NOCTURNUS (PL)

Wywiady jak ten są zadość uczynieniem za tuziny wywiadów, w których zostałem olany, odpowiedzi były krótkie i mało treściwe. Jednak myślę, że trzeba po prostu trafić na dobrego rozmówcę, który ma wiele do powiedzenia i traktuje pytającego jak partnera, a nie zło konieczne. Tym kimś jest Mike Browning, gość bardzo sympatyczny, konkretny... No i przede wszystkim świetny z niego kompozytor. Co prawda nie udało mi się zrobić wywiadu obszerniejszego niż ten, jaki znajduje się z Browningiem na Voices From The Darkside, mam jednak nadzieję, że będzie się Wam miło czytało ten dialog...

Witaj Mike! W jednym z maili napisałeś, że jesteś „stuprocentowo oldschoolowy” – co dla Ciebie znaczy to określenie?

„Old school” to dla mnie muzyka, którą żyłem kiedy zaczynałem grać thrash metal, czyli w okolicach 1984 roku. Nie było wtedy Internetu ani nawet płyt kompaktowych, ludzie wymieniali się taśmami pocztą, wszyscy grali metal bez podziału na gatunki, a przede wszystkim – nikt z nikim nie konkurował, wszyscy wspierali siebie nawzajem i swoją muzykę! Tym właśnie jest dla mnie „old school”.

Jeśli nie masz nic przeciwko, cofnijmy się w czasie do lat, kiedy scena ekstremalnego metalu dopiero raczkowała. Wielu twierdzi, że gdyby nie Slayer, w ogóle nie byłoby muzyki ekstremalnej. Brzmi to jak truizm, ale w waszym przypadku uzasadniony, przynajmniej jeśli chodzi o nazwę, mam rację? Z pewnością wpłynęli na Was także pod względem muzycznym…

Slayer, Mercyful Fate i Celtic Frost to moje trzy największe inspiracje, a Slayer zdecydowanie miał wpływ na większość młodych muzyków, którzy wtedy zaczynali, zwłaszcza na mnie. „Hell Awaits” wciąż jest moim ulubionym ich albumem, a nazwę Nocturnus zaczerpnąłem z kawałka „At Dawn They Sleep”, z wersu „Nocturnal spectres hiding from the light”. Początkowo chciałem nazwać zespół Nocturnal Spectres, ale uznałem, że to zbyt bezpośrednie nawiązanie, kiedy więc znalazłem „nocturnal” w słowniku, wyczytałem tam, pochodzi ono od łacińskiego słowa „nocturnus” i od razu wiedziałem, że to będzie nazwa mojej kapeli.

Czy można powiedzieć, że Nocturnus jest zespołem stworzonym przez uciekinierów z innych kapel, haha? Opuściłeś wówczas Morbid Angel i Incubus, Richard Bateman odszedł z Agent Steel… W jakich okolicznościach się poznaliście? Jak doszło do tego, że dołączyli do Was Vincent Crowley i Gino?

Tak, obaj byliśmy takimi uciekinierami, ale to właśnie czyniło nas wyjątkowymi. Na początku byliśmy tylko ja i Bateman, wspólnie napisaliśmy cztery czy pięć utworów zanim dołączył do nas Vincent Crowley. Grał wtedy w kapeli Entity, więc kiedy do nas doszedł wykorzystaliśmy parę jego kawałków. Potem skontaktowałem się z Gino, bo potrzebowaliśmy w zespole dwóch gitarzystów. Tak powstał pierwszy skład Nocturnus.

Jak wspominasz nagrywanie obu materiałów demo? Wiem, że między jednym a drugim zaliczyliście przerwę w działalności, dlaczego tak się stało?

Tak naprawdę, obie demówki były nagrywane przez dwa różne składy. Po tym, jak powstał Nocturnus i zagraliśmy parę koncertów, wynikły pewne problemy między Gino i Vince’m, nie potrafili się dogadać, więc Vince postanowił przeprowadzić się na Florydę i założyć własną kapelę, Acheron. Zastąpił go Mike Davis, kuzyn Gino. Wtedy właśnie Nasty Savage szukali basisty, a że jeździli w trasy i mieli podpisany kontrakt z Metal Blade, Richard opuścił Nocturnus i dołączył do nich. Nie mam do niego żalu, Nasty Savage byli wtedy dużym zespołem i była to dla niego okazja. Po tym, jak Richard odszedł, dołączył do nas na basie Jeff Estes, przyjaciel Mike’a Davisa, a potem klawiszowiec Louis Panzy, kumpel Mike’a i Jeffa.

Czytałem, że byłeś aktywnym tapetraderem, zwłaszcza po nagraniu „Science of Horror”. Czy ciągle przechowujesz taśmy, które wtedy dostawałeś? Brakuje Ci tamtych czasów?

Mimo, że były to trudniejsze czasy, tak naprawdę było też lepiej, bo każdy każdego wspierał bez względu na to, jaki rodzaj metalu grałeś, wszyscy się ze sobą dogadywali i nie było żadnego współzawodnictwa. Tak, ciągle mam sporo moich starych kaset, które przechowywałem przez te wszystkie lata. Każdy z egzemplarzy „The Science of Horror” wykonałem własnoręcznie, bo nikt z zespołu nie był zainteresowany tym, żeby pomóc mi w promocji zespołu.

O ile mi wiadomo, większość utworów na waszym pierwszym demo to prze aranżowane kawałki Entity – wspomnianej wyżej kapeli Vincenta Crowley’a. Czy to prawda?

Właściwie to pół na pół, dwa utwory napisaliśmy ja i Bateman, a dwa pochodziły z repertuaru Entity.

Obie demówki zostały kilka lat temu wydane na CD przez Karmageddon Media. Byłeś zadowolony z tego wydawnictwa? Pytam, bo słyszałem wiele negatywnych opinii, czy też je podzielasz?

Myślę, że to wydanie było OK, podesłałem im trochę starych flyersów i prawdziwą biografię zespołu, muzyka naprawdę pochodziła z oryginalnych kaset demo, tak więc nie wiem czemu pojawiły się jakieś negatywne opinie. Wiem, że niektórzy nie lubią kolesia, który prowadził Karmageddon Media, ale jeśli o mnie chodzi, zrobił wszystko, co obiecał.

„The Science of Horror” wyprodukował Jon Oliva z Savatage. Dlaczego wybraliście jego? Nie obawialiście się, że muzyk grający melodyjny power metal nie zrozumie tak agresywnej i brutalnej muzyki jak Wasza? Rozumiem, że byłeś zadowolony z jego pracy, skoro produkował także demówki After Death?

Jona znałem wtedy od dłuższego czasu. Spotkałem go na koncercie niedługo przed nagraniem tamtego demo. Powiedział mi, że pracuje w małym studio, nagrywa wstępne wersje numerów na nową płytę Savatage, a za 500 dolarów może nagrać, zmiksować i wyprodukować nasze cztero utworowe demo. Przyjęliśmy jego ofertę, zaśpiewał nawet chórki na tym materiale. Jon jest bardzo utalentowany, potrafi grać na każdym instrumencie i ma świetne ucho do miksowania, więc zaufałem mu, że odwali kawał dobrej roboty. Na tej samej zasadzie doszło do tego, że nagrywałem z nim jeden z materiałów After Death.

Po nagraniu demówek podpisaliście kontrakt z Earache Records, bodaj pierwszą wytwórnią, która zauważyła, że death metalowe zespoły mają przed sobą świetlaną przyszłość. Jak wspominasz tę współpracę?

Earache była wtedy najlepszym miejscem dla muzyki ekstremalnej, więc kiedy zaoferowali nam kontrakt, podpisaliśmy go! Nie byli jednak pierwszą taką wytwórnią, bo Metal Blade i Roadrunner miały już u siebie kapele death metalowe, i były wtedy większe niż Earache.

Czy uważasz, że klawisze w waszej muzyce były czymś, co odmieniło scenę death metalową? Byliście pierwszym zespołem, który użył tego instrumentu i zastanawiam się, czy zapadły Ci w pamięć jakieś negatywne opinie z tego tytułu? Zespoły awangardowe są często w swoim czasie nierozumiane przez słuchaczy…

Całe życie słuchałem zespołów, które używały klawiszy, takich jak Rush czy Led Zeppelin, więc pojawienie się w kapeli Lou było czymś, czego chciałem od dawna, ale nie znałem żadnego klawiszowca, który lubiłby taką muzykę jak nasza. W tamtych czasach większość ludzi reagowała przychylnie na naszą muzykę, niewiele było złych opinii. Na pewno byliśmy jednym z pierwszych zespołów, który używał klawiszy w death metalu, ale nie wydaje mi się, byśmy byli tym pierwszym!

Skąd zmiana na odcinku tekstów między „The Key” a „Thresholds”? Wczesny Nocturnus był zdominowany przez okultyzm i podobne tematy, podczas gdy na drugiej płycie polecieliście w kosmos. O ile wiem, nie byłeś zbyt szczęśliwy z tego powodu, czemu nic z tym nie zrobiłeś?

Chciałem wtedy, aby zespół był bardziej demokratyczny przy podejmowaniu decyzji, ale jak widzisz, kosztowało mnie to sam zespół! Dlatego właśnie nie napisałem prawie żadnego tekstu na „Thresholds”.

W jednym z wywiadów wspomniałeś, że nie lubisz „Thresholds”, czy mógłbyś wyjaśnić dlaczego?

Odpowiedzi na to pytanie udzieliłem wyżej. Większość materiału na „The Key” napisaliśmy ja, Gino, Bateman i Mike Davis, podczas gdy na „Thresholds” komponowali Davis, Sean i Lou, i dlatego jest ona inna.

O ile mi wiadomo to Ty byłeś osobą, która pisała dla Nocturnus okultystyczne teksty, mam rację? Skąd twoje zainteresowanie tą tematyką? Czy to prawda, że wkręcił Cię w nią Trey z Morbid Angel?

Tak, zawsze pisałem teksty związane z okultyzmem, a Davis z science fiction. Nawet na „The Key” składałem wszystkie liryki w całość, Davis podrzucił mi tylko parę pomysłów i wersów tu i tam, a ja dopasowałem je do utworów. Interesowałem się tą tematyką zanim jeszcze poznałem Trey’a, mieliśmy po prostu podobne pomysły, więc Morbid Angel był totalnie okultystyczną kapelą kiedy w niej grałem.

Jak sądzisz, czy gdyby Nocturnus nie rozpadł się po wydaniu drugiej płyty, mielibyście szanse na kontrakt z dużą wytwórnią? Wiele kapel, które zaczynały w tamtym czasie, po 1992 roku podpisało papiery z Sony, BMG itd.

Pewnie byłaby taka możliwość, ale z drugiej strony – popatrz na te wszystkie zespoły, prawie wszystkie zawiodły oczekiwania dużych wytwórni. Metalowa kapela jest moim zdaniem bezpieczniejsza w mniejszej stajni.

Na pewno zgodzisz się ze mną, że biznes muzyczny śmierdzi… Czy to prawda, że przed nagraniem drugiej płyty Earache nalegało, byście znaleźli wokalistę, bo śpiewanie zza zestawu perkusyjnego nie jest dobre z marketingowego punktu widzenia?

Tak, to całkowita prawda. Earache powiedzieli nam, że jeśli chcemy dostać większy budżet na teledysk, to albo znajdziemy sobie frontmana, albo ja nim będę i zatrudniamy innego perkusistę. Nie chciałem się na to zgodzić, ale to była demokratyczna decyzja, a tylko ja nie chciałem podporządkowywać się żądaniom wytwórni!

We wkładce do „The Key” dziękowałeś thrasherom z Polski, czy pamiętasz jakieś szczególne osoby z mojego kraju, z którymi byłeś w kontakcie?

Chodziło o to, że w tamtym okresie wiele polskich zinów pisało do mnie i robiło ze mną wywiady, mieliśmy u was wielu fanów. Nie pamiętam konkretnych nazwisk, ale pisałem wtedy z wieloma Polakami. Niestety jest to miejsce, w którym do dziś nie miałem okazji zagrać koncertu.

Kiedy atmosfera w Nocturnus zaczęła się psuć? Jakie były pierwsze symptomy, czy nie domyślałeś się, że koledzy z zespołu zrobią to, co zrobili? Tak naprawdę, okradli Cię, uzurpowali sobie prawa do nazwy, kawałków itd…

Myślę, że zaczęło się kiedy podpisaliśmy kontrakt, zyskaliśmy popularność i zaczęliśmy jeździć w trasy. Wina leży po stronie Lou Panzy’ego, był zazdrosny o mnie, miał przerośnięte ego i chciał rządzić kapelą. To był jego pomysł, aby ukraść mi nazwę, pozbyć się mnie i samemu ciągnąć zespół.

Historia Nocturnus pełna jest przetasowań w składzie, patrząc na nią można pomyśleć, że między Wami były ciągłe nieporozumienia. Czy tak faktycznie było? Jak przetrwałeś te sytuację?

Tak, zdecydowanie, z jakiegoś powodu zawsze istniały albo problemy między innymi członkami, z powodu których ktoś odchodził, albo zwykła zazdrość. Szkoda, że ludzie muszą się tak zachowywać, bo sam jestem raczej luźny w obejściu i być może to właśnie jest mój słaby punkt. Jestem zbyt miły i ugodowy jeśli chodzi o funkcjonowanie zespołu. Lubię, kiedy ludzie mają wolność w graniu czego chcą, ale zazwyczaj obraca się to w zawiść i konflikty ego.

Po rozpadzie Nocturnus dołączyłeś do Acheron, jak wspominasz współpracę z Vincentem? Obaj siedzicie w tematyce okultystycznej, czy to była ta nić porozumienia, która pomogła Wam odnaleźć się w jednym zespole? Jak opisałbyś różnice między Waszymi poglądami?

Tak, to i fakt, że graliśmy wcześniej w jednym zespole. Zabawne, ale kiedy jeszcze byłem w Nocturnus, Vincent spytał mnie czy nie zagrałbym na perkusji na nowej płycie Acheron, bo akurat wtedy przeniósł się z powrotem na Florydę. Kiedy więc wyleciałem z Nocturnus, dosłownie przeniosłem swój zestaw do sali prób Acheron, która znajdowała się parę pomieszczeń niżej. W Acheron czułem się dobrze, obaj z Vincentem interesowaliśmy się tym samym, co sprawiało, że zespół był bardziej autentyczny w swoim przesłaniu, a nie tylko realizacją wizji jednego człowieka. Główną różnicą między mną a Vincentem było to, że on skupiał się na Satanizmie, a mnie interesowało pełne spektrum tematów okultystycznych, bez skupiania się na konkretnym aspekcie.

Inaczej niż w przypadku Morbid Angel i Nocturnus, Twoje odejście z Acheron obyło się bez żadnych animozji, prawda?

Dokładnie, z powodów zawodowych nie mogłem jeździć w trasy. Dostałem wtedy tę samą pracę, którą rzuciłem, kiedy musiałem koncertować z Nocturnus, pracuję tam zresztą do dziś.

Czy jesteś dumny z faktu, że byłeś częścią zespołów, które wniosły ogromny wkład w scenę metalową? Morbid Angel i Nocturnus są tu oczywistymi typami, ale i „Lex Talionis” Acheron uznaje się za jeden z najbardziej wpływowych albumów black/death metalowych…

Tak, to niesamowite, kiedy patrzę na moją historię, że wszystkie trzy duże zespoły, w których grałem są bardzo wpływowe. Chcę wierzyć, że miałem w tym swój udział.

Grałeś także ze swoją dziewczyną w zespole Lisa The Wolf, prawda? Nie pozostawiliście po sobie zbyt pokaźnego dorobku… Wydaje się, że nie było to łatwe, a życie osobiste wpływało na Twoją aktywność muzyczną, mam rację?

Tak, zdecydowanie! Trudno być w związku i w zespole z tą samą osobą, bo problem na jednym polu staje się problemem na obu. Lisa grała na klawiszach w After Death, a ja na perkusji w jej zespole, więc była to swego rodzaju transakcja wiązana, ale kiedy ludziom bardziej podobał się After Death, irytowała się, co utrudniało współpracę.

Obecnie Twoim głównym zespołem jest After Death, wcześniej działający pod nazwą Nocturnus AD, z której podobno zrezygnowałeś w obawie przed problemami prawnymi, czy to prawda? Podobno nie wolno Ci używać tej nazwy jedynie na terenie Stanów Zjednoczonych, czy to dlatego zagrałeś parę koncertów w Europie jako Nocturnus AD?

Tak, to prawda. W 1999 roku, kiedy zdecydowałem się wystartować z nowym zespołem, rozważałem nazwanie go Nocturnus, bo w końcu to ja wymyśliłem tę nazwę i stworzyłem jego pierwszy skład. Nie wiedziałem jednak, że w tym samym czasie inni członkowie Nocturnus próbowali reaktywować zespół, i jak tylko dowiedzieli się, że chcę użyć tej nazwy, wynajęli prawnika i wysłali mi list z informacją, że pozwą mnie do sądu jeśli użyję „Nocturnus” w jakiejkolwiek postaci. Porzuciłem więc ten pomysł i wybrałem nazwę After Death. W 2007 skontaktował się ze mną promotor, który chciał zorganizować trasę Nocturnus, i odpowiedziałem mu, że to się nigdy nie stanie, o ile mówimy o reaktywacji starego składu, ale mam nowy zespół, After Death. Odpisał mi, że skonsultował się z prawnikami i okazało się, że nazwa „Nocturnus” nie została zastrzeżona na terenie Europy, i że każdy, a zwłaszcza ja, ma prawo użyć jej na potrzeby koncertów. Porozmawiałem z resztą członków After Death i zgodzili się zagrać trasę jako Nocturnus i wykonywać głównie stare kawałki Nocturnus z czasów, kiedy byłem w tym zespole, oraz materiał, w którym śpiewałem lub przynajmniej pisałem większość tekstów. Stworzyliśmy więc setlistę numerów Nocturnus, Morbid Angel i After Death, w które miałem swój duży wkład, a trasa okazała się całkiem sporym sukcesem.

Wiem, że były pewne zmiany składu w After Death. Mógłbyś powiedzieć o tym parę słów? Obecny skład jest optymalny czy powinniśmy oczekiwać kolejnych przetasowań w najbliższych miesiącach?

Na początku w zespole byli Gino i Bateman, ale niedługo potem doszło między nimi do bójki, i Gino odszedł. Niedługo potem opuścił nas Richard, nie pasowało mu tworzenie prawdziwego okulistycznego bandu. Inni członkowie odeszli z powodu swoich problemów z alkoholem i narkotykami, jak Bryan Hipp, który zmarł z powodu przedawkowania parę miesięcy po tym, jak opuścił zespół. Obecnie mamy czterech tych samych członków od 2007 roku, co jest moim zdaniem całkiem niezłym wynikiem! W ciągu ostatnich pięciu lat zmieniliśmy tylko basistę, został nim Daniel Tucker, który grał na pierwszej płycie Obituary, „Slowly We Rot”, tak więc obecnie jestem bardzo zadowolony z naszego składu.

Tuż przed wspomnianymi zmianami wydaliście split z Unaussprechlichen Kulten – nie słyszałem go, ale wizualnie prezentuje się imponująco! Czy utwory z tego splitu różnią się od tych zamieszczonych na wcześniejszych wydawnictwach?

Większość utworów pochodziła z naszego ostatniego demo, dodaliśmy jeden nowy, a całość została zremasterowana specjalnie na potrzeby tego wydawnictwa przez mojego przyjaciela z Niemiec. Moim zdaniem jest to najmocniejszy jak dotąd materiał After Death.

W jednym z wywiadów powiedziałeś, że Nocturnus jest syntezą wszystkich twoich wcześniejszych projektów i zespołów, z dodatkiem nowych elementów. Muzycy zawsze opowiadają takie rzeczy, ale masz rację, haha. Czy oznacza to, że zebrałeś doświadczenia z przeszłości i przeistoczyłeś je w to, co słyszymy w After Death?

Tak, wiem, że takie rzeczy słyszy się ciągle, nawet kiedy nowy zespół brzmi zupełnie inaczej niż stary materiał, ale w tym przypadku naprawdę sądzę, że jest tu odrobina wszystkiego, co robiłem wcześniej plus nowe elementy. Myślę, że ludzie słyszą, że kiedy gramy na jednym koncercie numery After Death, Nocturnus i Morbid Angel, wszystkie one pasują do siebie i tworzą całość.

Ok, skoro zatem skład jest kompletny, pytanie nasuwa sie samo – kiedy możemy się spodziewać pełnego albumu? Myślicie już nad nim?

To dziwne, ale wciąż nie wydaliśmy debiutanckiej płyty, bo „Retronomicon”, chociaż trwa ponad 70 minut, to tak naprawdę wcześniejsze dema z lat 2000-2006 zebrane na jednym CD, a nowe wydawnictwo jest bardziej EPką pod względem długości i liczby utworów. Nie rozumiem, czemu nie interesują się nami żadne większe wytwórnie, kiedy widzę cały ten chłam, który one wydają, nie mieści mi się to w głowie! Jedno jednak mogę stwierdzić z całą pewnością – założę się, że nie znajdziesz drugiej kapeli, która brzmi jak my, a to mówi więcej, niż cokolwiek innego w dzisiejszym świecie muzyki, pełnym zespołów kopiujących się bez żenady. To obrzydliwe, że zostało tak niewiele oryginalności, a wytwórnie mają to gdzieś.

Ok, nie pytałem Cię jeszcze w tym wywiadzie o twoją aktywność w Morbid Angel, ale powiedz mi – czy słyszałeś ich ostatni album? Co o nim myślisz i dlaczego uważasz, że jest gówniany, haha? Żartuję, ale z tego, co wyczytałem z innych wywiadów z Tobą, raczej nie przepadasz za ich płytami po „Blessed Are The Sick”, prawda?

Cóż, wciąż uważam, że to ich najlepsze wydawnictwo, lubię też płyty, które nagrali po odejściu Davida, ale nie mam pojęcia o co im chodziło, kiedy wydali ten ostatni album zamiast puścić to jako projekt uboczny. Myślę, że chodzi o to, że Trey’owi skończyły się pomysły, a David nie lubi już takiej muzyki i robi to wszystko dla pieniędzy, tak zresztą było już od dawna! Wiem to od dawna i zawsze to powtarzałem, ale nikt mi nie wierzył aż do teraz!

Obecnie jesteś zaangażowany w dwa inne zespoły: Voodoo Gods i Argus. Co możesz o nich powiedzieć? Jaka jest Twoja rola w nich, poza oczywiście grą na perkusji? W pierwszej grasz z polskimi muzykami, i to całkiem znanymi…

Zaczęło się od małych partii, o których wykonanie poprosił mnie Alex kiedy, kiedy jeszcze mieszkał na Florydzie. Potem przeprowadził się do europy i nie miałem z nim kontaktu przez parę lat, kiedy nagle pewnego dnia zadzwonił do mnie i spytał, czy nie chciałbym wziąć udziału w jego nowym materiale. Nagrałem chórki i partie perkusji w paru kawałkach, a potem znowu nie miałem od niego wieści przez dwa lata. Myślałem już, że te nagrania nigdy nie ujrzą światła dziennego, kiedy dostałem od niego e-maila, że płyta wreszcie wyszła i że wysyła mi kilka kopii. Świetnie było ujrzeć ten materiał oficjalnie, po tym, ile czasu i ciężkiej pracy poświęcił Alex Na jego stworzenie. Z kolei Argus był lokalnym zespołem, w którym grałem przez chwilę. We wczesnych latach 80. byli całkiem popularni, chodziłem na ich koncerty w czasach, kiedy byłem w Morbid Angel. Mieli w repertuarze covery Black Sabbath, Judas Priest, nawet Angel Witch, a ich wokalista miał niesamowity głos. Spotykałem ich gitarzystę Glenna na koncertach, kiedyś wspomniał mi, że reaktywują zespół w oryginalnym składzie oprócz perkusisty, który wtedy mieszkał w Tennessee, więc spytał mnie, czy nie chciałbym do nich dołączyć, a ja się zgodziłem. Świetnie było grać te wszystkie stare kawałki, zwłaszcza 20-minutowy medley Black Sabbath. Los chciał, że zespół nie przetrwał długo, głównie dlatego, że wokalista ciągle odchodził i wracał. Słyszałem ostatnio, że ich pierwszy perkusista przeprowadził się z powrotem do Tampy, więc kto wie, może znów się zejdą w oryginalnym składzie?

Podobno jest szansa, że zagracie w Polsce z Voodoo Gods?

Hmm, cóż, nie słyszałem o tym, ale nie jest to wykluczone. Zdecydowanie przyjechałbym gdyby tylko pojawiła się taka możliwość.

Mógłbym ciągnąć ten wywiad w nieskończoność, ale nie chcę Cię dłużej zanudzać, haha! Dziękuję za Twoje odpowiedzi, to dla mnie zaszczyt, czekamy na nowe wydawnictwa Twoich zespołów! Na koniec powiedz proszę, czego słuchałeś odpisując na moje pytania?

Prawdę mówiąc, nie słuchałem niczego odpisując na ten wywiad, haha! Aktualnie piszemy nowe utwory, interesują się nami mniejsze wytwórnie, ale wciąż żadna większa nie odezwała się do nas z propozycją. Tak czy owak, będziemy tworzyć muzykę, grać koncerty, być może pojedziemy w trasę po Europie i wreszcie zagramy w Polsce!

Jakub "Oracle" Nowak

Przekładał na Polski Bartosz Cieślak

Poprawiony (wtorek, 09 października 2012 19:38)

 

baa222