POSSESSED/HAZAEL/CENTURION/EMPHERIS 19/07/2014 Jedyny koncert w Polsce Klub Progresja w Warszawie

 

Na to wydarzenie czekała cała Polska od niemal 30 lat. Dziś miało ziścić się marzenie wielu metal maniaków: legendarny POSSESSED zawitał w końcu do kraju nad Wisłą. Kilka godzin wcześniej pojawiliśmy się pod warszawskim klubem Progresja który jakiś czas temu przeniósł swoją siedzibę. Nowy budynek robił wrażenie, górna sala gdzie miał odbyć się koncert posiadała olbrzymią scenę, było sporo miejsca dla dzikiego tłumu fanów. Ci już się schodzili. Spotkałem naprawdę wiele znajomych twarzy, a i poznałem również sporo nowych ludzi.

Rozpoczęcie samej imprezy nieco przesunęło się w czasie ponieważ gwiazda wieczoru chciała nieco zregenerować siły po wczorajszym występie na Czeskiej ziemi. Nikt nie miał tego zaszłe bo sam fakt, że dziś będzie nam dane zobaczyć POSSESSED był bardzo budujący. Wielogodzinne dyskusje nieco zakrapiane piwem złagodziły czas oczekiwania na tą chwilę. Tą miłą sielankę przerwały pierwsze dźwięki. Na scenie pojawiła się lokalna załoga czyli EMHERIS. Jak to zwykle bywa dość szybko pod sceną pojawiło się sporo oddanych wyznawców tej kapeli. Solidnie zagrany oldschool black thrash prezentowany przez ekipę Adriana dość skutecznie rozruszał publiczność i choć już kilka razy miałem okazję oglądać ten band jakoś dziwnie moja twarz ułożyła się w uśmiechnięty rogalik. Zwróciłem również uwagę, że za perkusją tym razem siedzi piękniejsza część naszego rodzaju. Nie dość, że Varaska prezentuje się bardzo zacnie to jeszcze ma za skórą niezłego Diabła i potrafi wykrzesać z siebie iście infernalne tempa. Zmartwiła mnie natomiast nieobecność Andy'ego Blakk a który tym razem wcielił się w rolę fotografa zespołu. Koncert EMPHERIS skutecznie rozpalił głód ostrych dźwięków. Set jak z bicza strzelił!

Jako drugi na scenie pojawił się CENTURION tym razem jednak prezentujący nieco inną stylistycznie muzykę mocno osadzoną w death metalowej konwencji balansującej pomiędzy szwedzkimi średnimi tempami a intensywnością amerykańskiej death metalowej szkoły. Nie ukrywam, że podobał mi się ich występ szczególnie w tych nieco wolniejszych bardziej smolistych tempach, tak czy inaczej i tu zespół nie dał ciała prezentując dość wysoki poziom. Choć CENTURION podobał się całkiem pokaźnej grupce maniaków pod sceną, było widać już zniecierpliwienie bo oto po 18 letniej przerwie za chwile miała wystąpić legendarna death metalowa formacja HAZAEL z Tomaszem ‘’Żarówą’’ Dobrzenieckim na czele. Dla wielu starych załogantów ten występ był równie ważny jak POSSESSED. HAZAEL w nowym składzie nie rozczarował ani trochę, ba śmiem nawet stwierdzić, że to właśnie ten zespół zrobił na mnie największe wrażenie tego wieczoru i choć Tomasz po wczorajszym występie w Bolkowie mocno przeforsował wokal nie oszczędzał się ani trochę. Jako pierwszy cios wymierzony w wygłodniałą publikę uderzył „Legate of Goat Tyrant”. Zwracało uwagę selektywne, potężne brzmienie. Pod sceną szalejąca ludzkiej masa przewalających się ciał która bez przerwy przybierała na sile. Kolejny klasyk, „Clairvoyance” był utrzymany w średnich, bujających tempach skutecznie rozruszał publiczność. Tłum pod sceną który uskuteczniał niezłą rzeźnię. HAZAEL w niezwykle dobrej formie zagrał naprawdę kawał solidnie brzmiącego death metalu. Kolejna odsłona to równie niszczący „Seven Winds”. Tu również nie odbyło się bez emocji. Występ HAZAEL miał podwójne znaczenie: udowodnił znakomitą formę zespołu i upewnił wielu w przekonaniu, że zespół jest gotowy by zaistnieć nie tylko na krajowej scenie. Kolejne numery zagranego tego wieczoru to w nieco odmiennej aranżacji zagrany „Satisfaction”, następnie kolejne klasyki z albumu THOR: „Ancient Mags”,Frozen Majesty”, Elimination” i zamykający set listę „Wyrd”, w którym gościnnie zaśpiewał z HAZAEL Tomek Jasiówka.

Myślę, że ten występ nie tylko na mnie zrobił powalające wrażenie. Machina ruszyła już niebawem będzie można rozkoszować się winylową reedycją kultowego albumu HAZAEL –THOR, następnie zespół rusza na kilka koncertów po Europie i chyba już nic nie jest wstanie zatrzymać HAZAEL na drodze po zasłużony sukces. Dość długo nie mogłem pozbierać szczęki po ich koncercie. Może i to dobrze bo podczas przygotowywania sceny dla POSSESSED mogłem nieco ochłonąć choć nie było to takie łatwe tym bardziej, że ich ostatni występ widziałem w 1990 roku na Shark Attack w Białej Podlaskiej. Atmosfera zaczęła dość mocno gęstnieć, oczami wyobraźni zacząłem przywoływać obrazy płonących świątyń, ruin cmentarzysk ludzkiej niepamięci. Oto za chwile na wichrach Piekieł miała pojawić się Bestia na którą tak długo musiał czekać wygłodniały tłum opętanych duszyczek. Rozbrzmiały pierwsze dźwięki intra z filmu OMEN III i na scenie pojawił się zespół z Jeffem Becerrą w roli główniej. Jako pierwszy na tapetę poszedł numer z kultowego „Seven Churches”, „Pentagram”. Publiczność niczym monstrualnych rozmiarów piekielny wir zaczął kotłować się pod sceną. Na scenie również panowie nie stali w miejscu. Rozbrzmiał się kolejny hymn ku chwale Piekieł czyli „Beyond The Gates”. Masywne brzmienie gitar przecinało powietrze niczym flagrum chłoszczące wynędzniałe ciała ofiar, iskrzące solówki i opętańcze wokale Becerry robiły powalające wrażenie. Jako trzeci na liście pojawił się „Evil Warrior”. Tu też nie było zmiłuj się, gitarowe pojedynki Mike Pardi z równie utalentowanym Danielem Gonzalezem mało kogo zostawiły obojętnym. Kolejny cios pomiędzy oczy to „The Eyes Of Horror” i tu od samego początku gitary pędziły jak szalone, Jeff jak na opętanego przystało miotał się niczym dzika bestia w klatce, i wszystko było by super ale gdzieś ulotniła się selektywność brzmienia. Na chwile zamilkła nawet gitara Daniela. Tłum nie przejął sie tym specjalnie i pod sceną kipiało niczym w czeluściach Hadesu, a przecież nie upłynęła nawet połowa koncertu. Nikt się nie oszczędzał. Szaleństwo roztaczało coraz szersze kręgi porażając energią, robiło się pod sceną coraz niebezpieczniej i oto wnurzył się kolejny utwór z wiekopomnego dzieła „Beyond The Gates”, „Seance”. Nicholas Barker gnał na perkusji niczym Piekielny Ogar godnie zastępując Emilio Marqueza któremu 6 miesięcy wcześniej urodził się potomek.

Przyszedł czas na „Tribulation” zagrany w porywającym tempie. Tu oprócz wściekłego wokalu Jeffa mocno zarysowały się partie basu Roberta Cadenas znanego nam z takich legendarnych kapel jak Melice i Agent Steel. Rob niczym w amoku szalał przez cały koncert szalał, a kolejny pojedynek na solówki przyniósł totalne zniszczenie. Szaleństwo przybrało jeszcze na sile. Zabrzmiał „The Heretic”! Zabójcze tempo porwało tłum, jest ostra jazda bez trzymanki cholernie niebezpiecznie, ale jak widać nikomu to nie przeszkadzało bo ludzie bawili się znakomicie. Siniaki szybko się goją...

Przyszedł czas na utwór na który bardzo czekałem, czyli „Twisted Minds” Rozpędzał się stopniowo by uderzyć z impetem pocisku artyleryjskiego w oszalały tłum. Jeff wypluwał tekst z taką siłą, że miałem wrażenie, że to sam Demon w ludzkiej skórze. „My Belife” bynajmniej nie ostudził szaleństwa pod sceną. Potem nastąpiła jakże potrzebna chwila oddechu. Jeff zapowiedział numer przy którym miał swoje trzy grosze sam Joe Satriani. Mowa o „Storm In My Mind”, doskonałej kompozycji z MLP „The Eyes Of Horror”. Po nim zagrali „Swing Of The Axe” równie z tego wydawnictwa lecz tym razem znacznie szybciej. Tłum spijał z ust Jeffa każde tchnienie, czerwień świateł doskonale podkreślała piekielne logo POSSESSED rozwieszone nad głową Barkera, a scena przypominała prawdziwe Infernalne czeluście. Kolejny hymn to „The Crimson Spike” wyraźnie zapowiadany przez Jeffa jako nowy utwór POSSESSED. Co prawda ten numer już był wielokrotnie prezentowany na różnych koncertach jednak dla Polskich fanów był to prawdziwa premiera. Utwór utrzymany w klasycznej konwencji idealnie wpasował się w całą set listę.

Czas by śmierć zebrała swoje żniwo. Tu już koniec żartów! Panowie grają „The Exorcist” poprzedzony intrem Mike Oldfielda a następnie rozpędzający się do niebywałej prędkości Satan’s Curse. Nazwałbym to totalną zagładą, pomorem niewinnych duszyczek które przeistaczają się w żądne krwi bestie. Zabrzmiało „Confessions” i... nadszedł wieki finał: świetne solo Daniela zapowiada cios po którym trup ścielić się będzie gęsto: „Death Metal!” Zwracają uwagę doskonałe przejścia Barkera. Nastąpiła jazda na maksa. Nie pamiętam kiedy ostatnio widziałem tak szalejący tłum...

Zamilkły ostatnie dźwięki. Kapela zeszła ze sceny. Tłum jednak jeszcze przez jakiś czas krzyczał domagając się bisu niestety tym razem to już definitywny koniec imprezy. Świetny koncert na długo zapadnie wszystkim w pamięci. Miejmy nadzieję, że na kolejny występ tego wielkiego zespołu nie będziemy musieli czekać kolejne ćwierć wieku.

Leszek Wojnicz-Sianożęcki

 

baa222