HELLIAS Closed in the fate

 

Jeśli chcielibyśmy popatrzeć na Metalową Mapę Polski, a wzrok zawiesiłby się na Małopolsce, to zespół Hellias bez wątpienia jest filarem ostrego grania w tym regionie kraju. Obok swych nieco starszych metalowych braci z VooDoo, to właśnie krakowski Hellias od mrocznych lat 80. niestrudzenie  pielęgnuje ku uciesze thrashers swoją muzyczną pasję.
Hellias powstał w Krakowie w marcu 1987 roku w składzie: Piotr "Foreman" Foryś (śpiew), Paweł "Goolary" Góralczyk (gitara), Marek "Galon" Galary (gitara), Grzegorz Urbaniak (bas) i Wojtek "Wojna" Wojnowski (perkusja).
O początkach, celach i marzeniach związanych z zespołem opowiadają muzycy Hellias.




Paweł "Goolary" Góralczyk wspomina entuzjastycznie: - Wspaniałe lata! Po pierwsze można było odkrywać dla siebie thrash, w tym polskim, specyficznym wydaniu.  Na rynku krajowym niewiele zespołów podejmowało wcześniej to wyzwanie. Byliśmy wtedy nieprzyzwoicie młodzi i pełni wściekłości na otaczającą nas rzeczywistość: wszechobecna komuna, marazm i miernota… a zarazem nadzieja na coś lepszego. Im bardziej sytuacja nas przygniatała, tym bardziej gotowała się krew w żyłach. Mieliśmy wtedy tyle energii, że musieliśmy ją spożytkować. Hellias to było spełnienie naszych czarnych rojeń i pragnień. Nie chcieliśmy zbawiać świata, chcieliśmy się wykrzyczeć, sprawdzić jako młodzi, gniewni. Na samym początku byliśmy grupą przyjaciół, która wspólnie chciała zagrać coś głośnego i wrednego. Dopiero później zdaliśmy sobie sprawę, że występowanie na scenie niesie za sobą odpowiedzialność. Zaczęliśmy ważyć słowa i nuty… Warstwa tekstowa Hellias zaczęła mieć znaczenie. Duże znaczenie… Ale gdyby mi ktoś powiedział, że Hellias przetrwa blisko 30 lat, to … uwierzyłbym w to bez wahania… Od początku było jasne, że Hellias nie był projektem dla jaj… Byłem świadomy co chcę zrobić już wtedy, a obecnie kłaniam się w pas swym wyobrażeniom z lat młodości.


Wojciech "Wojna" Wojnowski:
- W 1987 roku miale 17 lat i jak każdy początkujący muzyk bylem napalony na grę. Żadne cele nam nie przyświecały. Spotykaliśmy my się w klubie raz lub dwa razy na tydzień i graliśmy parę godzin, na rozpadającym się sprzęcie (śmiech). Poobgryzane blachy... to były czasy. Nie ważne na czym - byle by grać.  Ja sądziłem, że za 27 lat będę gwiazdą i będę popijał drina w chacie nad morzem, odpoczywając pomiędzy koncertami (śmiech)...A tak serio to nawet o tym nie myślałem.


Piotr "Foreman" Foryś: - Kiedy powstawał zespół byliśmy zgrają młodych thrashers, którzy chcieli przewrócić świat do góry nogami, krzyże też… (śmiech). Byliśmy zdeterminowani, oddani  a nade wszystko zakochani w muzyce i tworzeniu, całe nasze ówczesne życie było tej idei podporządkowane. Głównym prowodyrem ideowym, klimatycznym dbającym o spory przepływ inspiracji kieliszkowo-metalowych byłem oczywiście ja a mroczne riffy kłębiły się w głowach Goolarego i Galona… oni byli odpowiedzialni za styl, ciężar i to coś co miało nas odróżnić od całej reszty metalowych załóg. Byłem pewny, że zostaniemy najlepszym, najcięższym zespołem świata, co dziwne, niekiedy dzisiaj i tak myślę (śmiech). Bardzo mile wspominam tamte nasze szalone czasy, ale skoro w tym roku chcemy wydać nowy album sądzę, że nie byliśmy i nie jesteśmy przypadkowi.

Szczerze mówiąc zawsze wierzyłem, że zrobimy kawał dobrej thrashowej muzy i jestem dumny z całej naszej twórczości ….Teraz będzie nowa płyta i już nie mogę się doczekać kiedy ujrzy światło dzienne.



Wokalista Hellias - Piotr "Foreman"  Foryś, zaczynał swą przygodę z muzyką w zespole Hellcat, dlatego zapytałem go o tę formację: - Hellcat to była krótka, ale dość intensywna droga… Zagraliśmy raptem 4 koncerty i to bodajże na trzecim usłyszał mnie Goolary i zaprosił wkrótce do współpracy. Jedyne nagrania jakie przetrwały to 3 utwory, które zarejestrował na Grundigu właśnie Goolary z przeglądu eliminacyjnego w 1987 w Krakowskim klubie „Rotunda”. Nie są niestety dobrej jakości,  ale wiem, że Goolary  nadal je posiada w swoich zbiorach muzycznych staroci.

Sam Paweł „Goolary” Góralczyk, zapytany, czy zanim trafił do Hellias tworzył w innym zespole, potwierdza: - Owszem. Razem z Markiem „Galonem” Galarym, który współtworzył Hellias w pierwszych latach, graliśmy w dwóch nieznaczących projektach. Pierwszy to Detonation, który powstał z końcem 1985 roku i nagrał jedno amatorskie demo. Drugi projekt to Roy Russian, który był bezpośrednią forpocztą Hellias (zagraliśmy tylko kilka lokalnych koncertów). Oba projekty wspominam jak przez mgłę, to były naprawdę archaiczne czasy młodości!



Dla Wojciecha "Wojny" Wojnowskiego Hellias był jego pierwszym zespołem. W początkowym okresie funkcjonowanie Hellias sporo koncertuje. Po serii małych, klubowych koncertów zespół nagrywa swoje pierwsze demo "Revenge of Hellias" i bierze udział w festiwalach "Metal Meeting'88" w Krakowie, Mielcu i Wodzisławiu oraz Pietruszka'87 w Krakowie, gdzie zajmuje pierwsze miejsce.

Piotr "Foreman" Foryś: - Jak wspomniałem na wstępie okres naszego rodzenia się to prawdziwy wytrysk mocy, diabelskości  a przede wszystkim prawdziwej  niczym nie skrępowanej sztuki metalowego rzemiosła… Dbaliśmy o każdy szczegół zarówno od strony muzycznej jak i wizualnej co z kolei przekładało się na gorące jak na tamte czasy koncerty pełne wściekłego jadu, a nawet odpalonej saletry na jednym z nich (śmiech). Z pewnością dużą inspiracją był i nadal jest  dla nas KAT, z którym wtedy stosunkowo dużo koncertowaliśmy, to było duże doświadczenie i przyjemność zarazem.


- Kiedy Piotrek Foreman zdecydował się przyłączyć do Hellias wszystko się zmieniło. Zaczęliśmy grać sporo koncertów, i większość z nich przyciągała rzesze fanów – podkreśla  Paweł "Goolary" Góralczyk. - Dziś frekwencja rzędu pięciuset osób jest zadowalającą, gdy występuje zachodnia gwiazda. Na naszym występie z Voo Doo i Taurus przyszło blisko dwa tysiące osób do krakowskiej hali Korony. Koncerty były niezwykłe!!! Interakcja między fanami a muzykami była wyjątkowa. Można było w tych warunkach przygotować bardzo dobrą formę koncertową i taką miał Hellias w końcu lat dziewięćdziesiątych. Wspominam bardzo dobrze koncerty w Mielcu, Wodzisławiu, Kędzierzynie Koźlu, Chorzowie, Rzeszowie, Stalowej Woli, Katowicach no i rzecz jasna w rodzinnym Krakowie. To były wspaniałe sety… pozdrawiam wszystkich, którzy je pamiętają..


- Tak, wtedy sporo graliśmy – przyznaje Wojtek "Wojna" Wojnowski. - Nawet nie pamiętam skąd się brały te koncerty. Chyba je załatwiała Anka Rusak. Tak, ogrywaliśmy się i to grubo. Przyjeżdżał do nas do salki Piotr Luczyk. Chyba nawet był u nas co dwa tygodnie na sobotę i niedziele. Bardzo nas KATował – po parę godzin ćwiczyliśmy ten sam moment utworu i potem graliśmy sztukę jak automaty, wszystko w punkt. Pierwsze koncerty. Fajna zabawa, ludzie byli spragnieni muzyki. Nieważne, gdzie był grany koncert, zawsze był full.



Rok 1988 przynosi zmiany w składzie Hellias; nowym basistą zostaje Jarek "Jaraya" Pabisz, natomiast na okres służby wojskowej Piotra Foremana zastępuje gitarzysta Paweł Goolary. W tym czteroosobowym składzie zespół nagrywa oficjalne demo pod tytułem "Noc Potępienia", które ukazuje się również we Włoszech jako ''Wolves of The East ''

- To była przedziwna sesja – mówi o powstawaniu demo „Noc Potępienia”  Paweł "Goolary" Góralczyk. - Tomasz Rogula miał niezłe studio, które wówczas mieściło się gdzieś przy ulicy Kopernika w Krakowie. Jednak w 1988 roku odbywał się remont budynku i mieliśmy kłopot. Ponieważ czas nas gonił Tomasz zaproponował, że cały sprzęt zainstaluje tymczasowo w naszej sali prób na ulicy Józefińskiej w centrum Podgórza. Ten staromiejski budynek był świetnie przygotowany, by tą rolę przyjąć. Dobra akustyka i odpowiedni klimat sprzyjały pracy. Jednak po okablowaniu i podłączeniu elektroniki okazało się, że sprzęt niesamowicie szumi i do tego działa jak odbiornik radiowy. Na pierwszych nagranych ścieżkach cicho przebijała się audycja radiowa. Cały dzień trwały problemy z usunięciem przegłosów. Sama sesja dostarczyła nam wiele satysfakcji. Pamiętam, że pracowaliśmy cztery dni. Udało się zarejestrować tylko sześć utworów, choć w planach były jeszcze cztery. Niestety z powodów opóźnień z rozpoczęciem roboty musieliśmy z nich zrezygnować. Były to utwory Królowa Śmierci, Wilcze Kły, Cień Płomienia część II oraz Bitwa. Tylko ten pierwszy zarejestrowaliśmy później podczas następnych sesji. Pozostałe mam zarchiwizowane jako nagrania z prób i koncertów. Szkoda, że nie zamknęliśmy całej sesji, bo wówczas była spora szansa, by materiał „Noc Potępienia” ukazał się już wówczas na winylu.

- „Noc Potepienia” była nagrywana u nas w salce, ponieważ Tomek miał remont studia – wraca do przeszłości Wojtek "Wojna" Wojnowski. - Przyjechał do nas do salki ze wszystkimi klamotami ze studia, zrobił sobie reżyserkę na korytarzu, puścił kable pod drzwiami do naszej sali i jazda!!! Nagrywamy... Samej sesji już nie pamiętam. Nie pamiętam, czy nagrywaliśmy na setkę, czy każdy z osobna. Ale pamiętam, że byliśmy bardzo podjarani. Wiesz, to był pierwszy raz „profesjonalnie” nagrywany przez nas materiał.



Piotr "Foreman" Foryś nie brał udziału w sesji „Noc Potępienia”. Dlaczego? - Zacznę może od tego, że rok 1988 nie był dla mnie zbyt przychylny, bo bilet do armii poważnie osłabił moje wnętrze i nie będę ukrywał, że byłem rozgoryczony. Szukałem różnych rozwiązań, ale wszystko trafił szlag i nie było odwrotu. Duchowo jednak nie opuściłem zespołu, bo przynajmniej raz w miesiącu podsyłałem kolegom nowe teksty. To, że wokalem zajmie się Goolary ustaliliśmy przed moim pójściem do armii i nie zawiódł mnie. Jego głos znacznie różnił się od mojego, ale uważam że wtedy kapela nabrała jakby nowego oblicza i nawet trochę zyskała. Hellias stał się wtedy takim polskim Kreatorem, co mu całkiem dobrze wróżyło . Przez moje pójście do wojska zespół nie mógł stać w miejscu zresztą wcale tego nie chciałem. Materiał na „Nocy Potępienia” jest spójny, brudny i ciężki  jak na tamte czasy. Myślę, że się dobrze broni.



Jak wspominał wyżej Formann, to na barki Goolarego spadł ciężar osoby odpowiedzialnej za gitary, ale także i wokal: - Lubiłem pracę przy mikrofonie – mówi Goolary. - Szczególnie na koncertach było to spore przeżycie. Kontakt z publicznością i odpowiedzialność za przebieg występu… to może się podobać. Nie ma co ukrywać: Piotrek robił to znacznie lepiej, ale wówczas musiał ulec obowiązkowi odbycia służby wojskowej. Dwa lata w armii PRL nie należały do przyjemności. Współczuję Foremanowi, że musiał przeżyć tą życiową tragedię… Tak, bo uważam, że była to wówczas tragedia: dwa lata bezsensu, upodlenia i skrajnej siermięgi w służbie PRL mogły załamać niejednego. Piotrek przeżył tą próbę. Nie chcieliśmy przyjmować na jego miejsce żadnego wokalisty, bo Hellias to nie tylko zespół muzyków, lecz grupa przyjaciół. Przesłuchiwaliśmy kilku kandydatów na wokalistę, lecz żaden nie pasował charakterem. Kilku było nawet niezłych. Pamiętam, że próbował swych sił nawet Jacek Dewódzki, który później wylądował w Dżem.

Producentem taśmy „Noc Potępienia” była Anna Rusak i A.A. Beat Promotion. Nie bez kozery pytam muzyków Hellias o tę właśnie kobietę i jej management.



Mówi Paweł "Goolary" Góralczyk: - Obecnie trudno sobie wyobrazić realia pracy w okresie komuny. Management A.A. Promotion poległ bardziej na wpasowywaniu się w idiotyzmy komuny. Młodzi muzycy nie pamiętają czasów cenzorskich ramówek, czy idiotyzmów związanych z stawkami amatorskimi wypłacanymi za koncert. Sam czasem zastanawiam się, czy to nie był tylko koszmarny sen – w latach osiemdziesiątych nie można było brać pieniędzy za koncert! Jeśli nie miałeś wykształcenia muzycznego i odpowiedniego certyfikatu, to nie mogłeś zarabiać na koncertach ani na sprzedaży płyt. Nawet, jeśli chciało cię obejrzeć kilka tysięcy osób, jeśli sprzedałeś mnóstwo płyt, to wypłata starczała jedynie na jabcoka lub dwa. Paranoja. Anna Rusak potrafiła sobie radzić w tej sytuacji. Potrafiła wprowadzić półprofesjonalne zasady funkcjonowania zespołu. Miała z nami mnóstwo problemów, bo nie byliśmy grzecznymi chłopcami, a nasze wybryki na próbach czy koncertach były legendarne (śmiech)… Jestem jej wdzięczny również ze zwykłych, ludzkich powodów. Dużo mi pomogła, gdy życiorys się posypał. To była świetna „babka”… Szacun!



- Anna Rusak pracowała w Domu Kultury Podgórze, gdzie mieliśmy próby – opowiada Wojtek "Wojna" Wojnowski . - Chyba pomyślała, że jesteśmy biednymi chłopakami z rozbitych rodzin, żal jej się zrobiło i zaczęła się nami opiekować. I pragnę jej za to podziękować, bo robiła to tak dobrze. Na tyle dobrze, że Kat zaproponował jej, żeby była ich menago. Naprawdę była dobra w załatwianiu i organizowaniu koncertów.

Piotr "Foreman" Foryś dodaje: - Anna Rusak bardzo nam pomagała w tamtych komuchowych czasach i to chyba ona zaprosiła do współpracy pana Rogulę, który podjął się realizacji studyjnej „Nocy Potępienia”.

Co ciekawe demo „Noc Demona”, ukazało się we Włoszech jako materiał zatytułowany '' Wolves of  the East ''
- To był winyl – zaznacza Paweł "Goolary" Góralczyk. - Split z włoską kapelą. Nie pamiętam niestety nazwy zespołu, który stanowił drugą stronę nośnika. Nakład był symboliczny (100 sztuk). Można traktować to wydawnictwo jako biały kruk. Niestety nie mam w kolekcji ani jednego egzemplarza. Wydawca miał nam przywieźć kilka sztuk, ale zniknął i ślad po nim zaginął. Różnica polegała na tym, że znajdowało się tam inne intro, dłuższe, o tytule '' Wolves of  the East ''



W tamtym czasie na żywo można było posłuchać Hellias między innymi na festiwalach "Pietruszka'88" w Krakowie "Drrrama'89" w Pruszczu Gdańskim "Termit'89" w Chełmku oraz w ramach trasy "Thrash Invasion'89" wraz z grupą Kat. Wspominając materiał „Noc potępienia” należy pamiętać, że ukazał się on na winylu dla amerykańskiej Nuclear War Now Records, na płycie CD wydanej przez Luciforus Art, a także jako bonus do „Closed in the Fate Coffin”. Pytam muzyków dlaczego zdecydowali się raz jeszcze wydać ten materiał na CD
- Przyczyn jest kilka – wyjaśnia Goolary. - Po pierwsze sentyment. Przecież ten materiał to młodość Hellias i młodość moja i reszty chłopaków. To były wspaniałe czasy i chciałbym się podzielić tym z wszystkimi. „Noc Potępienia” pachnie archaizmem lat osiemdziesiątych i jako archaik stanowi wartość samą w sobie. Poza tym uważam, że to dobry materiał. Może jakość nie powala w obecnych czasach, ale utwory z tej płyty do dziś stanowią podstawę koncertów. Nie wyobrażam sobie by wyjść na scenę bez Kona Bóg, Mind Deformity (Wojownik zła) czy Modlitwa pierwsza. Ostatnio odkurzyliśmy też Hellish Black (Piekielna czerń), który pojawił się na wspominkowym albumie „25th Year in the Abyss”.

- Jest to też ważny kawał naszej historii i posiada znamiona debiutu – mówi Foreman o „Nocy potępienia”. Ma trochę inną oprawę wokalną,  ale to jednak  czysty Hellias. Sądzę, że przy komponowaniu nowych numerów duch tej płyty czasami się unosi nad  Goolarym.

W roku 1990 do składu powraca wokalista Piotr Foreman, natomiast kolejnym basistą zostaje Rafał "Dykta" Mazur. Po koncertach z zespołem Kat w ramach trasy "Thrash Invasion'90" odchodzi od zespołu również gitarzysta Marek (wyjazd do USA). W roku 1991 Hellias nagrywa materiał "Closed in the Fate Coffin", który wydaje firma Gamma.
Hellias nagrywa „Closed in the Fate Coffin” tylko w 3-osobowym składzie: Foreman, Goolary, Wojna. Zastanówmy się, jaka atmosfera panowała w Hellias wówczas, na przełomie 91/92 roku…



- No właśnie. Trzy osobowy skład był wynikiem wielu problemów – uważa Goolary. - W 1990 roku opuścił zespół Marek „Galon” Galary, który postanowił zostać Amerykaninem z Chicago. Marek był ważną postacią w pierwszych latach Hellias. Wiele utworów z początków działalności są jego dziełem. Poza tym był świetnym gitarzystą, którego partie solowe stanowiły wizytówkę zespołu. Chwilę czasu trwało, zanim pozbieraliśmy się po jego odejściu. Kolejny cios przyszedł na tydzień przed wejściem do studia. Basista, Rafał „Dykta” Mazur, opuścił zespół. Był to szok. Rafał postanowił zmienić dyscyplinę i zajął się jazzem – do dziś można go namierzyć w wielu projektach. Uszanowaliśmy jego decyzję, ale spadła na mnie dodatkowa rola. Musiałem nagrać obie gitary i gitary basowe na „Closed in the Fate Coffin”. Już kilka tygodni po zakończeniu nagrań skład został uzupełniony, ale „Closed” nagraliśmy w trójkę. Mimo kłopotów uważam, że był to wspaniały czas dla Hellias. Piotrek był w znakomitej formie, co słychać na płycie! Wojtek Wojna wspaniale bębnił, a ja miałem ogromną satysfakcję, że podołałem zadaniu.

- Byliśmy tak naprawdę na początku drogi życiowej, jak i muzycznej – wspomina tamten czas Foreman.   - Ja i Wojna ożeniliśmy się w tym samym dniu 1 czerwca 1991. Spotkaliśmy się z Goolarym na kolejnych pogaduchach i wyłoniliśmy ponad 20 numerów, aby je opracować , wskrzesić i w końcu nagrać . Po czterech winach mieliśmy spisaną  całą kartkę i wszystko było wiadomo. Graliśmy wtedy w klubie w Krakowie na Woli Justowskiej (czasami odwiedzał nas m.in. Bolec) i spędzaliśmy w sali prób wiele dziesiątek godzin. Gdzieś pod skórą przeczuwaliśmy, że to co nagramy będzie czymś ważnym. Na dzień przed wejściem do studia w ostatnich 20 minutach próby w ciągu 10 minut powstał ”Sentence of..”, który w pełni aranżacyjnie skończyliśmy podczas nagrywania. Były to czasy raczkującej się demokracji  w Polsce i „Czarnego albumu” Metalliki.

„Closed…” zarejestrował Hellias w Jacek Mastykarz Studio.  Za sesję odpowiedzialni zostali Andrzej Piwowarczyk i Artur Kuzioła.
- Studio znajdowało się w teatrze KTO w Krakowie. Na tamte czasy było to bardzo dobre i cenione studio ze względu na dobry sprzęt i realizatorów - wspomina Wojtek "Wojna" Wojnowski . - Nas nagrywał Piotr Brzeziński. Znana postać tamtych czasów. Pan Andrzej i Pan Artur to byli i są właściciele Firmy fonograficznej GAMA, która finansowała studio i wydanie materiału. Myślę, ze to nadal dobry materiał - mino tylu lat. Sam fakt, że będzie następna reedycja już coś mówi. Kawałki do tej pory się bronią. Można tego posłuchać na płycie „25th Year in the Abyss”, gdzie umieściliśmy kilka utworów zagranych od nowa, ale utrzymując klimat starych wersji.


Paweł "Goolary" Góralczyk:
- Studio Jacka Mastykarza było wówczas najlepszym w Krakowie i jednym z najlepszych w Polsce. Właściwie cała ekipa (Jacek Mastykarz, Piotr Brzeziński) byli związani wcześniej ze studiem Teatru Stu, gdzie powstały pierwsze płyty TSA, Kat i Turbo. Fachowcy w każdym calu! Na przełomie ustrojów, również studio Teatru Stu przechodziło metamorfozę. Nagrań dokonywaliśmy w budynku Teatru KTO, gdzie mieściły się pomieszczenia studia. Obecnie obok znajduje się okrąglak Radia Kraków (krakowskie Aleje). Do dziś pamiętam, że z dnia na dzień sesja ewoluowała. Wchodziliśmy do studia pełni obaw. Nie wiedzieliśmy, jak będzie przebiegać praca z takimi fachowcami. Po pierwszych daniach, gdy nagraliśmy bębny i część gitar już wiedzieliśmy, że tworzymy coś ważnego. Pozwoliliśmy sobie nawet na eksperymenty. Na przykład utwór „Sentence of…” nabrał kształtów dopiero podczas nagrywania. Parę kwestii aranżacyjnych jest efektem zamierzonego chaosu. Nagrywając próbki śladów kreowaliśmy z Wojtkiem zarysy tego utworu, który dla mnie ma niezwykłą wartość sentymentalną. Wyszło świetnie! Do dziś pamiętam, jak z zamkniętymi oczami nagrywałem wstęp do utworu… I nagle wejście, bębnów… Wojna zagrał to fantastycznie! Niby banał, ale jak trafione! A później Piotrek stanął przed mikrofonem. Trudno mi w to uwierzyć, ale nagrania wszystkich utworów zajęły mu może z cztery, pięć godzin. Od kopa zaśpiewał cały Dark Exile. Próbowaliśmy się do czegoś przyczepić z Piotrem Brzezińskim, ale nie było do czego. Nawet język angielski był do przyjęcia, choć Piotr wówczas miał kłopoty z tym językiem. Foreman był w znakomitej formie. Jak oceniam efekt sesji… no cóż… Bezkrytycznie! Uważam, że jest to wspaniały materiał. Zdaję sobie sprawę z mankamentów sesji, ale ignoruję je w całości. To świetny materiał definiujący Hellias. Myślę, ze dopiero na „AD Darkness” osiągnęliśmy tą wysoko postawioną poprzeczkę. Jeszcze kilka słów o producentach: Artur Kuzioła i Andrzej Piwowarczyk. To ludzie, którzy dysponowali kasą, ale nie można przemilczeć ich roli w całym przedsięwzięciu. Należą się im najgłębsze pokłony za pomoc i świetne relacje. Na liście zasług Hellias zajmowaliby najwyższe miejsca. Zresztą nie tylko my możemy być im wdzięczni. W latach dziewięćdziesiątych wspierali wiele kapel. Byli producentami świetnego „De Profundis” Vadera, czy płyt Christ Agony, Cemetery of Scream, czy Darzamat.



Mówiąc o sesji „Closed…”, Piotr "Foreman" Foryś,  wspomina: - Tak , to było szaleństwo…Z zupełnie przypadkowej rozmowy z panem Andrzejem  Piwowarczykiem ustaliliśmy termin nagrywania pierwszej prawdziwej debiutanckiej płyty w studiu Teatru KTO i harowaliśmy jak wariaci. To ile wypiliśmy i przegraliśmy to nawet chyba sami nie pamiętamy (śmiech). Ale wysiłek nie poszedł na marne.. To  były same delicje. Mnie osobiście nigdy wcześniej ani nigdy później nie udało się nagrać w tak krótkim czasie całej płyty . Zresztą wszyscy byliśmy naprawdę dobrze przygotowani - mimo, że ze studiem profesjonalnym nie mieliśmy doświadczeń. Wszystko pod okiem wspaniałego realizatora Piotra Brzezińskiego i całą płytę razem z miksem udało się nam nagrać bodajże w tydzień i byliśmy prze-zadowoleni. Kocham tą płytę i darzę  ją ogromnym sentymentem… Jest naprawdę dobra i ma tę magię, ma ten swój niepowtarzalny klimat, a przy tym naprawdę pluje jadem thrashowej bestii. Mam takie wrażenie, że właśnie na „Closed…” narodził się styl Hellias, coś co do dzisiaj wlecze się za nami…



Kasetowa okładka „Closed…” była zupełnie inna niż ta, która ukazała się później na wydaniu kompaktowym.
- Tak się jakoś utarło w Hellias, że stroną graficzną zajmuje się Goolary, a tytułem płyty ja – opowiada Foreman. - Tutaj właśnie wszystko się zaczęło i tak jest do dziś. Zarówno kasetową jak i płytową okładkę przyniósł Paweł i obydwie zaakceptowaliśmy. Kasetowa wersja jest bardziej artystyczna. Ma mroczne i filozoficzne oblicze, jest intrygująca. Z kolei wersja płytowa jest zbliżona do kanonu okładek metalowych ze stajni Metal Mind’u. O ile dobrze pamiętam płyta wyszła jako druga w kolejności i wtedy też pojawiła się ta okładka, którą zgodnie zaakceptowaliśmy.

Mówi Goolary: - Wyobraźcie sobie, że kaset „Closed in the fate Coffin” sprzedano blisko dwadzieścia tysięcy egzemplarzy! Obecnie byłaby to chyba złota płyta, czy inne gówniane wyróżnienie. Wersja CD też sprzedawała się nieźle. Szacunek dla Leszka Wojnicza! Różnica między wersjami okładek wynika stąd, że były przygotowane dwie wersje wydawnictwa. Początkowa miała się ukazać tylko na kasecie i miała okładkę z kultowym wizerunkiem płonącego drzewa wyrastającego z jestestwa skulonego humanoida. Gdy okazało się, że materiał sprzedaje się świetnie wznowiono nakład z lustrem i psychopatą patrzącym w swe oblicze. Tak wyglądała płyta CD i kaseta wznowiona po kilku latach. Ta niekonsekwencja troszkę namieszała, ale trudno z nią walczyć. Kolejne wznowienie „Closed…” będzie zawierać odniesienia do obu wersji graficznych.



Na koniec zastanawiam się jakie bonusy znajdą fani Hellias na materiale, który planuje wydać teraz Thrashing Madness Records? Czego możemy się spodziewać?

- Będą to pewnie jakieś niespodzianki, które Goolary ukrył przed światem, a wiem że ma ich sporo. Mówiąc szczerze sam jestem ciekaw - śmieje się Foreman.

Dopytuję zatem o szczegóły samego Goolarego: - Jeśli nic się nie zmieni, to najnowsze wydanie „Closed in the Fate Coffin” będzie zawierać dodatkowo archiwalne nagrania z początków działalności. Jeśli praca nad rekonstrukcja nagrań się powiedzie zamieścimy na płycie utwory w wersjach demo z okresu 1989 – 1991, czyli  czasów tworzenia materiału na „Closed…”. Proszę wybaczyć, że nie podaję tytułów, bo bank utworów jest dość szeroki. Ale na pewno znajdą się na płycie liczne gradki dla fanów.


Wojciech Lis

Poprawiony (niedziela, 11 stycznia 2015 23:26)

 

baa222