OVERKILL Od Punka do Thrashu (PL)

 

Obok Bobby'ego "Blitza" Ellswortha DD Verni jest główną postacią pochodzącej z New Jersey legendy thrash metalu, Overkill, od czasu jej powstania ponad 30 lat temu. Czas mija, zespoły pojawiają się i znikają, a Overkill nie tylko trwa na posterunku, lecz udowadnia, że jego moc oraz zasoby pasji i wyobraźni są dalekie od wyczerpania. Takie płyty z ostatnich lat jak "Ironbound" i "The Electric Age" to perełki klasycznego thrash metalu. Kropka. Aczkolwiek, to tylko dwie perełki z wielu, jakie ukazały się pod szyldem Overkill w trakcie trwającej blisko 33 lata kariery kapeli. Tak naprawdę, kariera zespołu właśnie od wydania thrashowych perełek się zaczęła – "Feel The Fire" (1985) i bardzo dziś obecnie poszukiwanego krążka "Taking Over" (1987). Ale co było wcześniej? Jak to wszystko się zaczęło? DD Verni był na tyle miły, że znalazł w swoim dość szczelnie wypełnionym kalendarzu trochę czasu, aby odpowiedzieć na kilkanaście pytań niżej podpisanego o swoich początkach, o New Jersey oraz wczesnych produkcjach zespołu.

 

 

DD, kiedy rozmawiałem z Blitzem przed waszym ostatnim koncertem w Polsce, zapytałem go, czy zawsze chciał zostać muzykiem. Powiedział, że jak większość amerykańskich dzieciaków marzył, by zostać profesjonalnym baseballistą. Ty też miałeś takie marzenie? Najpierw był baseball, a potem w Twoim życiu pojawiła się muzyka?

 

DD Verni: Prawdopodobnie ze mną było podobnie. Ale mnie bardziej pociągał futbol. Amerykański futbol. Jednakże byłem zbyt drobny, aby na poważnie się tym zająć.

 

To, gdzie się żyje i kogo ma się wokół siebie, odgrywa ważną rolę w podjęciu decyzji o założeniu zespołu przez nastolatka. Black Sabbath albo Judas Priest nie stałyby się tym, czym się stały, gdyby nie powstały w industrialnych okolicach Birmingham. Jakbyś w tym kontekście opisał New Jersey drugiej połowy lat 70.? Czy to było dobre miejsce do założenia zespołu? I co takiego jest w New Jersey, że wciąż z Blitzem tam mieszkacie?

 

DD Verni: New Jersey było wspaniałym miejscem dla dorastającego nastolatka. Nie było tutaj zbyt wielu punkowców, ale za to była niewielka grupa nas, fanów metalu. Jakoś zawsze było tak, że w końcu się spotykaliśmy jako dzieciaki, rodziły się przyjaźnie. New Jersey leży bardzo blisko Nowego Jorku, blisko jest też do plaży i do gór. Dla mnie to jedyne miejsce, w którym mogę mieszkać. Żyje się tu szybko, nie jest zbyt spokojnie, a ja najczęściej jestem właśnie taki, szybki i niespokojny.

 

Nastolatkowie czasami mają jakiś wzorzec, swojego przewodnika, jeśli chodzi o muzykę. Bywa, że taka osoba jest w rodzinie. Wiem, że na Blitza duży wpływ miała jego mama. A jak było z Tobą? Był ktoś taki, kto zapoznał Cię z rockiem, punkiem, metalem, zaraził Cię miłością do muzyki?

 

DD Verni: Raczej nie było nikogo takiego. Dla mnie inspiracją były przede wszystkim zespoły, których słuchałem, a nie jakaś konkretna osoba. Można powiedzieć, że byłem dość typowym nastolatkiem, który – tak się złożyło – pokochał Kiss, Black Sabbath i The Ramones. Aczkolwiek takich jak ja, nie było wtedy aż tak wielu.

 

"Old School Metal Maniac" zajmuje się dawnymi czasami metalu, dlatego chciałem Cię zapytać o Twoje muzyczne początki. W biografiach Overkill stoi, że pierwszy zespół założyłeś z Ratem Skatesem, gdy byliście jeszcze w szkole średniej. Wtedy byliście zafascynowani punkiem. Taką muzykę grał założony przez Was zespół The Lubricunts. Jak doszło do tego, że zafascynowałeś się punkiem?

 

DD Verni: W naszej szkole w New Jersey był koleś, który zaraził nas takim graniem. Nie za bardzo lubił metal, ale dzięki niemu poznaliśmy bardzo różną muzykę. Nie wszystko, co nam puszczał, było fajne. Niektóre kapele, jak na przykład Talking Heads albo Blondie, nie miały w sobie za wiele agresji, więc nie zainteresowaliśmy się nimi. Byliśmy dość wybredni. The Misfits, The Dead Boys czy The Damned grały agresywnie i miały w swojej muzyce pewien metalowy pierwiastek. Tak więc dość naturalnie zwróciliśmy się w stronę takiej muzyki. Potem usłyszeliśmy Motörhead, zespół, który był genialnym połączeniem punka i metalu. I to właśnie oni poprowadzili nas w kierunku thrashu. Zespół The Lubricunts tak naprawdę nigdy niczego nie osiągnął. Nie było żadnych demówek ani nagrań. Ale w nim właśnie nauczyliśmy się komponować piosenki i występować przed publicznością.

 

Jest szansa na to, że pamiętasz cokolwiek z pierwszego koncertu The Lubricunts, czy byleś wtedy zbyt pijany, by cokolwiek zapamiętać?

 

DD Verni: Pierwszy koncert w historii The Lubricunts odbył się, gdy byliśmy jeszcze w szkole średniej. Zagraliśmy na konkursie talentów. Wykonaliśmy tylko jedną piosenkę, cover "Blitzkrieg Bob" The Ramones i... to było cudowne doświadczenie.

 

Wiadomo, że Ty i Blitz jesteście kreatywną i biznesową siłą Overkill. Do Was należą wszystkie decyzje, zawsze myślicie tak samo. Zastanawia mnie, czy czułeś tę wyjątkową więź z Blitzem od samego początku, gdy po raz pierwszy spotkaliście się w 1980 roku? Zapadło Ci w pamięć coś szczególnego w związku z Bobbym z tamtych czasów?

 

DD Verni: Naprawdę nie było w nim niczego wyjątkowego w tamtym czasie, oprócz jego głosu. Pod tym względem on od samego początku był wyjątkowy, brzmiał zupełnie inaczej niż inni metalowi wokaliści. Ale jako osoba był do nas bardzo podobny. Typowy wielkomiejski dzieciak, który lubił dokładnie to samo, co my, więc zrozumieliśmy się od razu.

W 1980 roku powstał Overkill, ale pierwsze demo "Power In Black" nagraliście w dopiero 1983 roku. Dlaczego dopiero po trzech latach?! Zmiany składu, czy musieliście żonglować między muzyką a życiem codziennym, pracą, rodziną?

 

DD Verni: Stało się tak głównie z powodu pieniędzy, a w zasadzie ich braku. Do tego dochodziły też zmiany w składzie. Próbowaliśmy w tym czasie różnych gitarzystów. Zawsze mieliśmy dwóch, ale w końcu zdecydowaliśmy się zrezygnować z tej opcji i zostaliśmy przy graniu z jednym.

 

Na demo "Power In Black, nagranym rok po nim "Feel The Fire" oraz EP-ce "Overkill", jest kilka klasyków zespołu, jak "There's No Tomorrow", "Fell The Fire", "Rotten To The Core". Jak pracowaliście nad piosenkami z tych wydawnictw, gdzie i z kim je nagrywaliście?

 

DD Verni: Wszystkie piosenki z wczesnego okresu działalności Overkill powstały w ten sam sposób – podczas spotkań i jam sessions na próbach. Nie było żadnych planów, żadnej szczegółowej organizacji. Tylko kilka piwek i zabawa ruszała. Jeżeli pytasz o to, gdzie nagrywaliśmy i kto był inżynierem podczas sesji, niestety nie mam pojęcia. Demówki i EP-ka na pewno powstały w New Jersey, w dwóch różnych studiach, ale żadnych szczegółów już nie pamiętam.

 

Pierwsza połowa lat 80. w mocnej muzie, to dominacja klasycznego metalu, ale zaczął się już wtedy pojawiać na horyzoncie thrash. I stopniowo rósł w siłę, by pod koniec dekady już rządzić. Jak wspominasz wczesne thrashowe czasy w New Jersey, Nowym Jorku? Było wiele zespołów, fanów, tape-traderów, miejsc do grania? Czułeś już wtedy, że dzięki thrashowi odmieni się Twoje życie, czy po prostu chciałeś grać muzykę i trochę się zabawić?

 

DD Verni: Tak naprawdę, to tych miejsc do grania nie mieliśmy wcale tak wiele. W Brooklynie był klub "Lamour" oraz jeszcze parę innych klubów w innych częściach Nowego Jorku i New Jersey. Do czasu podpisania przez nas kontraktu mogliśmy w nich swobodnie występować. Słowo daję, nie miałem pojęcia czy thrash się przebije, czy też umrze śmiercią naturalną. Ja tylko uwielbiałem grać, komponować występować przed ludźmi. I tak mi zostało aż do dziś.

Jeśli się nie mylę, pierwszą trasę poza Ameryką odbyliście wraz z Anthrax w Europie. Chyba byliście wtedy mocno zaprzyjaźnieni, skoro Dan Spitz nawet przewinął się przez skład Overkill. Pamiętasz coś szczególnego z Waszego tournée z Anthrax? Nie sądzisz, że byłoby niezłym pomysłem, abyście przez wzgląd na dawne dobre czasy powtórzyli taką trasę?

 

DD Verni: Prawdę mówiąc, jeszcze krótko przed tym zanim wyruszyliśmy na trasę z Anthrax, niewiele o nich wiedziałem. Oczywiście, wiedziałem doskonale, że taki zespół istnieje i kojarzyłem ich, bo podobnie jak my nagrywali dla Megaforce, lecz nigdy ich nie słyszałem ani nie widziałem. Nie byłem też świadomy, że Danny gra z nimi, dopóki nie zorganizowano nam tej trasy. Wiem, że to może wydawać się dziś dziwne, ale oni byli z Queens, a my z New Jersey. W tamtych czasach były to dwa zupełnie inne światy. Spotykaliśmy się od czasu do czasu i mówiliśmy sobie "cześć". Fajnie byłoby kiedyś znów z nimi pojechać na trasę. Być może to się stanie. Nigdy nie wiadomo.

 

 

DD, w 2012 roku minęło 25 lat od wydania wspaniałego "Taking Over", jednej z najlepszych płyt w historii thrash metalu. Powiedz mi, jak pracowało Wam się w studiu w Nowym Jorku z Alexem Perialasem? I jeszcze jedno, wiem, że Blitz nie przepada za jubileuszami i ich celebracją w stylu odegrania na koncertach całej płyty. A Ty? Jest szansa, że kiedyś odegracie "Taking Over" na trasie albo pojedynczych koncertach?

 

DD Verni: Z Alexem pracowało nam się wspaniale. Spotkaliśmy się już podczas nagrywania "Feel The Fire" i z miejsca nawiązaliśmy porozumienie. Alex bardzo chciał, aby materiał był tak ciężki jak to tylko jest możliwe i w związku z tym mieliśmy w studiu sporo zabawy. Mam same miłe wspomnienia z tej sesji. Nie jestem, podobnie jak Blitz , za odgrywaniem na koncertach albumu od początku do końca. Ale być może zdecydujemy się kiedyś na coś takiego na wybranych koncertach. Na pewno nie na całej trasie.

 

Już wiadomo, że Overkill ponownie zawita do Polski pod koniec kwietnia 2013. Sądzę, że wciąż będziecie promować album "The Electric Age". Ale chciałem zapytać o Waszą pierwszą wizytę w Polsce w 1987 roku. Blitz został wtedy aresztowany i nawet pobity przez milicjantów. A czy Tobie coś się przydarzyło? Co zapamiętałeś z tej wizyty?

 

DD Verni: Jestem bardzo podekscytowany tym, że znowu zagramy w Polsce. Fani w Twoim kraju są naprawdę szaleni! Zagraliśmy w Polsce naprawdę wspaniałe koncerty. Nasza pierwsza wizyta, to było czyste szaleństwo. Pamiętam, że graliśmy z Helloween. To była chyba nasza pierwsza pełna trasa po Europie. Ja akurat mam z tego pobytu same miłe wspomnienia. Chyba byliśmy pierwszym amerykańskim zespołem, który u Was zagrał albo pierwszym thrashowym zespołem (po dwakroć nieprawda – red.).

Bardzo Ci dziękuję za rozmowę i do zobaczenia na koncercie!

 

Rozmawiał: Lesław Dutkowski

Zdjęcia koncertowe: Leszek Wojnicz-Sianożęcki

 

Poprawiony (niedziela, 03 lutego 2013 22:59)

 

baa222