JUDAS PRIEST - METAL HAMMER FEST 10.08.2011

 

10.08.2011 ta data zapisała się złotymi zgłoskami w Historii Heavy Metalu jako jedno z ważniejszych wydarzeń w naszym kraju i oto siedmio tysięczny tłum skandujący nieustannie nazwę Judas Priest z niecierpliwością oczekiwał rozpoczęcia się tego bez precedensowego wydarzenia i choć było mi już dane wcześniej widzieć Judas Priest z Robem podczas trasy koncertowej Electric Eye to jednak i temu wydarzeniu towarzyszyły nie mniejsze emocje, zresztą dla wielu zebranych tu maniaków owy koncert był bez wątpienia spełnieniem jednego z największych marzeń zobaczenia Judas Priest z Robem Halfordem w roli głównej, co prawda nie oczekiwane odejście "K.K." Downing podczas owej trasy uczyniła nieco zamętu, mimo to Richie Faulkner okazał się godnym następcą mistrza świetnie radząc sobie w tej nie łatwej roli. Cudowne uczucie być częścią szalejącego tłumu, licznie przybyłych na dzisiejsze Metalowe Święto coraz bardziej niecierpliwiącego się tłumu oczekujących na mistrza ceremonii Rob Halford, który wraz kompanami pojawi się na scenie Katowickiego Spodka.


Sam koncert rozpoczął się punktualnie o 21:30 i oto rozległy się pierwsze dźwięki skrywając jeszcze wykonawców za kurtyną, jako pierwszy rozbrzmiał "Rapid Fire" bo właśnie tym utworem zespół rozpoczął swoje przedstawienie wyzwalając w tłumie tak potężny ładunek energii, że gdyby podłączyć pod nich elektrody można by było naładować nimi całe miasto :) Potężna scena po obu stronach stosy łańcuchów zwisających tu i ówdzie, po środku na sporym podeście totalnie rozbudowany zestaw perkusyjny zza którego trudno było dostrzec Scotta Travisa, Rob w długim skórzanym o ćwiekowanym płaszczu dzierżący w dłoniach statyw mikrofonu, Ian Hill jak opętany choć w miejscu cały czas wijący się z basem w nawiedzonym amoku, obok niego tryskający energią nie młody już Glen Tipton obchodzący 25-go października tego roku 53 urodziny, po drugiej stronie szalejący Richie Faulkner, o dziwo bardzo przypominający wyglądem swojego poprzednika:) Niezwykła oprawa sceny lasery, światła oraz buchające raz po raz gejzery ognia sprawiało, że i od strony wizualnej owy spektakl jawił się czymś niezwykle wyjątkowym. Ciśnienie nieustannie rosło by eksplodować kolejnym klasykiem Metal Gods rozpętując histeryczne szaleństwo temperatura wewnątrz tłumu przypominała czeluści piekła, mimo to szalejący tłum nie miał zamiaru ani na chwile przestać, nie ustająco podnosząc dłoniew kierunku sceny, wielo tysięczny tłum wtórujący przy tym Robowi, "Heading Out To The Highway" to kolejny sznyt zagrany z niezwykłym wykopem, szaleństwo część dalsza: tym razem kompozycja z albumu "Angel Of Retribution" doskonały "Judas Rising", "Starbreaker" to kolejny klasyk, tym razem z albumu "Sin Afer Sin" co ciekawe w wersji koncertowej nabierający dodatkowej zadziorności, bardzo dobrze prezentował się na tle pozostałych wykonywanych tego wieczora kompozycji, "Victim Of Changes" i tym razem zespół zabiera nas w odległą podróż do roku 1976 z ponadczasowego klasyka "Sad Wings Of Destiny" i tym razem wersja na żywo to prawdziwy cios w potylice, zresztą Judas Priest udowodnił już nie raz, że ten numer w wersji Live to prawdziwy killer, wystarczy posłuchać tego kawałka z koncertu Unleashed in the East z roku 1979 by wiedzieć, że ten numer potrafi zabić z mózgu miazgę!!!! Klasyków część dalsza "Never Satisfied" to podróż do prapoczątków debiut albumu Rocka Rolla dobór set listy jest doprawdy wyśmienity, delikatny akustyczny wstęp to zapowiedź "Diamonds And Rust" łza kręci sie w oku, aż trudno uwierzyć, że to wszystko dzieje się na prawdę, klawiszowy wstęp po którym potężny riff wyłania "Prophecy", Rob przebrany w srebrzystą szatę Nostradamusa wygłasza proroctwa, mocarnie brzmiący kawałek łączący w sobie sporo melodii i ciężaru w wersji Live nabrał jeszcze większej mocy, "Night Crawler" i tu żartów nie ma, niezwykle porywający numer mający w sobie spory ładunek energii i choć nie tak szybki jak Painkiller potrafiący w skuteczny sposób porwać tłum w nieokiełznane szaleństwo, języki ognia, lasery, kłębowisko dymu niczym czeluście Piekła. Kolejna kompozycja "Turbo Lover" i tym razem wersja Live dodaje tej dość miękkiej kompozycji nieco zadziorności i co najważniejsze porywa tłum do nieustannego trzepania głowami, chwilę po tym dając tłumowi chwile wytchnienia pięknym wstępem do "Beyond The Realms Of Death" z albumu "Stained Class" jednak z każdym taktem utwór nabiera drapieżności i siły na, którą tłum nie może być obojętny szalejąc nieustanie jak by koncert dopiero co się zaczął. Czasem zastanawiam się skąd Ci ludzie mają tyle energii, to niezwykle jakie ta muzyka potrafi wyzwolić emocje zahipnotyzowanego tłumu, szaleństwo nieprzerwanie trwa.

"The Sentinel" miażdży czaszki z silą metalowego młota ależ ten numer ma siłę, "Blood Red Skies" znany nam dobrze z albumu "Ram It Down" i tym razem wyzwala niezwykle emocje i choć ten numer nie ma takiej mocy jak np. tytułowy utwór z wyżej wymienionej płyty czy choćby "Monster of Rock" to jednak jest to naprawdę bardzo udany numer szczególnie w wersji Live. Doskonale wykonany cover Peter-a Gren-sa "The Green Manalishi" w dużo ciekawszej wersji niż oryginał Fleetwood Mac i jak tu stać spokojnie w miejscu? Kiedy dostajemy kolejny strzał adrenaliny "Breaking The Law" z "Opus Magnum Judas Priest British Steel" wyzwala w tłumie jeszcze większą moc, chwilę po to tym hymnie następuje "Painkiller" rozpętując prawdziwe piekło, tłum dostaje amoku, żarty się skończyły! Ci zaraz przy barierkach nie wyglądają najlepiej, przygnieceni do barierek cielskiem metalowej bestii szalejącego tłumu, wartym również odnotowania był fakt mistrzowskiego popisu Sotta Travisa, który udowodnił wszystkim niedowiarkom, że mimo 50tki na karku jest dalej w mistrzowskiej formie, na dobicie niedobitków numer z albumu "Screaming for Vengeance The Hellion/ Electric Eye" Prawdziwe zniszczenie!!! Chwile po tym momencie rozległ się ryk piekielnej maszyny Roba leniwie wtaczając się na scenę na swoim Harleyu Davidsonie ten wydawało by się nie winny element w dość znaczący sposób konkretnie podkręcić tłum, który jak zaczarowany śpiewał z Robem refreny "Hell Bent For Leather" i tu nie odbyło się bez ofiar w ludziach :) Kolejne nagranie z roku 1982:) "You've Got Another Thing Coming", nie dało wytchnienia rozjuszonemu tłumowi , po tym akcie zniszczenia nastąpił kolejny numer z "British Steel Breaking The Law" tym razem w całości odśpiewany przez szalejącą publiczność, aby nie burzyć nastroju zespół serwuje fanom kolejny numer z "British Steel Living After Midnight" zamykając tym samym całość tego wyjątkowego spektaklu, który dla wielu z nas zapadnie na długo w pamięci jako jedno z ważniejszych wydarzeń w naszym życiu.

(tekst  pochodzi z #5 OMMM 2012)

Leszek Wojnicz-Sianożęcki

Więcej zdjęć w naszej galerii: link

 

baa222