MARKIZ DE SADE (PL)

Najważniejsze fakty z historii zespołu MARKIZ DE SADE:

1982 rok - Andrzej Mrowiec i Adam Piotrowski po raz pierwszy skrzyżowali swój wzrok z Krzysztofem Hoferem, który dołączył do drużyny (wtedy Supersam), co zaowocowało współpracą.

1984 rok - po wielkich zawirowaniach personalnych nastał czas na zmianę nazwy zespołu. Markiz de Sade liczył trzy osoby.

1985 rok - zakwalifikowanie się zespołu na małą jarocińską scenę (pod chwilowo zmienioną nazwą „Kastet”), niestety nie zdobytą z powodu nagłego braku wokalisty.

1985 rok – nagranie pierwszego materiału w Klubie Promenada.

1986 rok – jako Markiz de Sade występ na scenie Amfiteatru w Jarocinie.

1988 rok – po powrocie z wojska K. Hofera organizacja festiwalu „Metal Fire” w Białostockim Amfiteatrze.

1989 rok – dwa pożegnalne koncerty z powodu wyjazdu K. Hofera za granicę, zagrane w Białostockich Klubach Promenada i Fama wraz z kumplami z zespołu Vader.

Wszyscy sympatycy zespołu MARKIZ DE SADE, którzy będą słuchać materiału demo z 1985 roku, a wydanego po 25 latach przez Thrashing Madness Records, powinni wiedzieć, że sesja, w czasie której rejestrowano ten materiał, trwała od wczesnego południa do godziny 4 nad ranem. Raptem kilkanaście godzin...

- Nagranie naszego pierwszego materiału w klubie Promenada, który niestety już nie istnieje, nie było rejestrowane podczas koncertu, tak jak wielu myśli. Nagrywaliśmy to na żywo, na tak zwaną „setkę”, czyli wszyscy na raz, bez możliwości jakichkolwiek poprawek. Co do technologii, to mieliśmy do dyspozycji jakiś kawałek miksera, pięć mikrofonów, kupę kabli i kaseciak Finezja albo Grundig oraz kamera pogłosowa na taśmę (innych wtedy nie było). Full wypas – wspomina ze sporą dozą humoru tamten czas Krzysztof „Mały” Hofer, gitarzysta MARKIZ DE SADE, związany z grupą od samego początku jej istnienia.

Drugi filar białostockiej formacji Andrzej „Ojciec” Mrowiec, pełniący obowiązki etatowego basisty i wokalisty, dodaje:

- W tamtym okresie każdy zespół, a szczególnie metalowy, swoją twórczość realizował tylko poprzez koncerty. My graliśmy w mieście, co prawda wojewódzkim, ale bardzo ubogim. W mieście, gdzie można by było zrealizować czyli zarejestrować swoje wizje muzyczne poprzez dokonanie w miarę profesjonalnych nagrań. Demo, o którym wspominasz, zrobiliśmy na bardzo słabym sprzęcie, ale to i tak był sprzęt, który wówczas można było zdobyć prywatnym sumptem – podkreśla A. Mrowiec.

Sam moment rejestracji materiału pamięta doskonale K. Hofer:

- Po uzgodnieniu wszystkich kwestii o wiele wcześniej, wreszcie nastała ta chwila. Nagrywamy. W tamtych latach, uwierz mi, było to wielkie wydarzenie. Zaangażowanie wszystkich i atmosfera tamtego dnia do dzisiaj jest dla mnie bardzo silnym wspomnieniem. Przygotowania, pieczołowitość każdego z nas (i nie tylko), to była naprawdę duża sprawa. W teraźniejszych czasach jest inaczej, nie mówię, że gorzej, po prostu inaczej. Pamiętam, że po całym nagraniu tego materiału, słuchaliśmy go do samego rana. Jak dotarłem do domu wczesnym rankiem, trzymając mój cases wraz z zawartością (czytaj z gitarą), a moi rodzice wychodzili do pracy i widzieli zmęczonego swojego groszka fizycznie i alkoholowo… ale z bananem na twarzy, zadowolonego z takiego momentu, jak nagranie pierwszego materiału. Co to były za czasy... A jaka satysfakcja.

Satysfakcja, to jednak nie jedyne uczucie i stan ducha, jaki towarzyszył muzykom MARKIZ DE SADE.

- Pamiętam nerwy i obawy, czy wszystko pójdzie tak, jak należy. Każdy z nas był podminowany, ale jak już wszystko podłączyliśmy, to nastał spokój. Zależało nam bardzo, aby ten pierwszy materiał był jak najlepszy. Faktem jest, że musieliśmy powtarzać parokrotnie nagrywanie poszczególnych kawałków z uwagi na to, że graliśmy na setkę. Po wysłuchaniu nagrania, coś zawsze wynikało, czyli jakiś błąd. Należało nagrać to od nowa, trochę to było męczące i mozolne, ale inaczej się nie dało. Andrzej Mrowiec grał na basie i robił wokale, Krzysztof Hofer na gitarze rytmicznej plus solówki, Adam Piotrowski grał na perkusji – wspomina K. Hofer.

W czasie sesji w 1985 roku zespół zarejestrował następujące utwory:

1. Markiz de Sade vol.1
2. Marionetka
3. Judasz
4. Sen Schizofrenika
5. Miecz Ognisty
6. Markiz de Sade vol.2

Warto odnotować fakt, że stare nagrania Markiza są do dziś grane na koncertach. Chodzi o utwory: Zdeptani, Marionetka i Judasz.

Zapytany o inspiracje muzyczne, K. Hofer mówi:

- Każdy miał inne, mogę napisać tylko o swoich, a więc: Slayer, Celtic Frost, Kreator, Accept, Saxon, Krokus i naprawdę wiele innych kapel. Jak widzisz nie słuchałem tylko jednej odmiany. Po nagraniach naszego pierwszego demo mieliśmy w końcu materiał w ręku, który można było wysłać tu i tam, ale muszę przyznać, że raczej zależało nam na powiększeniu ilości kawałków w naszym repertuarze, co robiliśmy konsekwentnie. Powstały takie stwory, jak „Niewinni o brudnych rękach”, „Rydwany tyranów” (bardzo długie i skomplikowane utwory), no i oczywiście, ale to już w 1988 roku ( po moim wyjściu z wojska), „Zdeptani” – dodaje gitarzysta MARKIZ DE SADE.

Utwór pt. „Judasz” zespół z Białegostoku zarejestrował w studio Polskiego Radia Białystok. Jednak sesja ta nie należy do tych, które muzycy wspominają najlepiej:

- Tak, tak. Przed nagrywaniem tego obiecanego (jako wyróżnienie za działalność i dobrze zagrany koncert na „Wiośnie Muzycznej” 1986 w Białymstoku) materiału w Polskim Radio Białystok, było to dla nas wszystkich wielkim wyróżnieniem. Przygotowywaliśmy się jak pszczoły w ulu. Chcieliśmy zagrać wprost idealnie. Rozumiesz, euforia i adrenalina, pierwsza metalowa kapela w radio publicznym będzie miała sesję. Niestety wyszła jedna wielka lipa. Pozwolono nam na nagranie tylko jednego kawałka, szok totalny. Koleś, zwany reżyserem dźwięku, powiedział nam prosto w twarz, że nie ma czasu. Kurwa! Ja myślałem, że ze złości wyjdę z siebie i stanę obok. Nagraliśmy „Judasza” w dwie godziny i do chaty. Jak odebrałem ten materiał? To była wielka załamka, brzmienie i wszystko do kitu. Facet chyba się przestraszył takiego gatunku muzyki i tyle. Materiał nagrany w Promenadzie, mimo że nieprofesjonalny, jest o wiele lepszy niż ten z hiper studia – nieco ironicznie kwituje wątek K. Hofer.

Ze sporą dozą goryczy nagranie utworu Judasz wspomina też Andrzej „Ojciec” Mrowiec:

- Tak. „Judasz” był nagrany w Polskim Radio Białystok w nagrodę za zajęcie pierwszego miejsca na jakimś przeglądzie muzycznym. Generalnie to miała być większa sesja nagraniowa, ale okazało się, że pan reżyser nie ma dla nas czasu i skończyło się na jednym kawałku. Myśmy wtedy myśleli, że złapaliśmy Pana Boga za nogi. Ale dzisiaj patrząc na to, stwierdzamy, że to był wielki obciach.

Po tej sporej dawce samokrytycyzmu obu muzyków, która dotyczy głównie jakości technicznej nagrania, nie powinniśmy jednak zagubić najważniejszego: wartości muzycznej nagrań MARKIZ DE SADE z tamtego okresu. A wartość ta jest nie do przecenienia dla miłośników polskiego heavy metalu.

Na sam koniec opowieści o losach taśmy demo MARKIZ DE SADE z 1985 roku, warto posłuchać, co Andrzej Mrowiec mówi na temat realiów połowy lat 80-ych:

- W okresie naszej działalności w Białymstoku nie tylko, że nie było osoby, która mogłaby pokierować karierą jakiegoś zespołu i to nie koniecznie metalowego, ale nie było również kogokolwiek, kto zorganizowałby jakiś większy koncert muzyczny. Po prostu jeżeli chodzi o te sprawy, to nasze kochane miasto było bardzo wielką dziurą na mapie muzycznej – podsumowuje A. Mrowiec.

Tym bardziej warto docenić wartość nagrań MARKIZ DE SADE, które mają ni mniej ni więcej 25 lat!!! Jest to bowiem zapis nagrań jednej z najstarszych grup heavy metal w Polsce. Determinacji, miłości i pasji do muzyki czy w końcu samozaparcia, możemy uczyć się od muzyków tej grupy do dziś.

K. Hofer i A. Mrowiec

 

Poprawiony (wtorek, 25 września 2012 22:44)

 

baa222