MERCILESS DEATH (PL)

Jest rok 1984. Dwaj koledzy ze szkoły, Bogdan Zakrzewski i Grzegorz Miszuk, zafascynowani muzyką heavy metalową, postanawiają sami stworzyć zespół. Dołącza do nich Jacek Chełstowski, który akurat kupił perkusję. Przez długi czas grają we trzech w prywatnych mieszkaniach w blokach ku radości sąsiadów. Po jakimś czasie dołącza do nich kolega Jacka, Marek Żak, grający na basie i Dariusz Domosud grający na gitarze. W tym składzie tj. Bogdan „Bodzio” Zakrzewski – gitara, Dariusz „Żyleta” Domosud – gitara, Marek „Żaku” Żak – gitara basowa, Jacek „Boston” Chełstowski – perkusja i Grzegorz „Wiechu” Miszuk – vocal, już w wynajętej sali prób zaczynają tworzyć swój pierwszy własny repertuar (do tej pory uczyli się grać na coverach innych kapel). Przyjmują nazwę Bloody Prince. Z tego okresu należy chyba jedynie odnotować fakt startu w przesłuchaniach do Jarocina ’86, zupełnie nieudanych dla zespołu. Pierwsze zetknięcie z profesjonalnym sprzętem estradowym okazało się za trudne i zespół nie zdołał zagrać do końca żadnego utworu. Jako ciekawostkę należy odnotować miejsce pierwszego występu Bloody Prince. Otóż koncert miał miejsce w Szkole dla Dzieci Niedosłyszących w Szczecinie. Tak więc musiał się podobać i utwierdzić nas w przekonaniu, iż podążamy w dobrym kierunku!

Jesienią '86 powołanie do armii otrzymuje Dariusz Domosud. Fakt ten początkowo podłamał pozostałych, jednak jak się okazało, był to przełomowy moment dla zespołu. Do kapeli dołącza Paweł Kasiarz, gitarzysta starszy od pozostałych, a co za tym idzie z większym doświadczeniem i większymi umiejętnościami. W krótkim czasie zespół porzuca heavy metalowe rytmy na rzecz tego, co akurat zapanowało nad światem. Nadchodzi era thrash- death metalu, w którym kapela zaczyna się czuć jak ryba w wodzie. Niestety nie wszyscy wytrzymują tempo i agresję płynącą z nowych numerów. Wkrótce zespół musi opuścić Jacek Chełstowski, a jego miejsce zajmuje Józef „Cygan” Kuśmierek (wcześniej Kac Gigant Band, Szwadron Gabriela Archanioła, potem Egzekuthor). Jednak i on mimo wielkiego talentu i niemałych umiejętności odpada po krótkiej współpracy. Wtedy właśnie okazuje się, że fenomenalny bębniarz Norbert „Johny” Różański jest wolnym strzelcem i daje się namówić na wspólne granie. Teraz już nie brakuje niczego, by ich muzyka zabrzmiała jak przystało na prawdziwy thrash-death. Latem występują na jednym koncercie pod roboczą nazwą Necrophobic (stara nazwa nie pasuje już do ich muzyki i jest zbyt infantylna). Potem, za kilka tanich win i kilka butelek piwa, przejmują od poprzedniej kapeli Johna jedyną możliwą do zaakceptowania nazwę MERCILESS DEATH.

Bardzo szybko powstają kolejne numery i jesienią ‘87 zespół gotowy jest do zarejestrowania swojego debiutanckiego dema. W CKM „Słowianin”, gdzie odbywają się próby, w zaimprowizowanym studio rejestrują materiał na taśmę „Eternal Condemation”, którą wkrótce wydają własnym nakładem i kosztem przy olbrzymiej pomocy współpracującego od dawna z zespołem Wojciecha Rybaka. Kaseta szybko zyskuje popularność, a zespół rzeszę fanów, co skutkuje zaproszeniami na największe imprezy metalowe w kraju, m.in. Thrash Camp, Sthrashydło, Shark Attack i wiele innych. Zespół wysyła zgłoszenie na Metalmanię ‘88. Po przesłuchaniu kaset zajmuje pierwsze miejsce, jednak po występie przed „komisją” dowiaduje się, że nie zagra na Metalmanii, gdyż decyzją ówczesnego prezydenta Katowic do występu nie ma prawa być dopuszczona żadna „satanistyczna” kapela, a za taką uchodzi Merciless Death. Jednak satanizm w tekstach Merciless Death jest tylko środkiem wyrażenia frustracji na otaczającą ich komunistyczną rzeczywistość, ale dla rządzących teoria kultu szatana jest jak najbardziej na rękę i nie dostrzegają metafory. Rozczarowanie jest duże, jednak nie na tyle duże, by nie zakwalifikować się do Jarocina ‘88 i nie odwiedzić z serią koncertów niemal wszystkich polskich miast.

Wiosną ‘88 na skutek problemów osobistych z zespołu odchodzi Johny. By wywiązać się z kontraktów koncertowych za bębnami zasiada Wiechu. Co prawda to nie ta liga co John, ale pozwala to z powodzeniem koncertować i tworzyć nowy materiał. Niestety jesienią ‘88 z powodów czysto osobistych i rodzinnych (odroczenie było w zasięgu reki) do wojska idzie Grzegorz „Wiechu” Miszuk. Dla Bodzia i Kasiarza tego jest już za wiele, potrzebują teraz zarówno nowego perkusisty jak i wokalisty. Wiosną ‘89 przychodzi zaproszenie od Metal Mind Production do udziału w kwalifikacjach do kolejnej Metalmanii. Jednak Wiechu nie otrzymuje zezwolenia od armii na wyjazd do Katowic. Tym samym wtedy zapada decyzja o emigracji, a co za tym idzie o końcu Merciless Death. Najpierw Kasiarz, potem Bodzio opuszczają kraj, by po licznych perypetiach na stałe osiąść w USA. Merciless Death definitywnie zakończył byt na polskiej scenie pozostawiając duży niedosyt i niewykorzystane do końca możliwości twórcze poszczególnych członków zespołu.

W ’88 roku będącego w armii Wiecha przenoszą z Grudziądza do Szczecina. Co śmieszniejsze, trafia do jednostki znajdującej się w jego dzielnicy. Staje się jasne, że nikt ani nic nie jest w stanie zaradzić częstym eskapadom przez płot. Podczas jednej z nich Wiechu trafia (za namową będącego jeszcze w kraju Bodzia) na próbę do nowego składu Egzekuthora. Po kilku miesiącach namawia Żaka, grającego w Silence, aby dołączył do nowego projektu, gdyż zwolniło się miejsce basisty. Co i jak było z Egzekuthorem, to inna historia. Faktem jest, że Żaku i Wiechu grali w tej kapeli niemal do końca ’91 roku. We wspomnianym już ’91 roku szeregi Egzekuthora opuszcza Robert „Misiek” Szymański, pozostali próbują znaleźć nowego perkusistę. W tym samym czasie do kapeli dołącza młody gitarzysta poznany kiedyś przez Wiecha: Mariusz „Zdrodo” Zdrodowski. Niestety historia się powtarza, brak godnego następcy Miśka powoduje, że za bębnami, tak jak kilka lat wcześniej, zasiada Wiechu. Zespół postanawia zostawić numery Egzekuthora i zacząć wszystko od nowa. Niestety po kilku próbach Artur Dymel, człowiek, który tworzył całą muzykę na „Hateful Subconsciousness” Egzekuthora, postanawia odejść, sprzedać gitare i definitywnie skończyć z graniem??? Pozostała trójka staje przed dylematem, grać dalej, czy się rozejść? Postanawiają spróbować swoich sił. Zaczynają tworzyć nowy materiał. W pierwszym składzie Merciless Death za niemal całość muzyki odpowiadał Kasiarz, w Egzekuthorze Dymel. Teraz po raz pierwszy każdy dodawał swoje pomysły, Zdrodo był najbardziej płodny, ale Żaku i Wiechu też dodawali swoje trzy grosze. Nowy materiał powstawał zadziwiająco szybko, ale czegoś w nim brakowało. Chłopaki postanawiają zaangażować drugiego gitarzystę. Kolega z osiedla podsyła na próbę swojego kuzyna Jarka „Figasa” Figaszewskiego. Już po kilku zagranych rifach nikt nie ma wątpliwości, że to jest brakująca część całego projektu. Jarek w bardzo krótkim czasie opanowuje gotowe już numery, dodając do nich świetne partie solowe. Wszystko brzmi coraz lepiej, powstają nowe kawałki, a kapeli gra się w tym składzie naprawdę lekko i dobrze. W bardzo krótkim czasie gotowych jest sześć nowych numerów. Zespół postanawia zarejestrować materiał w studio, no i w końcu pada pytanie, które musiało paść: jaką przyjąć nazwę? Niespodziewanie to nie Żaku czy Wiechu, ale Zdrodo proponuje nazwę Merciless Death. Co prawda muzyka jest inna niż ta z „Eternal Condemnation”, ale wszyscy się zgadzają i tak po niemal czterech latach od końca pierwszego składu, Merciless Death powraca. Nowe Merciless ma odmienny styl od pierwszego składu, ale wynika to z tego, że teraz muzykę tworzą wszyscy, a każdy z członków ma zupełnie inne fascynacje muzyczne. Zdrodo jest fanem Voivoda i jego psychodelicznych klimatów, Żaku słucha kapel z nurtu mrocznego metalu Celtic Frost, Figas od zawsze był fanem Iron Maiden i Metallica, a Wiechu kocha thrash na czele ze Slayerem. Wszystko to razem daje obraz nowej muzyki Merciless Death. Wiosną ’92 roku zespół wchodzi do studia ARP w Szczecinie, gdzie wraz ze świetnym akustykiem Markiem „Majówą” Szukało rejestruje materiał na swoje pierwsze (drugie) demo „Holocaust”. Na początku materiał miał ukazać się własnym nakładem, jednak kapela postanawia oddać nagrania w ręce Carnage Records Mariusza Kmiołka. Niestety wydanie taśmy zbiegło się w czasie z nagraniem debiutanckiej płyty Vadera i być może dlatego przesunęło się w czasie. W końcu jednak „Holocaust” trafia do sprzedaży i zostaje ciepło przyjęte przez starych jak i nowych fanów zespołu. Zespół w końcu może rozpocząć życie koncertowe i przypomnieć się metalowym maniakom w całym kraju. Powrót Merciless Death staje się faktem.

W momencie, gdy na rynku ukazuje się „Holocaust”, zespół ma niemal gotowy materiał na pełny longplay z zupełnie nowymi utworami. Niestety opóźnienie wydania „Holocaust” i problemy ze znalezieniem wydawcy dla nowego materiału zaczynają powodować napięcia wewnątrz grupy. W końcu osiem zupełnie nowych numerów ponownie trafia do Carnage Records i niebawem ukazuje się w postaci kasety demo pod tytułem „Sick Sanctities”!!! Niestety podczas realizacji materiału w szczecińskim studio ARP ponownie pod dowództwem Marka Szukało, dochodzi do kilku nieporozumień pomiędzy członkami kapeli. Niedługo po ukazaniu się „Sick…” pojawiają się kolejne problemy, tym razem zespół traci miejsce do prób. Pomimo tych kłopotów MD gra kilka niezłych koncertów m.in. na Shark Attack w Białej Podlaskiej czy też pierwszej edycji WOŚP Jurka Owsiaka (trzy koncerty w tym dwa w przeciągu trzech godzin jednego dnia). Niestety pomimo bardzo dobrego przyjęcia „Sick…” przez fanów, w kapeli nie dzieje się dobrze. W końcu Wiechu, mając dość załatwiania wszystkich spraw samemu, postanawia opuścić stworzoną przez siebie kapelę. Latem ’93 zbiera wszystkich na piwie i oznajmia swoją decyzję. Pozostali postanawiają kontynuować granie pod szyldem MD. Do kapeli dołącza perkusista Jarosław „Gustaw” Marcinkowski i wokalista Norbert Sobolewski. Zespół nie pisze nowych numerów tylko postanawia koncertować ze starym repertuarem. Jednak już po pierwszym publicznym występie w CKM Słowianin w Szczecinie kapelę opuszcza wokalista, twierdząc, że muzyka MD jest dla niego zbyt szybka i brutalna i nie daje on rady. Jesienią zespół zwraca się z prośbą do Wiecha o wspólny występ. W pięcioosobowym składzie z Gustawem za bębnami i Wiechem na wokalu, Merciless daje świetny koncert w Nowogardzie. Zaraz po występie pada propozycja powrotu Wiecha do kapeli. Jednak wydarzenia około koncertowe powodują odrzucenie tej propozycji, a na dodatek również Jarek Figaszewski postanawia opuścić zespół. Merciless Death przestaje istnieć. Co prawda pozostali jeszcze próbują grać dalej, ale nie powstają już nowe numery i wkrótce MD znika na dobre z polskiej sceny…

Na podstawie własnych (niepełnych) wspomnień opracował:

Grzegorz „Wiechu” Miszuk

Poprawiony (środa, 26 września 2012 20:27)

 

baa222