UNBORN (PL)

Historia polskiej grupy UNBORN sięga wiosny 1989. Obok SLASHING DEATH i VADER byli jednymi z ważniejszych przedstawicieli ostrego grania Warmii i Mazur. Powiązani personalnie z kolegami z powyższych bandów tworzą w 1990 roku demo Unbirthday z Docentem grającym na bębnach. Bardzo dobry materiał określany wówczas popularnym terminem Thrash Core staje się wizytówką zespołu w polskim undergroundzie. O losach zespołu UNBORN, który ostatecznie rozpadł się w 1994 roku, opowiada jego lider Dariusz Krzyszczak.


Witaj Darek! Przywitałem Cię zwracając się do Ciebie po imieniu, ale intryguje mnie geneza Twojej ksywy - Maniana tudzież Manian De Press? Skąd się ona wzięła, i co ona oznacza - jeśli można wiedzieć?

Sprawa jest dość trywialna. Jeszcze w liceum, czyli jakieś 30 lat temu, zaczął tak na mnie wołać wuefista i przylgnęło. Później koledzy na różne sposoby to modyfikowali, m.in. Maniakalno-Depresyjny, stąd Manian DePress w Unborn, a Maniana "w cywilu".

Teraz zapytam o pierwsze ważne dla Ciebie, jeszcze jako młodego chłopaka - zespoły. Niekoniecznie metalowe. Możesz podać jakieś nazwy?

Swojej muzyki zacząłem szukać jeszcze we wczesnej podstawówce. Był wtedy szał na Abbę (po ich wizycie w Polsce), Boney M. i Africa Simone’a, ale wkrótce odkryłem Kiss, AC/DC, Black Sabbath (długo ich uwielbiałem), później King Diamond i Mercyful Fate, Manowar, w końcu duet Vai-Sheehan, Pantera, Slayer. Mój pierwszy zespół jednak to Happy End znany z przeboju „Jak się masz kochanie?” Moja ciotka pracowała wtedy w hotelu, gdzie się zatrzymali i dostałem od nich plakat z autografami. To wystarczyło, nawet nie musiałem ich słuchać.

A dzięki komu zainteresowałeś się muzyką, ale już metalową? Bo jeśli chodzi o Underground to w tym wypadku "wtajemniczył” Cię Peter z Vader, prawda?

Brat bardzo dobrego kumpla z podstawówki grał na perkusji w hard rockowym zespole i on nas wszystkich zarażał zarówno muzyką jak i klimatami dookoła. Chodziliśmy do nich na próby, koncerty, nasiąkaliśmy atmosferą, aż w końcu zdecydowaliśmy kto co będzie robił w naszym zespole, choć żaden z nas nie miał jeszcze kontaktu z instrumentem oprócz cymbałków i trójkąta na muzyce w szkole. Ja wybrałem bas, bo wydawał mi się najprostszy do opanowania.

Dopóki nie poznałem Petera (to już późnym liceum), nawet nie wiedziałem, że w Polsce jest jakiś underground. Podziemie kojarzyłem wtedy tylko z Solidarnością.

Ciekaw jestem jakie było wówczas, w połowie lat 80-ych środowisko metalowe w Olsztynie? Kto jeszcze tworzył scenę w Waszym mieście i regionie? Tomasz Krajewski z Pagan Records tak opowiadał mi o tamtych czasach: - Peter z Vadera powiedział mi o pewnym punkcie w Olsztynie, które ma dwa nowe Cannony. Byłem tam częstym gościem, zresztą nie tylko ja, bo spotykało się tam ludzi przyjeżdżających z daleka i odbijających okładki do demówek, flyersy itd. Poznałem tam osobiście sporo ludzi, np. Maniana z Unborn i Docenta, który jeszcze nie grał wtedy w Vader, zobaczyłem że jacyś długowłosi kolesie odbijają dziwne rzeczy i zagadałem, okazało się że mają kapelę. Dodatkową atrakcją takich wyjazdów była okazja do poimprezowania i wypicia ze znajomymi, zwłaszcza z Peterem, Docentem, Manianem, Dżunglą (RIP)…

Ten Canon to był wtedy najlepszy punkt xero w centrum Olsztyna. Odbijało się tam flyersy, wkładki do kaset, ulotki. Człowiek, który to prowadził, pomagał składać, powielać, żeby było ładnie z dwóch stron. Nawet użyczał własnego korektora w płynie! W Polsce jeszcze takich rzeczy nie było. 5 metrów obok Zbychu z Raxas (wcześniej Vader) pracował w komisie muzycznym, więc nic dziwnego, że tam ogniskowało się nasze życie i zawsze można było tam spotkać kogoś znajomego.

Jeśli chodzi o kapele, to po trudnych początkach przełomu lat 70-80, gdy ostrzej grające zespoły to chyba tylko Art-Rock i Haust, lata 80-te zdominował oczywiście Vader, ale poza tym były mniej lub bardziej znane kapele, jak Slashing Death, Raxas, Amen, Monstrum, Exile i pewnie sporo innych.

Czy przed wstąpieniem w szeregi UNBORN grałeś w innym zespole? - To była druga połowa lat 80-tych. Kombinowałem z kolejną już kapelą, ale wszystkie kapele, które grały wtedy koncerty, to był dla mnie rynek – wspominałeś mi kiedyś…

Ciężko mówić o wstąpieniu w szeregi, bo pomysł na Unborn był mój, szukałem tylko jakiegoś przyjaznego środowiska. Zacząłem jeszcze w liceum od Maniana Blues Band - to była ponoć pierwsza w tej szkole po dwudziestu paru latach od czasów zespołu Kleks Marka Jackowskiego z Maanamu kapela z perkusją i wzmacniaczami. Potem kręciłem się przy Monstrum, współzakładałem Strefę Neutralną, zaliczałem jakieś kapele reggae i rockowe, których nazw nawet nie pamiętam, aż trafiłem do Amen.

Wertując informacje na Wasz temat na łamach nr 1 Butcher zine znalazłem takie oto info: „W czerwcu 89 Maniana zaczyna grać z coreową kapelą AMEN. W lipcu odchodzi gitarzysta Gawron, a na jego miejsce przychodzi Szwagier. Wtedy to AMEN przemienia się w UNBORN”. Tak to rzeczywiście wyglądało?

Z Gawronem to była świetna historia. Wcześniej, w Strefie Neutralnej szukaliśmy gitarzysty na solówki. Ledwo jeszcze graliśmy, najczęściej przerabialiśmy riffy innych kapel i sklejaliśmy nieudolnie w swoje numery. Mieliśmy za to dobry sprzęt, to był późny PRL, a matka gitarzysty była jakąś szychą w harcerstwie. Gawron wpadł po próbie, zobaczył basowego Marshalla, dwie Vermony i, jak później opowiadał, był przekonany, że go nie przyjmiemy, bo pewnie wymiatamy, a nas nie słyszał jeszcze. Umówiliśmy się na przesłuchanie w domu perkusisty Borka (chodziliśmy razem do podstawówki, potem grał w Amenie z Gawronem i w Unborn właśnie), a Gawron przyszedł, zagrał solo z “Child in Time”, które ćwiczył wcześniej cały wieczór, a nam pospadały szczęki. My jeszcze praktycznie nie umieliśmy grać, a tu koleś z taką profeską. Nie pamiętam jak to było dalej, ale chyba zrozumiał, że trafił na leszczy i dał sobie na luz.

Spotkaliśmy się w Amenie, gdy zająłem miejsce Snake’a, Gawron zaczął odpuszczać, choć byliśmy dobrymi kumplami, w jego miejsce zaprosiłem Szwagra (wcześniej graliśmy w Maniana Blues Band) i tak się urodził Unborn.

AMEN... Zbyszek Vika Wróblewski z VADER wspominał ten zespół na łamach mojego NNCH zine nr 1: - Snake i Ronnie odeszli dość wcześnie ( z zespołu RAXAS– dop. Wojtek) i założyli zespół AMEN. Nazwa zespołu mówi wszystko o przebiegu i końcu kariery tego zespołu. Proszę o Twój komentarz.

Snake miał wtedy próbować wyjechać gdzieś przez zieloną granicę, takie przynajmniej chodziły historie, a Amen po moim przyjściu trwał krótko – przygotowywaliśmy demo, ale w końcu zgodziliśmy się na całkiem nowy, świeższy projekt.

Kto jest autorem nazwy i logo UNBORN (natknąłem się na dwa różne logosy)? Skąd u Was to "zboczenie w kierunku” – powiedzmy pro-life?

„Jam to, nie chwaląc się, sprawił.” Ale o pro-life to bym się nie podejrzewał, ha, ha. Prędzej pro-death. Samo słowo „unborn” rzeczywiście znalazłem na jakiejś amerykańskiej ulotce dowodzącej, że łono matki to najgroźniejsze miejsce na świecie. Nie wnikałem w to jednak, słowo było super na nazwę, poza tym pojawiało się w tekstach Mercyful i Slayera. Jak było nie brać? Pierwsze logo też wymyśliłem, choć po paru latach na krótko używaliśmy innego, bardziej „metalowego” projektu. Przygotował je pewien koleś z Holandii (miał też na koncie loga innych kapel, ale nie pamiętam nazw). Ktoś potem zauważył, że za bardzo przypomina logo Unleashed, więc wróciliśmy do starego. Dziś uważam to stare logo za genialne. Pomysł, żeby płodowi podnieść ręce udające różki był Szwagra, wykonanie moje, zachwyt powszechny.

Demo Unbirthday na flyerach reklamowane jako muzyka Thrash Core nagrane zostało w Studio Polskiego Radia Olsztyn w ciągu 8 godzin. Jak oceniasz ten materiał z perspektywy blisko 22 lat?

Ech, to były piękne czasy. Gdy dziś tego słucham, szczerze żałuję, że nie trafił nam się nikt, kto by się porządnie zajął zespołem. Sam nie dałem rady, zaczynałem studia, a muzyka na tamte czasy naprawdę była ciekawa. Dużo nadrabialiśmy entuzjazmem, ale Docent dał nam taki napęd, że mogliśmy wszystko. Razem ze świetnie przygotowanymi gitarzystami (dwóch niezłych solówkarzy w jednym zespole) to mogło się udać. Mój bas był w tym najsłabszy, ale ściemniałem, grając akordami i chyba nikt się nie zorientował, ha, ha.

"Beznadziejny miks” – tak mówiłeś po sesji w studio PR na łamach Butcher zine. Ale ten materiał broni się jeśli chodzi o stronę muzyczną, takie jest moje zdanie. A jaka panowała atmosfera między Wami, gdy powstawał materiał na demo Unbirthday? Orientujesz się może, w jakim nakładzie sprzedał się ten materiał?

Miks był do bani, bo człowiek za stołem zaczynał się dziwnie zachowywać, gdy mu wskaźniki wchodziły na czerwone, a ponieważ zespół był amatorski, to nie było co się spinać. Dla nas i tak było przeżyciem pierwszy raz w studio radiowym. Całą noc wcześniej nie spałem. Z początku brzmiało fajnie, choć gdybyśmy mieli więcej czasu, nie byłoby tam tyle improwizowanych rzeczy i brzmiałoby mięsiściej. Nad wszystkim jednak górował entuzjazm. Rozeszło się w sumie sporo ponad tysiąc kopii tej kasety. Część rozdawaliśmy, część szła za pieniądze. Specjalnie kupiłem do tego magnetofon z dwoma kieszeniami i nawet Peter wpadał przegrywać na nim Necrolusty.

Na koncertach, które graliście z UNBORN poznaliście chyba sporo kapel. Graliście m.in. na Sthrashydle '89. Z jakimi kapelami imprezowało się najfajniej? Masz zapewne masę wspomnień. Czy mógłbyś którąś przytoczyć?

Och, tych zaprzyjaźnionych kapel było mnóstwo, oczywiście głównie życie toczyło się wokół kapel z napędem docentowskim: Vader i Slashing Death. Z oczywistych powodów w tamtym początkowym okresie rzadko grywaliśmy osobno. Historii jest mnóstwo, przynajmniej tych, które ktoś by pamiętał, opowiadać można godzinami, ale z takich smaczniejszych, np. w Kwidzynie po koncercie, gdzie do sali weszło kilka razy więcej osób niż było przewidziane, zimą z zabitymi deskami oknami, wilgotność była jak w tropiku. Wychodząc na scenę już zaczynało ściekać po instrumentach. A po koncercie, gdy ludzie już poszli, na sali znaleźliśmy pieniądze, znaczki z kapelami, fragmenty odzieży i wielkie kępy wydartych włosów? Chyba nie jakiś krytyk? Innym razem, wychodzimy w Elblągu przed koncertem „na dymka”, a tam... Snake (z Amena) na spacerku z jamnikiem. Okazało się, że mieszkał w pobliżu. Jeszcze innym razem w Białymstoku Peter ze sceny zaprosił wszystkich na imprezę do hotelu. Najpierw przyszedł no naszego pokoju Docent, potem po kolei wszyscy, a na końcu Peter, zostawiając całe tłumne towarzystwo u siebie w pokoju, bo nie szło wytrzymać i się pomieścić, nie mówiąc o spaniu na leżąco.

Pod koniec 1993 roku macie gotowe 40 minut nowego materiału. W studio Radia Olsztyn rejestrujecie jednak tylko jeden utwór. Dlaczego nie udało się nagrać tego materiału w całości?

To już były inne czasy. Za sesję trzeba było płacić żywą gotówką, a nie jak wcześniej „kieszonkowym” na flaszkę. Nagraliśmy najspokojniejszy kawałek, który miał promować resztę i zachęcić do zainwestowania w nas. Kawałek świetny, do dziś mi ciary chodzą, gdy słucham tych solówek. Nie udało się jednak. Może nie włożyliśmy w to wystarczająco dużo serca, może liczyliśmy na to, że samo przyjdzie, a może po prostu nie było to takie fajne jak nam się wydawało.

Co było powodem rozpadu UNBORN ? Powiedz proszę, co działo się z Tobą po rozpadzie zespołu - grałeś gdzieś?

Niestety, jakoś to wszystko zaczęło się kruszyć: studia, praca, rodziny, wyjazd Wolfa do Londynu. Zostaliśmy wtedy z Suchym na jednej gitarze, brzmienie stało się bardziej przejrzyste i selektywne, ja już trochę lepiej brzdąkałem, bębniarz Bartek (później m.in. Prophecy) po wielu, naprawdę wielu próbach z różnymi perkusistami (zdziwiłbyś się, gdybym podał nazwy kapel, nie tylko metalowych, w jakich potem ci ludzie grali), okazał się jedynym godnym następcą Docenta, do tego spektakularny Mike na wokalu, świetny materiał, wszystko wydawało się być na dobrej drodze i... z jakiegoś powodu nie wypaliło. Prawdę mówiąc, sam do końca nie wiem, co się stało.

Później grałem czasem z doskoku w różnych projektach, ale nigdzie na stałe. To na jakiejś imprezie, do kotleta, jakiś jam, nawet na studniówce moich wychowanków (z braćmi z obecnego Enej w składzie, jak to się losy toczą!). Po latach za to kupiłem sobie sprzęt, o jakim kiedyś marzyłem, choć mi już specjalnie niepotrzebny i jeszcze sobie brzdąkam w domu. Wolf mi z Londynu struny przywozi (wychodzi taniej) i jeszcze planujemy, żeby coś skręcić. To teraz naprawdę proste, byle chcieć.

A czy utrzymujesz kontakt z byłymi muzykami UNBORN? Ogromne dzięki za wywiad! Jeśli chcesz coś dodać, to proszę!

Co roku Wolf przyjeżdża z rodziną na Mazury, wtedy się spotykamy. Suchego spotykam raz do roku na jakimś koncercie. Ze Szwagrem mam kontakt, pracuje na miejscowej uczelni. Docenta odwiedzam - gdy jestem przejazdem wpadam na chwilę, żeby podumać i pogadać do mogiły.

Za wywiad to ja dziękuję. Fajnie, że daje się ostatnio zauważyć pewną falę zainteresowania tamtymi czasami. Naprawdę warto do tego wracać – podejrzewam, że wiele dobrze się zapowiadających kapel podobnych do naszej i wiele potencjału się zmarnowało. Takie to były czasy, dlatego teraz z jednej strony jest łatwiej: dostęp do sprzętu, do nagrań, promocja przez Internet, itd., ale z drugiej strony przez to pewnie i konkurencja dużo większa.

Czy chciałbym coś dodać? Pewnie! Chciałbym zaapelować o pokój na świecie i żeby wszyscy byli szczęśliwi, a jak?

Wojciech Lis

Poprawiony (czwartek, 13 września 2012 03:44)

 

baa222