AURA NOIR (PL)

Trzeba przyznać,  minęło  już trochę czasu od premiery nowej płyty Aura Noir, mimo to na przeprowadzenie wywiadu z Aggressorem przyszło nam trochę czekać, gdyż gość był ostatnio nieco poza zasięgiem, jesteśmy mu bardzo wdzięczni że po mimo intensywnej pracy nad nowym krążkiem swojego drugiego, nie mniej ważnego zespołu Virus, znalazł chwilkę by odpowiedzieć na kilka moich pytań. W międzyczasie Aura Noir zagrali dwie spore europejskie trasy i najpewniej w momencie kiedy czytacie ten wywiad, chłopaki pracują już nad nowym krążkiem, który jak zdradził Carl ma nieco odbiegać od tego co było nam dane usłyszeć na "Out to Die". Nie jest to może nad wyraz wyczerpująca pogawędka ale było miło z pewnością wymienić uprzejmości i pogadać o ulubionych kapelach, które zresztą jak możecie się domyślać stanowią bazę inspiracji dla wyżej wymienionej grupy. Panie i Panowie przed wami mistrz ceremonii  Carl-Michael "Aggressor" Eide:

Hello-O, Carl-Michael! Na początek chciałbym ci pogratulować prawdopodobnie jednego z najlepszych albumów, jakie nagrałeś! Nie masz nic przeciwko temu, bym zajął ci trochę czasu pytaniami dla Oldschool Metal Magazine?

Żaden problem, przyjacielu…. Lecimy!

Cztery lata czekaliśmy, by usłyszeć nowy album Aura Noir. Wiadomo, że większość materiału napisał tym razem Blasphemer. Trzeba przyznać, że machina nabrała mocy, a muzyka stała się bardziej świeża, a przy tym bardziej zwrócona w kierunku lat 80…

Tak, myślę, że Blasphemer jest na tym albumie najbardziej obecny. Podczas, gdy Apollyon napisał większość "The Merciless", a ja – "Hades Rise", Blasphemer jest głównym autorem "Out To Die". Ta płyta jest najbardziej gitarowa z dotychczasowych, słychać, że za tymi riffami stoi gitarzysta z prawdziwego zdarzenia. Co do naszych korzeni – zawsze byliśmy przywiązani do lat 80. Myślę, że cały metal się z nich wywodzi.

Czy Blasphemer miał wpływ na to, że tym razem utwory są szybsze I niesamowicie dzikie? Nie chcę tu faworyzować jego wkładu, ale trzeba przyznać, że album jest szybszy i bardziej bestialski! Słychać na nim Destruction i Slayer – nie tylko ten z "Hell Awaits", ale i z trzeciego albumu…

Wspólnie zadecydowaliśmy w zespole, że chcemy, aby materiał był bardziej agresywny. "Hades Rise" był utrzymany raczej w średnich tempach i bardziej "groovy", chcieliśmy więc wrócić do szybkości "The Merciless" i "Black Thrash Attack", oczywiście bez powtarzania się… Jasne, zawsze inspirowały nas Destruction i Slayer, ale też Repulsion i wczesny Sadus.

Wiadomo, że preferujesz komponować wolniejsze, cięższe riffy, inspirowane wczesnym Voivod, Venom czy Possessed z ery "Beyond the Gates". Wygląda na to, że na każdego z was miał wpływ inny zestaw kapel z lat 80., czyż nie?

Tak, to rzeczywiście słychać… Mogę mówić tylko za siebie, ale myślę, że Apollyona inspirują wczesny Exodus i Dark Angel, Blasphemera – wczesna Metallica i Slayer, a mnie – wczesny Venom i Voivod. Można by to nazwać naszymi najważniejszymi inspiracjami. Oczywiście wszyscy trzej mamy nasze Black Sabbath, Motörhead i mnóstwo innych kapel.

Pamiętam, że w kawałku "Sordid" z płyty "The Merciless" jest nawiązanie do riffu z "March To Die" Possessed. Moim zdaniem "Beyond The Gates" jest trudny do podrobienia ze swoimi dziwnymi kompozycjami i skalami, i nie tak czystym brzmieniem jak inne albumy z tamtego okresu. Zgodzisz się ze mną? Dla mnie osobiście, jest to najlepsza płyta wydana w 1986 roku…

Tak! "Beyond The Gates" jest z pewnością najlepszą płytą Possessed. To jeden z moich faworytów z tamtego roku, na równi z "Rrröööaaarrr" i "Obsessed By Cruelty". "Beyond The Gates" i "Obsessed By Cruelty" są w moim muzycznym świecie dwoma najlepszymi albumami black metalowymi… Wiem, że wiele osób uznaje je za płyty thrash metalowe, ale ja się z tym nie zgadzam…

Wróćmy do waszej nowej płyty. Cztery lata to kawał czasu, powiedz parę słów o procesie tworzenia tego materiału.

Geograficzny dystans, jaki nas dzieli, jest problemem. Żyjemy daleko od siebie, i ciężko jest zebrać się w jednym miejscu. Blasphemer mieszka w Portugalii, więc musieliśmy nagrywać w sesjach rozciągniętych na przestrzeni dwóch-trzech lat. Spotkaliśmy się parę razy w piwnicy Apollyona, żeby pisać materiał, i to też zajęło dużo czasu. Gdybyśmy mieszkali blisko siebie, trwałoby to pewnie nie dłużej niż parę miesięcy. Tak czy owak, osobiście uważam, że cztery lata między płytami to sensowna przerwa…

32 minuty to idealny czas trwania płyty w takiej muzyce. Utwory są idealnie skomponowane i trudno się od nich oderwać! Pochłaniają słuchacza jak ogień. Tym razem słychać dużo wpływów starego Slayer. Czy dobrze się bawiliście nagrywając tę płytę?

Jasne, mimo, że stajemy się coraz starsi, brzydsi i stetryczali, ciągle tolerujemy się nawzajem. Jak już wspomniałem, tym razem prym wiódł Blasphemer, wypluwając z siebie jakieś dziesięć riffów na godzinę. Mówiliśmy mu tylko kiedy ma przestać i szliśmy się napić.

Nie odeszliście zbytnio od brzmienia "Hades Rise", wszystko jednak brzmi bardziej czytelnie i dynamicznie. Słychać, że pracują 2 gitary, jest ostrzej, bębny rozwalają mózg wręcz. Można uznać, że znaleźliście "To Brzmienie"?

Tak, oczywiście, do pewnego stopnia, choć myślę, że następny album będzie zupełnie inny, myślę, Aura Noir miał specyficzne brzmienie przez długi czas.

Nie możesz się doczekać koncertów w Polsce, prawda? Planujecie przyjechać do nas? Które kawałki z nowego albumu będziecie grać na żywo?

Mieliśmy nadzieję na koncerty w Polsce przy okazji kolejnej trasy, ale niestety, nie udało się to. Jesteśmy dziś bardziej złaknieni grania na żywo niż kiedykolwiek. Świetnie bawiliśmy się podczas ostatniego pobytu w Polsce.

Czy możemy się spodziewać jakichś dodatkowych utworów na wersji winylowej? Czy podczas ostatniej sesji nagraliście jakieś kawałki, które nie weszły na płytę? Dlaczego Indie Recordings nie wydało wersji LP "Out To Die"? Ma ona wyjść nakładem Black On Black i istnieje obawa, że po prostu wytłoczą wersję CD na winylu, bez żadnego masteringu. Nie boisz się, że zrobią z tego gówno?

Zrobiliśmy mastering specjalnie pod kątem wydania winylowego, więc myślę, że Black On Black sobie z tym poradzi. Wszystkie dodatkowe utwory zostaną wydane na reedycjach Peaceville, na CD i winylu.

Jesteście dziś weteranami sceny, a nowe pokolenia zespołów powołują się na inspiracje waszą muzyką, jak choćby Nekromantheon, Deathhammer czy ostatnio Condor. Czy podoba ci się nowy album pierwszego z wymienionych? Moim zdaniem "Rise, Vulcan Spectre" niszczy! Jakie inne kapele byś polecił?

Dokładnie te, które wymieniłeś! Jestem wielkim fanem ich wszystkich. Mam nadzieję, że Nekromantheon dołączy do nas na nadchodzącej trasie…

Doskonałą muzykę tworzysz również pod szyldem Virus. Struktura utworów przypomina mi twórczość Voivod, Slint czy De Press. W Aura Noir z kolei słychać więcej wpływów starego Voivod. Ciekawe jest to przejście z jednego klimatu w drugi – gdybyśmy zabrali wszystkie dysonanse z Virus, otrzymalibyśmy coś wręcz onirycznego. Oczywiście oba zespoły mają inne muzyczne korzenie, ale Voivod wydaje się fundamentem dla obu. Mógłbyś to wyjaśnić?

Łatwo dosłuchać się Voivod w Virus, ale jest tam również wiele innych wpływów. Jak sam zauważyłeś, De Press miał na mnie ogromny wpływ kiedy byłem dzieciakiem. Podobnie awangardziści z The Residents… Cała awangarda wywarła na mnie ogromne wrażenie, i chciałem zawrzeć to w mojej muzyce.

Jestem pod wrażeniem ładunku emocji w obu twoich zespołach. Zarówno Aura Noir ze swoim gniewem i bluźnierstwem, jak i Virus z fantasmagoriami i bezpretensjonalna lekkością, pozornie zupełnie różne, mają gdzieś wspólne korzenie. Czy jest to ekspresja kogoś, kto jest zainspirowany z jednej strony Coil i The Residents, a z drugiej – Sodom i wczesnym Dark Angel?

Tak, z pewnością. Dorastałem słuchając w latach 80. Venom i Slayer, ale też The Residents i Coil, a nawet awangardowej muzyki poważnej. Myślę, że oba nurty są ekstremalne na swój własny sposób.

Skoro zatem lubisz migrować między gatunkami, co powiesz o takich zespołach, jak:

- Coil – ciągle dużo ich słucham. Moim ulubionym albumem jest chyba "Black Light District", na równi z "Astral Disaster" i oczywiście "Scatology". Tego ostatniego słuchałem do zdarcia płyty.

- Mahavishnu Orchestra – fajna muzyka, ale nigdy nie trafili do mnie w stu procentach…

- Sabot – nigdy ich nie słyszałem, wybacz…

- Cocteau Twins – słuchałem ich na początku lat 90., muszę wrócić do ich muzyki…

- Dark Angel "Darkness Descends" – kupiłem to na winylu w wieku 15 lat. Wciąż jest to monument w moim świecie…

- Possessed "Beyond The Gates" – jeden z najlepszych blackmetalowych albumów wydanych kiedykolwiek.

Dziękuję za twój czas i życzę mnóstwa świetnych chwil podczas trasy promującej "Out To Die"!

Dziękuje, również za twoją cierpliwość w związku z moim powolnym odpowiadaniem na ten wywiad.

Wywiad przeprowadził Piotr Brewiński

Przekład na polski Bartosz Cieślak

Fotografie Leszek Wojnicz-Sianożęcki

Poprawiony (niedziela, 21 października 2012 11:02)

 

baa222