ARMAGEDON (PL)

METAL PŁYNIE ZAMIAST KRWI W MOICH ŻYŁACH



Dla mnie powroty takie jaki zafundował ARMAGEDON płytą Death Then Nothing, są jak plaster miodu przyłożony na skołatane serce. Nie dość, że sama płyta jest świetną porcją Death/Thrasowej muzyki, to jeszcze pojawia się okazja do porozmawiania z jednym z liderów tej wytrawnej ekipy z Kwidzyna. Z atencją zapraszam na wywiad z jednym z braci Maryniewskich – Krzysztofem.

Cześć Krizz! Wasza płyta gości w moim odtwarzaczu tak jakoś od tygodnia, i to bardzo często. Dla mnie jest to - mówiąc kolokwialnie i dosadnie – bardzo dobra płyta. 32 minuty, które mijają niezwykle szybko, powodując niedosyt. Gratuluję Ci nowej płyty. Jak Ty z perspektywy tych paru miesięcy, bo od nagrania w studio X minęło już trochę czasu, ocenisz ten krążek

Witaj Wojtas! Bardzo się cieszę, że oceniasz Death Then Nothing bardzo pozytywnie. Takie było założenie, aby po przesłuchaniu całości pozostał raczej niedosyt, niż przesyt. Myślę, że płyta spełnia te oczekiwania. Muza jest bardzo ciężka i „gęsta”, a przy tym dość selektywna; z jednej strony miażdży partiami blastów, a drugiej wprowadza ciekawe klimaty mrocznymi riffami. Dużym wsparciem są partie vocali. Według mnie, Slavo przeszedł sam siebie. Podsumowując - myślę, że jest nieźle, choć na pewno znalazłbym partie, które dzisiaj można by było zaaranżować, bądź nagrać inaczej.

A jaki jest na ten moment odzew ludzi z branży na Death Then Nothing? Znaleźli się jacyś malkontenci, czy wszyscy Was chwalą

Ogólnie odzew jest bardzo pozytywny. Zwłaszcza od naszych sympatyków i dawnych fanów. Choć zdarzają się komentarze, nie tyle negatywne ad. Death Then Nothing, ale raczej do naszego ponownego się pojawienia. Dla niektórych (raczej dla krytyków) ARMAGEDON, to „relikt przeszłości”, legenda której nie należało wskrzeszać…Cieszę się, że są to jednak komentarze pojedyncze. My i nasi fani myślimy zdecydowanie inaczej.

Nie było Was na scenie naście lat. Wróciliście. Jakie to uczucie być znowu w tym muzycznym biznesie po latach absencji?

Wiesz, dzisiaj jesteśmy dość dorosłymi facetami i mamy zdecydowanie więcej dystansu do otaczającej nas rzeczywistości. Cieszy nas fakt, że w dalszym ciągu ARMAGEDON, to nazwa kultowa. Dla wielu, jakieś piętnaście lat temu byliśmy jednym z najlepszych bandów w PL. A 15 lat, to w końcu nie wieczność.Spotykamy się z bardzo fajnym przyjęciem starych, jak i młodszych fanów. No i dzisiaj nie mamy żadnego ciśnienia, na to aby ARMAGEDON był „być albo nie być” w naszym życiu. Jest to raczej pasja, chęć tworzenia i w dalszym ciągu niesamowita przygoda, niż tak jak to było kiedyś, próba sposobu na życie. To powoduje, że nasza dzisiejsza obecność jest pozbawiona jakichkolwiek balastów. Mamy komfort tworzenia, nagrywania, czy koncertowania dla bezinteresownej przyjemności. Ku chwale ARMAGEDON i naszych fanów.

Z promocją płyty związane są koncerty. Czy wydawca - Mystic, szykuje Wam trasę? Jeśli tak, to kiedy będzie można zobaczyć Was na koncertach i w jakim towarzystwie?

Myślę, że w tym roku (2009) zagramy raczej tylko kilka pojedynczych koncertów. Większą aktywność koncertową planujemy na przyszły rok. Być może będzie to objazdówka po Polsce w bardzo dobrym towarzystwie. Szansa jest spora, ale nie chciałbym jeszcze dzisiaj przekazywać nie potwierdzonych informacji.

A jest szansa na jakieś pojedyncze sztuki, gdyby np. organizator małego metalowego festiwalu zechciał Was ściągnąć? Ma na to szansę?

Tak jak powiedziałem wcześniej, jak najbardziej. W przeszłości takie właśnie lokalne koncerty, czy małe festy były z reguły bardzo dobrze przygotowane, no i atmosfera była zawsze przednia! A po sztukach, niezapomniane imprezy. Kościan, Złocieniec, Sandomierz, Malbork, czy Kwidzyn - jakie duże trasy odwiedzają dzisiaj te miejsca? A to były jedne z najlepszych gigów jakie pamiętamy.

"Przeszłość to jajko stłuczone, przyszłość to jajko wysiadywane " - to słowa Paula Eluarda. Ciekaw jestem czy lubisz takie retrospektywne podróże, wspominanie przeszłości czy też wolisz „wysiadywać jajko” ? Pytam, bo teraz chciałbym trochę wrócić do przeszłości…

Ogólnie nie lubię powrotów do przeszłości. Wiem, że w naszym przypadku to niemożliwe. Co więcej, często retrospektywne podróże działają na korzyść ARMAGEDON. Ale to już było. I nic tego nie zmieni. Ważne jest przede wszystkim dzisiaj i jutro. Ale jako, że chcesz wracać do przeszłości, wal śmiało!

No to jedziemy…Powiedz o pierwszych, ważnych dla Ciebie, jeszcze jako dziecka – zespołach muzycznych. Kto to był? I nie chodzi mi koniecznie o wykonawców z gatunku heavy metal…

Tu może Cię zdziwię. Od początku był to metal. Najpierw AC/DC, BUDGIE, potem TSA, KAT, no i tak dalej. Z innych klimatów lubiłem BRYGADĘ KRYZYS i MOSKWĘ – nie wiem, czy ktoś jeszcze pamięta te bandy. Ale kilkudniowe, coroczne pobyty w Jarocinie robiły swoje. Wtedy każda muza była ważna, bo z reguły była niedostępna i kontestowała otaczającą nas rzeczywistość. Metal w Polsce dopiero się zaczynał. Było kilka fajnych bandów, ale też mnóstwo pozerstwa.

Z Jarkiem Cieślą znałeś się jeszcze ze szkoły podstawowej. Ponoć uciekaliście z lekcji, aby posłuchać AC/DC i MOTORHEAD, prawda?

No tak! Uciekaliśmy i to nie raz. Myślę, że wszyscy mamy takie zdarzenia w pamięci z tamtych czasów. Było to głównie spowodowane godzinami nadawania audycji radiowych, w których można było usłyszeć nowości ze świata. Nie było innego wyjścia. Trzeba było wiać, siadać, przy wysłużonym kaseciaku (bądź szpulowcu) i nagrywać. W tamtych czasach (koniec lat 70, początek 80), posiadanie wydawnictw oryginalnych, graniczyło z cudem

Czy dużo słuchałeś pod koniec lat 80-ych audycji w radiu? Jakie to były audycje? Może właśnie uciekaliście z lekcji na Muzykę Młodych?

Radio w tamtych czasach, było jednym z niewielu źródeł muzycznych dla metalu. I to na antenie ogólnopolskiej! Muzyka Młodych, jak najbardziej – najgorzej było jak zaczęli nadawać w niedzielę rano… W tamtych czasach, nawet Kaczkowski w Trójce prezentował „metalową” twórczość. To co było wtedy raczej nie-fajne, to podziały między ludźmi ze względu na słuchanie takiej, czy innej muzy.

W październiku 86 roku powstała grupa CREEPING DEATH. Kto był założycielem tej formacji i w jakim składzie graliście?

W zasadzie to był początek ARMAGEDON. W okresie kilku miesięcy, na początku swojej przygody muzycznej, szukaliśmy właściwej nazwy, zmieniając ją kilka razy, aż do zaakceptowanej przez wszystkich :ARMAGEDON. Ojcami założycielami, byłem ja razem ze Slavo. Zachęciliśmy do współpracy Jarka Cieślę (na drugiej gitarze), no i nieco później Romka Czyczyna-Egierda (na perkusji). To był w zasadzie pierwszy oficjalny skład ARMAGEDON.

Ciekaw jestem czy zagraliście jakiś koncert pod szyldem CREEPING DEATH? A może masz w swojej osobistej kolekcji jakieś demo tej kapeli?

Nie bardzo pamiętam, ale chyba pierwszy oficjalny koncert (w roku 1987) zagraliśmy już jako ARMAGEDON. Pierwsze demo nagraliśmy natomiast dopiero rok później. Innymi słowy, wszystko co działo się muzycznie, było oficjalnie firmowane przez nas nazwą ARMAGEDON

Czy pamiętasz jeszcze jeden z pierwszych Waszych gigów z zespołem R.A.F w Kwidzynie? Mała salka została wtedy ponoć doszczętnie zdemolowana, a fani biegali po scenie, co skończyć się miało połamaną gitarą Jarka...

Takich koncertów w tamtych czasach było znacznie więcej. Kwidzyn + Sztum + Grudziądz stanowiły dość sporą brygadę metalową, rozpoznawalną praktycznie w każdym miejscu w Polsce. Wspólne wyjazdy na koncerty i w ogóle. A ARMAGEDON był wtedy ich (naszym) zespołem. No to się na koncertach działo! Pamiętam, jak w Malborku graliśmy sztukę z ACID DRINKERS. Przez pół godziny nie mogli wyjść na scenę po naszym koncercie, bo ludzie chcieli tylko ARMAGEDON! Koncert z R.A.F. , który wspomniałeś rzeczywiście zakończył się dość znacznymi startami w mieniu (bodajże Domu Kultury). Gitara Jarka też nie przeżyła

Bardzo lubię Wasze demo Czas Przetrwania. Natomiast nie udało mi się dotrzeć do Waszej pierwszej taśmy pt. ARMAGEDON. Jak ocenisz te dwa materiały z perspektywy czasu?

Pierwsze demo, to właściwie „oddech wymarłych światów”. Graliśmy trochę koncertów i był to wymóg naszych fanów, którzy chcieli utożsamiać się z zespołem. Nagraliśmy wtedy część materiału, który w tamtym czasie stworzyliśmy. A potem kopiowaliśmy dla nich kasety. No i prawie każdy z nich wtedy znał nasze numery. To było niesamowite, jak na pierwszych koncertach ludzie wrzeszczeli razem z nami, demonstrując znajomość poszczególnych songów! Drugie demo, czyli „Czas Przetrwania” nagraliśmy „na żywo” już jako trio. Mam spory sentyment do tego materiału, choć po tylu latach wydaje się być dość archaiczny. Nie mniej, były to właściwe, muzyczne początki ARMAGEDON. Kształtowanie naszego stylu.

Na łamach tego Thrashem All (nr 9 z 1990 r.) mówiłeś, że „uciekasz jak możesz przed Wojskiem Polskim”. Udało Ci się uniknąć woja?

No tak. Okazałem się „niezdolnym do odbycia służby wojskowej w czasie pokoju”… cokolwiek to oznaczało i jak wiele mnie to zdrowia kosztowało (groźby więzienia etc.) – było warto.

Dzięki komu zainteresowałeś się przed laty muzyką metalową? Co było tym bodźcem, impulsem, który pokierował Cię w stronę tego ostrego grania?

To dziwne, ale z perspektywy czasu myślę, że to raczej ja narzucałem innym tzw. metalowy punkt widzenia. Jeszcze w szkole podstawowej, gdzieś około 4 czy 5 klasy słuchając AC/DC, MOTORHEAD, czy demonstrując hołd TSA, tworzyłem najpierw jednoosobowy, później już liczniejszy szereg ludzi gardzących inną muzą. Tylko METAL! No, a granie właśnie metalu było już tylko konsekwencją mojej ówczesnej orientacji muzycznej.

Czy pamiętasz pierwszy koncert, na jaki trafiłeś w swoim życiu? Który to był rok, no i cóż to był za wykonawca?

Który rok, to dokładnie nie pamiętam. To było gdzieś około moich 11-stu, czy 12-stu lat, pamiętam lokalne koncerty starych polskich rockowych bandów, no i pamiętny koncert TSA w miejskim ogólniaku. To ten koncert wywarł na mnie największe wrażenie w tamtym czasie.

Jak trafiłeś, nazwijmy to umownie, do "podziemnego obiegu"? Jakie inne polskie grupy, w czasach kiedy startowaliście z ARMAGEDON były Ci znane? Pisałeś listy? Czytałeś ziny? Wymieniałeś się taśmami demo?

Podziemie to było jedyne miejsce, gdzie metal się rozwijał i „publikował”. Nie było wydawnictw oficjalnych zajmujących się tym gatunkiem. Granie metalu extremalnego, z automatu definiowało przynależność do undergroundu. Poza tym, nie było internetu, maili, komórek etc. Tylko słowo pisane, powielane na pierwszych maszynach ksero. Z początkiem lat 90-tych, zespołów pojawiło się mnóstwo. Sporo wtedy graliśmy razem z VADER i GHOST.

Koncertowaliście z ARMAGEDON na wielu imprezach podziemnych w Polsce. Dzieliliście scenę m.in. ze SCHIZO, SAMAEL, DESEXULT czy LOUDBLAST. Widziałeś pewnie niejednokrotnie zadymy na lub przed koncertami. Jak oceniasz te wszystkie zadry między metalowcami?

Dla mnie wtedy - tak samo, jak i dzisiaj, jest to rzecz raczej nie mieszcząca się w kategoriach racjonalnie wytłumaczalnych… Uważam, że metal zawsze powinien w jakiś sposób łączyć ludzi o podobnych zainteresowaniach muzycznych, niż dzielić. Myślę jednak, że w tamtych czasach do tzw. metalowych brygad dołączali się często przypadkowi zadymiarze, którzy nie mieli z muzą nic wspólnego. Niestety, działali w grupach, a wszystko kojarzono a metalem. To dotyczyło głównie dużych koncertów. Na mniejszych, sytuacja wyglądał już całkiem inaczej. Nie obserwowało się szczególnych podziałów.

Czy Ty bądź, któryś z Twoich kolegów z zespołu został kiedyś skrojony?

No tak. Sytuacja się zmieniła, kiedy zaczęto nas rozpoznawać jako ARMAGEDON. Nawet kilku kumplom z naszego miasta kilka razy się upiekło, gdy powoływali się na dobrą znajomość z nami.

Na koncertach, które graliście poznaliście niezliczoną ilość kapel, wydawców zines...Z kim imprezowało się Tobie najfajniej? Kogo wspominasz szczególnie?

Uff…Długo by wymieniać. Chyba prawie ze wszystkimi z branży w tamtych czasach, mieliśmy jakieś imprezowe, z reguły po-koncertowe, wspomnienia. Największa przygoda muzyczno-awanturnicza, to wyjazd na festiwal do Odessy z GHOST. Ale, to opowieść na krótką książkę…

Przejdźmy do taśmy Dead Condemnation. Projekt okładki, jakość techniczna nagrań – wszystko to, jak na tamte czasy, robiło wrażenie. Ta taśma pozwoliła Wam chyba wypłynąć na szersze wody? Taki „punkt wyjściowy”. Czy zgodzisz się z taką tezą?

Tak rzeczywiście było. Był to okres naszej intensywnej współpracy z Domem Kultury w Sztumie, gdzie wtedy graliśmy próby. Zachęciliśmy ówczesnego dyrektora do opłacenia krótkiej sesji nagraniowej w profesjonalnym studio. Udało się i dzięki temu mogliśmy nagrać Dead Condemnation w CCS studio w Warszawie. Dobry cover art., dzika muza no i się zaczęło dziać dobrze. Spore zainteresowanie branży, duże wsparcie od fanów na koncertach. Ogólnie - dobre czasy.

No i rok 1993 czyli czas Invisible Circle. Kiedy ostatni raz słuchałeś tej taśmy? Lubisz do niej wracać?

Lubię Invisible Circle. Ma bardzo interesujący, mroczny, mglisty klimat. Dobre kompozycje. Z racji przygotowywania kilku numerów z Invisible Circle na nasze obecne sztuki, ostatnio słucham tej płyty dość często.

To pytanie zostało Tobie zadane chyba wiele razy...Jest takie powiedzenie, że historykowi nie wolno "gdybać", ale... Gdyby kontrakt z Peacville Rec. został pozytywnie sfinalizowany, to jak Twoim zdaniem potoczyłyby się losy ARMAGEDON?

To trochę trudne i ryzykowne „gdybanie”. Nie wiem, co mogłoby się wydarzyć, ale wiem, że zrobilibyśmy wszystko co w naszej mocy, aby nagrywać jak najlepsze płyty i grać jak najlepsze koncerty. Bo ARMAGEDON, to zawsze pełen profesjonalizm i maksymalne zaangażowanie. Tak było wtedy i jest dzisiaj!

A jak wspominasz czas współpracy z Mariuszem Kmiołkiem z Carnage Records?

Jak w każdej współpracy, bywały okresy lepsze i gorsze. Po pewnym czasie Mariusz postanowił skupić się tylko na VADER. Jak widać z perspektywy czasu, podjął chyba słuszną decyzję. Nie było miejsca na inne zespoły. Taka sama sytuacja dotyczyła kilku innych bandów ze stajni Carnage w tamtym okresie.

Czy utrzymujesz kontakt z muzykami starego składu ARMAGEDON? Kiedy np. ostatni raz widziałeś się z Panami Czyczynem lub Dondalskim?

Z Romkiem Czyczynem-Egierdem mam kontakt telefoniczny i mailowy. Cieszy się z naszej nowej płyty i na nowo nam „kibicuje”. ARMAGEDON był dla niego ważną częścią ówczesnego życia. Z Marcinem spotkaliśmy się całkiem niedawno na sztuce HATE w Bydgoszczy. Tak, że od czasu do czasu udaje się nam zamienić kilka słów. Jest dobrze.

Przygotowując się do tego wywiadu przewertowałem trochę różnych zinów. Patrzę na wkładkę Invisible Circle i widzę pozdrowienia m.in dla moich kolegów z Infernal Death zine i Necrologus zine….Nie żal Ci tych papierowych wydawnictw, które kiedyś były solą podziemia, a dziś to już niemalże gatunek na wymarciu. Musisz mieć chyba sporą kolekcję starych zines?

Ja zawsze lubiłem wydawnictwa papierowe. No i zawsze ceniłem i cenię, ludzi którzy z reguły bezinteresownie poświęcali mnóstwo czasu, zapału i energii na wydawanie swoich pism. Mam rzeczywiście parę sztuk z dawnych czasów. Niezły odlot.

Czytujesz obecnie jakąś muzyczną prasę?

Tak. Nie chcę reklamować tytułów, ale są to pozycje zajmujące się muzą, jak i zagadnieniami technicznymi (sprzęt / studio etc.)

Na łamach nr 7 Death Metal zine, zaraz pod wywiadem z Tobą mamy namiary na Was: Damage Inc.-Robert Grzesiak. Mógłbyś powiedzieć, jaką rolę odgrywało Damage Inc. w promocji zespołu?

To były czasy dookoła Dead Condemnation. Nasz dobry kolega Robert Grzesiak zajmował się wtedy szeroko rozumianą promocją zespołu. Bardzo dobrze układała się nam współpraca. Chciałbym mieć dzisiaj kogoś takiego obok ARMAGEDON. Jest sporo tematów.

A nie myśleliście o jakimiś materiale DVD ze starymi koncertami ARMAGEDON? Pewnie masz takowe w swoich zbiorach?

Szczerze powiedziawszy, to nie myślałem o tym. Stare materiały z reguły służą jako podkład pod wieczory z bratem i whiskey… Mamy duży sentyment do kilku zarejestrowanych koncertów z tamtego okresu. Ja zawsze myślę raczej do przodu. Może uda się nam zrealizować temat DVD w przyszłości, z nowych sztuk.

Mittloff z Apocalypse Production wydał kilka lat temu Wasze demówki na CD. Czy jest to legalne wydawnictwo

To trudne pytanie dla mnie. ARMAGEDON musiał się zrzec w tamtych czasach praw do Dead Condemnation i Invisible Circle. Takie były wymogi wydawcy. Innymi słowy, nikt nie musiał konsultować z nami wznowienia tych płyt… Trochę to dziwne, ale tak to wygląda.

Ciekaw jestem, jak sobie poradziłeś po rozpadzie ARMAGEDON? Byłeś przecież w ten zespół mocno emocjonalnie zaangażowany. Gdzie znalazły ujście Twoje moce twórcze?

Tak naprawdę, to nigdy nie nastąpiło coś, co można określić rozpadem ARMAGEDON. My wtedy po prostu zawiesiliśmy działalność. Nie zakładaliśmy „okresu zawieszenia”. Z różnych powodów nie udało nam się powrócić wcześniej. Ale podejmowaliśmy próby re-aktywacji w latach 1997 i 2000. Ta druga próba była bardzo udana. Niestety w wypadku samochodowym zginął nasz ówczesny perkusista i przyjaciel, Rysiu Bieniek. To podcięło nasze skrzydła. Musieliśmy ponownie nabrać dystansu i zebrać siły. Z gitarą nie rozstałem się nigdy.

Czego Krizz z ARMAGEDON słucha dziś AD 2009? Śledzisz na bieżąco polską scenę? Masz swoich faworytów?

Słucham dużo różnej muzy. Lubię być zawsze na bieżąco. Metal płynie zamiast krwi w moich żyłach i jest to zawsze pierwszy wybór. Nie ma sensu wymieniać nazw bandów, bo jest ich zbyt wiele. Na naszym podwórku od wielu lat bardzo wysoko cenię: BEHEMOTH, HATE i reaktywowane ostatnio CHRIST AGONY.

No właśnie…Na wkładce jesteście podpisani m.in. jako Krizz, Slavo, Rav. Na Waszych wcześniejszych wydawnictwach byliście przedstawiani z imienia i nazwiska. Z czego wynika ta zmiana?

Tak naprawdę to użyliśmy naszych „powszechnie” używanych imion, a nie tych które mamy w ID. W sumie, żadnych kombinacji z pseudonimami. Tak po prostu na siebie „wołamy”.

Dostrzegasz mentalną różnicę miedzy tymi dzisiejszymi - młodymi metalowcami, a ich starszymi kolegami?

Wiesz, nie czuję się umocowany do oceny mentalności różnych pokoleń metalowców. Każde czasy mają swoją historię, swoje ważne i mniej ważne aspekty, zdarzenia, które mają wpływ na kształtowanie się osobowości, czy postaw i charakterów.Nie można porównywać obecnych i ówczesnych postaw w oderwaniu od rzeczywistości tamtejszej i dzisiejszej. To dość złożone zagadnienie. Ważne, aby metal łączył, a nie dzielił. I tak przecież tej muzy nie słucha milionowa publiczność… w Polsce

Zapewne bywasz na koncertach? Co ciekawego widziałeś ostatnio? I jaka płyta gości ostatnio non-stop w Twoim odtwarzaczu?

Całkiem ostatnio widziałem HATE (w Bydgoszczy) i TRAUMĘ (w Gdyni), wcześniej MORBID w Warszawie. Bardzo porządne sztuki. Co do odtwarzaczy, to zapodają ostatnie płyty UNLEASHED, TIAMAT, CANNIBAL CORPSE, CHRIST AGONY, HATE, a nawet BLACK RIVER.

Jakich gitarzystów ceniłeś, gdy zaczynałeś grać na gitarze? Kto był wówczas Twoim niedoścignionym wzorem? Jesteś samoukiem czy kończyłeś szkołę muzyczną?

Wiesz, jak patrzę na ten temat z perspektywy czasu, to myślę, że nigdy nie byłem fanem samych gitarzystów. Zawsze odbierałem muzę jako całość, przez pryzmat zespołu i kompozycji. Sam jestem trochę samoukiem, trochę po „kursach” i prywatnych lekcjach. Nigdy nie przedkładałem techniki ponad pomysł i muzykę samą w sobie. Wielu gitarzystów zabłądziło w pogoni za techniczną doskonałością. Potrafią zagrać wszystko, co zostało już wymyślone, ale nie bardzo radzą sobie z własną twórczością.

Jak to jest grać z rodzonym bratem w jednym zespole? Np. wchodzący w skład THE BLACK CROWES bracia Chris i Rich Robinson znani są z częstych kłótni, ale już np. bracia Kolesne z KRISIUN nie mają z tym problemów. Zatem, jak jest w przypadku braci Maryniewskich?

Raczej dobrze. Wiadomo jak to zawsze bywa - są lepsze i gorsze dni. Na ogół nie mamy z tym problemów, choć rogata osobowość SLAVO daje mi się czasami we znaki. Dzisiaj jesteśmy już dość dorosłymi facetami i potrafimy ustawiać w sposób właściwy priorytety i tematy ważne. Ogólnie jest OK.

W 1990 roku we wspominanym już tutaj wywiadzie dla TEA mówiłeś, że „brat jest najbardziej zwariowany członkiem kapeli.” A jak jest dziś? Kto jest najbardziej stateczny, a kto jest tym "najbardziej zwariowanym" w składzie ARMAGEDON?

W tym temacie nic się nie zmieniło. Pierwsze skrzypce gra jak zawsze SLAVO ze swoimi dość niekonwencjonalnymi pomysłami i zachowaniami. Reszta z nas, chyba mu dużo nie ustępuje… No, ale poważni też potrafimy być kiedy trzeba.

Liczę na to, że historia ARMAGEDON będzie kontynuowana, tak jak to napisane jest na Waszej stronie. Tymczasem bardzo dziękuję Ci za Twój czas i wywiad! Jeśli chcesz coś dodać, to bardzo proszę...

Wielkie dzięki za tak dokładny magiel. Korzystając z okazji gratuluję Ci wytrwałości w tym, co robisz i tak Dobrego Pisma!

Wojtek Lis

 

Poprawiony (czwartek, 31 lipca 2014 11:31)

 

baa222