TRIPTYKON (PL)


Kiedy prawie po 16 latach milczenia Celtic Frost powrócił na scenę wydawało się, że nie będzie to krótkotrwały zryw, tym bardziej, że nowe arcydzieło Szwajcarów zostało bardzo dobrze przyjęte, a koncerty cieszyły się wielkim zainteresowaniem fanów. Niestety mimo wszystko coś nie zagrało i po raz kolejny 2 kwietnia 2008, musieliśmy przybrać żałobną czerń po tym wielkim zespole. Wielu z nas do tej pory nosi w sercach smutek z tego powodu. Mimo to życie musi toczyć się dalej! A kiedy Tom G. Fisher jak na prawdziwego Warriora przystało zakomunikował światu, że nie ma zamiaru przestać tworzyć muzyki i powołuje do życia nowy twór o nazwie TRIPTYKON metalowe serca zaczęły zdecydowanie szybciej bić z niecierpliwością, oczekując nowych wieści z tego obozu. Na szczęście tym razem nie było nam dane długo czekać i tak w sierpniu 2009 Triptykon przystąpił do sesji nagraniowej debiutanckiego albumu w Woodshed Studio koło Landshut. Owocna sesja nagraniowa przyniosła doskonały album "Eparistera Daimones" nie ustępujący ani trochę pożegnalnej płycie Celtic Frost, tym samym rozpoczynając nową kartę historii. Owa premiera praktycznie zbiegła się z wydaniem biograficznej książki "Only Death Is Real" autorstwa Toma Gabriela Fishera tworząc tym samym podwójny pretekst aby poprosić tą wyjątkową osobistość o wywiad dla Metal Maniac Mag. Zapraszamy do arcyciekawej lektury.

Witaj Tom! Jak się miewasz? Co u Ciebie?

-Eh, to dosyć trudne pytanie (śmiech). Obecnie bardzo cieszę się z tego co osiągnął nasz zespół, ale jest kilka spraw w życiu prywatnym z którymi jest mi ciężko sobie poradzić. Na dzień dzisiejszy moje samopoczucie jest raczej średnie.

Wielu fanów było zaskoczonych faktem, że po tak świetnym albumie Celtic Frost jakim był Monotheist, zdecydowałeś o ponownym rozwiązaniu tego zespołu, a założeniu Tryptikon. Mogę zapytać co miało na to wpływ?

-Jasne, że możesz, to ważne pytanie. To brzmi tak prosto "zdecydowałem o rozwiązaniu Celtic Frost", ale tak naprawdę to historia tego wydarzenia jest o wiele bardziej skomplikowana. Musiałem zmierzyć się z faktem, iż nikomu już w tym zespole nie mogłem zaufać, w którym byłem okłamywany, okradany nie tylko ja, ale i byli członkowie zespołu. Byłem częścią zespołu którego najmłodszy członek posiadał niezwykle przerośnięte ego, zachowywał się niczym gwiazda rocka. Wszystkie relacje ważne dla zespołu, zarówno te pomiędzy członkami, jak i te między managementem, promotorami i załogą techniczną. Po latach taki stan rzeczy uniemożliwił mi dalsze działanie w tym zespole. Zostałem muzykiem z pasji, ponieważ kocham muzykę, grę na gitarze, ponieważ całe moje życie to heavy metal, a pod koniec działalności Celtic Frost muzyka przestała być w tym zespole najważniejsza. Kiedy spotykaliśmy się na próbach wszystko sprowadzało się do kłótni i starć ego zamiast do wspólnej gry. Przez lata starałem się poprawić tą sytuację, ale bezskutecznie. Nie pozostało mi nic innego jak opuścić swoją własną grupę, co było jedną z najtrudniejszych decyzji w moim życiu jako muzyka. Trwało to bardzo długo zanim zdobyłem się na ten krok. Kocham ten zespół jak nic na świecie, moje życie było zdominowane przez Celtic Frost, napisałem praktycznie wszystkie utwory z dorobku grupy. To wszystko było dla mnie bardzo ważne i kiedy przyszło do tego że Tom Warrior zmuszony był opuścić Celtic Frost, musiało to wiązać się z czymś istotnym, w przeciwnym razie nigdy bym tego nie zrobił.

Wielu fanów Celtic Frost obawiało się, że po tym co opisałeś długo nie usłyszymy nic stworzonego przez Toma Warriora. Na szczęście obawy te były bezpodstawne, bo tak oto możemy rozkoszować się dziełem Tryptikon "Eparistera Diamones". Co ciekawe, album jest w pewnym sensie odnośnikiem do przeszłości i brzmi o wiele ciężej niż ostatnie dzieło Celtic Frost. Zawiera też większe podobieństwo do starego materiału Celtic Frost czy nawet Hellhammer niż "Monotheist", jednakże oba albumy są bardzo dojrzałe, choć "Eparisteria Daimones" odznacza się sporym rozwojem w kwestii tworzenia mrocznej atmosfery znacznie bardziej niż pożegnalny album Celtic Frost. Czy obie te płyt zostały nagrane w Woodshed Studios w Niemczech? Jesteś zadowolony ze ścieżki którą obrał Tryptikon?


- Jestem bardzo zadowolony i jest to też w pewnym stopniu związane z pytaniem które zadałeś mi wcześniej. Muzycznie, artystycznie i pod względem kreatywności byłem bardzo zadowolony z Celtic Frost. Wszystkie problemy związane z tym zespołem były na gruncie prywatnym, nie muzycznym, więc kiedy opuściłem Celtic Frost oczywistym było że chciałem kontynuować swoje plany muzyczne w dokładnie taki sam sposób jak to miało miejsce w Celtic Frost. Dlatego właśnie w tym celu stworzyłem nowy zespół i dlatego nowa płyta brzmi tak a nie inaczej. Dla mnie, osobiście, jest to kolejny album Celtic Frost, z wyjątkiem tego że nie jest sygnowany tą nazwą. Następca "Monotheist" wyglądał by dokładnie tak samo. Miałby dokładnie taką samą okładkę, nagrano by go w tym samym studio, a producentem były oczywiście V. Santura. Wszystko było by tak samo. W Tryptikon wszyscy jesteśmy przyjaciółmi i jest to w pewnym sensie coś odświeżającego. Olbrzymią przyjemnością jest praca z tymi muzykami ,co bardzo mi się podoba po tym co działo się w Celtic Frost. Co do samego albumu całkowicie się z Tobą zgadzam. Jest mixem czegoś pomiędzy ostatnim albumem Celtic Frost a wczesnymi nagraniami tego samego zespołu. Myślę że sporo tych wpływów jest obecnych ze względu na to że nie musze się już użerać z pozostałymi członkami Celtic Frost. Sporo pomysłów które chciałem wcielić w muzykę podczas pracy nad "Monotheist" nie zostały zaakceptowane przez pozostałych członków grupy, co było dla mnie nieco uciążliwe. W Tryptikon wszyscy byli zadowoleni z muzyki którą proponowałem, więc płyta brzmi bardziej tak jak klasyczny stuff Celtic Frost, ponieważ tak w tym momencie czuję to co powinniśmy grać. Napisałem wszystkie klasyczne albumy tej grupy, a ostatnim stricte moim tworem był "To Mega Therion", więc myślę że nie jest to dziełem przypadku że te albumy brzmią tak jak brzmią.

Na bank planujesz jakieś trasy promocyjne i występy na festiwalach w celu promowania "Eparistera Daimones". Czy planujesz zawitać do Polski raz jeszcze i czy pamiętasz ten niesamowity występ w Katowicach jeszcze z Celtic Frost? Było to jeden z najważniejszych koncertów w życiu dla większości z nas.

- Chce zagrać w Polsce ponownie, ale odpowiadanie na tego typu pytania jest dosyć trudne. Wszyscy pytają czy zagramy w ich kraju i spodziewają się potwierdzenia ze strony muzyków przez co muzycy są zmuszeni do bycia miłym i uprzejmym, ale tak czy siak występ w Polsce razem z Behemoth i Slayer był jednym z najlepszych występów w karierze Celtic Frost. Było to wspaniałe doświadczenie a i publiczność była fantastyczna, więc naprawdę chcemy wrócić do Polski. Pracujemy nad tym jako częścią trasy po Europie, a jej wschodnia część gra tutaj sporą rolę. Z Polską mam same dobre wspomnienia, mam tu sporo przyjaciół, więc nie mogę się doczekać kolejnej wizyty w waszym kraju.

Rozmawiając o sprawach promocji, jednym z materiałów promujących "Monotheist" był ten niezwykły, piękny i pełen symboliki videoclip do "A Dying God Coming into Human Flesh". To bez wątpienia jeden z najciekawszych videoclipów w historii metalu, możemy spodziewać się jakiejś prezentacji wizualnej tego dzieła?

- Tak, pracujemy nad tym. Wydana będzie EPka, jeszcze w tym roku, która zawierać będzie to video, będzie to też początek trasy. Już czekam sposobności do stworzenia clipu porównywalnego do "A Dying God..." jako że byłem niezmiernie zadowolony z tego jak został nagrany i chętnie będę ten koncept kontynuował.

Opuśćmy na chwilę sferę muzyczną. Czy wierzysz w równoległe światy, korespondujących z ideami nieba i piekła? Pytam, ponieważ muzyka, teksty i cała muzyczna twórczość Triptykon, Celtic Frost i Hellhammer czerpała z tych sfer, zawierając odpowiednie dawki inspirowane aspektami filozoficznymi, zakorzenionymi w okultyzmie, czy wierzysz w duchowy wymiar ludzkiej egzystencji?

- To bardzo szeroko zakrojone pytanie. Nie wierze w nic. dla mnie osobiście wiara jest słabością. Albo wiem, albo nie wiem, dla mnie nie ma nic pomiędzy, więc w nic nie wierzę. Wiem co wiem i nie boję się przyznać do rzeczy o których nie mam pojęcia, a jedną z nich jest istnienie Boga który stworzył ziemię itd. Nie wiem tych rzeczy i nie jestem jednym z tych katolickich fanatyków, którzy będąc misjonarzami usiłują przekonać innych do swojej wiary. Nie wierzę w nic, ale mimo wszystko chciałbym się dowiedzieć co tak naprawdę za tym wszystkim stoi, ale prawdopodobnie nie da się tego dowiedzieć. Może to wszystko dzieło natury, może istnieje jakaś wyższa egzystencja, ale jestem ostatnią osobą która by to wiedziała. To co budziło moje zainteresowanie to pogłębianie wiedzy o tej tematyce poprzez czytanie. Już w młodości zgłębiałem tą tematykę, przestudiowywałem literaturę i historię związaną z okultyzmem oraz dzieje ludzkości, stąd wspomniana tematyka pojawia się w utworach które piszę i myślę że tak już pozostanie. To jest świat w którym żyję, ale myślę że bycie ignorantem jest nie na miejscu, trzeba uczyć się świata w którym się żyje, lecz jestem ostatnim z tych którzy wiedzą co istnieje a co nie. Ciekawi mnie to, jak prawdopodobnie wszystkich, ale nie mam prawa wypowiadać się o sprawach o których nie mam pojęcia.

Pozostając nadal poza obrębami muzyki, znany jesteś z długoletniej przyjaźni z H.R. Giger'em. Zezwolił Triptykon oraz Celtic Frost na używanie swoich prac jako okładek albumów. Jak obecnie wygląda wasza znajomość?

- Jest fantastycznie. Nasza znajomość wygląda lepiej niż kiedykolwiek. Giger i jego żona są dla mnie bardzo ważnymi i bliskimi przyjaciółmi. Przypadkowa nasza znajomość ma sporo wspólnego z wydarzeniami związanymi z rozpadem Celtic Frost. Byłem wtedy w fatalnym stanie emocjonalnym i to właśnie Giger i jego żona byli tymi którzy mi pomogli, którzy ze mną rozmawiali i którzy zrobili wszystko żeby mnie wspierać. Wszystko to było wtedy dla mnie niesamowicie ważne i nigdy tego nie zapomnę. Pomogli mi przeogromnie i pomoc ta nie ograniczała się tylko do okładek, było to coś znacznie większego. Są niezwykłymi ludźmi i zawsze będę im ogromnie wdzięczny.

Czy miałeś okazję zapoznania się z pracami Zdzisława Beksińskiego? To polski artysta którego twórczość może być porównywana do tej reprezentowanej prze Giger'a. Jest także mroczna, z filozoficznymi naleciałościami oraz głębokim uduchowieniem co stawia potencjalnego widza w niełatwej sytuacji...

- Nie jestem pewien. Możesz powtórzyć nazwisko?

Beksiński. Zdzisław Beksiński.

- Nie jestem pewien czy miałem okazję zetknąć się z jego twórczością. Jak już wiesz interesują się sztuką od dzieciństwa, więc na pewno sprawdzę jego prace.

Zostając przy temacie sztuki, ostatnio światło dzienne ujrzała kolekcja pogrzebowych masek Twojego autorstwa, która wsparta została przez Hansa Giger'a. Czy zbiór ten jest jeszcze osiągalny i czy planujesz stworzenie czegoś podobnego w przyszłości?

- Tak się składa, że obecnie pracuję nad kolejnymi maskami. Musiałem wziąć sobie trochę przerwy ze względu na kompletowanie zespołu, prace nad nowym albumem i ćwiczenie nowego materiału, ale obecnie pracuję nad kolejnymi maskami i zamierzam to nadal kontynuować. Wygląda na to że ich pierwsza wystawa będzie miała miejsce w Szwajcarii i być może odbędzie się kilka w innych rejonach świata. Taką mam nadzieję.

Wróćmy do muzyki. Gdzieś słyszałem że występ Celtic Frost na Wacken został nakręcony i ponad godzina materiału wyemitowana została przez jedną z niemieckich stacji telewizyjnych. Czy istnieje możliwość wydania tego na DVD?

- Aktualnie tylko dwa utwory w naszym wykonaniu zostały wyemitowane przez telewizję. Całe nagranie zawierało ponad godzinę materiału granego przez różne grupy, Celtic Frost był tylko częścią całości. To prawda, że cały występ został nagrany jak i inne podczas trasy Celtic Frost. Był plan żeby wydać DVD zawierające różne nagrania oraz album live, ale w obecnej chwili nie ma szans żeby to się stało. Nie jestem już członkiem Celtic Frost, a osoba którą obarczam odpowiedzialnością za taki stan rzeczy, ostatniego perkusistę grupy (Franco Sesa- dop. Tymek)... Nie chcę przysparzać tej osobie więcej sławy na tle mojej muzyki, a jeżeli wydał bym album live lub nagranie video osoba ta czerpała by z tego niezmierne zyski. Nawet po latach od opuszczenia przeze mnie Celtic Frost, osoba ta stale rozpowszechnia kłamstwa i intrygi mnie dotyczące, nie tylko w Szwajcarii ale i gdzie indziej, więc ciężko mi jest mu to wszystko wybaczyć. Co za tym idzie, nie widzę wydania niczego związanego w jakikolwiek sposób z jego osobą.

Rozumiem. Wróćmy do Triptykon. Słuchając "Epirastera Diamones" można odczuć że utwory powstały znacznie wcześniej niż można na początku przypuszczać. Jak wyglądał proces powstawania tego materiału i jak powołano do życia "Eparistera Diamones"?

- Zawsze byłem głównym kompozytorem i tekściarzem w zespołach których przyszło mi grać, i tak na prawdę nigdy to się nie zmieniło. Stale nagrywam swoje pomysły i piszę teksty kiedy tylko coś wpadnie mi go głowy. Jeszcze przed ponownym zejściem się Celtic Frost "Monotheist" był gotowy. Kontynuowałem pisanie muzyki ponieważ wiedziałem, że przyjdzie mi nagrać kolejny album, a co za tym idzie, napisałem nieco więcej materiału i rozwinąłem go. W czasie kiedy opuszczałem Celtic Frost około połowy "Eparistera Diamones" było skończone, natomiast druga połowa powstała gdy już istniał Tryptikon. Stosunek jest 50-50. Istnieje sporo utworów z czasów Celtic Frost oraz sporo napisanych już po powstaniu Tryptikon, myślę więc że nowy album będzie w pewnym stopniu mixem. Dla mnie najważniejsza jest spójność i przepływ, nie jest istotne to kiedy te utwory zostały napisane.

Powołując do życia Triptykon wybrałeś muzyków którzy nie byli częścią dziedzictwa Celtic Frost pomijając V. Santurę, ale przez pewien czas Reed St. Mark, który nagrywał z Tobą jedn z najważniejszych materiałów Celtic Frost, przedstawiany był jako wasz perkusista. Co sprawiło że wasze drogi znów się zetknęły? Czy brałeś pod uwagę współpracę z Dominic'iem Steiner'em? I jak czuje się nietuzinkowa i piękna basistka Vanja Slajh zastępując legendarnego Martina Eric'a Ein'a?


- Najważniejszym dla mnie był stworzenie zespołu w którym każdy członek będzie mógł poszczycić się w szczególności dobrym charakterem oraz statusem przyzwoitego muzyka. Zostało mi to podane jak na tacy. Chciałem oczywiście mieć muzyków którzy potrafią grać, więc bez wątpienia było wymaganym standardem, ale na pierwszym miejscu był brak problemów z własnym ego. Po wszystkim czego doświadczyłem w Celtic Frost chciałem być pewny że stworzę zespół który będzie niczym krąg przyjaciół, niczym zastępcza rodzina i pod tym kątem dobierałem muzyków którzy są teraz ze mną w Triptykon. Dominic Steiner... Nawet do głowy mi to nie przyszło. Nie widziałem go już przeszło 20 lat i nie jestem pewien czy miałby emocjonalne zaplecze na grę w takim zespole jak Triptykon. Wiesz, On jest dobrym basistą, ale nie mam pewności czy pasował by do zespołu. Vanja jak najbardziej nadaje się na zastępstwo Martina, niż większość fanów skłonna jest przypuszczać, ponieważ jest moją bliską przyjaciółką już od wielu lat. Był oczywiście czas kiedy taką osobą był Martin. Wychodzi na to, że po raz drugi gram w zespole z bliską mi osobą w charakterze basisty. Dla mnie to przywilej, dlatego to wszystko tak świetnie się zgrywa. Jest idealną zastępczynią Martina. Co się tyczy Reed'a St. Mark'a, chciałem żeby z nami grał, ale myślę że ostatnie 15 lat i jego przeszłość odcisnęły pewne piętno na jego osobie i nie byłby w stanie grać muzyki którą tworzę. Sporo razem ćwiczyliśmy ale nie był w stanie grać jak należy. Myślę że jego alkoholowa przeszłość ma na to duży wpływ. To były trudne chwile kiedy obaj zdaliśmy sobie z tego sprawę. Od lat rozmawialiśmy o wspólnym graniu i miałem ogromne nadzieje, że nastąpi to właśnie w Tryptikon, więc był to olbrzymi zawód i coś trudnego do zaakceptowanie, gdy okazało się że nie będzie to miało miejsca.

Przykro to słyszeć. Zostawmy na chwilę temat Triptykon. W 1986 wziąłeś udział w nagraniu "Death Cult" Coronera. Jak to się stało że Ron Royce i spółka byli częścią ekipy technicznej Celtic Frost i czy jest szansa na oficjalne wydanie tego materiału na LP? Myślę że to wydawnictwo uszczęśliwiłoby masę ludzi.

- Cóż, zostało to wydane na cd jako bootleg. Posiadam to w takiej właśnie wersji i stwierdzam że jest to bardzo dobrze zrobione. Nawet sam zespół to przyznaje. Wygląda jak wydanie oficjalne i może poszczycić się świetną jakością. Coroner byli naszymi kumplami ze sceny w Zurichu. Znam ich od wielu lat, byli członkami naszej załogi na trasie. Wiedziałem że mają zespół, a ich muzyka bardzo którą słyszałem na próbach przypadła mi do gustu i trochę razem jammowaliśmy. W tamtym czasie nie mieli odpowiedniego wokalisty, więc poprosili mnie żebym to ja nagrał wokale oraz zajął się produkcją dema. Był to dla mnie zaszczyt i oczywiście zgodziłem się.

Jasna sprawa. Tak na marginesie, szwajcarska scena może i nie jest zbyt wielka ale zawsze zadziwiała mnie swoją oryginalnością, zespoły takie jak Krokus, Warrior, Hellhammer/ Celtic Frost, Coroner, Messiah czy Samael. Jak myślisz, w czym tkwi fenomen? Dla mnie scena szwajcarska jest porównywalna do kanadyjskiej, która jest bez wątpienia mniejsza od tej w USA, ale ma o wiele więcej do zaoferowania.

- Cóż, szwajcarska scena... Tak na prawdę to dzieli się na dwie grupy. Jedna to ta starająca się tworzyć coś unikalnego, zespoły takie jak Yello, Coroner czy nawet Celtic Frost. Druga to grupy które kopiują się wzajemnie lub kopiują zespoły z innych krajów. Jest mnóstwo przeciętnych kopii międzynarodowych sław. Jest to nieco dziwne koegzystowanie dwóch odmiennych stron. Wtedy myślę że Szwajcaria jest krajem bez konkretnego dziedzictwa kulturowego, to samo tyczy się muzyki. Jeżeli chcesz coś osiągnąć na tym polu, musisz być oryginalny i niecodzienny żeby zostać zauważonym. Może to dopinguje sporo zespołów do bycia innymi niż pozostali.

Zawsze chciałem Cię zapytać o nie wydaną sesję nagraniową Celtic Frost pod roboczym tytułem "Under Apollyon Sun". Z tego co pamiętam sesja miała miejsce w Jungle Love Studios w 1992 i zawierała 9 utworów na które trafiłem przypadkiem. Byłem w szoku że tak wspaniały materiał nie został wydany. Czy posiadasz więcej takich perełek zakopanych gdzieś w Twojej "szufladzie"?

- Cóż, żadna z tych piosenek nie została skończona, miały miejsce 3 różne sesje nagraniowe do tego albumu. Jedna w Szwajcarii, jedna w Nowym Yorku i ostatnia w San Antonio w Teksasie, ale większość materiału miała charakter dem i żaden z utworu nie został zakończony względem albumowych standardów. Były to bardzo podstawowe i proste wersje demo, a zespół rozpadł się zanim tak na prawdę zaczęliśmy nad tym pracować. Planowaliśmy wydanie tego jako podwójne LP, bardzo ambitnie, a za razem eksperymentatorsko, ale tak jak powiedziałem wcześniej, nie sądzę aby zostało to kiedykolwiek wydane, a i nikt nie miałby raczej ochoty pracować nad tym po tak długim czasie. Myślę że słyszałeś niektóre części tej sesji nagraniowej, np. w utworze Celtic Frost "Domain and Decay" użyłem riffu który powstał właśnie wtedy itd. Podkreślam raz jeszcze, że nie uważam żeby kiedykolwiek zostało to wydane.

Kontynuując temat ciężko dostępnych nagrań z Twojej twórczości, japońskie wydanie "Eparistera Diamones" zawiera bonusowy kawałek pt. "Shatter". Czy oznacza to że zostało nagranych więcej utworów podczas sesji? Czy zostaną opublikowane?

- Zostały nagrane 3 ponadprogramowe utwory oraz kilka nagrań live w międzyczasie. Obecnie pracujemy nad mini albumem, który zostanie wydany na jesieni. Jest to swoisty dodatek do "Eparistera Diamones". Będzie zawierał bonusowe utwory i nagrania live. Może nawet jakiś kawałek Celtic Frost wykonywany przez nas na żywo. Nie mogę się już doczekać wydania tego mini albumu, a w momencie kiedy zadzwoniłeś pracowałem nad projektem okładki.

Powinniśmy spodziewać się czegoś w stylu okładek które stworzyłeś dla Hellhammer?

- To będzie coś bardzo prostego, a za razem mrocznego. Chcę żeby albumy Triptykon posiadały pełnowymiarową szatę graficzną, natomiast mini albumy cechować będzie prostota, taki generalnie jest koncept.

Zawsze chciałem zadać Ci pewne pytanie, tylko proszę, nie śmiej się ze mnie. Kiedy i w jakich okolicznościach powstało kultowe "UGH!" słyszane w trakcie piosenek?

- (śmiech) Pierwszy raz usłyszałem "UGH!" kiedy byłem jeszcze dzieckiem podczas oglądania "The Crazy World of Arthur Brown" w TV. Też tego używał, a mi wydało się to fantastyczne. Później byłem świadkiem tego samego w wykonaniu Ozziego podczas koncertów Black Sabbath w późnych latach 70-tych, a później pojawiło się NWOBHM i zespoły takie jak Venom czy Iron Maiden. Paul Di'Anno też wydawał ten odgłos podczas piosenek, a ja odkryłem że to całkiem ciekawy patent na podrasowanie rytmu, więc kiedy założyliśmy ze Stevem Warriorem Hellhammer postanowiłem robić to samo. Z pewnych względów staliśmy się przez to sławni, nie będąc nawet tymi którzy wpadli na ten pomysł. Słyszeliśmy że było to praktykowane już wcześniej także przez inne zespoły, ale z jakiegoś dziwnego powodu ludzie zawsze wiążą to z moją osobą. To z pewnością nie moja inwencja, ale stało się to swoistym znakiem rozpoznawczym.

Dokładnie tak się stało. Mam nawet kumpla który wypisał "UGH!" na swojej jeansowej kurtce tuż pod logiem Celtic Frost...

- Brzmi nieźle (śmiech)

Od czasu do czasu udzielasz się jako producent muzyczny, ostatnio przy albumie 1349. Czy możesz wyjawić jak wyglądała współpraca z zespołem i czy jesteś zadowolony z wyniku końcowego?

- To było dosyć trudne. Przywykłem do bardzo profesjonalnego i uporządkowanego i dobrze zorganizowanego charakteru pracy. Będąc zespołem Black Metalowym pracują w odmienny sposób, więc musiałem przywyknąć do innego stanu rzeczy. To nie była moja produkcja tylko ich, więc musiałem się dostosować. To był interesujący proces a efekt był dla mnie ważny. Chciałem żeby album wyglądał tak jak oni sobie tego zażyczyli, nie ja. Oni są tu najważniejsi, a rolą producenta jest dbanie o brzmienie a nie wciskanie w to wszystko swojego widzi mi się. Przywyknięcie zajęło mi trochę czasu, ale myślę że było to interesujące doświadczenie. Oczywiście jestem w przyjaźni ze wszystkimi członkami grupy, więc przyjemnością było pracować z nimi.

Przejdźmy teraz do Twojej pracy jako pisarza. Ostatnio ukazała się książka "Only Death is Real: The story of Hellhammer". Wydane zostało przez Bazillion Points. Czy jesteś zadowolony ze współpracy z tym wydawcą? Jak wygląda odzew na książkę?

- Jestem w pełni usatysfakcjonowany. Wybrałem to wydawnictwo z pomiędzy kilku które ubiegały się o wydanie tej książki ze względu na znajomość z właścicielem i olbrzymim zaufaniem jakim go darzę. Chciałem żeby książka prezentowała się w określony sposób, żeby odzwierciedlała to czym Hellhammer był naprawdę, dlatego właśnie Bazillion Points okazał się być najlepszym wyborem. Nie interesowała mnie tylko i wyłącznie komercyjna współpraca. Mam nadzieję, że jeszcze w przyszłości będziemy mieli okazję razem pracować, zważając na to że mam kilka kolejnych planów wydawniczych.

W ilu językach książka została wydana do tej pory?

- Do chwili obecnej egzystuje tylko angielska wersja, ale wiem że planowana jest także włoska.

Słyszałem plotki jakby brana pod uwagę jest polska wersja. Wiesz coś na ten temat?

- Niestety nie, ale pomysł jest bardzo dobry.

Ok, myślę że to by było na tyle. Dzięki ogromne za poświęcony czas i wszystkiego dobrego dla Ciebie, Triptykon i całej Twojej twórczości. Tradycyjnie, ostatnie słowa należą do Ciebie.

Również ogromne dzięki. Dzięki za otwartość i podążanie ze mną wspólną ścieżką. Rozumiem, że droga ta dla wielu fanów może być ciężka, ale jestem dumny z faktu że wciąż mam publikę i tak wspaniały odzew na nasz nowy album. Jak już wcześnie wspomniałem, nie mogę doczekać się ponownego zagrania w Polsce i będę do tego dążył gdy tylko nadarzy się ku temu sposobność.

 

Wywiad przeprowadził Tymoteusz Jędrzejczyk

Pytania przygotował Leszek Wojnicz-Sianożęcki

(Wywiad pochodzi z #2 OMMM 2010)

Poprawiony (środa, 18 lipca 2012 07:41)

 

baa222