INTERVIEW TYRAN

 

Pamiętacie gdański TYRAN? W roku 2022 Panowie postanowili o sobie przypomnieć, nagrywając na nowo swój kultowy materiał z roku 1989, dzięki czemu zespół na powrót jest aktywny. Obecnie pracuje nad premierowymi utworami. Myślę, że jest to wystarczający powód, by przypomnieć Wam ten naprawdę bardzo interesujący zespół. Panie i Panowie przed Wami TYRAN:

 

Witaj Arku, co tam dobrego słychać w szeregach TYRAN?

Słychać dużo!!!

Pozwolicie, że zadam Wam  kilka pytań względem waszych początków? Ciekaw jestem, co sprawiło, że w roku 1986 postanowiliście założyć własny zespół? Co było takim motorem napędowym?

 

GUSTAV (Jacek Wagner). Motorem napędowym do zakładania zespołu, ciągłych poszukiwań ludzi do grania w moim przypadku był przewrotny mój charakterek.

Chęć wyrażenia emocji w tym szalonym czasie, jakim były lata 80. Najpierw strajki, potem w najlepszym okresie, kiedy mając 13 lat, chcesz poczuć wolność – pojawił się stan wojenny, podczas którego twoje oczy wyobraźni zamyka ci szara rzeczywistość. Puste sklepy, brak towarów, inflacja, reglamentacja kartkowa na wszystko, wybuch elektrowni w Czarnobylu w ‘86, przemiany w ‘89. To były lata, w trakcie których każdy młody człowiek powinien się bawić bez żadnych ograniczeń. Tymczasem my byliśmy pokoleniem Kolumbów lat 80.

 

 

My młodzi byliśmy Kolumbami epoki przemian ustrojowych w Polsce. Ta cała sytuacja w moim przypadku pchnęła mnie do wyrażania emocji i odreagowania w postaci grania na gitarze w zespole metalowym. Byłem uparty, nawet kiedy 23.04.1986 roku dyrektor mojej szkoły ZSZ GZE Unimor krzykiem mi zakomunikował „– Zetniesz włosy albo jutro przyjdź po papiery i nie będziesz uczniem tej szkoły”. „Guma Pęka – Małolat Nie Pęka!”.\

Włosów nie ściąłem, ale moja edukacja została przerwana na 15 lat. Moje muzykowanie zaczęło się wcześniej, a marzenia o graniu jeszcze wcześniej. Jednym z początków, które doprowadziły do powstania TYRANA, był zespół KANAŁ, w którym od 13.10.1984 graliśmy z kumplami w klubie IMPULS w Gdańsku-Wrzeszczu. Na gitarze grał Sławomir Klikowicz SKYKUS, na basie Jacek Wagner GUSTAV i Dariusz SYDNEY jako wokal. Tworzyliśmy punkowo-metalowy projekt. Na próbki czasami schodzili się okoliczni skinheadzi i popijali wyciąg z dziurawca i głogu zakupiony w pobliskiej aptece. Ale była jazda. Ale wszystko w ramach obowiązującej kultury.

Zespół TYRAN (etap 1): skład uformował się 14.10.1985 roku. Wraz ze SKYKUS-iem postanowiliśmy grać bardziej ostro. Podążać w kierunku Speed Thrash Metalu. Pierwszy skład to: Sławomir Klikowicz (SKYKUS) – gitara, Jacek Wagner (GUSTAV) – bass, Dariusz Hulewicz (KACZOR) – gitara, Jasio (GWIZDEK) – wokal. Nazwę TYRAN wymyślił SKYKUS. Kiedyś razem szukaliśmy nowej nazwy, siedząc na naszej słynnej ławeczce przy wejściu do klubu IMPULS. Ta ławka wiele historii widziała.

W tym klubie TYRAN rozpoczął swoje pierwsze próby. Grałem na początku na gitarze basowej. W niedługim czasie kupiłem gitarę elektryczną i zacząłem katować bicia, wymyślać nowe kompozycje pod gitary 6-strunowe. Pod koniec roku 1985 zaczęliśmy szukać nowego wokalisty.

 

W naszej dzielnicy nikogo odpowiedniego nie znaleźliśmy. Generalnie z wokalistami i perkusistami był u nas duży problem, szczególnie do muzy, jaką chcieliśmy grać. Tak sobie kiedyś wymyśliłem, żeby wokalistę znaleźć, przyuczyć nawet kogoś, kto nie śpiewał do tej pory. Generalnie miał to być gość, który słucha ostrej muzyki metalowej i ma uzdolnienia plastyczne. Tak mi do głowy przyszło, więc zaczęły się poszukiwania.

Wtedy chodziłem do szkoły ZSZ GZE UNIMOR, tam była fajna ekipa metalowców. Tomasz TROJAN Trojanowski, Przemysław KURA Kurka i Romek KAMYK Kamiński. Któryś z nich dał mi cynk, że jest w Gdańsku-Zaspie koleś, który maluje farbami drukarskimi naszywki z zespołami metalowymi do obszywania katanek jeansowych. To była wskazówka. Ale, że na Zaspie? Ja z Wrzeszcza! Dla niewtajemniczonych w latach 80. wytworzył się tu bardzo regionalny podział.

Grupy młodzieżowe pilnowały swoich terenów. Można było łatwo dostać ostre bęcki, jak się znalazłeś na innej dzielnicy, a jak jeszcze byłeś przyporządkowany strojem i wyglądem do jakiejś opcji typu METAL, SKINHEAD, POPPERS to pewniak, że bęcki na obcym terenie. Dostaliśmy cynk, że CHOINA, czyli gość od naszywek, który słucha metalu, przebywa często w salonie gier na dawnym pasie startowym lotniska, gdzie powstało osiedle ZASPA. Jeszcze w Salonie mam być? To już pewny wpiernicz, bo tam najgorszy element uczęszcza. Ale trudno, siła wyższa, „Guma Pęka – Małolat Nie Pęka” (to takie nasze powiedzonko z tamtych czasów.) Znaczy nie ma, że niemożliwe.

Pojechaliśmy do salonu gier, rozpytujemy, ale CHOINY nie było. Zdobyliśmy adres. Dotarliśmy do mieszkania w bloku. CHOINA był w domu z tego, co jeszcze zapamiętałem, bo flaszkę posylwestrowej Finlandii zrobiliśmy, więc odtrąbiliśmy pełen sukces. Umówiliśmy się na próbę TYRANa w klubie IMPULS we Wrzeszczu. Pierwsza próba z CHOINĄ, który dołączył do składu, odbyła się 17.01.1986r. Prace nad kawałkami w nowym składzie ruszyły pełną parą. Pierwszy koncert TYRAN został zagrany 18.03.1986 roku, czyli już po 2 miesiącach w klubie IMPULS.

 

Każdy z nas pozapraszał swoich znajomych i było ponad 50 osób. Salka pękała w szwach. Oczywiście nie wszystko poszło jak po maśle. KACZOR-owi przed samym graniem gitara wywraca się na podłogę. Zaraz potem gitara SKYKUS-ia odpina się z paska i też ląduje na glebie.

Podczas grania KACZOR musiał stać i się nie ruszać, bo po wywrotce coś w gitarze się rozpięło i dźwięk przerywał. Po chwili u SKYKUS-ia pękła struna E1. W trzecim kawałku „Sen Szatana” we wzmacniaczu przepala się bezpiecznik. Pomyślałem „– Aby do końca”.

Wszystkie usterki były sprawnie usunięte i koncert wedle zaciągniętych opinii był udany. Grając w małym IMPULSIE, zaczynaliśmy już szukać nowego miejsca do grania. Padło na Gdańsk-Zaspa Młyniec w Domu Kultury, gdzie znajdowało się kino Zaspa.

Ponieważ CHOINA był z Zaspy, a my z Wrzeszcza, więc mieliśmy fory i spokojnie mogliśmy się poruszać. Żaden Skin z Zaspy nas nie ruszał. Koncerty też w końcu ruszyły. Pierwszy drobny sukces to wyróżnienie w III Miejskim Przeglądzie Dorobku Kulturalnego Gdańska, potem zakwalifikowaliśmy się na Spotkania Heavymetalowe Polski Północnej DRRRAMA 87 w Pruszczu Gdańskim, Rock na Zaspie w maju 87, Nowa scena-nowa świadomość w Sopocie.

 

 

Przeglądy w Nowym Porcie i wiele mniejszych imprez po klubach. Pamiętam kiedyś koncert TYRAN na Zaspie, gdzie sprzedało się około 300 biletów. Wtedy połowa ludzi to skinheadzi, druga to metale. Wiadomo, były zadymy i przyjechała Milicja Obywatelska i przedłużaczami ramion zrobiła porządek.

W maju ‘86 roku porzucam grę na basie i zaczynam grać w TYRAN na gitarze. SKYKUS odchodzi z TYRANa i zakłada swoją własną kapelę pod nazwą PENTAGRAM. Oba zespoły poszły swoimi ścieżkami. Ze SKYKUS-iem jeszcze miałem okazję grać w PENTAGRAM-ie, który zmienił nazwę na TAMER. Nagraliśmy nawet demo 13.07.1989 roku w salce prób na działkach w Gdyni Cisowej.

 

Zanim ukazało się wasze pierwsze demo, musiało upłynąć jeszcze trochę czasu. Wspominałeś, że w tamtym okresie zespół tworzyły jakby dwa obozy – jeden mający aspiracje grania bardziej skomplikowanej muzyki w klimacie Voivod a drugi, gdzie część zespołu opowiadała się za tradycyjnym thrash metalem. Ostatecznie wybraliście bardziej wymagającą muzykę. Czy to dlatego dopiero trzy lata po powstaniu TYRAN nagraliście pierwszy materiał?

 

MATIS (Maciej Matynia): Był rok 1989. TYRAN (o czym wspomniał już GUSTAV) po pierwszym, intensywnym okresie działalności, kiedy komponował, grał sporo koncertów, zyskiwał w szalonym tempie lokalną popularność, ciągle będąc jednak początkującą kapelą, po prostu się rozpadł.

Część chłopaków odeszła, ba – wręcz rzuciła granie na zawsze, część zaczęła się rozglądać za innymi projektami. GUSTAV nie odpuścił, dołączył do SKYKUS-ia, czyli jego formacji PENTAGRAM, która wkrótce zmieniła nazwę na TAMER.

Zrobili szybko nowy materiał, zaczęli go prezentować publicznie.

Ale tu historia się powtórzyła – TAMER rozbłysnął i zgasł jak supernowa. Wtedy perkusista TAMER-a Sebastian vel LOMBI – zaproponował kumplom z dzielni mojemu bratu BAREMU i mi, z którymi przetarł się tu i tam w gdyńskich próbowniach, połączenie sił z założycielem i spadkobiercą dziedzictwa pierwszego TYRAN-a GUSTAV-em. Tak doszło do pierwszego spotkania na terenie wspomnianych gdyńskich ogródków działkowych w miejscu, gdzie próby grał pochodzący z Gdyni HEKTOR. W tamtym czasie podobnie popularny na Pomorzu jak TYRAN z Gdańska.

 

Obie kapele grały nawet kilka wspólnych koncertów. LOMBI, ojciec chrzestny tego pomysłu, zasiadł za bębnami, a po niedługim czasie do nowego TYRAN-a w wersji 2.0 dołączył na powrót Arek vel CHOINA. GUSTAV rzucił propozycję, żeby przyjąć dla kapeli nazwę TYRAN, z którą był osobiście mocno związany, wszyscy się na to zgodziliśmy, bo była to już wtedy rozpoznawalna lokalnie marka. Generalnie był to spory eksperyment, który mógł zakończyć się niepowodzeniem, ponieważ gdańska część TYRAN-a grała wcześniej coś zupełnie innego niż my, chłopaki z Gdyni. Najtrudniej było z pierwszym kawałkiem „Sam ze sobą”, potem już poszło szybko do przodu. Byliśmy tak napaleni na granie, że mimo znacznie różniącego się wyobrażenia o kierunku, w którym nowy TYRAN miał pójść – czy bardziej speed/ thrash, czy metal progresywny zawsze udawało się wypracować muzyczny kompromis, co zresztą słychać w naszej muzyce.

Klimat zrobił się apokaliptyczny, teksty Arka poruszały istotne wówczas, aktualne obawy o przyszłość świata i ludzkości. Nieskromnie powiem, że wyprzedziliśmy naszą epokę, co nie oznacza, że ta muzyka, a przede wszystkim teksty, straciły przez ponad 30 lat na aktualności.

 

Wręcz odwrotnie – są dziś aktualne jak nigdy wcześniej, wszystkie te problemy i obawy przybrały na sile, dzięki internetowi i technologii są na wyciągnięcie dłoni. Fragment z „Toksycznej bomby”, kiedy Arek śpiewa „Aby przeżyć maskę włóż”, powinien to być hymn podczas epidemii covidu, hehe. Nasza apokaliptyczna, niespokojna muzyka była i nadal, mimo upływu ponad 30 lat, jest doskonałym tłem dla tych opowieści o niepokoju związanym z konsekwencjami postępu, rozwoju cywilizacji, zachłanności ludzkiej, osamotnieniu jednostki w obliczu zagrożenia. Numery TYRAN-a były i pozostają inne, od wszystkiego, co pod koniec lat 80. pojawiło się na polskim rynku, ale mimo to niszowe.

Niektórzy mówią, że ta muza jest popierdolona, bo co chwilę coś się w niej zmienia – raz gramy proste, mocne riffy, za chwilę wchodzą melodyjne solówki GUSTAV-a, grane do delikatnego, subtelnego podkładu, a po nich porąbane dysharmonie, z czego można byłoby zbudować kilka niezależnych numerów – ale taki właśnie mieliśmy pomysł na granie w nowym TYRAN-ie. Dlatego nagrany ponad 3 dekady temu i ponownie przed rokiem materiał jest tak różny od wcześniejszych dokonań TYRAN-a.

GUSTAV: Tak, nowy TYRAN (etap II) to okres, gdy muzycznie zmieniliśmy klimat. Próby odbywały się w Gdyni-Cisowej na działce JUDAS-a z HEKTORA — pozdrawiam chłopaków. Myślę, że to miejsce było magiczne, być może to wpłynęło na to, że powstawała tam fajna muza zarówno ze strony zespołu TYRAN, jak i HEKTOR – „The Inner Dementia”.

Czy ktoś od kogoś podpatrywał riffy to dopiero zagwozdka, hehe. Mieliśmy kompletnie inne techniki gry na gitarze. Ja faktycznie wywodzę się z thrash/ speed metalu, zawsze bicia szybkie, ostro tłumione, ciężarne motywy. MATIS mniej tłumienia strun, dużo wstawek granych w dwie strony.

Zmieniliście również logo. Rozumiem, że stare nie bardzo pasowało do nowego oblicza zespołu?

 

MATIS: Zmiana logo była naturalną konsekwencją totalnej zmiany stylu grania. Logo w stylu MANOWAR po prostu nie pasowało już do dystopijnego klimatu, który wybrzmiewał z naszej muzy i tekstów. Zmiana była radykalna, w nowym składzie nigdy nie korzystaliśmy z żadnych utworów z repertuaru starego TYRANA, no może poza „Morderczymi widmami”, które czasem z przymrużeniem oka graliśmy na koncertach, dobrze się przy tym bawiąc, bo kompozycja jest naprawdę przeurocza. ;-)'

 

GUSTAV: Jeśli chodzi o logo, to akurat ja bardzo chciałem zostać przy starym, ponieważ było ono dla mnie bardzo ważne. DRRRAMA ‘87, czyli kawał historii i wspomnień. Logo mi się podobało, bo było czytelne. Nowe logo moim zdaniem jest mniej czytelne. Ale uległem decyzji chłopaków, że „stare logo to topory i miecze oraz że tak już nie gramy i teksty są inne”.

 

Arku, jesteście z Jackiem od samego początku w TYRAN. Ciekaw jestem, jak wspominacie proces twórczy na początku waszej działalności? Zdaje się, że w tamtym czasie mieliście rotacje w składzie? Trudno było znaleźć odpowiednich ludzi do tworzenia takiej muzyki?

 

GUSTAV: Na początku TYRAN-a było muzycznie speed trash metalowo. Po przyjściu CHOINY do TYRAN utwory były bardziej melodyjne.

Przez zespół przetoczyło się kilku basistów oraz perkusistów. Bardzo fajny skład był z Tomkiem TROJAN Trojanowskim na basie w 1987. To był istny diabeł hehe. TROJAN znał dobrze środowisko podziemne deathmetalowe tamtych czasów. Nawet skład chłopaków z zespołu IMPERATOR witał często w jego skromnych progach. Z TROJANEM też przez chwile miałem okazję tworzyć projekt EXTERMINATOR.

Drugi basista Cezary Pokojski CEZAR 1988 rok. W tym składzie zostało nagrane nieoficjalne demo i ukazała się pierwsza prasowa wzmianka w NON STOP. Wtedy zespół tworzyli: CHOINA – wokal, GUSTAV – gitara, KACZOR – gitara, CEZAR – bass, MAZER – perkusja. Kiedy armia upomniała się nagle o CEZARA, do składu przystąpił TROJAN Tomasz Trojanowski.

Wcześniej już zastępował epizodycznie Pokojskiego na basie.

 

Odszedł też MAZER, gdyż bliżej było mu do stylu gry nieobecnego już CEZARA, niż nowego w składzie TROJANA. Musieliśmy szybko znaleźć perkusistę i tu znalazło się miejsce w składzie dla BULBASA – silnego bębniarza z Sopotu. W tym ograniczonym 4-osobowym składzie (bo KACZOR wyemigrował nagle do Kanady) zagraliśmy swój ostatni koncert pierwotnego TYRAN-a, w Sopocie latem 1988 roku NOWĄ SCENĘ NOWĄ ŚWIADOMOŚĆ.

Ten skład przetrwał tylko kilka miesięcy, bo i po BULBASA upomniała się armia. Okaleczony ponownie TYRAN praktycznie przestał grać, ale nie na długo.

Zespół TYRAN to właściwie dwie fazy twórczości. Pierwsza faza to początki bardziej speed trash metalowe. Druga faza TYRAN to rok 1989 po pewnej przerwie w grze. Skoro nie było składu TYRAN-a dołączyłem do PENTAGRAM, który zmienił nazwę na TAMER. Grałem ponownie ze SKYKUS-iem i tam pozyskaliśmy perkusistę o ksywce LOMBI. Razem z LOMBIM oraz braćmi Matynia zaczęliśmy nowy rozdział w historii.\

Zaczynając próby w Gdyni-Cisowej, graliśmy w altanie na działkach.

 

Klimat fajny ale ten teren nazywał się MEKSYK – Pustki Cisowskie: kraina latających siekier hehe. Kanciapa była drewniana ze szczelinami, więc w zimę zamarzało od środka. Kable gitarowe sztywne, ale muzycznie tworzyliśmy tam magię, muzyczną rozpierduchę. Tworzenie tamtego materiału to była trudna sprawa, tempa często uciekały.

Ale w głowie mieliśmy swój cel, grać inaczej tak, żeby muzyka się nie zestarzała. Coś ambitnego zawsze gdzieś w głowie zostaje

 

 

Jak wspominacie sesję nagraniową waszego demo 1989? Materiał został nagrany w studyjnych warunkach i jak na tamte czasy brzmiał bardzo fajnie. Ile czasu spędziliście wtedy na sesji nagraniowej?

 

MATIS: Z tego, co pamiętam, sesja w całości zajęła nam około miesiąca, ale to nie znaczy, że w studiu byliśmy codziennie.

Nagrywaliśmy w nowo powstałym studiu ZaZa w Rumi u gościa, który przyjechał do Polski z żoną Polką z Kanady. Gdzieś tam za oceanem ponoć nagrywał nawet coś dla Rush-ów, zwiózł tam sporo sprzętu i zamontował go w wynajętym domku jednorodzinnym, a następnie zajął się spożywaniem piwka – i to w takich ilościach, że w zasadzie nie brał udziału w naszych nagraniach. Wszystkim bawiliśmy się sami. Masakra.

Nasza muza miała być kosmiczna, więc na wszystko wrzucaliśmy po kilka efektów. Jak nam się to udało w sumie zebrać do kupy, żeby ostatecznie zabrzmiało przyzwoicie, to nie wiem, serio.

 

GUSTAV: Materiał nagrany 08.02.1992 roku w nowym jeszcze niewykończonym studio ZaZa w Rumi. Materiał nagrywał i realizował Mariusz DOBSON Saluszewski. My byliśmy chyba jego pierwszą kapelą, jaką nagrywał w tym studio. W studio był magnetofon 8 śladów REVOX, perkusja na plackach Alesis, gitary chyba ja na swoim MALLROY od Dolińskiego i moja kultowa Kamera Pogłosowa SDL-2000, do której miałem switcha nożnego. Na niej dużo efektów z dobieranymi czasami, używałem, krótkie loopy.

W zasadzie cały tamten TYRAN opierał się na pogłosach, delayach itp.

Gitary nagrywane były przez mikrofon, ale przyznam, że zabrakło fachowej porady realizatora. Druga strona medalu to to, że pierwsza była nagrywana perkusja na padach ALESIS. Niestety nierówno jak chu-chu i też nie wszystkie uderzenia stopki były słyszalne. No i zaczęły się schody, kiedy dogrywaliśmy w niektórych momentach stopki z klawisza.

A z gitarami musieliśmy celować z biciami gitar w partie perkusji tak, żeby całość jakoś wyszła.

Może nie jest jakoś równo, ale to samo życie hehe. Bass nagrywany przez mikrofon na małym piecyku ROBSONA. Mariusz mówił, że to sprawdzony patent. Z ciekawostek, to nagrywaliśmy wstawki w numerach jak brzęki kluczy, zamki, zatrzaskujące się drzwi, fizycznie łażąc z mikrofonem po domku i szukając odpowiednich drzwi czy zamka. Skład formacji TYRAN podczas nagrania materiału w studio ZaZa 08.02.1992r to CHOINA – wokal, GUSTAV – gitara, MATIS – gitara, BARY – bass, LOMBI – perkusja.

 

Jaki był ówczesny odzew na ten materiał? Czy mieliście jakieś propozycje wydawnicze w tamtym okresie?

 

MATIS: Odzew był, szczerze mówiąc, skromny, ale to nasza wina. Mieliśmy w ręku nagrany zmiksowany, gotowy do wydania materiał, który mogliśmy promować koncertami, ale z dwóch powodów to nie wyszło. Po pierwsze komercjalizacja chyba nie do końca była naszym priorytetem. Nie graliśmy dla pieniędzy, nie myśleliśmy o karierze. Myśmy chyba tę drogę podświadomie odrzucili, stawiając po prostu na radość z przenoszenia swoich emocji na kolejne utwory.

Od początku zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że muza nowego TYRAN to nie jest propozycja dla każdego, wielu jej nie rozumiało, a my mimo to robiliśmy swoje. Drugi powód jest taki, że GUSTAV, będąc perfekcjonistą, hamował zespół w kwestii grania koncertów. Byliśmy gotowi dzielić się z publicznością naszym odmiennym od innych metalowych nurtów materiałem, padały różne propozycje z wielu stron, ale GUSTAV twierdził, że nie jesteśmy gotowi, bo „jest krzywo”.

Krzywo to był pierwszy Kreator albo Destruction, hehe, ale to nikomu nie przeszkadzało – tym bardziej w naszej porąbanej muzie, gdzie co chwila graliśmy coś innego. Gdybyśmy wtedy bardziej w siebie uwierzyli, wydali materiał i ruszyli z jego promocją choćby śladami zaprzyjaźnionego HEKTOR-a, który już wtedy dawał koncerty nie tylko w Polsce, jako support TURBO, ale też na Zachodzie, to być może mielibyśmy dziś na półce parę naszych krążków, sporo wspomnień, kilku fanów i poczucie, że mieliśmy swój — nawet jeżeli niewielki to jednak wkład w historię polskiego metalu.

Ale takie wtedy były czasy: komuna upadła i wróciła wolność, ale pod koniec lat 80. była ona raczej na papierze niż w codziennej rzeczywistości, za oknami było szaro-buro, w sklepach muzycznych gitary z NRD (nasz materiał nagraliśmy na gitarach wykonanych z laminatu, z którego robi się kajaki), w szkołach nadal reżim – gonili ludzi nawet za dłuższe niż przeciętnie włosy, a za katanę z naszywkami po koncercie było można dostać pałą od milicji obywatelskiej. Powstawały co prawda jakieś prywatne wytwórnie, stajnie, pod które można się było podpiąć, ale ważniejsze było dla nas wtedy chyba odnalezienie się w nowej postkomunistycznej rzeczywistości, szczególnie na rynku pracy, żeby — kolokwialnie mówiąc — było co do gara włożyć, niż planowanie kolejnych krążków i kariery. Zwykła proza życia.

 

Rozeszliśmy się w 1992 roku do swoich zajęć i chociaż kilkakrotnie w nieco zmienionym składzie próbowaliśmy przywrócić młodzieńcze ambicje, wskrzesić niespokojne dusze, chwycić za wiosła i reaktywować TYRAN-a, który miał przecież nadal tyle do powiedzenia, to aż do 2020 roku się to nie udawało.

Często z GUSTAVem mieliśmy kontakt, chodziliśmy razem na koncerty, kibicowałem mu w trakcie realizacji innych projektów, ale dopiero po niemal 30 latach od nagrania pierwszego materiału postanowiliśmy wrócić na poważnie do wspólnego grania. Siłę dało nam wspólne przekonanie, że ówczesny materiał jest nadal muzycznie i tekstowo aktualny, że warto go rozpowszechnić po zarejestrowaniu od nowa tych samych kawałków, w tej samej kolejności i możliwie wiernie, a czas pokazał, że w obliczu pandemii, wojny na Ukrainie i narastającego zagrożenia atomowym konfliktem ludzkość stoi przed podobnymi wyzwaniami jak 3 dekady wcześniej.

Wyczuliśmy moment, w którym świat zatoczył koło. Piosenki o szatanie albo piciu piwka i dziewczynach są aktualne zawsze, hehe. Nasze wymagały globalnych zmian, żeby można je odebrać jako aktualne, inaczej trąciłyby myszką i piwkiem bez gazu.

 

CHOINA (Arkadiusz Chojnowski): Nasze koncerty były związane, głównie z Trójmiastem. Koledzy z HEKTORa zapraszali nas na koncerty, które organizowali w Gdyni. Organizowane również były na Gdańskiej Zaspie takie imprezy jak MROCKOWISKO czy ROCK NA ZASPIE.

Wraz ze środowiskiem metali z Sopotu (MAJOR SMISS, METAL RAIN) wielokrotnie koncertowaliśmy w nieistniejącym już Uchu na Sopockim Molo, czy w klubie ŁAJBA. Lubiliśmy tam grać, bo klub był klimatyczny i dobrze się w nim czuliśmy. Zapraszane kapele chyba też.

Z reguły były to imprezy, do których się niestety dokładało, nie tylko tzw. determinacji. Plakaty tworzyliśmy i drukowaliśmy sami. Sami je rozklejaliśmy. Sami dźwigaliśmy sprzęt. Pamiętam pewną akcję, kiedy kolejny raz mieliśmy zagrać w ŁAJBIE. Impreza biletowana i to nie za przysłowiowe 10zł.

Scena mozolnie zbudowana. Sprzęt zwieziony, poustawiany. Etatu technicznego nie było. Wszystko robiliśmy sami lub przez zaprzyjaźnionych fanów, których darzyliśmy zaufaniem. Nikt tam nie robił za gwiazdę. Nikt się nie opierdzielał, przecierając flanelką struny swego wiosła. Wszyscy dawali z siebie ile można. To było święto. Kolejne święto metalu. Dosłownie muzyczny czyn społeczny. Poza tym nie graliśmy sami, były tam też zaproszone zespoły, które miały być dla nas supportem.

Na terenie klubu sprzedaż piwa. Przed ŁAJBĄ skupisko ludzi. Grubo powyżej setki. W tym nasi najbliżsi, zaproszeni goście. Nie byliśmy może jakąś marką, ale doprawdy szykowała się duża impreza. Pamiętam jak umęczony, a przecież koncert dopiero przede mną.

Zwróciłem się do kierownika klubu, że skoro nie chce nam zapłacić ani grosza to niech, chociaż kratę browaru odpali dla tych kapel. W odpowiedzi usłyszałem „– A co wy k….. jesteście DIRE STRAITS”? Zawrzało. Rzuciłem hasło ze sceny do ludzi krzątających się jeszcze przy kablach. „– Bierzemy graty!!! Koncertu nie będzie”.

W kasach już sprzedawane były wejściówki. Wyszliśmy z klubu, biorąc nasze wzmacniacze, kolumny, beczki itd. Zaskoczeni ludzie pod Łajbą usłyszeli, że my tu dziś nie gramy, że jeśli nam pomogą, to koncert będzie za darmo, ale nie tu.

Każdy chwytał co mógł. Jeszcze przez godzinę chodnikami Sopotu ciągnęła się pielgrzymka ludzi z instrumentami. Piecami, garami, statywami i głośnikami podążając do górnego Sopotu, gdzie w dużej podupadłej willi u Marka (zwanego pijakiem) mieściła się nasza pakamera tzw. próbownia dzielona wówczas z chłopakami z MAJOR SMISS. Graliśmy tam próby, opłacając prąd, czasem dorzucając się Markowi do flaszki, czy śniadania. Szliśmy tam jak mrówkowe pospolite ruszenie.

Ludzi było doprawdy dużo. Stanęliśmy przed dylematem, że nie pomieścimy ich wszystkich. Ktoś wpadł na pomysł , że może na strychu. Faktycznie strych był ogromny, wysoki i nawet niezagracony.

Daliśmy koncert jak się patrzy. Wióry i kurz leciał obficie z belek od decybeli. Słyszało nas chyba pół Sopotu. Do dziś zastanawiam się, ile tam było osób? Jak wnieśliśmy ten sprzęt na ten strych? Jak to się stało, że ten strych oraz cała ta rudera to wytrzymała nie waląc się w gruzowisko? Skąd nagle znalazło się tyle piwa?

GUSTAV: Materiał był zarejestrowany i chyba w niedługim czasie 3 miesięcy TYRAN się rozpadł. Tam na tym strychu już chyba wiedzieliśmy, przeczuwaliśmy, że się niebawem rozstaniemy, więc nagranie było chęcią pozostawienia śladu niecodziennych kompozycji jak na tamte czasy. CHOINA załapał prace, w której miał tygodniowe wyjazdy w delegacje, a MATIS wyjechał na stypendium zagraniczne. W zasadzie dla mnie „Mój świat się zawalił”. Ale spoko „Guma Pęka Małolat – Nie Pęka”.

Ja po zakończeniu TYRANA grałem i tworzyłem kilka projektów: EXISTENCE, ENTERPRISE (z chłopakami ex-GHOST) i początki SCOORVIEL. Potem też zmiana pracy spowodowała, że musiałem ograniczyć muzykowanie.

 

Szukałem jakiejś wzmianki na temat waszego demo. Niewiele w prasie podziemnej można było przeczytać na Wasz temat. Czy to znaczy, że nie udzielaliście wtedy żadnych wywiadów do zinów/ magazynów?

CHOINA: Pytasz o demo? W zasadzie należałoby sprostować. To nie było demo. Wychodząc ze studia ZaZa, mieliśmy w rękach gotowy do wydania na krążku, czy kasecie, pełen materiał.

Na miarę naszych możliwości w tamtych czasach. Stworzony bez pomocy i wsparcia z zewnątrz.

Fakt, nie miał jeszcze nazwy ani całej plastycznej oprawy.

Nie ukazał się w zasadzie nigdzie, bo i Internetu jeszcze wtedy nie było. Był przekazywany przez ludzi z kasety na kasetę i tak krążył, by po latach ktoś, kto uznał (do dziś nie wiemy kto?), że jest coś wart i umieścił go w mediach społecznościowych, opisując jako DEMO. W sumie dobrze się stało i po latach powinniśmy być mu wdzięczni, bo gdyby nie ten fakt być może dziś byśmy nie rozmawiali.

GUSTAV: Szczęściem i nieszczęściem lokalizacji naszych prób w Gdyni Cisowej na MEKSYKU było to, że mieliśmy spokój do tworzenia muzy, ale nie mieliśmy osoby, która by na bieżąco pilnowała nadchodzących przeglądów i imprez metalowych. Ta sprawa była zaniedbana.

W roku 2019 na powrót wznowiliście działalność, której efektem było ponowne zarejestrowanie utworów z demo. Co Was do tego popchnęło? Chęć sprawdzenia jak ten materiał mógłby zabrzmieć zarejestrowany współcześnie w obecnych studyjnych warunkach, a może do tego popchnęło Was coś zupełnie innego?

 

MATIS: Ja osobiście uznałem, że za wcześnie jeszcze na popychanie życia kolanem w stronę śmierci, o czym w wieku, kiedy ma się ponad 5 krzyżyków na garbie, sTYRANi ludzie zaczynają powoli myśleć. Z propozycją reaktywacji wystąpił GUSTAV, spodobała mi się, ustaliliśmy założenia i wzięliśmy się ostro do roboty. Fundamentem była sama muza, uznaliśmy, że jest warta realizacji w nowych warunkach, lepszym studiu, na nowoczesnym sprzęcie.

W ten sposób nasz przekaz mógł stać się wyraźniejszy, a głos bardziej donośny niż 30 lat wcześniej.

To nasz odmienny styl i ważne dla nas treści przekazywane w tekstach okazały się dla nas inspirujące, a nie sama zabawa w ponowne ich nagrywanie. Nadal uważam to za cenne.

Studio nas poróżniło. Na samym końcu drogi, kiedy wszyscy powinniśmy czuć radość i dumę z tego, że dobrnęliśmy razem tak daleko, okazało się, że prywatne ambicje odgrywają większą rolę niż przyjaźń.

To zabolało. I boli nadal. O tym śpiewa Arek w zupełnie nowym materiale, z którym niedługo wjedziemy ponownie do studia.

Niemniej sama „Toksyczna Bomba” wyszła moim osobistym zdaniem bombowo. To stary TYRAN w wersji 2.0 zagrany z takim samym jajem jak przed laty, ale brzmiący daleko lepiej.

CHOINA: Miałem wtedy kontakt z GUSTAV-em i to częstszy niż wpadanie na siebie w pobliskich marketach. Wiedziałem, że spotyka się z MATIS-em i wspólnie odrdzewiają nasz materiał, żmudnie kopiąc w pamięci. Poza tym byliśmy z GUSTAV-em po dobrze zakrapianym wieczorze, gdzie mocno odżyły wspomnienia.

Coś wyraźnie wisiało w powietrzu. Któregoś dnia umówiliśmy się na koncert naszych starych dobrych znajomych.

Mam na myśli Kurta i Dziadka z formacji GRIN. Sam byłem ciekaw, jak i co grają, gdyż przez ostatnie lata nie śledziłem zarówno ich poczynań, jak i wszelkich ruchów na rynku muzycznym. Wiedziałem, że promują swoją świeżo nagraną płytę, która zresztą była dostępna tego wieczoru.

Koncert odbywał się we Wrzeszczu w klubie już chyba nieistniejącym o wdzięcznej nazwie METRO. Tak więc wpadamy z GUSTAV-em do tego klubu. Jest gęsto od melomanów muzycznych tego gatunku. My sami przypominaliśmy raczej wujków z odległej galaktyki.

Miałem na sobie ciemno-zielony rozpinany sweter, może nie z czasów świetności wzorzystej stylistyki rodem z Turcji, ale przez brak typowego merchu i resztkę włosów raczej odznaczałem się od pozostałej części publiczności oraz old metali. Wzięliśmy z GUSTAV-em po piwku i stanieliśmy bezpiecznie w odległym końcu sali. Szybko okazało się, że jest tam wielu starych brachów. Ludzie się zmieniają, ale doprawdy było fajnie z wieloma przybić przysłowiową piątkę.

Supportem dla gwiazdy wieczoru były dwie kapele. Kiedy ograły już swój materiał, na scenę wkroczył GRIN. Kurt jako gitarzysta, a zarazem wokalista w przerwach między kawałkami wtrącał zabawne anegdotki. Lubi mieć kontakt z publiką.

Ma gadane i to też daje poczucie luzu. W pewnym momencie po kolejnym numerze skierował głos i wzrok wymownie w naszym kierunku. Nie wiem, czy nie wspomagając się snopem światła z któregoś reflektora. Poczułem się niczym znaleziony, wypatrzony i zdemaskowany w tej gęstwinie podpierając ścianę wraz z GUSTAV-em.

Zwrócił się do publiczności. „– Wiecie kto to jest? Kto nas dzisiaj zaszczycił swoją obecnością?”.

Zrobiło mi się ciepło. Przedstawił nas wszystkim z imienia, nazwiska oraz ksywki, dziękując za obecność. Wspomniał stare czasy pełne szaleństwa i młodzieńczej fantazji i jeszcze raz podziękował za to, że byliśmy latami dla wielu inspiracją, byliśmy po prostu TYRANAMI. Zrobiło się doprawdy dziwnie, ale nie ukrywam bardzo miło.

Poczułem wzrok tych wszystkich ludzi na mojej twarzy, ale i dumę, że ktoś jeszcze pamięta. Zajebiste uczucie. Po koncercie przybiliśmy piątkę z GRIN-ami. GUSTAV nawet zakupił ich płytę. Wracałem do domu napakowany emocjami, a w głowie miałem już tylko jedno. Ja znowu chcę grać, chcę ponownie poczuć to, co wydarzyło się zarówno 30 lat temu, jak i przed chwilą na tej sali pełnej ludzi.

 

GUSTAV: Do ponownej rejestracji materiału sprzed 30 lat popchnęła nas wiara, że muzyka, jaką graliśmy w latach 89-92 oraz teksty są aktualne. Obecnie stoimy przed podobnymi problemami, co pod koniec lat 80. Problemy typu inflacja, drożyzna, przekręty polityczne, dyktatura i ograniczenie praw człowieka, zagrożenie wojną, ekologia i skażenie środowiska. CHOINA trafnie pisał te teksty w latach 80., a teraz są cały czas aktualne. Ale muzycznie trzeba było to zrobić lepiej i mam nadzieję, że tak wyszło.

Z MATIS-em zaczęliśmy się regularnie spotykać i przypominać riffy, zagrywki starego TYRAN-a. Powiem Wam przeje..ne.

Nawet chcieliśmy odtworzyć prawie stary skład włącznie z LOMBI-m. No nie udało się. Materiał był ogrywany na próbach od 2019. Realizacja w studio OSSO w Gdańsku Osowie w dwóch podejściach. Najpierw pierwszy numer „Sam Ze Sobą” w styczniu 2022, a reszta utworów dograna w sierpniu 2022 roku.

 

Obecny skład TYRAN tworzą Jacek „Gustaw” Wagner (gitara), Arkadiusz „CHOINA” Chojnowski (voc), Matys (gitara) i na basie muzyk znany nam z dokonań w zespole HEKTORGabriel „Gabryś” Białobrzewski. Trudno było po latach zebrać ekipę, by TYRAN mógł znowu zaistnieć?

 

MATIS: Najpierw faktycznie spotkaliśmy się we dwójkę – GUSTAV i ja, zaczęliśmy próby u mnie w piwnicy. Przez lata nazbierałem tam sporo gratów, GUSTAV przywiózł swoje i już było na czym grać. Ale to był dopiero początek, potem było trudniej. Uwierzysz albo nie, ale przez mniej więcej rok próbowaliśmy sobie przypomnieć, jak to leciało, czyli odtworzyć te miejscami totalnie porąbane riffy, które 30 lat wcześniej mieliśmy wyryte na blaszkę, ale teraz – nawet słuchając naszego starego materiału nazywanego demo – nie mogliśmy dojść, jak to leciało. Po roku, kiedy już wiedzieliśmy co i jak, dołączył do nas CHOINA.

Jemu było łatwiej, niemal od razu się odnalazł, ba – jego wokal po latach wydawał się nawet lepszy, bardziej ekspresyjny, dojrzały, jak dobre wino. Znowu upłynęło kilka miesięcy i udało się na chwilę wciągnąć w projekt LOMBI-ego, który zrezygnował ze wspólnego grania jeszcze przed wejściem do studia, miał inne zobowiązania muzyczne.

Ale jedną rzecz załatwił dobrze – basistę. Miał kontakt z GABRYSIEM, który grał kiedyś w HEKTORZE, później Aptece, Marylin Monroe i jeszcze paru innych kapelach.

Po dosłownie kilku próbach granie zaczęło się fajnie kleić, GABRYŚ wszedł na stałe do składu, wprowadził do starych numerów trochę nowych, fajnych rzeczy, poczuliśmy wspólny flow, ta muza wyciągnięta z głęboko zakopanej trumny, znowu zaczęła solidnie kręcić nas wszystkich. Teraz bardziej dojrzali, metalowcy z bagażem, grając, zaczęliśmy bardziej doceniać detale, których kiedyś nie dostrzegaliśmy

Na przykład przyjaźń. Nigdy wcześniej tak dobrze nam się nie gadało, jak po reaktywacji TYRAN-a.

 

GUSTAV: Ludzi zebrać jest zawsze trudno, a szczególnie w młodym wieku. Jeszcze, żeby podobne upodobania muzyczne mieli to już igiełka w stogu siana.

Obecnie wstrzymałem próby w TYRAN-ie. Ale wiem, że chłopaki działają i robią nowe numery. Kibicuję im i jak stare porzekadło mówi „Nigdy nie mów nigdy”. Ja w tej chwili jestem zajęty. Rozkręcam swój projekt muzyczny NEURO SPLITTER, w którym będzie ciężkie, mocne brzmienie, no i trochę nowocześniej, trochę szybciej. Drugą sprawą, którą się zajmuje to publikacja i historia zespołu PENTAGRAM oraz dema TAMER. W planach mam odtworzenie go na nowo, rejestrację starych numerów zespołu TAMER z 1987 roku.

Możesz powiedzieć coś więcej na temat nowej sesji nagrań materiału, który nazwaliście Toksyczna Bomba?

CHOINA: W styczniu 2022 po miesiącach wspólnych prób weszliśmy do studia w nowym składzie z GABRYS-iem na basie, by nagrać singla i tym samym się sprawdzić.

To już nie było takie samo studio jak przed wieloma laty.

Od czasu naszego „dema” zmieniło się w zasadzie wszystko. Możliwości były wielkie. Można powiedzieć, że w ciągu 8h nagraliśmy „Sam ze sobą”, numer otwierający album. To opowieść o człowieku, który ratuje swe życie, chroniąc się przed nagłym atakiem w schronie atomowym. Nie potrafi jednak pogodzić się z tą samotnością i przeświadczeniem, że nie uchronił swoich bliskich i został sam. Pamiętam ten numer bardzo dobrze, kiedy TYRAN rozpoczynał swą nową drogę w nowym składzie w roku ‘89. To nie był łatwy numer dla mnie.

Kiedy usłyszałem go po raz pierwszy, poczułem z jednej strony zachwyt, a z drugiej strony miałem niełatwy problem do rozwiązania. Jak napisać tekst i o czym w czymś tak pokręconym? GUSTAV z MATIS-em stworzyli jak na tamte czasy mieszankę tak piorunującą, że nieraz słyszałem potem z ust odbiorców „– Coście brali, tworząc te kawałki?”

To było naszą rewolucją, to był efekt WOW!. Był czymś całkiem nowym. Nie do końca zrozumiały i pokręcony, ale tak różny od wszystkiego, co do tej pory tworzyliśmy ze starym składem. Tak inny od wszystkiego, co muzycznie działo się wokół nas. To już nie był heavy metal. To nawet nie był wszędobylski wtedy speed metal.

Był dla nas powiewem świeżości, był po prostu nowatorski i co cieszyło, był nasz. Nawet trudno było sklasyfikować ten styl. Tym numerem, wtedy zaczynała się nasza nowa historia. Historia techno-thrasha, którą zaczynaliśmy pisać.

Wracając jednak do studia roku 2022, zrealizowaliśmy tego singla i powiem, że efekt ponownie zaskoczył. Byliśmy bardzo zadowoleni, znowu nakręceni i już gotowi, by ciągnąć to dalej. Mimo odległych terminów oraz ograniczeń związanych z wyzwaniami zawodowymi już szukaliśmy dogodnego terminu, by dograć resztę materiału. Udało się to zrobić w sierpniu w ciągu tygodnia. Sami byliśmy zdziwieni, że tak szybko. Ciężko zgrać wszystkich, a dodatkowo mój kręgosłup zbuntował się po raz pierwszy tak mocno, że łykałem prochy przeciwbólowe niczym ulubione cukierki. Nie pomagało. To był nagły bunt mego ciała wobec mnie, jak i terminu nagrań. Dramat, doprawdy nie życzę nikomu.

Byłem załamany. Przecież tyle na to czekałem. Odliczałem dni. Musiałem radykalnie poddać się kilku precyzyjnym, blokadom dokręgosłupowym pod czujnym okiem neurochirurga, by w ogóle stanąć na nogach i zmazać z twarzy grymas niekończącego się bólu. „Nerwy drgały, jak na harfie pieśń bolesną łkając”. Było warto. Udało się.

Chłopaki zrobili swoje wcześniej, a wtedy przyszedł czas na mnie. W czasie nagrywania wokali wspierali mnie, za co byłem im bardzo wdzięczny. Tak zdeterminowani na przekór wszystkiemu pociągnęliśmy materiał nie jako z kopyta. To fakt, byliśmy ograni, tłukąc ten materiał na próbach, ale i mieliśmy też w sobie wielką determinację, dreszczyk emocji, bo chyba już nie tremy.

GUSTAV: Nagrywanie zaczęliśmy od zaimportowania zaprogramowanych śladów perkusji. Potem gitary, bass i wokal. Gitary były nagrywane przez mikrofony przed paczką. Wzmacniacz Peavey 6505+ z MAXON Tube Screamer. Bass po linii z VST BOD bass overdrive.

 

Jeśli chodzi o samą sesję, to Dawid ze studia OSSO zapewnił komfortowe warunki.

 

I prawie wszystko poszło jak po maśle. Ja trochę inaczej zamierzałem rozmieścić nagrane gitary w przestrzeni. Swoje partie, które są bardziej podkładowe, dać w dwóch kanałach L 100% i R 100%, a MATIS-a, który gra bardziej voivodowe wstawki, dać w przestrzeni środkowej w stereo. Dało, by to większą siłę w utworach. Trochę się poróżniliśmy przy miksie końcowym. Zostało, jak chłopaki ustalili.

Obok wokali zająłeś się również oprawą graficzną do tego albumu. Wyszło to to całkiem fajnie. Dużo czasu zajęło Ci przygotowanie tego? Z tego, co wspomniałeś, było to malowane w tradycyjny sposób.

 

CHOINA: Okładkę chyba zawsze miałem w głowie. Już na rysunkach sprzed 30 lat.

Projekt przedstawiał ekologiczną bombę, elektrownie i porzucone beczki, które należy zneutralizować.

Jakże aktualny temat nielegalnych wysypisk i zatruwania wód w naszym kraju zarówno wtedy, jak i teraz.

Przez ten okres, w którym nie zajmowała mnie muzyka, skupiłem się na malarstwie.

Malowałem chyba od zawsze. Pierwsze farby rodem z Chin czy jeszcze istniejącego NRD otrzymałem w wieku 12 lat. Początkowo jako nastolatek malowałem okładki płyt, naszywki z motywami, logotypami kapel. Potem przyszedł czas na koszulki. Nawet własny sitodruk nie był mi obcy.

Pozwalało to młodemu człowiekowi w tamtym czasie funkcjonować całkiem dostatnio.

W tym kraju nie było niczego, co nazwałbym merchem. Nawet farb i pędzli nie można było kupić legalnie bez legitymacji plastycznej.

Godzinami wystawałem w sklepie typu „Sztuka polska”, licząc na życzliwego artystę, który użyczy mi legitymacji, bym kupił niezbędny asortyment do malowania.

Skoro rynek praktycznie nie istniał, to pole do popisu mieli ludzie, którzy swój talent potrafili przelać na tkaninę zdatną do noszenia. Jednak największą frajdą po latach okazały się prace na podobraziach, czyli pełnowymiarowe obrazy o różnej tematyce niejednokrotnie zahaczające o fantasy, czyli nurt tak bliski muzyce metalowej.

Postanowiłem również zobrazować wizję naszego materiału muzycznego, nazywając ją tak jak piąty numer „Toksyczna bomba”.

Okładkę malowałem jakieś trzy miesiące, budując całą historię wokół centralnej płonącej elektrowni atomowej.

Malarstwo olejne, tak mi bliskie, odpręża, uczy pokory i cierpliwości. To proces, któremu możesz się oddać przez kilka godzin dziennie.

W sumie tworzysz do zakończenia pracy czasem przez 40-50h, ale nie masz tyle jednorazowo.

Tu dużą rolę odgrywa światło i jakość używanych farb, odpowiednie wspomaganie się tzw. mediami malarskimi.

Chodzi o to, byś po odparowaniu oleju z pigmentów mógł nadal powiedzieć, że o to mi właśnie chodziło, że to ten kolor, czy cień chciałeś uzyskać.

Jeśli z różnych powodów tak nie jest, walczysz dalej do zmęczenia przeciwnika. Reszta to już temat, który chcesz utrwalać.

Płonąca elektrownia wokół, której budowałem tematykę całości okładki, to nic innego jak nasz trzeci numer „Atomowa perspektywa”. Powstawał w okresie, w którym budowana była elektrownia żarnowiecka. Choć w sumie nie doszło do realizacji tej budowy, to jednak całe zamieszanie wokół tego projektu skłoniło mnie do napisania tego tekstu.

Nie będę ukrywał, że zdaję sobie sprawę z zapotrzebowania na energię elektryczną nowoczesnego państwa i, mimo że jestem elektrykiem pracującym w branży elektro-energetycznej, to jednak obawiam się bardzo błędów ludzkich, nonszalancji oraz nieprzewidywalnych skutków ingerencji człowieka w naturę.

Jednym słowem awarii, które na świecie już miały miejsce. Tą obawę znajdziesz w moich dystopijnych tekstach, które mimo upływu lat nie straciły na znaczeniu i pozostają przestrogą dla pychy i bezmyślność zarozumiałego człowieka. Po okładce przyszedł czas na wizualizacje wszystkich numerów albumu.

Muzyka muzyką, ale przekaz tekstowy poparty wizją plastyczną staje się bardziej wyrazisty. Pozostałym członkom kapeli podobała się moja wizja oraz tematyka moich liryków. Myślę, że ta tematyka pasowała do tego, co muzycznie budowaliśmy.

 

Toksyczna Bomba na początku nowego roku doczeka się wydania na podwójnym CD, wraz z waszym pierwszym demo jako bonus. Z jednej strony jest to uwieńczeniem waszej pracy, ale i pomogło Wam wrócić do trybu pracy nad nowymi rzeczami prawda? Wspomniałeś, że spotykacie się na próbach i pracujecie nad nowymi numerami...

 

CHOINA: Tak, czas było zrobić coś nowego.

W sumie nikt z nas nie przewidywał jak to będzie wyglądać. Już dawno chcieliśmy grać nowe kompozycje, ale trzeba było postawić kropkę, której nie postawiliśmy przed laty.

Pewnie w głowach każdy z nas nosił jakieś pomysły. No cóż, czasem jest tak, że mimo wielu wysiłków tworzysz w zasadzie nie to, o czym marzysz, na czym się wzorujesz, podziwiasz, ale to, co ci wychodzi. Jak w każdej dziedzinie twórca nigdy do końca nie jest usatysfakcjonowany.

Zawsze można zrobić coś lepiej. Jednak jeśli czerpiesz z tego zadowolenie spotykając się z pochlebnymi opiniami to to jest to. Na dziesiątki prób lepszych czy gorszych nie pamiętam tej, z której, choć zachrypnięty wracałem niezadowolony.

Ta satysfakcja napędza i daje moc. xeraz spotykamy się swobodnie, ale w czasie naszego ponownego zrywu mieliśmy ze sobą pandemie.

Czyli ciągły niepokój, by nie ulec wirusowi. To też nauczyło nas pracy zdalnej. Teraz, nawet kiedy się nie widzimy mamy kontakt, przesyłając sobie nowe pomysły. Łapiemy je w locie, by nie uleciały i z naszą pomocą lepszą czy gorszą przekuły się w coś trwałego.

Sądzę, że nowy materiał usatysfakcjonuje naszych fanów.

Tym bardziej że szykujemy go nie po kolejnych 30 latach, ale zaraz po tym jak odsłuchają „Toksyczną”. Czy będzie tak rewolucyjny, jak niegdyś nasze demo? Nie wiem.

Nie szukamy już jakiegoś nowatorstwa. Korzystamy z dobrodziejstw technologii, która się pojawiła przez czas, kiedy byliśmy uśpieni. Z tego, że mamy znacznie łatwiejszy dostęp do nowinek. Myślę, że nowy materiał znajdzie swoich odbiorców. Musimy go tylko czym prędzej nagrać.

 

 

Jaki będzie nowy materiał TYRAN? Czy bardzo będzie różnił się od tego, który znamy? Kiedyś Voivod był jedną z waszych głównych inspiracji, ciekaw jestem, co w tej chwili napędza Was do tworzenia muzyki?

 

MATIS: Odszedł GUSTAV, zajął się swoimi projektami, a z nim odszedł duch perfekcjonisty, który muzę opiera na równych biciach, tłumieniach itd.

Dalej gramy w swoim stylu, mocno i szybko jak przystało na TYRAN-a, ale z większym luzem. Muza nie jest tak poszarpana, jak wcześniej, bo nie powstała przez ścieranie się dwóch różnych gatunków. Sporo jest natomiast niespodzianek w riffach, nie powiedziałbym, że to VOIVOD, ale na pewno metal, którego w rozgłośniach się często nie słyszy.

W sferze tekstowej są nowości: z Arka aż się wylewają emocje, pierwszy raz w życiu piesze teksty szybciej, niż ja nadążam z muzą. Tyle się w nim nazbierało przemyśleń, którymi chciałby się z kimś podzielić. To jest prawdziwy artysta – przelewa na papier wszystko to, co go uwiera, boli.

Tym razem to są rzeczy daleko bardziej osobiste niż na pierwszej płycie i na dodatek doskonale współgrające z nieco zmienioną stylistyką. Nadal nikogo nie naśladujemy, do nikogo nie odwołujemy, nie musimy nikomu niczego udowadniać, nie musimy słuchać doradców od popytu na rynku muzycznym, ani managerów, nie robimy dziar z czaszkami, nie farbujemy i doklejamy włosów, nie szukamy poklasku i kasy – robimy dalej swoje.

Nie zmieniliśmy podejścia: albo ktoś to polubi, albo nie. Mam nadzieję, że już na początku 2024 każdy będzie sobie mógł wyrobić swoje własne zdanie na temat nowej płyty TYRAN-a, bo pod koniec roku planujemy wejść do studia.

Twoje liryki w dużej mierze traktowały o ekologii. Mocne i bardzo aktualne teksty związane z zagrożeniami, za które jesteśmy odpowiedzialni sami. Wydaje się, że koniec świata przyjdzie szybciej, niż nam się zdaje, ponieważ ludzie niszczą w zastraszającym tempie środowisko. Jakie jest Twoje zdanie na ten temat? Czy nie jest już z późno by uratować tę ziemię od zbliżającej się zagłady?

 

CHOINA: Za późno? O nie, nigdy nie jest za późno. Pewnie jeszcze nam uda się dożyć.

Doczekać swego końca bez urzeczywistnienia wszystkich katastroficznych wizji. Co jednak z tymi, którzy pozostaną, czy też z tymi, którzy się narodzą?

W swoim podejściu ekologicznym nie popadam ze skrajności w skrajność.

Nie odrywam przysłowiowego kawałka papieru od wymoczonego właśnie we wrzątku woreczka herbaty, sortując na mokre i suche. Nie razi mnie też tak, choć jest ogromne, zaśmiecanie tej planety, bo jesteśmy w stanie to posprzątać, naprawić i być może przetworzyć, powtórnie wykorzystać. Istnieją już takie technologie, które stworzył człowiek.

Koszty mogą być przeogromne, ale człowiek na drodze ewolucji nie tylko potrafi niszczyć. Potrafi również budować i kształtować to, co nowe.

Mimo tej niechęci i często pogardy potrafię też podziwiać genialność człowieka. To nie tak, że jest tylko pasożytem na tej planecie, choć często.

 

Nie mogę jednak przejść obojętnie, gdy widzę jak ludzkość, która podporządkowała sobie lub wytępiła już w swych poczynaniach większość podległych gatunków, teraz zwraca się przeciwko sobie.

Jak nazwać ludzi, którzy z potrzeby zysku degradują wszystko, co można, trują samych siebie. Jak nazwać ludzi, którzy wylewają do rzek trujące substancje, po czym wzruszają ramionami, nie widząc efektów lub odwracając się od nich. Efektów w postaci ton uśmierconych stworzeń. Doprowadzając do katastrof. Można by tu mnożyć takie przykłady.

Przykłady na bezmyślność i krótkowzroczność człowieka. To człowiek stał się największym mordercą w dziejach. To bezmyślność i pazerność człowieka doprowadza do tego wszystkiego.

To nawet nie cena postępu, tylko brak z góry wytyczonych reguł. Przecież ktoś w tych państwach nami zarządza. Ktoś ustala prawa czy też reguły. Wystarczy je egzekwować i przestrzegać, zaszczepiać kolejnym pokoleniom, by stały się naturalne. Są na tej planecie nacje, które już to pojęły. Czemu nie wszystkie?

 

Podejrzewam, że jesteś bacznym obserwatorem tego, co dzieje się na naszym globie obecnie. Powiedź mi, czy nowe teksty TYRAN są w podobnym tonie, co na Toksycznej Bombie?

 

CHOINA: To ciekawe, że o to pytasz.

Po części tak. Tego typu teksty nie tylko nie straciły na aktualności, ale nawet jako protest songi wyraźnie nic lub niewiele dały – czego dowodem jest to, czym bombardują nas codzienne środki przekazu.

Są też inne znaczące problemy człowieka, które poruszam w nowym materiale. Na to jednak musicie jeszcze chwilkę poczekać. Ludzie wyraźnie przez ostatnie dekady niczego się nie nauczyli. Nadal w większości sieją destrukcję, co gorsza nie tylko wobec ziemi, ale wobec siebie.

 

Postęp człowieka już na tych zgliszczach będzie wartością dodaną. Jak zrozumiały był boski przekaz. Czyńcie sobie ziemię poddaną”.

 

Nasz wywiad będzie zmierzał nieuchronnie do końca. Dziękuję za ciekawą rozmowę, gdybyście chcieli przekazać coś czytelnikom Oldschool Metal Maniac, to oczywiście ostanie słowo należy do Was:

 

 

MATIS: Niech żyje Heavy Metal – hell yeah! A tak na poważnie: świat idzie do przodu, przyspiesza wręcz jak nigdy wcześniej, ale my pod względem muzycznym nie będziemy za nim gonić, nie będziemy się z nikim ścigać, niech każdy robi, co lubi. Powodzenia w gonitwie za marzeniami.

 

My właśnie realizujemy nasze. „Bogowie stworzyli Heavy Metal, on nigdy nie umrze”, jak śpiewa Manowar.

GUSTAV: Pamiętajcie słowa „Guma Pęka – Małolat Nie Pęka”, a duchem jesteśmy całe życie piękni i młodzi. Nigdy nie jest za późno, trzeba chcieć, by móc coś zrobić. Pozdrawiamy całą redakcję Oldschool Metal Maniac oraz cały świat muzyków i słuchaczy muzyki metalowej.

NecronosferatuS

 

baa222

 


 

 

 

Informacje o wydajności

Application afterLoad: 0.001 seconds, 0.29 MB
Application afterInitialise: 0.019 seconds, 0.98 MB
Application afterRoute: 0.024 seconds, 1.21 MB
Application afterDispatch: 0.046 seconds, 2.59 MB
Application afterRender: 0.051 seconds, 2.77 MB

Zużycie pamięci

2941984

Zapytań do bazy danych: 12

  1. SELECT *
      FROM jos_session
      WHERE session_id = 's6eqo3re2siljk7v7tpc97tsu6'
  2. DELETE
      FROM jos_session
      WHERE ( time < '1718394759' )
  3. SELECT *
      FROM jos_session
      WHERE session_id = 's6eqo3re2siljk7v7tpc97tsu6'
  4. INSERT INTO `jos_session` ( `session_id`,`time`,`username`,`gid`,`guest`,`client_id` )
      VALUES ( 's6eqo3re2siljk7v7tpc97tsu6','1718395659','','0','1','0' )
  5. SELECT *
      FROM jos_components
      WHERE parent = 0
  6. SELECT folder AS type, element AS name, params
      FROM jos_plugins
      WHERE published >= 1
      AND access <= 0
      ORDER BY ordering
  7. SELECT MAX(time) 
      FROM jos_vvcounter_logs
  8. SELECT m.*, c.`option` AS component
      FROM jos_menu AS m
      LEFT JOIN jos_components AS c
      ON m.componentid = c.id
      WHERE m.published = 1
      ORDER BY m.sublevel, m.parent, m.ordering
  9. SELECT template
      FROM jos_templates_menu
      WHERE client_id = 0
      AND (menuid = 0 OR menuid = 5)
      ORDER BY menuid DESC
      LIMIT 0, 1
  10. SELECT a.*, u.name AS author, u.usertype, cc.title AS category, s.title AS section, CASE WHEN CHAR_LENGTH(a.alias) THEN CONCAT_WS(":", a.id, a.alias) ELSE a.id END AS slug, CASE WHEN CHAR_LENGTH(cc.alias) THEN CONCAT_WS(":", cc.id, cc.alias) ELSE cc.id END AS catslug, g.name AS groups, s.published AS sec_pub, cc.published AS cat_pub, s.access AS sec_access, cc.access AS cat_access 
      FROM jos_content AS a
      LEFT JOIN jos_categories AS cc
      ON cc.id = a.catid
      LEFT JOIN jos_sections AS s
      ON s.id = cc.section
      AND s.scope = "content"
      LEFT JOIN jos_users AS u
      ON u.id = a.created_by
      LEFT JOIN jos_groups AS g
      ON a.access = g.id
      WHERE a.id = 1827
      AND (  ( a.created_by = 0 )    OR  ( a.state = 1
      AND ( a.publish_up = '0000-00-00 00:00:00' OR a.publish_up <= '2024-06-14 20:07:39' )
      AND ( a.publish_down = '0000-00-00 00:00:00' OR a.publish_down >= '2024-06-14 20:07:39' )   )    OR  ( a.state = -1 )  )
  11. UPDATE jos_content
      SET hits = ( hits + 1 )
      WHERE id='1827'
  12. SELECT id, title, module, position, content, showtitle, control, params
      FROM jos_modules AS m
      LEFT JOIN jos_modules_menu AS mm
      ON mm.moduleid = m.id
      WHERE m.published = 1
      AND m.access <= 0
      AND m.client_id = 0
      AND ( mm.menuid = 5 OR mm.menuid = 0 )
      ORDER BY position, ordering

Wczytane pliki języka

Nieprzetłumaczone frazy - tryb diagnostyczny

Brak

Nieprzetłumaczone frazy - tryb projektanta

Brak