować parę hornesów, aby wyglądał trochę inaczej. Więc zrobiłem zdjęcie z horroru lub czegoś podobnego i złożyłem te dwa zdjęcia razem, bardzo amatorsko, za pomocą kleju. Potem to sfotografowaliśmy ... wyglądało jak gówno. Zamierzałem wydrukować go w złocie, ponieważ złoto ma szczególne znaczenie, gdy interesujesz się czarną magią, ale drukowanie było równie drogie, jak pięć innych kolorów, więc trzeba było to zrobić na żółto ... a kiedy to zobaczyłem Prawie zwymiotowałem, ale tak to już jest. Myślę, że jest tylko 900 kopii tego, to jest cholerny przedmiot kolekcjonerski dzisiaj, a ja nawet go nie mam’’.

Co ciekawe Quorthon wspomina tu o 900 kopiach pierwszego bicia z Żółtym Kozłem , natomiast sam Boss mówi o nakładzie 300 kopii w innych źródłach pojawia się nakład w 400 sztuk myślę, że za wiarygodną informacje przyjął bym wypowiedź Bossa zważywszy ,że wydanie tego albumu wiązało się ze sporym ryzykiem ,że to się nie sprzeda materiał wyszedł w małym limicie ,a gdy okazało się ,że zainteresowanie tym materiałem jest spore w tym samym roku wznowiono ten album w znacznie większym nakładzie już z białym kozłem .

W pózniejszych czasach okazało się ,że Quorthon tworząc tą okładkę inspirował się pracą

Josepha A Smitha który zrobił ten rysunek jako ilustrację do książki Czarownice z roku 1981

               Rok później QUORTHON nagle przyznał się do wpływów VENOM. Zapytany bezpośrednio o powyższe zagadnienie, odpowiedział: „Hem, no tak, słuchało się MOTÖRHEAD i VENOM. VENOM nazywa nas teraz chujkami, kumasz, ale po nas to spływa, bo jesteśmy ważniejszą kapelą”. Kilka lat później, w roku 1994, Quorthon odpowiedział na to samo pytanie zgoła inaczej: „Gówno prawda! Przypadek. Nigdy tak naprawdę nie słuchałem VENOM w okresie przed nagraniem naszego debiutu. Jeśli zaś chodzi o prawdziwych fanów Black Metal, to będą cytować nas oraz VENOM jako nasze inspiracje. Nie wydaje mi się, że BATHORY podkradał z VENOM. Znaczymy dla sceny tyle samo, co VENOM. Wczesny BATHORY pochodzi właśnie z takich klimatów, jeśli chodzi o rytmikę, konstrukcje utworów czy energię muzyki. Podstawa wczesnego BATHORY to scena Oi!-punka, a nie to, co przyszło do nas z Newcastle. To nie jest bynajmniej próba tłumaczenia się, czy też odwracania się od pewnych rzeczy ani przepisywania na nowo historii, ale tak po prostu jest, korzenie BATHORY to właśnie oi!-punk i nic innego. Pomieszajcie brzmienie i styl MOTÖRHEAD z ponurymi klimatami i ciemnością BLACK SABBATH a resztę oprzyjcie na GBH. I dostajecie w rezultacie surowy, prymitywny i hałaśliwy wczesny BATHORY”.

               Przyznacie, że jest to dość niesamowita i pokręcona historia. Jeżeli chodzi o moje odczucia na ten temat, uważam, że BATHORY na 666% inspirowany był dokonaniami Cronosa i spółki, wyniósł tę muzykę na wyższy poziom, zaszczepiając w nią więcej brutalności, mroku i tej charakterystycznej szorstkości. BATHORY w doskonały sposób rozwijał konwencję zapoczątkowaną przez VENOM. Pamiętajmy, że kiedy BATHORY nagrał swój debiut, VENOM miał już za sobą najlepsze lata świetności, a ich album „Possessed” wydany rok później, był ostatnim dziełem godnym uwagi. Tymczasem BATHORY miał jeszcze przed sobą to, co najlepsze.

               Debiut BATHORY, choć w spektakularny sposób objawił światu istnienie tej opętańczej hordy, był zaledwie preludium siły, z jaką miał zaatakować niespełna kilka miesięcy po jego premierze. Kiedy Quorthon zaczął zagłębiać się w coraz prężniej działającą scenę ekstremalnego metalu, uzmysłowił sobie, że wiele zespołów podąża śladem BATHORY. Stwierdził: „Zaczęliśmy pracować nad skomponowaniem nowego albumu w nieco innych klimatach. O ile debiut był poniekąd niewinny, to dwójka została już dosyć starannie zaplanowana. Mając na uwadze wysyp innych kapel, doszliśmy do wniosku, że musimy się nieco bardziej określić. Nie było po prostu opcji, żeby pójść i coś tam nagrać, tak jak to miało miejsce tamtego lata, kiedy nagrywaliśmy debiut. Tak więc, po tym, jak w lokalnym sklepie muzycznym posłuchaliśmy paru kapel – doszliśmy do wniosku, że pójdziemy w innym kierunku. Dlatego też większa ilość z materiału na drugi album nie jest ani superszybka, ani zbyt hałaśliwa, tak jak to miało miejsce w przypadku debiutu.

Postawiliśmy raczej na ciężar i ponurą atmosferę, zamiast szybkości i hałasu dla samej szybkości i hałasu. Jak dla mnie, nasza jedynka to totalna mieszanka Death i Oi-punka, ale z ponurymi tekstami. Ale tym razem zapadła decyzja, żeby nie ściągać zbyt wiele z dokonań GBH i MOTÖRHEAD. Myślę, że udało nam się udoskonalić nasze granie, jeśli porównać jedynkę i dwójkę. <<THE RETURN OF THE DARKNESS AND EVIL>> pokaże, że jest utrzymana w innych klimatach i tempach niż na przykład KREATOR, DESTRUCTION czy POSSESSED, które ukazały się w tym samym czasie”. Chwilę później Quorthon dodał: „To ważny krok, który dokonał się pomiędzy naszym pierwszym a drugim albumem. Spędzasz całe życie, grając próby i przygotowując się do nagrania debiutanckiego albumu. Jedynka to zawsze deklaracja, czym jest zespół i skąd pochodzi, ale kolejny album to zawsze już inny kierunek. I dlatego w przypadku naszej dwójki byliśmy pewni, że chcemy czegoś innego – żeby pokazać, że zespół się rozwija. No i udowodnić, że gramy inaczej i kreujemy inną atmosferę niż ww. zespoły”.

            17 lutego 1966 roku w Sztokholmie przyszedł na świat Thomas Börje Forsberg, znany później całemu światu jako Ace, Quorthon Seth. Od najmłodszych lat był niespokojnym duchem. Dziś na pewno uważalibyśmy, że ma ADHD – pełen energii szalony młody nastolatek, który dość mocno dokazywał w szkole, szokując na każdym kroku nauczycieli zachowaniem i wyglądem (dla wielu nie do przyjęcia, dlatego nie powinno nikogo dziwić, że nasz młody buntownik szybko został wydalony ze szkoły).

            Wcześniej jednak, dzięki szkolnemu programowi poprawczemu, trafił w miejsce, które całkowicie miało odmienić jego życie.

            Chodzi o pracę na niepełny etat w studio Tyfon Rec. Znalazł się tam nie bez pomocy Stiga Börje „The Bossa” Forsberga, który tam pracował i chciał mieć syna na oku. Praca bynajmniej nie miała charakteru związanego z typową działalnością studia nagraniowego. Tak czy inaczej, sprawiła, że Thomas mógł przy okazji poznać te procesy, podpatrując pracę producentów.

            Rok 1980 dla czternastoletniego Thomasa nie był łatwy. Rodzice właśnie się rozwiedli, nasz młody bohater całkowicie przestał interesować się szkołą, oddając się bez reszty muzycznym fascynacjom. Od najmłodszych lat młody Thomas zdradzał niezwykłą łatwość opanowywania gry na różnych instrumentach, teraz mógł bez żadnych przeszkód poświęcić się swoje prawdziwej pasji – muzyce.

            Musimy pamiętać, że był to czas, gdy MOTÖRHEAD przez wielu był okrzyknięty najszybszą kapelą na świecie. Dlatego nie dziwi fakt, że właśnie ten band Quorthon wymieniał jako główną inspirację. Szwedzka scena ekstremalnej muzyki jeszcze praktycznie nie istniała, a rodzący się NWOBHM, choć na pewno był punktem zapalnym, jeżeli chodzi o przesunięcie bariery ekstremy w muzyce, nie miał jeszcze tak dużej siły rażenia.

            Początek lat 80. to dla Thomasa ustawiczne poszukiwania nieograniczające się jedynie do słuchania muzyki MOTÖRHEAD, KISS, BLACK SABBATH, THE EXPLOITED czy GBH, ale i stawiania pierwszych kroków na polu współtworzenia awanturniczego PUNK ROCKA. I tak nasz bohater przewinął się przez dużą ilość kapel, w tym STRIDSKUK, który zwrócił na siebie sporą uwagę, jednak twórczość tego zespołu w pełni nie satysfakcjonowała młodego Quorthona szukającego czegoś bardziej ekstremalnego.

Co ciekawe Ace niejednokrotnie podkreślał, że jego spektrum muzycznych zainteresowań jest niezwykle bogate: z jednej strony parł na tworzenie niezwykle ekstremalnych dźwięków, z drugiej cały czas był fanem KISS, THE BEATLES, KATE BUSH czy wreszcie muzyki klasycznej, z której czerpał całymi garściami inspiracje. Podejrzewam, że gdyby nie miłość do twórczości Richarda Wagnera, nie powstałyby tak monumentalne, epickie kolosy, jak Blood Fire Death, Hammerheart czy Twilight Of The Gods, ale nie uprzedzajmy faktów…

 

NecronosferatuS

 

 

 

baa222