VENOM - POLISH ASSAULT 23.06.2010

Kiedy na METAL MANII 88 Abadon będący gościem specjalnym organizatorazapowiedział, że niebawem Venom uraczy nas koncertem moja mroczna dusza cieszyła się tak jak bym co najmniej wygrał 6 tkę w totka, wszytko wskazywało, że nie są to czcze mrzonki tym bardziej że pojawiły się dwa licencyjne winyle Venom, Possessed i Eine Kleine Nacht Musick, rok później BULLDOZER będący pod menadżerskimi skrzydłami Abadona nawiedził nas by zarejestrować legendarny Live In Poland i kiedy wiele tysięcy wygłodniałych bestii czekało na przyjazd VENOM z roku na rok oddalała się perspektywa zobaczenia nie świętej trójcy na żywo, mijały kolejne lata zmieniały się składy VENOM, stara gwardia wykruszała się a nowe pokolenie metalowców coraz rzadziej sięgało po klasykę i kiedy nastał rok 2010 zapowiedź dwóch koncertów VENOM w Polsce traktowałem z przymrużeniem oka tym bardziej, że nie była to pierwsza zapowiedź koncertu tego zespołu, dość późno pojawiło się potwierdzenie na oficjalnej stronie organizatora, a na stronie VENOM takowego w ogóle nie było co poddawało wątpliwość wiarygodności owej imprezy, mimo to coś mi mówiło, że teraz może się udać, pierwotnie miały odbyć się dwa koncerty w stolicy i w moim rodzinnym mieście Krakowie. Owe dwa koncerty miały być przecięte występem VENOM w Moskwie, i kiedy szykowałem się na oba koncerty a głód u mnie wzmagał się z dnia na dzień do niewyobrażalnych rozmiarów, tym bardziej, że mieliśmy przeprowadzić wywiad z Cronosem, a i czekał spory stosik płyt do podpisania. Na jednym koncercie ogarnęła mnie przemożna chęć szaleństwa w tłumie metal maniaków chłonących całym sobą te piekielne dźwięki, a drugi występ chciałem oglądać w skupieniu i zapamiętać jak najwięcej z tego występu, niestety koncert w Warszawie został odwołany ponieważ sprzedało się tylko nie całe 200 biletów, a co za tym idzie zdecydowano aby zrobić jeden koncert za miast dwóch. Dodatkowym rozgoryczeniem był fakt braku czasu Venom dla prasy. Dzień później VENOM grał w Moskwie, Oldschool Metal Maniac tworzył wtedy pierwszy numer więc nie byliśmy dostatecznie wiarygodni, pierwotnie mieliśmy dostać 10-15 minut na wywiad potem okazało się, że nie ma na to czasu, na szczęście manager trasy okazał się bardzo miłym człowiekiem i obiecał nam możliwość przeprowadzenia wywiadu z Cronosem telefonicznie. Pojawiliśmy się nieco wcześniej na zapleczu krakowskiego Klubu Kwadrat, który okazał się wymarzonym miejscem na tego typu koncerty, moim zdaniem to w tej chwili najlepszy obiekt na takie imprezy, wracając do koncertu kiedy przemknęliśmy przez zaplecze Venom szykował się do próby oczywiście nie byłem w stanie odmówić sobie tej przyjemności i nie zostać na tej próbie, grupa może 10 osób w tym część zespołu Hellias i my. Tymek i ja z redakcji OMMM mogliśmy przez chwilę uczestniczyć w tym wydarzeniu (zagrali "Bloodlust", "Rip Ride" i niewielką część "At War with Satan"). To było czymś dziwnym, ale jednocześnie niesamowitym oglądać Cronosa, Rage'a i Dante'go w codziennych ciuchach wymiatających 7 cieni piekła ze swoich instrumentów. Fajne i unikalne doświadczenie i dodatkowo fakt, że byliśmy jednymi z pierwszych 20 osób którym dane było zobaczyć Venom na żywo w naszym rodzimym kraju hehe :D. Z wolna klub wypełniał się przybywającymi Legionami... Smutnym był fakt, iż liczba przybyłych nie była zbyt imponująca. Według organizatora świadkiem Rytuału Venom było ok. 400 przeklętych dusz. Moim zdaniem była to wina tego, że Assault miał miejsce 22 lata po pierwszej zapowiedzi... No ale wróćmy do meritum.

Całość występu otworzył Hellias, lokalna thrash metalowa legenda. Grali nieźle, 30 minut długiego i intensywnego thrashowego łojenia. Bombardowali publikę takimi utworami jak "Kona Bóg", "Descend from the Cross", "Mind Deformity", "The Pray pt. I", "Golgotha", "AD Darkness" oraz "AD Martyrology", jeżeli dobrze pamiętam oczywiście. Chłopaki są w świetnej formie, Foreman jest utalentowanym i charyzmatycznym frontmanem, a dwóch nowych członków, basista Grzesiek i gitarzysta Karol zdają się nie mieć najmniejszych problemów z dotrzymaniem pola wściekłym partiom perkusji Wojnay i umiejętnościom gitarowym Goolary'ego. Naprawdę przyzwoity show.

Po nich scenę przejęli muzycy młodego fińskiego zespołu Frostbitten Kingdom, którzy przyjechali razem z Venom. Ten był jednak najgorszym występem tego wieczoru. Nudny, nijaki, z naleciałościami melodeath'u i wpływami sceny z Goetheborga oraz domieszką Dimmu Borgir tu i ówdzie. Przez to występ był dużym rozczarowaniem z wyjątkiem coveru klasyka Manowar w postaci "Thor (The Powerhead)". Ne mogę powiedzieć, że fińskim frosties brak umiejętności muzycznych czy talentu do pisania piosenek, ale całości jakże mocno brakowało ducha i tych przysłowiowych jaj żeby móc się tym cieszyć jak należy.

Wreszcie po 22 latach, 6 miesiącach, 23 dniach, 21 godzinach i 30 minutach Bogowie Black Metalu wyszli na scenę, po raz pierwszy w Polsce! Cały szał rozpoczął się znanym wstępem:  "LADIES AND GENTLEMEN!!! FROM THE VERY DEPTHS OF HELL!!! VEEENOOOOM!!!!!". Zaczęli od "Black Metal"! Nikt nie spodziewał się tego ikonowego hymnu od razu na początku, gwałtowny mosh pojawił się natychmiast. Riffy grane przez jakże skoncentrowanego i oszczędnego w ekspresji Rage'a cięły powietrze, wspomagane przez zaciekłe uderzenia Dante Needhama, który okazał się największą niespodzianką koncertu, grający bardziej prymitywnie niż jego poprzednik Antton, ale jakże łatwiej przynoszący na myśl grę legendarnego Abaddona we własnej osobie (Dante jest o wiele bardziej adekwatny do zadania utrzymywania rytmu...). A wszystko to pochodzi od gościa, który uczestniczył w solowym projekcie Tony'ego Martina, byłego członka Black Sabbath! Oczywiście cesarz może być tylko jeden. Cronos był nim przez całą noc! Pomimo wieku i postępującego wypadania włosów Conrad Lant był w świetnej formie wokalnie i muzycznie, oraz jako frontman. Prawdziwy demon z najgłębszych otchłani Piekieł. "Black Metal" dobiegł końca i Nie święta Trójca ruszyła do ataku z "Antichrist", najlepszym kawałkiem z albumu "Metal Black". Atmosfera stawała się coraz gorętsza z każdą kolejną sekundą. Ludzie tworzyli taki mosh, że myślałem, że nie dam rady się przez niego przedrzeć. Trwałem dalej. Następny był "Straight to Hell" z ostatniego albumu oraz surowy klasyk w postaci "Bloodlust". Chwila przerwy, aby pozdrowić legiony fanów i Mistrz Cronos zapowiedział opowieść o najbardziej demonicznej kobiecie w historii. Krwawa opowieść "Countess Bathory" została ponownie przedstawiona wyjącym, metalowym bestiom. Cały tłum przeżywał piekło swojego życia. Całkowite i absolutne szaleństwo. Venom nie dał szansy na złapanie oddechu. "Seven Gates of Hell", "Welcome to Hell" były śpiewane przez cały klub, pierwszy z medleyów chaosu składał się z fragmentów "Possessed", "Schizo", "Live like an Angel", "Calm before the Strom" oraz "Krakin Up". Był to tylko wstęp do najbardziej epickiej części całego misterium. Pierwsze dźwięki basu oznajmiły nam, że za chwilę przeżyjemy prawdziwą wojnę... "At War with Satan"!!! Mieliśmy szansę doświadczyć prawie połowy epickiej wizji bitwy pomiędzy demonicznymi wojownikami, a zastępami aniołów, oczywiście rozgromionych okrutnie przez swoich przeciwników. To jeden z tych momentów, które zostaną w mojej pamięci na całe życie... "Burn in Hell" rozpoczął kolejny medley, tym razem składający się z epickiego, black metalowego bluesa "Buried Alive", "The Evil One", "Resurrection" i "Centuries of Sin". Później Maestro Cronos, razem ze swymi dwoma towarzyszami rozpętał "Warhead"! Wciąż jeszcze słyszę krzyk całego tłumu! Główna część występu zakończyła się "Metal Black". Ale czy był to koniec? Oczywiście, że nie! Krótko po tym jak Cronos, Dante i Rage zeszli ze sceny, wrócili na nią aby nakarmić czarne dusze ostateczną ofiarą. "In League with Satan" oraz "Witching Hour" długo rozbrzmiewały wśród nocy, nie pozostawiając nikogo przy życiu i nie biorąc jeńców. Tak oto zakończył się pierwszy koncert Venom na polskiej ziemi, wciąż zostaje pewne nieusatysfakcjonowanie (22 lata oczekiwań, a tu 2 godziny...), ale tak czy owak koncert był świetny, a zespół jest w genialnej formie i z pasją podchodzi do tego co robi, a Legiony, choć może mało liczne, ale wciąż bez przypadkowej zbieraniny dzieciaków. To była Black Metalowa perfekcja! To było Rock and Rollowe Piekło. To był czysty i zabójczy Venom...

Set Venom z Krakowa:

1.Black Metal
2.Antichrist
3.Straight To Hell
4.BloodLust
5.Countess Bathory
6.Seven Gates Of Hell
7.Welcome to Hell
8.Medley of Mayhem 1 (Possessed/ Schyzo/ Live La Angel/ Calm Before The
Storm/ Krakin Up/ Possessed)
9.At War With Satan
10.Burn In Hell
11.Medley of Mayhem 2 (Buried Alive/The Evil One/ Resurrection/
Centuries Sin)
12.Warhead
13.Metal Black
BIS:
14.In League With Satan
15.Witchig Hour

Tekst przygotowali Tymoteusz Jędrzejczyk & Leszek Wojnicz-Sianożęcki

Zdjęcia z koncertu Leszek Wojnicz-Sianożęcki

Więcej zdjęć w naszej galerii: link

 

baa222