SARCÓFAGO

Początek lat osiemdziesiątych to swoista muzyczna rewolucja. I choć klasyczny Heavy Metal cały czas w tamtych czasach wiódł prym, to coraz częściej pojawiały się zespoły, które podkręcały tempo, tworząc, tym samym, coraz bardziej ekstremalną muzykę. MOTÖRHEAD czy VENOM to dwa przykłady reprezentantów szkoły NWOBHM, która wyniosła Metal na jeszcze wyższy poziom ekstremy… Jednak zanim ta muzyka na stałe trafiła na półki sklepowe, minęło trochę czasu. Raz, że sprzedawcy nie do końca byli przekonani czy owa nowa jakość Metalu zainteresuje szersze rzesze odbiorców, a dwa to fakt, że import tego typu płyt był dość trudny i często zdobycie zamówionego albumu trwało całymi miesiącami. Oczywiście w niektórych krajach większe wytwórnie (Combat, Banzai, Roadrunner, Under On Flag, Music For Nations, Metal Blade, Helion Records) obok wydawania swoich płyt, dość często zajmowały się sprawami pozycji licencyjnych (z co ważniejszymi tytułami, oczywiście) przeznaczonych na swój lokalny rynek. Pamiętać musimy również o fakcie, że nie było w tamtym okresie Internetu, a wszystko odbywało się za pośrednictwem tradycyjnej poczty. Pamiętam czasy, kiedy z niecierpliwością oczekiwało się na listonosza, który miał przynieść zamówioną przesyłkę bezpośrednio od wytwórni. Obawa czy pieniądze wysłane pocztą w kopercie dotarły do labelu, no i czy płyta nie zginie po drodze lub nie zostanie zniszczona. Istny koszmar! Pamiętam pewną zasłyszaną historię o ambitnym listonoszu, który to na siłę chciał wepchnąć przesyłkę z winylem do skrzynki pocztowej… Jak pewnie się domyślacie, wynik tego karkołomnego działania był dość żałosny, a osoba, która potem znalazła przesyłkę w skrzynce, przeżyła prawdziwy szok. Takie to były czasy. Na Zachodzie istniały sklepy specjalizujące się w sprzedaży muzyki metalowej, jednak Polska, czyli kraj, z którego pochodzę, był w tamtym okresie odgrodzony od Zachodu Żelazną Kurtyną i co za tym idzie, dostęp do tego typu muzyki był bardzo ograniczony. Pomimo to, jakoś ludzie zdobywali winyle, choć nie było to oczywiście tak łatwe, jak na zachodzie Europy; tu muzyka docierała tylko przez marynarzy, którzy mieli dostęp do tzw. Westu czy poprzez rodziny, które mieszkały za granicami kraju.

1. Ciekaw jestem, jak w tamtych czasach wyglądało to w Brazylii? Chyba i u was nie było łatwo trafić w tamtym okresie na płyty z Europy?
 
Stary, dokładnie tak właśnie wyglądała sytuacja w Brazylii w tamtym czasie. Było też paru gości, którzy sprowadzali cięższą muzykę z zagranicy jak np. Woodstock Discs z São Paulo czy HI-FI Store w Rio de Janeiro. Dzwoniliśmy do nich co miesiąc, żeby zobaczyć co też nowego mieli na składzie. Sporo się też kupowało wtedy muzy dosłownie w ciemno. Jak na przykład jeden z tych gości powiedział mi, że VENOM to taki mix MOTÖRHEAD i BLACK SABBATH to i zakupiłem. Żeby się dowiedzieć, jak to brzmi ha-ha. Zero YouTube, Spotify czy innych gówien, żeby obadać nowe kapele. Problem polegał na tym, że albumy były strasznie drogie i sytuacja, kiedy kupowało się album w ciemno bez możliwości zwrotu – no cóż, momentami klimaty robiły się dość przykre... Ha-ha. Pamiętam, jak nabyłem kapelę o nazwie DEMON EYES (płyta Rites of Chaos). Kiedy ją odpakowałem i odpaliłem, omal się nie zrzygałem w pizdu, Metal zaśpiewany po francusku to nie była moja bajka. Ha-ha. No, ale przynajmniej muzyka nie była najgorsza.
 
 
2. W Brazylii jedną pierwszych wytwórni, która wydała licencyjne płyty BATHORY, była niejaka Hellion Records. Wydali m.in. debiut Bathory, niestety już w remasterowanej wersji ze zmienioną okładką — był to rok 1994, czyli dziesięć lat po premierze. Pamiętasz, jak trafiłeś po raz pierwszy na muzykę Szwedów? Który to był rok?
 
Hem, chyba nie pamiętam już dokładnie, kiedy usłyszałem BATHORY, ale pamiętam debiutancki LP (ten z żółtą okładką) z Woodstock z okolic 1985 i powiem, że ta okładka mnie po prostu zniszczyła – bestialski kozioł i pentagram na odwrocie. Tego samego dnia zobaczyłem też Morbid Tales autorstwa Toma i CELTIC FROST i powiem, że to było nawet lepsze, bo już wcześniej znałem muzę HELLHAMMER. Kiedy jednak usłyszałem kasetę przegrywaną z albumu The Return, to sporo się w moim życiu zmieniło. Wokale Quorthona to była brutalność i potęga, hahahaha. Jako SARCÓFAGO, zawsze bardzo lubiliśmy The Return. Płyta miała ogromny wpływ na klimat naszej muzyki…
 
3. Jakie wrażenie zrobiła na tobie ta Muzyka? Co najbardziej w niej cię pociągało?
 
Jeśli o mnie chodzi, to niekończące się intra wraz z zawodzeniem Quorthona plus muza to totalna destrukcja i etap, z którego nie ma już powrotu. Te rzężenie i rzygające wokale (podobnie jak to oryginalnie robił Tom Warrior i te jego „Uh! Uh!”) – to było kurwa to! Hahahaha. Lubiłem też wokale Cronosa i Wendy O Williams z PLASMATICS (Coup d'etat to główny wpływ na wokale w SARCÓFAGO), ale Quorthon i jego darcie ryja natychmiast zajęły właściwe im miejsce na tronie zgniłych wokali z moim umyśle.
 
4. Przyglądając się nieco bliżej twórczości SARCÓFAGO i BATHORY można odnieść wrażenie, że oba te zespoły czerpały inspiracje z podobnych źródeł – w dużej mierze był to punk /crust: DISCHARGE, GBH czy bardziej klasyczne tematy à la BLACK SABBATH,  MOTÖRHEAD i choć oba zespoły tworzyły ultra ekstremalną muzykę, to bez trudu potrafiły w naturalny sposób wypracować swoje niezwykle oryginalne brzmienie. W obecnych czasach jest to praktycznie niemożliwe… Jak myślisz, dlaczego?
 
Nie wiem, jak to wygląda w przypadku BATHORY… Myślę, że naprawdę byli pod wpływem VENOM na swoim pierwszym albumie. Ale zespoły, które odcisnęły piętno na SARCÓFAGO to hardcorowe kapele pokroju DISCHARGE, TERVETT KADETT i RATTUS z Finlandii. Zéder Butcher to był prawdziwy ekstremista (ja zresztą też) i lubiliśmy mieszać hardcorowe riffy z wymiotami pokroju HELLHAMMER, VENOM i BATHORY. D.D. Crazy stworzył tzw. „blast beats” celem zakończenia tego całego gówna i stworzenia naszego totalnie unikalnego brzmienia.
 
 
5. Czytając wczesne wywiady z BATHORY i SARCÓFAGO odnoszę nieodparte wrażenie, że oba te zespoły traktowały wszystko niezwykle poważnie. Metal był nieodzownym elementem codziennej egzystencji, nie było właściwe granicy pomiędzy graniem muzyki a stylem życia. Zaangażowanie i oddanie muzyce było totalne. Podejrzewam, że taka postawa nie ułatwiała wam wtedy życia?
 
Do pewnego stopnia masz racje. W tamtym czasie, w Brazylii, utrzymywanie się z naszego typu „brutalnej muzyku” nie było możliwe. I dlatego nigdy nie oczekiwaliśmy profitów finansowych z grania w SARCÓFAGO. Nasz band to był sen na jawie (albo zmora senna na jawie, ha-ha), w którym graliśmy Metal, ale w tym samym okresie ostro zdobywaliśmy edukacje i tytuły magistrów. Zéder Butcher i D.D. Crazy uczęszczali na wydział inżynieryjny, a ja robiłem ekonomię na uniwerku. Tylko nasz basista nic nie robił w tym kierunku. To i podczas tygodnia byliśmy normalnymi gośćmi, a weekendy do już zabawa spod szyldu SEX DRINKS AND METAL!!!! HAH HAHAHAHAH

6. W obu przypadkach, choć odmiennych kulturowo i gospodarczo, tego typu ekstremalne postawy były traktowane przez społeczeństwo jak odstępstwo od normy. Mimo to coś nakręcało was, aby tworzyć taką muzykę i aby odcinać się od ustalonych norm. Z czego wynikał ten bunt? Co pchało was ku temu, by tak żyć?
 
Nie wiem, prawdę powiedziawszy.
 
7. Quorthon wielokrotnie przecząco wypowiadał się na temat wpływów VENOM. Raz przyznawał się do inspiracji VENOM, by po chwili stwierdzić, że zanim wydał swój debiutancki album, nigdy nie słyszał muzyki Brytyjczyków i że nigdy się nimi nie inspirował – co wydaje się dość nieprawdopodobne, tym bardziej że w 1984 r. VENOM był jednym z najbardziej znanych i uznanych przedstawicieli NWOBHM. Jakie jest twoje zdanie na ten temat?
 
Myślę, że Quorthon próbował zaprzeczyć faktom absolutnie niepodważalnym. VENOM to główna inspiracja pierwotnej sceny Black Metal. To oni właśnie stworzyli ten styl. Kocham VENOM aż do dnia dzisiejszego. I zawsze byłem fanem Cronosa. Oczywiście brzmienie VENOM nie jest główną inspiracją dla SARCÓFAGO, ale podoba mi się jego podejście do tematu. I bardzo lubię jego wokale.
 
8. Chciałbym zapytać cię, czy muzyka BATHORY w jakiś sposób inspirowała procesy twórcze w SARCÓFAGO??? Pytam, bo generalnie wasza muzyka diametralnie się różniła i nie wyczuwam w niej żadnych wpływów, choć z drugiej strony Metal ciągle ewoluował, przenikając się nawzajem?
 
Jak już wspomniałem uprzednio, największy wpływ BATHORY to sfera wokalna. Ochryple, gardłowe wokale z pierwszych albumów BATHORY miały ogromny wpływ na black metalowe kapele i ich wokalistów. Poza tym to Cronos, Tom Warrior oraz Wendy Williams…
 
9. W jednej z twoich wypowiedzi wymieniłeś Under the Sign of Black Mark jako jeden z ważniejszych dla ciebie – dlaczego? Co w tym albumie sprawia, że jest dla Ciebie tak ważnym dziełem Quorthona? Gdybyś miał wymienić trzy najważniejsze albumy w dyskografii BATHORY, to które byłyby to pozycje?
 
Moim zdaniem jest to najlepszy album BATHORY!!! Lubię też The Return, ale Under the Sign to ich najdojrzalszy i najbrutalniejszy stuff. Są na nim szybsze kawałki, ale też ultra-heavy i pojechane utwory, jak na przykład: Enter the Eternal Fire. Ten utwór to jest klasyka!!
 
 
10. Przyglądając się nieco dokładniej twórczości Quorthona, odnoszę nieodparte wrażenie, że bardzo szybko nudził się on muzyczną konwencją tworzonej przez siebie Sztuki. W rezultacie nieustannie i niestrudzenie poszukiwał nowych muzycznych tematów, eksplorując przy tym, co raz to inne obszary Metalu. Warto również zwrócić uwagę na liryki BATHORY, w których bardzo wyraźnie wyczuwa się ową transformację. Trzy pierwsze albumy to ukłon w stronę Władcy Piekieł, natomiast Blood Fire Death, Hammerheart czy Twilight of the Gods, to już dzieła inspirowane mitami nordyckimi. Co myślisz na ten temat?
 
Tak, muszę się z tym zgodzić. Niespecjalnie miał ochotę na trzymanie się formuły wypracowanej na Under The Sign oraz Blood Fire Death. Quorthon był człowiekiem bardzo utalentowanym, który nie bał się eksperymentowania i wybrał drogę eksploracji innych tematów, niż powtarzania się, jak miało to miejsce w przypadku np. SLAYER czy MOTÖRHEAD. Z pozycji fana uważam jednak, że to był raczej zły wybór. Ale doskonale rozumiem jego tok myślenia, bo ja sam uczyniłem podobnie. SARCÓFAGO również nie podążało utartym szlakiem. Jeśli nie istnieje potrzeba utrzymywania się z muzyki, to jest to łatwiejsza sprawa do ogarnięcia, tzn. taka zamiana/ewolucja. Może i nie jest najlepsza opcja dla fanów, którzy oczekują przewidywalnego, „równego” stylu. Radykalna zmiana brzmienia i, jak miało to miejsce w jego przypadku, wokalu, to już sprawa dość ryzykowna.
 
11. Blood Fire Death, choć niezwykle brutalne dzieło ocierające się już stylistycznie o Death Metal, posiadało wiele niezwykle epickich ozdobników, które nadały temu materiałowi niepowtarzalny charakter… To zdecydowanie szczytowy okres działalności Quorthona; to, w jak niezwykle mistrzowski sposób potrafił połączyć on ze sobą liryczną atmosferę z ekstremalną brutalnością, zadziwia do dziś. Podejrzewam, że album, który pojawił się dwa lata po premierze Blood Fire Death, szokował wielu swoją odmiennością. A jakie towarzyszyły ci emocje, kiedy po raz pierwszy usłyszałeś Hammerheart?
 
Zgadzam się w 100%!! Blood Fire Death to ostatni (moim zdaniem) prawdziwy album BATHORY. Po tym materiale straciłem zasadniczo zainteresowanie ich muzyką. Lubię aranżacje z Hammerheart, ale wokale są jak dla mnie bardzo słabe, bo ów „rzygający prosto w twarz wokal” z jedynki BATHORY to był największy, moim zdaniem, atut zespołu. Mam Hammerheart na winylu i odpalam go od czasu do czasu, ale nie jest to z pewnością stuff BATHORY, który włączam, kiedy mam ochotę na muzykę naszych Szwedów.
 
12. Sam Quorthon chyba nie do końca zdawał sobie sprawę, że stał się oto kreatorem zupełnie nowego nurtu w Metalu nazwanego Viking Metalem. Ta droga wydawała się dobrym rozwiązaniem: raz, że dotyczyła duchowego pierwiastka związanego z kulturą, z której się wywodził, a dwa, stwarzało to przy tym większe możliwości zaprezentowania bardziej złożonej Muzyki. Jednak i tu sam twórca bardzo szybko znudził się tą konwencją, usiłując po Twilight of the Gods wrócić do bardziej zadziornej muzyki. Ten pomysł wydaje się jednak się niezbyt udany – czyżby twórcza stagnacja, wyczerpanie pomysłów czy też może zbyt wielkie sugerowanie się tym, czego oczekują od niego fani?
 
 
Uważam, że tematy obracające się wokół wikingów to w jego przypadku normalna sprawa a to dlatego, że typ pochodził ze Skandynawii. I nie jest to coś, czego nie lubię w Hammerheart i Twilight.... Po prostu jego czyste wokale nie są zbyt dobre (a nie był to klasyczny wokalista pokroju Dio czy Ian Gillan). Żeby robić czyste wokale, no cóż, musisz mieć do tego dobry głos. Proste. Kolejne albumy (i powrót do bardziej agresywnego grania) to już nie był powód, żeby ich posłuchać czy tam kupić. Tylko Blood on Ice jest niezły i mam go na CD. Jest w stylu innych albumów wikińskich. Może miał w tamtym okresie jakieś konflikty na poziomie mentalnym czy coś w tym stylu. Smutna sprawa.
 
13. Nie przestaje zadziwiać fenomen zespołu, który, choć nie grał nigdy koncertów, zdobył tak wielką popularność na całym świecie. Jak myślisz, gdzie tkwi sekret?
 
Tak, to bardzo interesująca sprawa. Myślę, że to wszystko stało się tak mocno tajemnice za sprawą faktu, że BATHORY to był w istocie zespół jednoosobowy. W tamtym czasie w Brazylii, owa mgiełka tajemnicy wokół Quorthona, Toma Warriora czy Kinga Diamonda bez dojścia do Internetu to była bardzo gruba sprawa. Zdawało nam się, że ci goście mieszkali w jakiś zamkach z mnóstwem seksowych wiedźm i często pukali te panie w czasie satanistycznych orgii. Ha-ha. Podobnie jest z SARCÓFAGO – sporo ludzi myślało, że mieszkaliśmy na cmentarzach i odprawialiśmy satanistyczne rytuały i składaliśmy ofiary z ludzi. Nie mówiąc już o noszeniu pasów z nabojami, nabijanych ćwiekami rękawic, makijażu, itp. – 24/7, cały rok na okrągło. Jeśli chodzi o BATHORY, to dodatkowym posmakiem jest fakt, że image zespołu był bardziej zgniły, szybszy i brutalniejszy niż VENOM czy HELLHAMMER. W tamtym czasie była to ogromna różnica. Ale kiedy SARCÓFAGO przybyło ze swoim albumem INRI, to korona zepsucia, brutalności, ciemności, bluźnierstwa i Speed Metalu przypadła właśnie nam, ha-ha!!!
 
14. W okresie Blood Fire Death BATHORY miał dość mocno skrystalizowany skład i mógł spokojnie, z takim statusem, jaki już sobie wypracował, rozpocząć granie na żywo… mimo to, nigdy to nie nastąpiło, masz może pojęcie dlaczego? Wydaje się, że wielu maniaków dałoby się pociąć na plasterki, żeby móc w tamtym czasie zobaczyć ten zespół na żywo !!!
 
Może Quorthon był bardzo nieśmiały albo brakowało mu pewności siebie, żeby to zrobić. Albo, jak już powiedziałem, może nie interesowały go pieniądze, które mógłby zarobić, grając na żywo? Nie wiem dokładnie; a może miał wystarczająco dużo kasy, żeby mieć w to wbite po całości?
 
15. Odnoszę wrażenie, że do końca lat 80., trwał nieustanny wyścig szybkości. Powstało wtedy wiele ultra szybkich dzieł takich jak: Seven Churches, Pleasure To Kill, Reign In Blood, INRI, jak również Blood Fire Death. Owa muzyczna ewolucja miała ogromny wpływ na tworzenie się coraz to nowszych podgatunków ekstremalnego Metalu – dzięki czemu narodził się Death Metal i do którego niepodzielnie należało panowanie przełomu lat 80. i 90. I choć Metal nabrał niezwykłego pędu, to BATHORY postanowił z kolei iść w kierunku przeciwnym. Zresztą podobnie zrobił również SLAYER, tworząc jakże odmienny klimatycznie South Of Heaven. Jak myślisz, co powodowało tymi zespołami, że wybrały taką, a nie inną właśnie drogę? Czy, spoglądając w przeszłość, wydaje się to dobrym wyborem ze strony ww. kapel?
 
 
Moim zdaniem, przypadki BATHORY i CELTIC FROST są o wiele bardziej dramatyczne niż SLAYER. SLAYER zaczął nieco eksperymentować na South of Heaven – głównie w temacie wokali Toma Arai, ale to nadal był pierdolony SLAYER. Uważam jednak, że zmiana muzyki BATHORY nie była tak komercyjna i pozerska jak zmiana CELTIC FROST. Bo była to zmiana, jakiej chciał Quorthon w zakresie tworzonej muzyki i brzmienia. A ten wikiński styl to była naprawdę interesująca droga rozwoju. Kiedy słucham tak epickich utworów, jak Enter the Eternal Fire czy Blood, Fire, Death, to musisz wiedzieć, że bardzo je lubię i że zasiały one moim zdaniem ziarno pod następny etap rozwoju Szweda, czyli Hammerheart i kolejne wikińskie albumy. Gdyby tylko nie zmienił tych chorych, zgniłych wokali, to muzycznie te nordyckie albumy byłyby doskonale! Kolejny dobry przykład to ABBATH i jego album I (który ma, jak na moje ucho, podobne do Quorthona wokale). Na tym nagraniu mnóstwo jest epickich momentów, ale wokal jest totalnie „rotten” i pasuje do muzyki jak ulał. Oczywiście jak już wspomniałem, nie należy zapominać o wolnych i epickich początkowych kawałkach BATHORY...
 
16. Dla wielu zespołów BATHORY stał się dosłownie niewyczerpanym źródłem inspiracji. Sam Quorthon jednak nie do końca chciał się z tym w pełni utożsamiać, odrzucał ten fakt, dziwiąc się zarazem, że tak wiele zespołów wymienia właśnie BATHORY jako pierwiastek je inspirujący. Jak myślisz, czy była to kokieteria, wrodzona skromność czy też istotnie brak wiary w to, co tworzył – szczególnie w początkowym okresie swojej twórczości, a czego potem tak się wstydził. Co o tym myślisz?
 
Nigdy nie poznałem go osobiście ani nigdy też nie pisałem z nim listów czy nie byłem w tak bliskim kontakcie, jak na przykład z Euronymous z MAYHEM. Dlatego nie odpowiem na to pytanie. Obie odpowiedzi są możliwe. W moim przypadku, kiedy taka kapela jak SARCÓFAGO na INRI zaczyna grać muzykę, która staje się inspiracją dla innych, to taka inspiracja nie jest dla kapeli pokroju SARCÓFAGO natychmiast widoczna. Cała ta muzyczna destrukcja i jej potencjał nie jest zbyt widoczny początkowo. Hahaha. Poza tym w przypadku podziemnych kapel, kiedy nie ma dojścia do większej ilości gotówki, ryzyko zejścia na pozerstwo czy walenia w chuja jest dość niewielkie. Zawsze należy stąpać twardo po ziemi…
17. Wydaje się, że mieliśmy wielkie szczęście, że dorastaliśmy w czasach, gdzie mogliśmy obserwować naturalną ewolucję różnych podgatunków Metalu. To był zdecydowanie złoty okres dla takich dźwięków, bo to właśnie wtedy powstało najwięcej wartościowej muzyki – muzyki, z którą czas nie ma szans. Jak myślisz, czy wszystko, co najlepsze zostało już powiedziane czy też jest może szansa na to, że nowe pokolenie stworzy coś równie niepowtarzalnego? Wydaje się to raczej mało prawdopodobne, jak uważasz?
 
Tak, mieliśmy maksymalne szczęście, że udało nam się żyć w tamtych czasach muzycznych. Może mógłbym być nieco starszy, żeby zobaczy na żywo SABBATH i KISS, kiedy razem grali w 1975. Ha-ha. Ale nie, nie sądzę żebyśmy przeżyli kolejny, tak płodnie muzyczny okres. Lubię sporo nowych kapel – jak na ten przykład ELECTRIC WIZARD czy ABYSMAL GRIEF. Ale i one brzmią jak to, co działo się wcześniej, w latach 70. I dlatego to nie jest to nic nowego ani odkrywczego, jeśli chodzi o muzykę ciężką. Są też jakieś „baby metal” czy inne GHOSTy…co za gówno. Ha-ha.
 
18. Nasz wywiad powoli będzie zbliżał się ku końcowi. Chciałbym bardzo ci podziękować za to, że zechciałeś porozmawiać na temat BATHORY. To dla mnie wielki honor i zaszczyt. Gdybyś na koniec chciał coś przekazać czytelnikom Oldschool Metal Maniac to proszę bardzo:
 
No i proszę, Leszek i maniacy spod szyldu Oldschool Metal Maniacs zaatakowali ponownie. Złożenie hołdu Quorthonowi i BATHORY to sprawa absolutnie nieodzowna. Quorthon zmienił ogromną ilość elementów w światku muzycznym na Dobre i na Złe. Pierwsze cztery albumy BATHORY to pozycje obowiązkowe w każdej kolekcji każdego maniaka. Oraz w sercach każdego opętanego Under the Sign of the Black Mark – jak mnie na ten przykład. Dzięki wielkie za niniejszy wywiad i dzięki dla maniaków czytających te pytania i odpowiedzi za ich oddanie muzyce metalowej. Keep rotten and brutal. Pytajcie w Osmose o nowy album THE EVIL, który ukaże się już wkrótce. O ile apokalipsa na to pozwali.
 
Wywiad przeprwadził NecronosferatuS
Przekład Paweł Wojtowicz
 

baa222