Bathory – Zrodzony w Wiecznym Ogniu– Akt 5. Hammerheart

 

            Aby przybliżyć Wam kolejną część historii wielkiego BATHORY, sięgnęliśmy tym razem po kilka archiwalnych wywiadów, w których Quorthon wspomina o wiekopomnym dziele „Hammerheart”, rozpoczynającym nową erę Bathory. Zespół tym razem porzucił tematy związane z infernalnym mrokiem na rzecz kultywowania tradycji swoich przodków. Obserwując drogę rozwoju Quorthona poprzez każdy kolejny album Bathory, dostrzega się świadomą drogę rozwoju artysty, który cały czas doskonali swoją muzykę, starając się poszukiwać coraz ciekawszych tematów i historii, które mogłyby posłużyć jako interesująca narracja do muzyki sygnowanej logo zespołu. W lirykach na „Blood Fire Death” wyczuwa się narastające tendencje autora do eksploracji tematów związanych z mitami północy czy też kultem wojownika, ale sama muzyka nie zdradzała jeszcze tak drastycznych zmian stylistycznych. Quorthon przyzwyczaił nas do faktu, iż każdy z kolejnych albumów wynosi jego muzykę na jeszcze bardziej ekstremalny poziom. Wydaje się jednak, że „Blood Fire Death” w dużej mierze przygotowywał już słuchaczy na coś, co może zrewolucjonizować ówczesny Metal. Wiele elementów składających się na zawartość „Blood Fire Death” zdradzało ogromny progres w twórczości tego wybitnego artysty. Quorthon z płyty na płytę wręcz eksplodował nawałem nowych niekonwencjonalnych pomysłów, które nadawały muzyce coraz to nowy wyraz. Obok doskonalszych aranżacji, świetnego warsztatu, miał jeszcze tonę niesamowitych pomysłów, by wynieść każdy kolejny album na wyższy poziom. Wielu już po nagraniu „Under the Sign of the Black Mark” uważało, że Quorthon nie będzie w stanie przeskoczyć poprzeczki, którą sobie zawiesił tym dziełem. „Blood Fire Death” udowodniło, że artysta jeszcze ma sporo do powiedzenia. Dlatego też fani oczekiwali z wielką ekscytacją na premierę „Hammerheart”, która ku zaskoczeniu wielu, mimo sporej odmienności stylistycznej wniosła do muzyki metalowej nowy powiew. Sam autor nie do końca jeszcze świadomy tego faktu stworzył nowy nurt w muzyce, nazwany potem Viking Metalem.

 

Jako pierwszy tekst pragniemy przybliżyć wam fragment wywiadu Quorthona dla Kerrang Magazine z roku 1990.

Rok 1990 to zupełnie nowy początek historii BATHORY. Nowa wytwórnia (Noise) i nowy album, zatytułowany „Hammerheart”. To również piąty album zespołu i dalszy dowód na to, że Quorthon jest człowiekiem nad wyraz spokojnym. Ten album bazuje na wolniejszych, bardziej epickich klimatach, podobnie jak ma to miejsce w przypadku jednego czy dwóch utworów z „Blood Fire Death”, i jest bękarcim odbiciem muzyki tworzonej przez MANOWAR na „Into Glory Ride” i HELLHAMMER na „Apocalyptic Raids”. Quorthon jest naprawdę zadowolony z tego materiału.

Zdawaliśmy sobie sprawę, nagrywając Blood Fire Death, że będzie to nasz ostatni album z tak dużą dawką speed. 90 procent fanów chciało, żeby zespół uderzał bardziej w klimaty wolniejsze i cięższe.

Wygląda na to, że wiara Quorthona w nowe podejście przynosi owoce. Do tej pory sprzedało się około 150.000-200.000 egzemplarzy albumu. Dla porównania „Blood Fire Death” sprzedał się w ilości około 60.000 sztuk.

I jeśli nawet „Hammerheart” nie jest per se albumem koncepcyjnym, to teksty, wg Quorthona, porównują współczesne społeczeństwo ze wspólnotą wikińską.

Utwór „Baptized In Fire And Blood” opowiada na ten przykład o wikingu, który ma właśnie zapalić stos pogrzebowy swojego ojca, dziękując mu przy tym za wszystko, czego ten przez lata go nauczył.

„Home Of Once Brave” opowiada natomiast o historii Szwecji od czasu epoki lodowej aż do dnia, w którym kraj pozbył się swojej niezależności finansowej, politycznej i ideologicznej. Wg Quorthona, życie Szwedów było dawniej o wiele lepsze niż za czasów chrześcijańskich.

BATHORY gra już naprawdę długo. Czy budzi to zdziwienie Quorthona?

 

Tak, to dziwne, bo wszystko jest przeciw nam. Jesteśmy Szwedami, nie graliśmy po świecie, nie wyglądamy zbyt ładnie, nie jesteśmy muzycznymi wirtuozami, nasze albumy nie sprzedają się w szaleńczych nakładach. I nasza wytwórnia to nie jest jakiś tam gigant. Będę naprawdę zdziwiony, jeśli okaże się, że za 10 lat będę mógł wydać album dla uczczenia dziesięciolecia istnienia zespołu.

Część z Was na pewno zna historię dotyczącą realizacji videoclipu Bathory zrealizowanego do utworu One Rode to Asa Bay. Mimo to postanowiliśmy przytoczyć kilka ciekawszych fragmentów archiwalnych wywiadów, gdzie Quorthon opowiada o tym ekscytującym wydarzeniu.

Kolejny fragment wywiadu z Quorthonem dla Heathendom Magazine #1 (Luty 1996), gdzie Quorthon opowiada o video, które, jak się później dowiedzieliśmy, było produkcją wiekopomnego videoclipu BATHORY promującego Hammerheart – One Rode To Asa Bay.

W tym wideo jest miłość i nienawiść. Wydałem na to wideo ok. 3-5 tys. USD z własnej kieszeni i w rezultacie mamy około 16 godzin materiału. Mieliśmy to dalej obrobić. Nie było za wiele czasu, bo wybierałem się właśnie w podróż marketingową po Europie na 6 tygodni (gdzie Quorthon promował album, spotykając się z fanami, podpisując płyty i udzielając wywiadów).

 

Nie mieliśmy zbyt dużo czasu, żeby to porządnie zrobić. I powiedziałem wtedy, żeby zaczekać i zająć się tym po powrocie do Sztokholmu. Ale ktoś inny poskładał całą tę rzecz i zaczął rozprowadzać, a nie tak miało być. Powiem tak, że sam nigdy tego wideo nie widziałem. Nie chcę tego oglądać. I ten koleś, który to nagrał, hm, minęło 6 miesięcy i koleś zniknął. Wisi nam sporo kasy. Spędziłem 2 tygodnie na organizacji, wynajmie koni, ubrań, pancerzy, ludzi, mieczy, jedzenia i kierowców. Zapłaciłem za to wszystko i nie pozwolono mi być przy miksie materiału. Nagraliśmy 16 godzin, a nie wolno mi było zobaczyć nawet sekundy.

 

Zabiegi Quorthona, by dogodzić wszystkim fanom, odniosły wręcz odwrotny skutek: po drodze zatracił swoją artystyczną tożsamość i choć w przypadku Hammerheart i Twilight Of The Gods to się sprawdziło a sam autor przez niepohamowaną chęć zdystansowania się do wcześniejszej pachnącej siarką i smołą twórczości, stworzył nowy bardzo wyrazisty podgatunek Metalu zwany Viking Metalem. Zabieg ten wydaje się o tyle trafiony, że dotyczy nordyckiej spuścizny kulturowej – może dlatego to artystyczne poszukiwanie inspiracji w tym obszarze historii przyniosło niezwykły efekt: jest to do bólu szczere i prawdziwe, natomiast kolejne albumy Requiem, Octagon czy Destroyer Of The World, to niestety poważny spadek formy, jakby sam autor wypalił się z pomysłów, zbytnio zwracając uwagę na to, czego chcą fani, a nie na to, co gra w jego sercu.

            Myślę, że Quorthon był świadomy tego faktu i dlatego podjął próbę powrotu do swojej artystycznej tożsamości, tworząc albumy Blood On Ice czy oba Nordlandy. Niestety żaden z tych albumów nie wytrzymywał w starciu z Hammerheart. Poza tym na wyżej wymienionych trzech płytach wyczuwało się znaczne wpływy i zapożyczenia z Running Wild i Manowar i wielu innych, wcześniej poza pewnym podobieństwem debiutu Bathory do dokonań Venom nie było to tak oczywiste. Tu jednak analizując dokładnie te nagrania nie trudno dojść do wniosku, że Quorthon na tym etapie działalności wypalił się z pomysłów.

 

            Wróćmy jednak do tematu wideo promującego Hammerheart, kolejny fragment wywiadu dla METAL RULES:

Wielu chyba już słyszało o tym pomyśle, ale nie za wielu je widziało. Pytam Quorthona o to tragiczne przedsięwzięcie.

Tak, zrobiliśmy clip do „Hammerheart”, bo ludzie nie dawali nam spokoju i prosili o takie wideo przez lata. Moim zdaniem nie miało to sensu, było za drogie i żadna stacja nie będzie tego grała, bo w tamtym czasie prawie żaden z naszych utworów nie był krótszy niż 8 minut. Ale w końcu daliśmy się namówić. I straciłem 25.000 koron szwedzkich z własnej kieszeni na wynajęcie zbroi, koni, dziewczyn, ubrań, zbudowanie wikińskiej wioski itp. Wylaliśmy też 50 litrów benzyny koło jaskini do jeziora i biegaliśmy po jakiś dziurach.

Gdzie to filmowaliście?

Prawie że wszędzie. Sztokholm, Lidingö, Birka, Ekerö. Wszędzie. Mieliśmy 14 godzin materiału. Problem polegał na tym, że zaraz po ukończeniu klipu miałem pojechać na dwumiesięczne tournee z wywiadami itp. w praktycznie każdym liczącym się wtedy magazynie muzycznym i radio, TV w Anglii – Super Channel, MTV, itp.

            Dlatego też po prostu musieliśmy to wideo dokończyć. Daliśmy wszystkie materiały kolesiowi, który to kręcił. Obiecał zrobić surowy miks. Dni mijały, dzwoniliśmy do niego, ale nie odbierał telefonu. Bilety były już kupione, trzeba było jechać.

            Dlatego musieliśmy zaakceptować surowy miks. Nie chciałem, żeby to poszło w świat, bo mieliśmy w zapasie jeszcze 2 tygodnie, których telewizje w Europie potrzebowały na obróbkę tego materiału, tak więc chcieliśmy poprawić wszystko, zmiksować ponownie i dopiero wysłać. Ale z jakiegoś powodu wideo to ukazało się bez mojej wiedzy. Nie widziałem i nie chcę tego oglądać, bo wydałem na to wszystko zbyt dużo pieniędzy.

Poszło na to chyba o wiele więcej niż te 14 godzin, prawda?

Dokładnie. Pracowałem po 24 godziny na dobę przez dwa tygodnie. Straciłem 11 kilogramów wagi. Wydałem prawie wszystkie swoje oszczędności. Sprzedałem część swojej kolekcji na pokrycie wynajęcia koni i sprzętu, no i jedzenia dla ludzi, którzy brali w tym udział.

Ale te 14 godzin szlag trafił?

Na to wygląda. Ktoś dał ten materiał typowi, który to filmował, ale był to typ spod ciemnej gwiazdy i coś tam kombinował. Wcięło tego kolesia, jak i taśmy.

Chora sprawa.

A jak myślisz? Za każdym razem, kiedy ktoś mi mówi, że widział ten klip na MTV czy gdzie indziej, to boli. Bo naprawdę to miało być coś super.

Co tu można więcej powiedzieć?

Dokładnie. Wydaje ci się, że masz kontrolę, a potem okazuje się, że miałeś pecha, bo trafiłeś na takiego kolesia.

Kolejny materiał związany ze wspominkami Hammerheart to wywiad Quorthona dla Nordic Vision #5 (zima 1996):

Zrobiliście clip do jednego z kawałków z „Hammerheart”, podobno mieliście zrobić też tzw. home video. Jak to wszystko wygląda?

– W połowie lat 80., kiedy sporo kapel zaczęło bawić się w takie rzeczy, robienie klipów stało się tańsze i łatwiejsze. Okazało się, że należało wręcz zrobić wideo, bo Noise (RFN) miało w zwyczaju robić clipy wszystkim kapelom ze swojej stajni, bez względu na to, czy kapela była słaba, czy nie, czy brzmienie było koncertowe itp. Jedyne clipy, które były wówczas w obiegu, to typowe kapele z tamtego okresu, czyli WHITESNAKE, IRON MAIDEN itp. I dlatego, kiedy fala black i death metalu przybrała na sile, naturalnym stało się, że te kapele też chciały mieć swoje klipy. W Szwecji nie było tradycji robienia takich klipów, nie było miejsc, gdzie można było takie klipy zrealizować, nie było publiczności. Kiedy próbowaliśmy zorganizować koncerty w Sztokholmie w 1983/84 roku, pokazaliśmy organizatorom nasze zdjęcia (w skórach i ćwiekach) i próbkę naszego dźwięku, to powiedziano nam, że nie ma szans, żebyśmy wyszli na deski i zagrali. Nie było też szans na granie w Szwecji czy Europie. I dlatego naszą jedyną szansą było zrobienie klipu albo nagranie tego w jakimś teatrze. Ale i tak zanosiło się na bardzo kosztowny interes, pieniądze wydane na efekty i w ogóle. Niedogodność polegała na tym, że BATHORY nie miał za sobą żadnej instytucji, organizacji, która by ten zespół wspierała. Kiedykolwiek BATHORY miał coś poważnego do zrobienia, brałem się za to ja, na przykład za bookowanie studia, organizację miejsca na próby itp. I dlatego jak mi się coś nie wiodło, nie wiodło się też BATHORY. Wszystko zależało od tego, jak mi się prywatnie wiodło. Jak nie masz pomocy, mnóstwa pieniędzy, których możesz użyć do promocji kapeli, to stoisz w miejscu.

 

            Nic z tego nie wyszło, z tego klipu. Ale kiedy nasza popularność w USA wzrosła i zaczęliśmy sprzedawać sporo płyt na tamtejszym rynku, a popularność tzw. Pagan Cult zaczęła tam rosnąć wraz z całą tą otoczką, tzn. mistycyzmem, nordyckim romantyzmem, symbolizmem itp., to doszliśmy do wniosku, że ładnie by się to komponowało z naszym wideo; ale nie mogłoby to być żadne tam stanie w miejscu i gapienie się w kamerę. Należało stworzyć jakąś historię, tzn. historię, którą opowiadalibyśmy za pomocą muzyki i tekstów. Stanęło na „One Rode to Asa Bay”. Zrobiliśmy więc do tego utworu klip, ale nie był to dobry wybór, bo jest to kawałek wolny, długi i nic się w nim nie dzieje. Ale historia jest fajna. Wyłożyłem na to wideo około 20.000 szwedzkich koron, na ekipę filmową, kostiumy, zbroje, szaty mnichów, konie, strzały, jedzenie, oświetlenie itp.

            Kiedy już nagraliśmy całość, co zajęło nam około tygodnia filmowania w różnych miejscach, rozlaliśmy benzynę na jeziorze i zapaliliśmy, a potem nagraliśmy te płomienie w zwolnionym ujęciu. Ludzie ubrani byli w wikińskie stroje, wyglądało to bardzo realistycznie. Miałem w planach ruszyć z promocją „Hammerheart” po Europie i dlatego potrzebowałem jak najlepszego materiału nagranego na tych 14 godzinach taśmy.

            Koleś, który miał te nagrania, obiecał, że to wszystko w miarę szybko poskłada i obrobi, i to po kosztach. Ale się już nie odezwał. Nie odbierał telefonu, nie było jak się z nim skontaktować. I dlatego, kiedy zacząłem promować „Hammerheart”, musiałem używać tylko tej surowej wersji, która mi została.

            To nie było prawdziwe wideo, a tylko parę scen, które dawały pojęcie o tym, co się tam działo. Ale nie był to materiał, który miał być naszym klipem. Wkurzyłem się na maksa, bo wydałem na to mnóstwo pieniędzy, nie spałem przez tydzień, pracowałem przed i za kamerą, i dlatego diabli mnie brali, że to wszystko tak się potoczyło.

            Kiedy wywalasz ze swojej kieszeni 25.000 koron, robisz 14 godzin nagrań przez cały bity tydzień, a potem nie ma cię, nawet kiedy ten materiał ma być gotowy, a w rzeczywistości gdzieś on ginie i zostajesz z 11 minutami jakichś odpadów, częściowo bez kolorów, zrobionych przy pomocy tanich kamer, to nastrój ci w rezultacie siada i jest chujowo. Nie widziałem tego wideo i nie chcę go oglądać, jeśli będę miał taką okazję.

Dlaczego nie?

Bo to bolesna sprawa. To jak pisanie pamiętnika, prywatnych spraw innymi słowy, które potem ukazały się w gazecie. To coś bardzo osobistego, a już, szczególnie kiedy wrzuciłeś w to sporo własnej kasy i setki godzin pracy i miałeś nadzieję, że to wszystko bardzo ładnie wyjdzie. I to wszystko w takiej okrojonej, nieukończonej wersji. Dobrze, że nie za dużo ludzi to widziało, tak po prawdzie.

200 litrów benzyny! Jak się wam udało ujść z życiem po zapaleniu takiej ilości paliwa?

Wylaliśmy to na jezioro. Na samym środku. Jakieś 4-5 kanistrów. Zanim benzyna wyparuje, tworzy na powierzchni swojego rodzaju powłokę. Rozlaliśmy 200 litrów paliwa na jezioro i zapaliliśmy przy pomocy pochodni. Paliło się to wszystko przez około 1,5 minuty. Nieźle to musiało wyglądać, a my biegaliśmy ubrani jak wikingowie po jaskiniach, na ścianach których wymalowane były krwią rysunki słońca. Były też wikińskie groby.

            Udało nam się zdobyć stary norweski film, w którym pokazano, jak wikingowie żyli w dawnych czasach, i był to prawdziwie genialny pokaz wikińskich klimatów, a nie teatr w hollywoodzkim stylu – i dzięki temu nagraliśmy kamienie runiczne, wikingów na koniach, mnicha, który przybywa z mieczami, walkę pomiędzy chrześcijańskimi rycerzami i wikingami, zbudowaliśmy kościół itp., ale nic z tego nie znalazło się w ostatecznej wersji. Dlatego bardzo źle się stało, że ten film ukazał się w formie, w jakiej się ukazał, i centralnie nie mam pojęcia, kto rozsyłał tę nieukończoną surową wersję wideo.

 

To by była naprawdę niezła sprawa, takie wideo!

Dokładnie. Mieliśmy cały scenariusz itp. Pojeździliśmy po okolicy i sfilmowaliśmy najlepsze groby wikińskie i kamienie runiczne, jakie tylko nam się udało znaleźć. Dostaliśmy też zgodę od ministerstwa na sfilmowanie złotych artefaktów muzealnych; jak również grzmoty i błyskawice na czarnym niebie!

            Udało mi się zdobyć prawdziwą wikińską zbroję z wypożyczalni teatralnej, którą potem miałem na sobie, kiedy jechałem konno na szczyt wzgórza w pełni księżyca; zapaliłem ogień itp. Były wikińskie walki, aktorzy przebrani za żołnierzy i rycerzy. Potężne przedsięwzięcie. Połowa z ludzi, którzy występowali w tym teledysku, to byli znajomi, córka sąsiadów itp… blondynka, niebieskie oczy, super. Córka wikinga. Tak czy inaczej, powodem, dla którego wystąpiła w teledysku, było to, że chciałem ją potem puknąć, ale połowa ludzi, którzy brali w tym udział, zrobiła to za free. Tacy byli mili, po prostu dla hecy. Druga połowa to aktorzy, których znalazłem dzięki rejestrowi aktorów, którym dysponował teatr.

Necronosferatus

 

baa222