GHOST THE LOST OF MERCY

 

Zespół GHOST z Gdańska powstał na przełomie października i listopada 1988 roku. Po odbyciu zaledwie dwóch prób zespół nagrywa demo „Ghost” , a za 2 tygodnie występuje w OMPP (eliminacje do Opola), gdzie otrzymuje wyróżnienia.

Kolejnym sukcesem GHOST jest zakwalifikowanie się na Metal Battle i występ przed 10 tysiącami ludzi w Spodku. Wcześniej miały miejsce elimanacje w Leśniczówce w Chorzowie. W roku 1989 ukazuje się demo „Noc demona”. GHOST gra na wielu imprezach polskiego podziemia: Sthrashydło (Ciechanów), Drrrama (Pruszcz Gdański), Thrash Fest (Wągrowiec) czy Thrash Meeting (Gdańsk). Na przełomie 89/90 GHOST gra koncerty w Związku Radzieckim. Od końca 90 do początku 92 roku GHOST jest w stanie hibernacji.

W lipcu 92 zespół wznawia koncerty, a Ryszarda Łakomca zastępuje Mieczysław Klimek. Na początku 93 roku GHOST nagrywa „Bad Obsession” dla Carnage Records. Ważna w historii GHOST impreza to Marlboro Rock In ’93, kiedy to zespół zajął II miejsce ustępując tylko bardzo popularnej wówczas grupie ILLUSION. W 1993 roku GHOST występuje w Jarocinie. Tam też muzycy zostają zauważeni przez szefa Loud Out Records Andrzeja Mackiewicza. W efekcie ukazuje się materiał „The Lost of Mercy”. O wyjątkowości tego materiału niech poświadczy fragment jednej tylko recenzji opublikowanej na portalu www.darkplanet.pl:



- Album zatytułowany "The Lost Of Mercy" to w moim odczuciu jedna z najlepszych rodzimych pozycji w tym gatunku. Ghost dostarczył dziesięć deathmetalowych kompozycji okraszonych fantastycznym brzmieniem. Sama zaś muzyka może tylko wywoływać banana na mordach miłośników tego nurtu. Jak może być inaczej, jeśli głównymi inspiracjami dla tego kwintetu byli panowie z Morbid Angel i Bolt Thrower. Przede wszystkim materiał brzmi niesłychanie jak na tamte czasy organicznie i mięsiście. Intensywne, niejednokrotne i bardzo selektywne riffy, w połączeniu z iście "morbidowymi" przyspieszeniami musi robić wrażenie. Te są jeszcze większe, gdy grupa zwalnia tempo - wtedy możemy usłyszeć kwintesencję kunsztu artystycznego tej formacji. Utwory nie należą do specjalnie skomplikowanych, gdyż są zbudowane na niewielkiej ilości motywów. Usłyszymy tu jednak wystarczającą porcje soczystych riffów i pysznych solówek, oraz uraczymy odpowiednią ilość zmian tempa, aby uznać to wydawnictwo za wartościowe w swojej kategorii. Pewne obiekcie można mieć do growlingu, który jest bardzo głęboki i nieczytelny - z jednej strony dodaje on tej muzyce brutalności, ale z drugiej wprowadza element monotonii. Jest to jednak jedyna rzeczy na"The Lost Of Mercy", która budzi moje wątpliwości. Jedyny album tej zapomnianej formacji na pewno zalicza się do tych perełek, które trzeba poznać. Niestety kolekcjonerzy mogą zgrzytać zębami, gdyż album jest bardzo ciężko dostępny i osiąga bardzo wysokie ceny. Jeśli jednak miałbym wskazać jakaś rodzimą "perłę z lamusa", którą trzeba koniecznie odkopać, to byłoby właśnie "The Lost Of Mercy". Dzieło to może nie wybitne, ale bardzo dobre. (Źródło: http://www.darkplanet.pl/Ghost-The-Lost-Of-Mercy-39645.html).

- Jarocin to impreza ,na której w tamtym czasie każdy rockowy zespół powinien lub chciałby się pokazać – zauważa K. Berlik. - Pomijając fakt , że było to wielkie muzyczne wydarzenie, oferujące uczestnikom specyficzny klimat , jakiego nie zapomina się do końca życia ,była to również ,a może przede wszystkim wspaniała okazja aby spotkać się z fanami , znajomymi oraz poznać nowych ludzi. Tak też było w naszym przypadku , właśnie w Jarocinie poznaliśmy Andrzeja Mackiewicza z Loud Out Rec. To miał być przełom w karierze zespołu . Kontrakt jaki nam zaproponowano był bardzo atrakcyjny, wszystko wydawało się iść w dobrym kierunku. Trafiliśmy pod skrzydła wytwórni ,która pozwoliła nam na funkcjonowanie na profesjonalnym poziomie. Materiał na „The Lost of Mercy” nagrywaliśmy w Modern Sound studio w Gdyni. Było to w tamtym okresie miejsce gwarantujące w miarę profesjonalne możliwości realizacyjne jak na Polskie warunki . Pierwszy raz w karierze nie mieliśmy większych ograniczeń czasowych na pracę studyjną oraz bardzo szerokie możliwości uzyskania pożądanego brzmienia instrumentów. Co do efektu końcowego tej pracy mam pewien niedosyt . Myślę , że na etapie zgrywania materiału byliśmy już podmęczeni nocnymi sesjami i można to było zrobić zdecydowanie lepiej. Płyta ukazała się najpierw na rynku krajowym , następnie licencje wykupiła Nuclear Blast Rec., która zajęła się dystrybucją na terenie całej Europy oraz New World Symphony Rec., która udostępniła „The Lost of Mercy” słuchaczom w Stanach i Kanadzie.

Rok 1994 wydaje się wieńczyć pewien etap działalności GHOST. Grupa ponownie pojawia się na deskach w Jarocinie oraz na Metalmanii w towarzystwie m.in. Morbid Angel.

- Tak, rok 94 był bardzo dobrym okresem dla nas – uważa Krzysztof Berlik. - Na rynku ukazuje się po długim oczekiwaniu materiał „the Lost…”, który spełnił pokładane z nim oczekiwania. Zespół ponownie wystąpił w Jarocinie, odnosząc ogromny sukces , zostając laureatem tego bardzo prestiżowego dla Polskiej muzyki rockowej festiwalu. Występ na Metalmanii to skutek kontraktu z Loud Out Rec. Uznaliśmy , że to dobre posunięcie aby promować płytę, po za tym zagrać z CANNIBAL CORPSE i MORBID ANGEL, którego twórczością byliśmy zafascynowani w tamtym okresie, to było wielkie wyróżnienie dla zespołu i jak wspomniałeś uwieńczenie pewnego etapu w działalności GHOST.

- Granie na takich imprezach i w takim towarzystwie to był kolejny krok naprzód i zaszczyt –kwituje Krzysztof Jankowski.

Dopytany o zawieszenie działalności zespołu Jankowski mówi dosadnie: - Złe decyzje, problemy ze składem : odszedł wokalista, czyli wszystko się posrało.

I komentarz Krzysztofa Berlika: - Jak już wspomniałem wcześniej GHOST działał bez profesjonalnego managementu. Na pewnym poziomie jest to bardzo trudne .Mieliśmy rodziny, własne biznesy i wiele innych spraw na głowie, które coraz częściej kolidowały z uprawianiem muzyki. Loud Out Rec., która wspierała nas do tej pory ogłosiła upadłość. Pomijając fakty nie wywiązania się przez wytwórnię z umów finansowych oraz promocyjno-marketingowych, pozostał problem kontraktu, który obligował przez okres 4 lat wyłączność całej twórczości zespołu na rzecz wytwórni. Sytuacja była bardzo niejasna . Sprawy sądowe, brak motywacji oraz możliwości dalszego rozwoju, zresztą wiele kapel związanych wtedy z Loud Out znalazło się w podobnej sytuacji. W tamtym okresie podjąłem decyzje o opuszczeniu zespołu i zakończeniu działalności muzycznej.

K. Berlik dodaje też istotną rzecz: - Wspomniałeś o zawieszeniu działalności zespołu .To nieprawda, trzon GHOST nadal funkcjonował (mowa o okresie od końca 90 do początku 92 roku – dop. Wojtek Lis), zespół pracował nad nowym materiałem ,sporadycznie ale udzielał się scenicznie, próbował nowych rozwiązań współpracując z wieloma muzykami. W efekcie rolę wokalisty przejął gitarzysta Dariusz Engler . Pamiętam pewnego dnia siedząc w domu ,wpadli do mnie Darecki i Klimek ,prawie siłą wpakowali mnie do samochodu i zawieźli na próbę. To był początek akcji o kryptonimie Renown.

Dopytuję Krzysztofa Berlika dlaczego po demo Renown, nie nastąpił przełom w postaci pełnominutowej płyty?

- Dopiero ten materiał – Renown w moim mniemaniu odzwierciedlił prawdziwy GHOST – opowiada K. Berlik. - Mimo , że nagrywany z marszu w zaprzyjaźnionym i ulubionym przez zespół studiu Sławka Łosowskiego. Renown był chyba najbardziej dojrzałym materiałem w naszej twórczości. Myślę ,że posiadaliśmy wtedy sporo argumentów muzycznych, aby mocno zaznaczyć się na metalowym rynku i to nie tylko krajowym. Rozmowy z wieloma wytwórniami nie przyniosły jednak pożądanego efektu, mimo , że wśród krytyków muzycznych materiał zdobył bardzo pochlebne recenzje. Nie zdecydowaliśmy się na powierzenie Renown, komuś kto był zainteresowany jedynie zyskami ,nie dając nic w zamian. Materiał nie ujrzał zatem nigdy światła dziennego w formie oficjalnej. Przekazaliśmy go najbardziej zagorzałym fanom naszej twórczości, udostępniając go w sieci. Zespół zagrał wspólnie jeszcze kilka koncertów w starym pełnym składzie ,po czym następował stopniowy jego rozpad – kończy K. Berlik.

- Pomimo powrotu wokalisty i kilku koncertów nie było już w nas tej samej chęci, ludzie odeszli i to był nieuchronny koniec. Ze starego składu (dla mnie jedynego ) ja zgasiłem światło. Pomimo późniejszych prób reanimacji nic z tego nie wyszło – dodaje K. Jankowski.

Pod koniec lat 90, dokładnie w 1999, po nagraniu Renown do GHOST dołączył gitarzysta Krzysztof Dobrowolski: - Grałem wtedy w sopockim Grin, który w owym czasie chorobliwie poszukiwał dobrego basisty. Jako, że zbliżało się lato mieliśmy „nagranych” naprawdę sporo koncertów przez co potrzebowaliśmy kogoś sprawdzonego i dyspozycyjnego. Tym kimś okazał się Mietek Klimek, który w zamian za pomoc, kilka miesięcy potem wprowadził mnie w szeregi Ghost. Muszę przyznać, iż miałem z tym nie lada dylemat ponieważ w tym samym czasie, po wydaniu Pandemonic Incantations Nergal zaproponował mi posadę w Behemoth – odmówiłem na rzecz Ducha… Jak myślisz, czy podjąłem właściwą decyzję(śmiech)?

Dopytuję Krzysztofa Dobrowolskiego o to, ile koncertów zagrał z GHOST, a także o sytuację GHOST po wydaniu Renown…

- W związku z tym, iż zespół był u schyłku swojej muzycznej drogi, nie zagrzałem w nim dość długo bo około roku wspólnego muzykowania, szlifowania nowego materiału w nowej konfiguracji personalnej - w ślad za Romkiem Pegzą od zespołu odszedł też Krzysiek Berlik, którego obowiązki przejął grający równocześnie na pierwszej gitarze i nie mający wiele pojęcia o wokalowaniu i pisaniu tekstów Darek Engler. W momencie kiedy już zaczęliśmy wszystko w miarę ogarniać poniekąd za plecami Darka zapadła decyzja, że Mały, Mietek i ja opuszczamy zespół na rzecz wspomnianego już przeze mnie Grin. I tak też się stało, Darek został sam z gotowym materiałem na następcę The Lost Of Mercy. Z tego co wiem nie załamał się, zebrał nowych muzyków, z którymi z powodzeniem koncertował. Zespół definitywnie przestał istnieć dwa lata później. Zreaktywowany na początku 1998 roku Ghost ruszył całkiem prężnie, aby podbić pogrążoną wówczas w stagnacji scenę undergroundową nagrywając świetny Renown, który dzięki ówczesnemu managerowi w osobie Piotra Chlebowicza został wypromowany i rozprowadzony do wszystkich możliwych wydawców czy też mediów propagujących tego rodzaju sztukę. O zespole Ghost znów zaczęto rozmawiać, zaczęły się pojedyncze koncerty i wszystko wydawało się być na dobrej drodze. W międzyczasie zostało skomponowanych dziesięć nowych utworów, które to miały składać się na następcę The lost of mercy. Latem 1999 roku Ghost wraz z zepołami Devilyn oraz Disloyal ruszyć miał na trwającą miesiąc trasę koncertową „Pain Domination”, obejmującą najważniejsze miasta w Polsce, a po powrocie planowana była sesja nagraniowa do nowej płyty. Niestety z przyczyn nie do końca wyjaśnionych Ghost nie zagrał trasy, a napięcia z tym związane doprowadziły do odejścia z zespołu Romka Pegzy a chwilę potem Krzyśka Berlika, resztę już znasz.

I dodaje: - Renown leci sobie właśnie w moim odtwarzaczu po raz kolejny gniotąc mi kolana brzmieniem i tą zajebistą prostotą kompozycji, która w obecnych czasach jest już zapomnianym elementem metalowego rzemiosła, a szkoda… Ale wracając do pytania, osobiście dzielę sobie muzyczną drogę Ghostów na dwa etapy – ten do Bad Obsession i ten od The Lost… do końca. I zdecydowanie lepiej wchodzi mi ten drugi!

Thrashing Madness Records jest wydawcą płyt GHOST The Lost Of Mercy z demo Renown oraz Bad Obsession wzbogacone o demo Noc Demona i demo z 1989 r.

- Wielkim sentymentem darzę przede wszystkim Bad Obsession od którego rozpocząłem moją znajomość z twórczością GHOST - podkreśla Leszek Wojnicz- Sianożęcki, szef Thrashing Madness Records. - To doskonały materiał , trudno uwierzyć , że do tej pory nikt nie zechciał sięgnąć po to by wydać to na CD czy vinylu. Kocham również demo Noc Demona i choć The Lost Of Mercy to najpotężniej brzmiący materiał GHOST to chyba jednak Noc demona i Bad Obssession są najbliższe mojemu sercu. Co ciekawe słuchając tych nagrań po tylu latach cały czas te kompozycje wzbudzają we mnie te same emocje , czuje się w tym potężną siłę . Może dlatego czas nie był w stanie pozbawić tych materiałów swojej mocy . Jest dla mnie wielkim honorem ,że to właśnie Thrashing Madness przypadło wydanie tych ponadczasowych klasyków naszej podziemnej death metalowej sceny.

- Czasami zastanawiam się , dlaczego tak się dzieje , że to co kiedyś było czymś nieosiągalnym dzisiaj z perspektywy czasu wydaje się błahostką – mówi

refleksyjnie Krzysztof Berlik. - Powróciła koniunktura na ciężkie łojenie .Kapele z przed lat reaktywują się, nagrywają płyty , koncertują, nastąpiła normalność .Kapele nie są już tak bardzo uzależnione od wytwórni, układów managerskich aby dotrzeć do słuchaczy czy zaprezentować swoją twórczość szerszemu gronu odbiorców. To bardzo miłe , że mimo upływającego czasu, kiedy rynek nasycony jest naprawdę świetnymi kapelami prezentującymi fantastyczny poziom , ludzie wciąż pamiętają o nas. Od wielu lat mieszkam w Londynie i nawet tu nazwa GHOST nie jest czymś obcym wśród fanów muzyki ekstremalnej. Dostaję sporo emali od ludzi , którzy za pośrednictwem portali społecznościowych , pytają się, co u nas słychać? Czy jest jakaś szansa abyśmy ponownie pojawili się na scenie? Od czasu do czasu pojawiają się propozycje firm fonograficznych , które zainteresowane są współpracą. To bardzo miłe i jedynie utwierdza mnie w przekonaniu , że mimo trudnych czasów i okoliczności w jakich przyszło nam funkcjonować odwaliliśmy kawał dobrej roboty. Kiedy dowiedziałem się o propozycji wydania starych materiałów GHOST ,uznałem ,że to dobry pomysł, aby po latach przypomnieć zespół tym ,którzy kiedyś jako ludzie bardzo młodzi przychodzili na nasze koncerty, jak również przedstawić nowemu pokoleniu death maniax kapelę ,która w jakimś małym stopniu kształtowała gatunek muzyczny w kraju ,który jest dzisiaj potęgą tego stylu na świecie. Z niecierpliwością zatem czekam na pojawienie się tego materiału. Moja blisko dziesięcioletnia przygoda o nazwie GHOST, to wspaniałe chwile. Tysiące przejechanych kilometrów, wielu niezapomnianych, ciekawych ludzi ,których dzięki muzyce dane było mi poznać, to także ciężka praca i wyrzeczenia, ale przede wszystkim ogromna pasja ,którą mogliśmy się dzielić z innymi . Dziękuję wszystkim tym ,którzy byli przy nas w chwilach sukcesów i porażek ,tym ,którzy mimo upływu czasu jeszcze o nas pamiętają, jak również tym którzy obecnie po raz pierwszy ocierając się o twórczość GHOST doceniają ją. Wielkie dzięki dla wydawcy Thrashing Madness ,która podjęła się wydania tych materiałów. Mam głęboką nadzieję , że wydawnictwo to choćby w małym stopniu zobrazuje początki death metalu w Polsce oraz ukaże drogę jaką przeszedł zespół w trakcie swojej działalności.

- To fantastycznie ,że ktoś jeszcze chce nas słuchać – mówi Krzysztof Jankowski.

- Dziwne i fantastyczne zarazem, to kawał mojego życia również – mówi o reedycjach Stanisław Wójcik. - Bardzo jestem ciekaw, pewnie dlatego że mam kontakt z większością facetów którzy tworzyli pierwsze składy kapeli, jak oni zareagują. Może będzie okazja wspólnie się spotkać na jakimś drinku czy piwie z chłopakami i powspominać stare mroczne, a raczej młode i durne czasy i odsłuchać wszystkie te numery.

- Ciężko jest oceniać tego typu wydawnictwa choćby z racji wieku oraz wartości sentymentalnych, a na dodatek po części skoligacone z moją osobą – zaznacza Krzysztof Dobrowolski. - No ale spróbujmy. Pierwszym materiałem zespołu jaki usłyszałem była Noc demona, myślałem wówczas, że już szybciej się nie da, ale czas pokazał, że się myliłem i na rynku dzięki Carnage ukazał się Bad Obsession czyli materiał stawiany na równi z Morbid Reich - Vadera, materiał, który miał wywindować Ghostów do pozycji co najmniej takiej jaką już wówczas mieli wspominani Olsztynianie! Niesamowicie mroczny, oldschoolowy death metal wręcz zachwycał, krok milowy jaki zespół poczynił od wydania Nocy demona do Bad Obsession właśnie, był niesamowity, słychać ten sam zespół ale na pewno bardziej pewny siebie i swojej ekstremy! No ale prawdziwe oblicze Ducha mogliśmy ujrzeć dopiero na kolejnym wydawnictwie czyli The Lost Of Mercy, którą usłyszałem po raz pierwszy w tym, samym roku w jakim się ukazała i pomyślałem sobie wtedy, że w tym kraju nikt tak nie gra! Uwierz, że ta płyta powaliła mnie na kolana, słuchałem jej praktycznie w kółko, pamiętam, że kupiłem sobie wtedy taki rarytas, który zwał się walkman dzięki czemu mogłem jej też słuchać poza domem (śmiech). Brutalny, mega ciężki i zawodowo brzmiący krążek, który nomen omen dwadzieścia lat od premiery ani trochę nie stracił i dalej słucha się go naprawdę wyśmienicie!

I jeszcze wspomnienia dotyczące zespół GHOST z ust kilku osób, które miały okazje ich poznać.

- Moje wspomnienia dotyczące Ghost to generalnie niesamowity kop muzyczny, ogrom śmiechu , morze wódki i wspaniali ludzie – opowiada Marzena Miot z GENBANDENCBERY zine. - Poznałam ich dzięki wspólnym znajomym w 1992 (tak przynajmniej mi się wydaje, może to był '91...nie pamiętam) w 'Kwadratowej' we Wrzeszczu. Pamiętam ten dreszcz emocji, bo wiedziałam kim oni są, słyszałam wcześniej ich nagrania a teraz miałam szanse poznania gwiazd tamtejszej sceny -osobiście ! To było coś! Zwłaszcza dla 16-17 latki, która przygotowywała swój pierwszy numer Genbandencbery zine, o czym nie omieszkałam powiadomić nowo poznanych, na co Krzychu (wokalista) odparł, że jeśli chcę to mogą mi zapełnić jedną stronę. Zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie, dał mi swój adres na i powiedział ze będzie czekał na pytania. Myślałam, że się „poszczam” z radości, czego nie zrobiłam za to z wrażenia spadłam ze schodów, ale gentelmeni z Ghost pomogli mi się otrzepać i poleciałam do domu wkurzona na siebie, klnąc całą drogę. A potem to już poszło z górki. Artykuł o nich ukazał się w # 1 mojego zina. Zaprosili mnie na parę prób w Pruszczu, zawsze była kupa śmiechu, pamiętam, że szlifowali utwory z 'Bad obsession' i pewnie dlatego to mój ulubiony materiał. Potem poleciały 'Drrramy' i inne gigi w okolicznych miejscach. Na próbach było bardzo wesoło ale nigdy jak grali, lub wpadł im jakiś pomysł, to nawet oddychanie było zabronione. Generalnie fantastyczni ludzie, bardzo profesjonalni w tym co robili i szkoda ze ich drogi się rozeszły.

- Kiedy poznałam chłopaków z Ghost? Hm…. - zastanawia się Mariola Pokrzywińska, która pomagała m.in. w organizacji pierwszej edycji Festiwalu Drrrama. – Nie pamiętam, ale wydaje mi się, że znam ich od dawna. Wspólne wyjazdy, problemy i czas spędzony pod jednym dachem: Miejski Dom Kultury. Zresztą relacje miedzy nami były takie same jak istniały/istnieją wśród rodzeństwa.. Oni – jak starsi Braci, a ja młodsza siostra. Więc chyba mogę śmiało stwierdzić, że znamy się od kołyski właśnie. Wspólny wyjazd, koncert, szczególnie jeden zapadł mi w pamięci tj. Węgorzewo 1994 r. Wyjazd z przygodami…Ghost! Ja wiem, że wtedy dałam "plamę" tak się złożyło, że robiłam za... ”sierotkę” i losowałam kolejność kapel. Akurat na dzień w którym miał zagrać Ghost i wylosowałam: 3. Scena w samym słońcu, gorąco - lipiec...ale zagrali rewelacyjne i zajęli trzecie miejsce. Materiał Ghost, który sobie cenię? Demo "Bad Obsession". Na pewno też trochę i przez sentyment, to był czas "wspólnej drogi"...

Izabela Wysocka, znajoma Marioli Pokrzywińskiej oraz zespołu GHOST opowiada:- Latem 1988 r., zaczęłam bywać w MDK w Pruszczu Gdańskim. Miejsce to przyciągało "klimatem"-trudno o lepsze lokum na próby, więc Ghost szybko się tam zadomowił. Muzyczna i wizualna prezencja kapeli była jak najbardziej pozytywna, co mogłam ocenić nie tylko na miejscu, ale tez na kilku występach w Polsce. Polubiłam chłopaków m in.za skromność oraz ogromne poczucie humoru, bez którego wyjazd do Stalowej Woli na odwołany Mayhem, byłby najgorszą moja wyprawą. Pół roku później, wspólny powrót z kolejnego wyjazdu, był najzabawniejszym, jaki pamiętam. Wesoła ekipa, rozparta na siedzeniach, a na końcach wagonu wciśnięty tłum, jadący rano do pracy. Kto ośmielił się wejść-potraktowany został piekielnym wokalem. W Pruszczu, nie udało się  wyciągnąć z pociągu kolegi, powiedzmy od spraw technicznych (nie wypada pisać kogo),więc chłopaki zawiesili mu kawał kartonu na szyi z adresem zamieszkania i pojechał…Na szczęście stacja docelowa była 40 km dalej. W towarzystwie Ghosta i ich dziewczyn, można było przebywać godzinami, snując błyskotliwe i zabawne dialogi. Z czasem przestałam bywać w Pruszczu i kontakt się urwał. Produkcje "Bad Obsession" jak i "Lost of mercy" uważam za udane.

- GHOST zobaczyłem po raz pierwszy na żywo bodajże na Drrramie w 1989 –wspomina Krzysztof Cybulski z zespołu HEKTOR. - Zabawne że nikt ich wcześniej nie znał ani o nich nie słyszał. Wyskoczyli jak Filip z konopii . W kuluarach mówiło się, że Staszek Wójcik szykuje na festiwal jakąś swoją "tajną broń". Tą bronią okazał się być GHOST. Bardzo sprawny technicznie kwintet, wyskoczyli na scenę i dali niesamowitego czadu z fajnym ruchem na scenie. Kompozycje dla mnie były trochę zbyt pokręcone i połamane, kombinowali z tempami ale wszystko na totalnej szybkości, w sumie tak się wtedy grało, więc nie byli jedyni. Jedyne czego mi w tym koncercie brakowało to odrobiny oryginalności. Dobrze brzmieli, dobrze grali ale ... to były takie odgrzewane kotlety, nie usłyszałem w ich muzyce kompletnie nic nowego. Tym niemniej wielki szacun za wysoki poziom warsztatowy i bijącą z nich radość grania...Ich nagrań demo nie śledziłem. Zagraliśmy razem parę koncertów, parę razy spożywaliśmy razem wodę ognistą. Prywatnie bardzo ich polubiłem, to byli bardzo fajni goście. Ktoś, kiedyś w wywiadzie pytał potem czy HEKTOR rywalizował z GHOST co moim zdaniem było kompletną, wierutną bzdurą. Po prostu był taki moment , że w Trójmieście były dwie kapele metalowe na wysokim poziomie i tylko można żałować, że Staszek nie zrobił jakiegoś kontrapunktu dla stajni Dziubińskiego na Wybrzeżu, bo obok GHOST i HEKTOR można było zbudować fajną scenę...Szkoda że tak szybko zgasł TYRAN, bo też na pewno dołączyłby do tego Trójmiejskiego stadka...Wiadomo, że nasze losy potoczyły się inaczej. HEKTOR dość szybko zniknął ze sceny stricte metalowej i straciłem GHOST z oczu.

Wawrzyniec Chyliński – dziś bębniarz AGAINST THE PLAGUES, kiedyś związany m.in. z DAMNATION wspomina: - GHOST był jednym z pionierów

metalowego podziemia w Trójmiescie pod koniec lat 80-tych ub. wieku. Razem z takimi kapelami jak Jaguar, Tyran, Hektor tworzył na przełomie 1988-90 ścisłą czołówkę zespołów, które przyciągały najwieksze lokalne zainteresowanie. Nigdy nie miałem okazji poznać się osobiście z zespołem. Ale w pod koniec 88 lub na początku 89 roku, jako młody gówniarz kompletnie pochłonięty thrash/death metalem jeździłem na koncerty Ghost. Nigdy nie zapomnę sławnych wystepów na Drammie w Pruszczu Gdańskim w osławionym MDK. To była jedna z najlepszych kapel w Polsce na przelomie 1989-90. “Noc Demona” był kultową kaseta, którą mam do dzisiaj. Koncerty na festiwalach “Strashydło”, “Thrash Meeting” czy “ThrashFest” w Wągrowcu wspominam jako rewelacyjne sztuki. Najbardziej zapamietałem koncert GHOST na Metalmanii 1994 kiedy zespół wystapił przed światowymi tuzami death metalu – Morbid Angel oraz Cannibal Corpse. Naprawdę świetny wystep na tle renomowanych zachodnich zespołóow. Do tej pory nie rozumiem co sie stało póżniej i dlaczego zespół zawiesił działalność w takim momencie…Bardzo szanuje ten zespół i cieszę sie, że za sprawą Thrashing Madness Records będę mógł skompletować stary materiał GHOST. Kapela bardzo niedoceniona, a jakże ważna w rozwoju polskiej, metalowej sceny.

Kolejny muzyk z Trójmiasta - Marcin Świerczyński obecnie związany z OGOTAY, kiedyś jeden z założycieli YATTERING mówi o zespole GHOST: - Poznałem załogę przez przypadek kiedy przeprowadziłem się do Pruszcza Gdańskiego, a tam latem odbywał się kultowy festiwal Drraaama. Zaangażowałem się później w organizacje i pomoc koncertową. Z Ghostami najlepiej wspominam wyjazd na koncert gdzie grali z Morbid Angel i Cannibal Corpse na Metalmanii 94...Z ciekawostek czy anegdot pamiętam jedną. Ktoś z kolegów pytał jakie mają ustawienia Ghosty na próbie i przypatrywał się wzmacniaczowi , robionemu domatorsko w Tczewie na podstawie Messa Boogie . Darek – gitarzysta, odpowiedział, że „ustawia się prosto , jak to w death metalu albo zero albo dziesięć” . I to był ich dobry humor i podejście w tamtym czasie do sprawy. Albo robi się coś z pasją i zaangażowaniem na 10 lub nie robi wcale (śmiech).

Jarosław Misterkiewicz kiedyś związany z THANATOS, a dziś lider zespołu TRAUMA: - Po raz pierwszy zespół Ghost usłyszałem w Katowickim Spodku na dużej imprezie Metal Batlle, gdzie jeśli mnie pamięć nie myli supportowali tą imprezę. Gwiazdą był niemiecki SODOM niezmiernie popularny pod koniec lat 80 – tych, wiec Katowicki spodek wręcz pękał w szwach. Niewiele było słychać, jak to bywa często z rozgrzewaczami więc poza ich nazwą nie pamiętam nic z tego koncertu. Nasze drogi zeszły się kilka miesięcy później w legendarnym Domu Kultury w Pruszczu Gdańskim dokąd mój ówczesny zespół Thanatos został zaproszony na wspólny koncert właśnie z Ghost. Death Attack 30.04.1989, dzień przed ważnym świętem państwowym. Ów przybytek był miejscem wyjątkowym w owym czasie, gdyż w Pruszczu Gdański odbywał się cyklicznie metalowy open air festiwal DRRRAMA zaraz przy wspomnianym domu kultury. Ghost w tym miejscu odbywał swoje próby, również w tym miejscu pracował ich ówczesny manager czy jak kto woli opiekun Staszek Wójcik. Ten człowiek organizował wspomniany festiwal i niesamowicie wspomagał Ghost’ów , dzięki czemu mieli na prawdę dobry start. To był wówczas niesłychanie obrotny gość z którym zawsze się było można dogadać i który wyznawał zasadę , że z półlitrówką „ Żyta” można załatwić, jak nie wszystko, to na pewno wiele rzeczy. Staszek radził sobie w komunistycznej rzeczywistości niczym pstrąg w górskim rwący potoku. Pamiętam letnie strajki w Stoczni Gdańskiej i w związku z tymi wydarzeniami mnóstwo funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej, której patrole nagminnie zaczepiały zwykłych, bogu ducha winnych przechodniów w całym Trójmieście. Dokładnie 26.08.1989 r. ZOMO otoczyło teren festiwalu Drrrama i wyglądało to niezmiernie dramatycznie z perspektywy kogoś kto był w środku, uczestnicząc jako fan w tej imprezie, tak jak ja z moim zespołem. Żaden z funkcjonariusz nie wkroczył mimo to na teren festiwalu. To była zasługa właśnie Staszka, który wychlał morze wódki z Komendantem ówczesnej Milicji i w taki oto sposób udało mu się to przeforsować. Nie znam przeszłości chłopaków z ówczesnego składu Ghost, ale ten zespół grał od samego początku bardzo sprawnie technicznie. Obaj gitarzyści Darek i Roman radzili sobie wyśmienicie na gitarach - wedle ówczesnych standardów i mieli dobry mięsisty sound. Mały ich perkusista wyrastał ponad przeciętność i zawsze sprawdzał się w boju zachwycając swoja grą. Koncertowaliśmy z Thanatos wspólnie z Ghost kilkukrotnie w Trójmieście i wspomnianym Pruszczu Gdańskim, ale spotykaliśmy się również na innych imprezach w kraju. W 2010 roku ex gitarzysta GHOST Krzysztof „ Dziadek” Dobrowolski wspomagał Traumę jako sesyjny gitarzysta podczas trasy „ Killing Assault vol. 2”, a to tak na marginesie…

Tomasz Skuza – lider QUO VADIS: - Z GHOST wielokrotnie spotykaliśmy się w tamtym czasie na różnych koncertach i imprezach, ale najbardziej utkwiła mi w pamięci taka akcja: koncert w Katowicach... My QUO VADIS jedziemy z zespołem ze Szczecina IDIOSYNCRAZYS pociągiem... Oczywiście w pociągu dzieją się cuda... zajeżdżamy do Katowic i na tym mostku/wiadukcie przed głównym wejściem spotykamy również mocno skacowany GHOST i SMIRNOFF, czekamy na organizatora, czekamy, czekamy...Aż tu pojawia się jakiś koleś i oznajmia nam , że koncert się nie odbędzie, bo organizator chory, helikopter po niego przyleciał i tym podobne pierdoły nam opowiada... Nastąpiła jakaś nerwowa sytuacja... skosztowaliśmy wspólnie co nieco i wróciliśmy na dworzec, aby łączonym połączeniem dostać się do Szczecina - najpierw Wrocław... a tam nieopacznie weszliśmy do jakiejś tubylczej mordowni nieopodal dworca i mieliśmy wiele przygód (śmiech). No cóż pozdrawiam GHOST !

Wojciech Lis

 

Poprawiony (poniedziałek, 12 stycznia 2015 12:26)

 

baa222