Duch powraca… BAD OBSSESSION

„Jeżeli jesteś naprawdę opętany przez śmierć i nie wymiękasz przy kapeli grającej Speed / Thrash z prędkością 10000 km/h, to GHOST jest dla Ciebie” – tak wiele lat temu pisał o GHOST z Gdańska Adam Szulc z Butcher zine.

Wróćmy do prapoczątków zespołu z Pomorza. GHOST powstał na przełomie października i listopada 1988 roku. Roman Pegza gitarzysta GHOST na łamach Thrash Em All (nr 1/1989) mówił zaś, że początki zespołu sięgają 1982 roku: - Graliśmy wówczas jako METAL DANGER i w innym składzie, sama nazwa GHOST pojawiła się w listopadzie 1988 roku.


Powyższe słowa potwierdza Ryszard Łakomiec, basista i współzałożyciel GHOST: - Zanim powstał GHOST, pogrywaliśmy z Romanem Pegzą w innym zespole, to chyba było na przełomie lat 70/80-tych. Graliśmy covery KISS, głównie z płyt „Alive” i „Alive II”. Byliśmy fanami Kiss. Później jednak chcieliśmy i zaczęliśmy tworzyć pierwsze własne kawałki. Nie było ich wiele, zaledwie kilka. W między czasie zmienił się perkusista, a z czasem odszedł drugi gitarzysta… i się posypało. Mimo głębokiej jeszcze wtedy komuny, braku Internetu, a co się z tym wiązało ograniczeniem w zdobywaniu materiałów muzycznych, słuchaliśmy dużo muzyki z radia, szpuli i vinyli. Muzyka Kiss pozostawała w tyle, wypierana przez muzę takich zespołów jak LED ZEPPELIN, DEEP PURPLE, RAINBOW, WHITESNAKE, RUSH, BLACK SABBATH, IRON MAIDEN, METALLICA... Powoli szliśmy w kierunku cięższego rocka i heavy metalu. To nas cały czas inspirowało do stworzenia zespołu. W zasadzie GHOST założyło trzech kumpli z gdańskiej dzielnicy Orunia: Roman, Darek i ja. Nazwa GHOST pojawiła jesienią 1988, gdy zaczęliśmy współpracę ze Staszkiem Wójcikiem, a wraz z nią logo zespołu.

- Powstanie zespołu GHOST to skutek skrzyżowania się dróg ludzi, o podobnych zainteresowaniach, gustach muzycznych i pozamuzycznych w odpowiednim czasie i miejscu – wspomina wokalista GHOST Krzysztof Berlik. - Kiedy się poznaliśmy, grałem na gitarze udzielając się wokalnie w innej kapeli. Darecki i Romek mieli gotowy materiał opracowany na gitary w warunkach domowych, wkrótce później dołączył do nich basista- Ryszard Łakomiec, który właśnie powrócił z dwuletniego obozu harcerskiego sponsorowanego przez MON . Chłopaki zaproponowali mi współprace w charakterze wokalisty zespołu. Początkowo podszedłem do tego bez emocji , mimo , że materiał i brzmienie robiły na mnie wrażenie , a nawet były pewnego rodzaju inspiracją w kontekście własnej twórczości jednak zamiłowanie do gitary i komponowania własnych utworów było wtedy silniejsze. Byliśmy dobrymi kumplami , spędzaliśmy z sobą sporo czasu wchłaniając w siebie wszystko to, co oferował ówczesny rynek muzyczny oraz pobliskie sklepy monopolowe. Nie było więc zaskoczeniem , kiedy rozsypał się skład mojej kapeli, dobiłem do GHOST rozpoczynając regularne próby z tą ekipą.

- O ile mi wiadomo i pamiętam to zespół założyli Darek Engler i Romek Pegza, ale pewności na 100% nie mam. Ja dołączyłem w 89 roku, znajomy zapodał hasło, ze zespół poszukuje perkusisty. Nie znałem zespołu, nie słyszałem o nim wcześniej. Miałem 17 lat a goście byli starsi i z doświadczeniem. I tak się zaczęło – wspomina perkusista GHOST Krzysztof Jankowski.

Od samego początku istnienia zespołu funkcję managerem GHOST sprawował Stanisław Wójcik. Oto jak on wspomina początki GHOST.

- Późną jesienią 1988 r. po raz pierwszy spotkałem się w klubie z Darkiem i Romkiem, szukali miejsca na próby, choć nie mieli jeszcze pełnego składu. Już w trakcie drugiego spotkania podjęliśmy decyzję o współpracy. Pomysł na nazwę zespołu wyszedł ode mnie, ale chłopaki od razu go zaakceptowali i tak się zaczęło – opowiada Stanisław Wójcik.

Początki zespołu GHOST, podobnie jak wielu innych funkcjonujących wtedy w Polsce –nie były łatwe.

- W tamtych latach, problemy to było codzienne życie (miejsca gdzie trenować gdzie pokazać się innym, no i na czym grać) zwłaszcza, gdy zespół grał tak niepoprawną muzę – wspomina S. Wójcik. - Choć w całym kraju powstawały ośrodki muzyki metalowej, głównie dzięki młodym zdeterminowanym muzykom, do których bez wątpienia należała cała piątka GHOSTA’a. To właśnie dzięki takim ludziom pojawili się również animatorzy tego podziemnego ruchu, co zaowocowało wieloma imprezami o charakterze ogólnokrajowym.

Krzysztof Berlik wokalista GHOST , podkreśla rolę managera GHOST - Stanisława Wójcika.

- Z perspektywy czasu wydaje mi się, że bez tego kolesia nikt dzisiaj nawet nie słyszałby o GHOST ,to co Staszek zrobił dla zespołu w początkowym etapie działalności jest nieocenione. Zwróciliśmy się do niego o pomoc , ponieważ siedział w branży . Był organizatorem, chyba największego w północnym rejonie naszego kraju festiwalu muzyki metalowej .

Miał kontakty, doświadczenie, wizje i zaplecze jakiego potrzebowaliśmy, poza tym, był nienormalny więc pasowaliśmy do siebie jak ulał. Kiedy się poznaliśmy , a było to w MDK-u Pruszcz Gdański w trakcie poszukiwania miejsca na próby ,nie było mowy o współpracy ,facet powiedział tylko pakujcie graty i przyjeżdżajcie ,potem wszystko potoczyło się już bardzo szybko. Dzięki Stachowi mieliśmy wszystko o czym większość zespołów rozpoczynających karierę muzyczną w tamtych czasach mogła jedynie marzyć . Praktycznie nieograniczony dostęp do sali prób, wsparcie techniczne, managerskie. To właśnie On ukształtował zespół w początkowej fazie działalności i pchnął maszynę o nazwie GHOST do przodu.

Wspomina Ryszard Łakomiec: - Szukaliśmy miejsc na próby, ale w Gdańsku nie mogliśmy nic sensownego znaleźć. Nie wiem jakim cudem znaleźliśmy się w Pruszczu Gdańskim w Miejskim Domu Kultury, ale był to strzał w 10. Musieliśmy zrobić dobre wrażenie na Stachu, odbyło się coś na wzór przesłuchania, bo od razu zaproponował nam miejsce na próby. Byliśmy tak zadowoleni z faktu że udało się znaleźć miejsce do grania, że nie przeszkadzała nam odległość z Gdańska. Dojeżdżaliśmy do Pruszcza autobusem bądź kolejką i często wracaliśmy ostatnim kurem autobusu do Gdańska. Współpraca ze Stachem układała się bardzo dobrze, on miał trochę doświadczenia i orientował się zdecydowanie lepiej niż my w układach na rynku muzycznym, a my skupialiśmy się na próbach i taki układ funkcjonował. My gramy, Staszek zajmuje się organizacją.

- Jak dołączyłem do zespołu, Staszek już był menago. Dla mnie to było coś wielkiego, wtedy wszystko fajnie szło – podkreśla K. Jankowski.

Po odbyciu dwóch prób zespół nagrywa demo „Ghost” , a za 2 tygodnie występuje w OMPP (eliminacje do Opola), gdzie otrzymuje wyróżnienia „za wirtuozerskie opanowanie instrumentów”.

- Koniec 1988 roku to szybko, dynamicznie biegnący okres czasu – opowiada R. Łakomiec. - Co chwilę coś nas zaskakiwało w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Pierwsze próby w MDK, nagrywanie w biegu demo, propozycja zagrania w OMPP. Dla nas był to naprawdę skok milowy do przodu. Demo zostało nagrane z marszu, w godzinę może dwie. Nie było dopracowane z racji braku czasu, a ponaglał nas termin wysłania dema, żeby zakwalifikować się do przesłuchań w ramach eliminacji do Metal Battle. Wracając do występu w OMPP, impreza z gatunku „misz-masz” od poezji śpiewanej po metal !!! Wyróżnienie nas ucieszyło, ale chyba bardziej wtedy rozmawialiśmy o reakcji publiczności. Nie pamiętam po kim graliśmy, ale gdy już zaczęliśmy, ludzie siedzieli i patrzyli na nas jak na ducha. Coś w tym było. Zdziwienie, zaskoczenie, może dla niektórych szok. A dla nas pierwszy publiczny występ w składzie z Markiem Szczeblem na perkusji. Takie przedbiegi przed Metal Battle, jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy czy się zakwalifikujemy…

- Wiesz ja od bodaj dwóch lat pracowałem jako etatowy pracownik DK i z perspektywy to myślę że nie tylko byłem przygotowany organizacyjnie ale po prostu „czekałem” na GHOST’a – mówi S. Wójcik. - Chłopaki mieli już kilka numerów w głowach, uznałem, że nie pozostało więc jak nagrać je i ruszyć w świat. Muszę dodać że gdyby nie fakt że w tamtym czasie byli to bardzo sprawni technicznie muzycy byłoby to niemożliwe. A te eliminacje tak naprawdę to nie było miejsce dla nas, tym bardziej cieszył fakt, docenienia warsztatu. Pamiętam , że miałem niedosyt i świadomość że brakuje nieco zgrania w zespole.

O demo „Ghost” opowiada K. Berlik: - Tak naprawdę demo GHOST nagrane zostało na pierwszej próbie zespołu w pełnym składzie. Pamiętam, zadzwoniliśmy , chyba w niedzielę o ósmej rano do perkusisty Marka Szczabla, aby przyjechał do Pruszcza. Koleś po grubszym sobotnim melanżu nawet nie wiedział , że czeka go kilkugodzinne bicie w bębny z częstotliwością znacznie wyższą niż to co robił do tej pory. Pot lał się litrami ,ale demo udało się nagrać. Wszystko robione było na wariata ,w pośpiechu w związku z upływającymi terminami nadsyłania zgłoszeń do eliminacji Metal Battle. Po nagraniu tego materiału , a w zasadzie rejestrowanej próby Marek Szczabel dołączył do zespołu. Eliminacje do Opola (śmiech) wrzucam je do jednej beczki z występami typu Dni folkloru regionalnego itp. Tego typu akcje zainspirowane przez naszego managera wynikały z braku obycia scenicznego zespołu .Miały na celu oswojenie się ze sceną ,i publicznością , jaka by ona niebyła, przed poważniejszymi imprezami muzycznymi jakie czekały GHOST w niedalekiej przyszłości. Co do samego występu na OMPP , to nie zapomnę przerażonych twarzy ludzi w pierwszych rzędach ,którzy po sporej dawce poezji śpiewanej , szanty i reggae , pierwszy raz w życiu zobaczyli na żywo kapelę thrash metalową . Bezcenne.

Kolejnym sukcesem GHOST jest zakwalifikowanie się na Metal Battle i występ przed 10 tysiącami ludzi w Spodku. Wcześniej miały miejsce elimanacje w Leśniczówce w Chorzowie.

- Kwalifikacje na tak dużą imprezę, w tamtym czasie nie były takie proste – podkreśla S. Wójcik. - Zaczynały się od konkursu kaset demo (myślę że były ich setki). Z tej grupy wyłaniano kilkanaście zespołów do koncertu w Leśniczówce w Chorzowie. Bodaj trzy najlepsze dostawały możliwość występu w Spodku w Katowicach. Tomka Dziubińskiego poznałem dwa lata wcześniej przy okazji zakwalifikowania innej grupy, którą się opiekowałem do koncertu towarzyszącemu METALMANI właśnie w Leśniczówce w Chorzowie. Ale nie miało to żadnego wpływu na docenienie fenomenalnej gry GHOST’a, po prostu ich materiał bronił się sam. W chorzowskiej Leśniczówce GHOST zagrał chyba trzy numery… wystarczyło. Pamiętam, że po powrocie z Chorzowa na próbach ustawiałem chłopakom sprzęt nie na scenie w klubie, ale na całej Sali tak, aby przyzwyczaić do dużych odległości i słabego odsłuchu, bo ja już znałem scenę w Spodku, a dla chłopaków to było pierwsze tak duże granie. Do Katowic pojechaliśmy silną grupą (w tamtych czasach Ghost’om zawsze towarzyszyła spora grupa fanów i przyjaciół). Udało mi się nawet kamerą służbową VHS zarejestrować koncert i wiele scen „prywatnych” z hotelu. Wrażenie… niesamowite - grubo ponad 10 tys. fanów i ściana dźwięku i te teksty Krzyśka między numerami , po prostu extra. Życzę takiej atmosfery młodym muzykom.

K. Jankowski śmieje się i wspomina ten koncert : - Oglądałem wideo , bylem w szoku. Ale tam jeszcze grał Marian Szczabel, ja dołączyłem zaraz po tej imprezie w Spodku.

Mówi K. Berlik : - Poziom eliminacji do Metal Battle jakie odbyły się w sławnej Chorzowskiej leśniczówce oceniam bardzo wysoko. Zjawiła się na nich znaczna część czołówki polskiego undergroundu z VADEREM na czele. Pamiętam tylko , że było bardzo zimno .Po występie pojawiła się propozycja z Metal Mind Productions, ale nie byliśmy zainteresowani. Jakieś dziwne układy, których do tej pory nie potrafię zrozumieć. Cel został osiągnięty, znaleźliśmy się w trójce, która wystąpiła jako suport dla bardzo popularnej w tamtym czasie niemieckiej kapeli Sodom. Występ w Spodku ,przed tak liczną publicznością dla zespołu ,który tak niedawno rozpoczął swoją działalność to było dla nas spełnienie marzeń. Dzisiaj oglądam materiał z tego koncertu z uśmiechem na twarzy. Nie byliśmy gotowi, aby zagrać na tak poważnej imprezie ,ale wtedy nie było nam do śmiechu, trema była przeogromna. Dzięki występowi w Katowicach GHOST stał się nazwą rozpoznawalną na polskiej scenie metalowej , dzięki czemu otrzymywaliśmy naprawdę sporo propozycji koncertowych na terenie całego kraju.

Krzysztof Berlik wspomina o propozycji z Metal Mind Productions. Warto oddać głos w tej kwestii Stanisławowi Wójcikowi: - Minęło wiele czasu od tamtych eliminacji, ale ja na pewno w ciemno bym wchodził w taką propozycję, po za tym Tomek Dziubiński był wielkim profesjonalistą i gdyby miał taką propozycję dla nas, to doprowadził by ją do końca. Owszem, były rozmowy o ewentualnej współpracy, ale bardzo mgliste i bez konkretów. W tamtych czasach powstawał Metal Mind Prduction. I w sposób naturalny szef takiej firmy był zainteresowany współpracą z wieloma kapelami z całego kraju - tak myślę, ale też wprowadzał duże sito. Pewnie dla tego, że miał wówczas sporo zespołów na terenie Śląska i okolic, a Gdańsk to taka ciekawostka, choć na pewno brzmieniem i stylem było to coś zupełnie nowego. Dziuba to wyczuwał, ja miałem takie wrażenie po kilku rozmowach z nim.

Wróćmy do elimanacji w Leśniczówce w Chorzowie.

- Nie byliśmy ograni, tak jak wspominałem bardzo mało czasu upłynęło od momentu rozpoczęcia prób do wyjazdu na eliminacje do Chorzowa – zaznacza R. Łakomiec. -Ale na pewno sam fakt zakwalifikowania się spowodował, że uwierzyliśmy w to co robimy, dostaliśmy pozytywnego kopa, wiedzieliśmy, że taka okazja może być tylko jedna i trzeba ją wykorzystać . Graliśmy po kilkanaście godzin w tygodniu, z myślą o udanym występie w Leśniczówce. Same eliminacje, no cóż, po zagraniu chyba trzech kawałków czekaliśmy na werdykt komisji. I tak znaleźliśmy się w czołówce, która to miała zagrać w Spodku, na Metal Battle. Nie wiem gdzie była większa presja, czy podczas przesłuchań w Leśniczówce, czy przed 10-tysięczna publiką w Spodku. Nie mniej jednak, obydwa grania były dla mnie jak i dla całego zespołu, nowym doświadczeniem muzycznym. Bardzo miło i z dużym sentymentem wspominam te występy i całą atmosferę panującą wokół tamtych imprez.

W roku 1989 ukazuje się demo „Noc demona”. Materiał ten niezwykle wysoko ocenił wówczas naczelny magazyny ThrashEm All - Mariusz Kmiołek, który nie szczędził pochwał zespołowi GHOST, w specyficznym dla podziemnej nomenklatury. – Noc Demona to 5 utworów , które przecinają Cię najpierw na pół, później na ćwiartki, by poprzestać na pokrojeniu w kosteczkę. Słowem nieźle zapodana „czarna” muzyczka o szybkości światła, nazywana przez bardziej zorientowanych po prostu – rzeźnią. W przypadku zespołu GHOST należy dodać: I kategorii.

Oddajmy głos wokaliście, który odpowiadał za wokalizy na taśmie „Noc demona”: - Sam materiał zatytułowany Noc demona był w zasadzie pierwszym materiałem, który obrazował styl oraz kierunek, w którym rozwijał się zespół GHOST – mówi Krzysztof Berlik. - Jeżeli miałbym dzisiaj oceniać go od strony technicznej, czy aranżacyjnej to oczywiście byłaby to ocena bardzo krytyczna, jest to jednak zarejestrowany materiał ,który określa pewien etap w rozwoju kapeli, tak więc ocenianie jego poziomu z perspektywy czasu nie ma chyba większego sensu . Po prostu takie czasy, umiejętności i możliwości. Demo to jednakże w tamtym czasie zdobyło pochlebne recenzje krytyków muzycznych i zostało dobrze przyjęte przez fanów. Utwory z tego materiału były zarejestrowane w profesjonalnym studiu Radia Gdańsk oraz emitowane na antenach ogólnokrajowych stacji ,tak więc pozwoliło ono nam dotrzeć ze swoją muzyką do jeszcze większego grona słuchaczy.

- Był to materiał z którego byliśmy zadowoleni, aczkolwiek były niedociągnięcia. Ale jak mówiłem za mało czasu na doszlifowanie – ocenia po latach basista GHOST Ryszard Łakomiec. - Natomiast jeżeli chodzi o sama muzykę i styl to twierdzę, że był to bardzo dobro materiał i gdyby dzisiaj wejść do studia nagraniowego, korzystając z obecnej techniki nagrań, to jedynie co by się zmieniło to tylko jakość brzmienia.

- Noc Demona nagrywaliśmy już w nieco bardziej komfortowych warunkach SR Gdańsk, stąd dużo lepsza jakość – mówi Stanisław Wójcik. - Całość zarejestrowana w cztery dni. Wszystkie numery to kompozycje zespołowe, teksty Krzysia Berlika, okładkę zaprojektował i wykonał przyjaciel plastyk K. Ziółkowski. ThrashEm All w tamtym czasie to jedyne tak profesjonalnie wydawane pismo, tym cenniejsze dla nas były pochlebne recenzje na jego łamach. Ten okres to też duże wsparcie ze strony właściciela i naczelnego Mariusz Kmiołka . To jeden z bonusów w naszej pracy, że mieliśmy możliwość poznawania charyzmatycznych i fajnych gości, oddanych muzyce i całemu metalowemu podziemiu.

K. Jankowski dodaje: -Dla mnie to było coś zupełnie innego niż grałem do tej pory. Tu poszło chamsko, nie prosto, ale na temat (śmiech). Myśle , że to był świetny materiał – ocenia po latach perkusista GHOST.

GHOST gra na wielu imprezach polskiego podziemia: Sthrashydło (Ciechanów), Drrrama (Pruszcz Gdański), Thrash Fest (Wągrowiec) czy Thrash Meeting (Gdańsk).

- Wspaniałe czasy, myślę że każdy z nas ma co wspominać i nie żałuje tego co w tamtym czasie robiliśmy - zaznacza z nostalgią Ryszard Łakomiec. - Zagraliśmy kilkanaście koncertów, których nie możemy się powstydzić. Niestety nie mieliśmy swojego sprzętu nagłaśniającego na trasy więc graliśmy na tym co udostępnił nam organizator. Ale było zajebiście. Poznaliśmy wiele kapel, wielu wspaniałych ludzi, mieliśmy fanów w całej Polsce. Byliśmy rozpoznawalni, a to już o czymś świadczy…

- Tak, w tamtym czasie graliśmy naprawdę sporo koncertów, to była przede wszystkim wspaniała zabawa .Jeździliśmy na nie sporą ekipą, w gronie najbliższych znajomych. Spotykaliśmy się na nich z zaprzyjaźnionymi kapelami takimi jak VADER, ARMAGEDON, TRAUMA(wtedy THANATOS), SMIRNOFF, QUO VADIS oraz wieloma, wieloma innymi, które obskakiwały jak my większość spędów metalowych w tamtym okresie. Wspieraliśmy się nawzajem sprzętowo oraz organizacyjnie. Wspaniałe czasy. Byliśmy już wtedy zespołem rozpoznawalnym na krajowej scenie muzyki metalowej, tak więc przez fanów cięższych brzmień przyjmowania byliśmy na tych imprezach bardzo ciepło – wspomina Krzysztof Berlik.

Ówczesny manager GHOST Stanisław Wójcik dodaje zaś: - Wcześniej wspomniałem o animatorach całego ruchu, to oni właśnie organizowali te wszystkie imprezy, w trakcie tych imprez zespoły się integrowały przede wszystkim alkoholowo, ale nie tylko. W Ciechanowie na zamku mroczne koncerty i morze alkoholu pite wspólnie z grupą Smirnoff na jednej z wież. Potem nocne rozmowy zakrapiane w hotelu. O Drrramie za chwilę. Thrash Fest w Wągrowcu duża impreza nieco przerosła organizatorów ale w sumie ok. Grało się głównie za zwroty kosztów podróży plus hotel czasem wspólny nocleg w sali. Thrash Meeting w hali której już nie ma (spłonęła kilka lat później), początkowo organizowali to ludzie zupełnie bez doświadczenia, a kiedy główna atrakcja KAT nie dojechał, po prostu przejęliśmy imprezę i to GHOST zagrał w charakterze gwiazdy, a ja poprowadziłem wszystkie koncerty. Ogólnie graliśmy sporo po całym kraju. Ale zdarzały się też niewypały, pamiętam taki koncert w Stalowej Woli pod koniec roku, gdzie po przyjeździe sala na której miał być koncert dekorowały jakieś starsze panie chyba z Koła Gospodyń, a organizator znikł. Kilkanaście zespołów i grupki fanów wystawione do wiatru, nocleg w hotelu na własny koszt i nocna demolka kilku hotelowych pokoi. Wszystko działo się tak szybko i tyle tego było. To w tych czasach utarło się powiedzenie – „Na to co my przeżywaliśmy w ciągu jednego roku, zwykli Ludkowie potrzebują pięć lat”. Miałem wrażenie, że GHOST przeżywał fantastyczny okres, miał sporo fanów w całym kraju i każdy fan metalu znał markę. Mimo to chłopaki z zespołu byli normalni i do wielu spraw mieli odpowiedni dystans.

Stanisław Wójcik był pomysłodawcą i organizatorem festiwalu Drrrama w Pruszczu Gdański…

- Byłem jedynym pomysłodawcą i organizatorem DRRRAMY w latach 1986 do 1992 roku, oczywiście z czasem kilka osób mi pomagało, ale całość decyzji i odpowiedzialności była w moich rękach. Pomysł miałem chyba kilka lat wcześniej, ale żeby doszło do realizacji trzeba było spełnić kilka warunków, np. dogadywać się z władzami miasta a rządzili czerwoni . Chyba najpierw powstał park scena i ogrodzenie. Nie uwierzysz, ale namówiłem lokalną organizację ZSMP do pomocy. Możliwości MDK-u też nie były za wielkie, ale udało się przekonać dyrekcję co do pomysłu dużego dwudniowego koncertu i zorganizowania kasy na zwroty za podróż PKP 2 klasą. Przed pierwszą imprezą w 1986 sporo jeździłem do Warszawy w celu rozreklamowania najpierw naboru kapel, a potem samej imprezy (nie było łatwo, brak Internetu). Po pierwszym dniu koncertu (w sobotę rano) w miejskim Komitecie PZPR zwołano egzekutywę tylko w jednym temacie” czy i jak” przerwać imprezę. Trzeba było się gęsto tłumaczyć, dopiero argument, że nie da się tak po prostu wygnać z miasta ok. 2 tys. metali (z całego kraju). A po imprezie musiałem się tłumaczyć (jeszcze wtedy na Milicji) z dwóch incydentów. Po pierwsze: jakiś metal przebiegł się po maskach kilku samochodów, a po drugie: grupa ośmiu metali nie zapłaciła z obiad w barze „Magda”. Potem było już dużo łatwiej ( doświadczenie, sporo nowych kontaktów). Imprezy miały charakter dwudniowy w ostatni piątek i sobotę sierpnia. Nie pamiętam którego roku w trakcie piątkowego koncertu za dnia jakiś młody metal rzucił pod sceną ulotki solidarności, na drugi dzień Służba Bezpieczeństwa zażądała ode mnie kilkanaście wejściówek na teren parku, a w chwili kiedy metal wyrzucał ulotki został zatrzymany, zrobili to tak że mało kto zauważył, już po wszystkim dowiedziałem się, że tylko go spisali. Ale to dowód na to że impreza miała zainteresowanie z różnych stron. Mimo to nikt oficjalnie nie zabronił mi organizacji. W latach 90-tych organizowałem Drrramy tzw. małe w klubach Trójmiasta, już prywatnie za własne pieniądze.

To właśnie na festiwalu Drrrama zespół GHOST zobaczył Krzysztof Dobrowolski – gitarzysta, który trafił do składu zespołu w 1999 r.

- Miałem przyjemność podpatrywać starszych kolegów w akcji kilkukrotnie m.in. na ostatniej edycji Drrramy w Pruszczu Gdańskim - niesamowite wspomnienia, ale takim koncertowym opus magnum z pewnością był występ w Gdańskiej Hali Stoczni bodajże w 1993 roku (ale głowy nie dam) – wspomina Krzysztof Dobrowolski. - Ilość ludzi jaka wtedy przybyła na koncert liczona w tysiącach, ogrom Hali, scena, nagłośnienie to wszystko sprawiło, że poczułem jak ważny był to wtedy zespół! Szkoda, że czas to zakwestionował. Uważam, że w tamtych odległych czasach bardziej szanowało się zespoły tak zwane niszowe, a i one odwdzięczały się w stu procentach tym, co umiały robić najlepiej!

Na przełomie 89/90 GHOST gra koncerty w Związku Radzieckim.

- Staszek Wójcik wpadł na ten pomysł, miał jakieś kontakty i poszło – mówi R. Łakomiec. - Zagraliśmy w Odessie, Kownie, Grodnie i Leningradzie (z tego co pamiętam ?) W Odessie graliśmy przez trzy dni na jakimś festiwalu na powietrzu, wtedy nie było z nami Krzyska Berlika, bo chłop się wdał w żeniaczkę w tym czasie, no cóż miłość nie wybiera…. Pojechał z nami wtedy wokalista Armagedon i zajebiście sobie radził. Ale najbardziej wg mnie podobał mi się koncert który graliśmy w kameralnym klubie w Leningradzie. Super kontakt z publiką, byliśmy zaszokowani ich pozytywnym odbiorem naszej muzyki.

- Nasz manager Staszek Wójcik był organizatorem sporej ilości festiwali metalowych na terenie kraju, na które zapraszane były zespoły z byłego Związku Radzieckiego oraz innych krajów – opowiada Krzysztof Berlik. - One w zamian rewanżowały się zapraszając nas na koncerty organizowane na własnym podwórku, tak to chyba wyglądało w dużym skrócie. Powiem tylko ,że trasy po wschodnich rejonach Europy kosztowały nas sporo zdrowia. Piło się trunki, których nazw oraz pochodzenia nikt nie był w stanie bliżej sprecyzować. Zdemolowane hotele, aresztowania przez tamtejszą policję, pogubione dokumenty uprawniające do przekraczania granic czy zaginięcie członków naszej ekipy…Jednym słowem przygoda jak z filmu akcji, komedii i horroru w jednym. Och, było naprawdę grubo. Nie pojechałem wtedy z zespołem , sprawy rodzinne zatrzymały mnie w Polsce , zastępował mnie podczas tych koncertów Slavo Maryniewski z ARMAGEDON.

Wspomniany Slavo Maryniewski z ARMAGEDON tak wspomina znajomość z muzykami GHOST:

- Poznaliśmy się pewnie podczas festiwalu DRAAAAMA w Pruszczu Gdańskim, ale nie pamiętam na której, chyba to był 1988 roku, a potem to już jakoś poszło. Wspólne koncerty w różnych miejscach, m.in., oni przyjeżdżali do Kwidzyna, a my do Pruszcza, ale najbardziej pamiętnym i niezapomnianym tematem był wspólny wyjazd do Odessy na festiwal , ale nazwy festiwalu nie pamiętam, w każdym bądź razie dla mnie jest to tym bardziej niezapomniane, bo wokal GHOST-ów Krzysiek z jakiegoś powodu nie mógł jechać oraz nasz nowy basista Tomek 'Sooloo' nie dostał na czas paszportu, no a szkoda było nie jechać, więc w Armagedon musiałem opanować na nowo materiał na bass i wokal, a chłopaki z GHOST zaproponowali mi, żebym na te parę koncertów zastąpił Krzyśka. Był to dla mnie trudny temat, ale jakoś daliśmy radę! Dalej w szczegóły nie będę się zagłębiał, bo tak samo jak podróż, no i oczywiście pobyt w Odessie ( czytaj było „grubo” ), to przeżyliśmy wspólnie naprawdę trochę zajebistych i niezapomnianych chwil. Co do materiału, który nagrali, to ja darzę sentymentem 'Noc demona' z 89 roku, a przy tej okazji chciałbym pozdrowić gorąco chłopaków!!!

Romuald Czyczyn-Egierd, pierwszy perkusista ARMAGEDON: - Wszystko zaczęło się od Drrramy 88', którą organizował manager Ghost Staszek Wójcik. Na Drrramie poznaliśmy i chłopaków z Ghost i samego Staszka. Pruszcz Gdański, gdzie odbywały się koncerty leży 50 km od Sztumu, także byliśmy kapelą z regionu i nie było problemu ze spotkaniami. Oprócz festiwalu Drrrama Staszek organizował w Pruszczu Gdańskim mniejsze koncerty takie jak Schizo z Włoch, Ghost, Armagedon czy na przykład zapraszał Whisper ze Sztumu, gdzie ja się udzielałem z Tomkiem Solnicą no i na wokalu znany ci Piotr Czerniak (Equinox) ,wszystko przy udziale Ghost. Sam możesz się domyśleć, że często się widzieliśmy (śmiech). Dla mnie znajomy skład to: Darek Engler ,Romek Pegza ( tyle co pamiętam to wtedy szwagrowie byli, może i są nadal, poznałem siostrę Romka, która była wówczas z Darkiem) Krzysiek Jankowski (podobała mi się jego gra na perkusji, drobny chłopaczek a wymiot pakera), Krzysiek Berlik i Rysiu Łakomiec, którego później zastąpił jak sprawdziłem Mietek Klimek. Rysiu swojego czasu wylądował na sylwestra w Sztumie. Po Drrramie w 1990 roku, gdzie wystąpiła kapela Thrash Machine z Odessy, Staszek od ich managera Juri "Paliec" Czebotara otrzymał zaproszenie do udziału w festiwalu metalowym w Odessie. Wiadomo, że jechał Ghost no i zaprzyjaźniony Armagedon (śmiech). Tyle że na wyjazd był chyba tydzień czasu i nie wszyscy mieli paszporty. Tak że Armagedon pojechał jako trio (jak dawniej), z Ghost pamiętam, że nie było na 100 % Krzyśka - wokalisty, którego zastąpił Sławek Maryniewski. Do Odessy wyruszyliśmy z przesiadkami do Przemyśla ,gdzie była ogromna kolejka żeby przekroczyć granicę, ale Staszek z jednym z oficerów Wojsk Ochrony Pogranicza zagadał, że jedziemy na festiwal i załatwił nam przejście bokiem, gdzie tylko policzono paszporty i byliśmy już w Republice Ukraińskiej. Tam już na pociąg do Odessy (mieliśmy wagon sypialny) ktoś z ekipy zasnął z papierosem i zaczęło łóżko się chajcować, była zaraz milicja i wysoka kara. Na miejscu nie można było dostać dobrego piwa tylko jakieś stare i kwaśne za to szampana i wódki pod dostatkiem (tyle co pamiętam to tylko ja z Krzyśkiem Maryniewskim nie piliśmy tych trunków i chodziliśmy trzeźwi). Na samym 2- dniowym festiwalu grało dużo kapel z całego CCCP. W ostatni dzień, gdzie nasze koncerty kończyły festiwal ,zagraliśmy z Ghost wspólną improwizację w stylu S.O.D. Raz byłem na perkusji, po chwili na wokalu w czapeczce NYC z daszkiem z boku próbując wokalizy coś na styl Beastie Boys. Na koniec otworzyliśmy na scenie szampany i dzieliliśmy się z nimi publiką pod sceną . Po wszystkim czekała na nas milicja i powiedziała, że pod sceną była młodzież nieletnia i popełniliśmy przestępstwo. Staszek mówi do oficera, że patrzyliśmy kto jest dorosły i temu tylko laliśmy (śmiech). Ale to ich nie przekonało i trzeba było przekupić oficera dając kilka tysięcy rubli łapówki. Po jednym z koncertów podszedł do nas chłopak i powiedział, że chce nas zaprosić na swoje 18 urodziny, zgodziliśmy się i na drugi dzień pojechaliśmy na jakieś duże osiedle z blokami chyba 10 piętrowymi (albo więcej), była jego rodzina i ekipa metali z Polski, był kawior w półmiskach i inne smakołyki, ogólnie było miło!!!

Z powrotem do hotelu wracaliśmy w nocy dwoma taksówkami i zaczęła się rywalizacja kto będzie pierwszy w hotelu. Taryfiarze dostawali dodatkową kasę, żeby tylko pierwsi dojechali . I tak w nocy dwie taryfy ścigały się po Odessie. Wiadomo że byliśmy na popularnych schodach Potiomkinowskich nad Morzem Czarnym, gdzie chłopaki mnie wrzucili - taki miałem pierwszy kontakt, później z Krzyśkiem Jankowskim wypożyczyliśmy rowerek wodny i popływaliśmy po Morzu Czarnym, a z brzegu krzyczał Staszek Wójcik, że fajnie wyglądamy ,dwóch drobnych perkusistów dopierdziela rowerkiem po morzu (śmiech). Były jeszcze w podróży chocki klocki, że ja miałem paszport CCCP i coś im nie pasowało i chcieli gdzieś po drodze mnie zatrzymać do wyjaśnienia, ale mnie puścili. W drodze powrotnej do Polski jechało dużo radzieckich handlarzy ze złotem, siedzieliśmy z takimi w jednym przedziale. Spytali czy jedną torbę mogą przerzucić na naszą stronę gdzie były gitary i sprzęt: „no problem, przerzucajcie (śmiech). Sołdaty wchodzą, jeden z naszych leży pijany na korytarzu, to tylko zerknęli na niego, spytali co mamy w futerałach i torbach, to my że karabiny i granaty (śmiech). Pokiwali głową i wzięli na osobistą rewizje handlarzy i ich wszystkie bagaże, prócz jednej torby ze złotem, którą my mieliśmy. Wrócili po pewnym czasie z podziękowaniem za pomoc chcąc nam dać jakieś pierścionki złote, a my "nie trzeba , wszystko gra i powodzenia w handlowaniu " (śmiech). Wiele czasu z chłopakami z Ghost spędzaliśmy razem w Pruszczu Gdańskim, gdzie po koncercie nie raz nocowaliśmy, choć do domu godzina jazdy. Przybyli też w 1989 wraz z Vader na nasze zaproszenie zagrać z nami w Kwidzynie. Nie tak dawno na facebook pisałem z Krzyśkami Jankowskim i Berlikiem. Co mi się podoba z dokonań Ghost ? Hmmm…. na pewno Demo "Bad Obsession", które wielokrotnie słyszałem z utworem flagowym Kings of Darkness. Tenże utwór został też wydany na płycie The Lost Of Mercy. W Ghost prócz mocno grającego perkusisty zwracał na siebie uwagę duet gitarowy- Darek Engler i Romek Pegza, który dobrze się uzupełniał, jak znane duety w Slayer czy Judas Priest – dodaje R. Czyczyn Egierd.

- W ramach wymian międzynarodowych Staszek Wójcik zlalatwiał te imprezy, niesamowite wspomnienia- dużo sie działo i poznałem wielu wspaniałych ludzi żyjących w jeszcze bardziej niż nasz porąbanym kraju . Razem z Darkiem Englerem naprawdę nie namawialiśmy tego konia do spożycia, sam poprosił, gdyż wtedy w Odessie było bardzo goraco – śmieje się Krzysztof Jankowski, odpowiadając na moje pytanie o mityczne „upicie konia”.

I jeszcze bardzo ważny głos Stanisława Wójcika dotyczący wojaży zespołu GHOST za naszą wschodnią granicą: - Pierwsze zaproszenie przyszło z Kowna na Litwie na coroczny festiwal gitarzystów - najpierw dla mnie jako członka Jury a zaraz potem dla GHOST jako gwiazdy i głównej atrakcji festiwalu. Chłopcy zagrali naprawdę ostro, a fani zwariowali - tak walili głowami o scenę i światła na froncie sceny, że po koncercie gitarzyści i wokal czyścili adidasy z krwi. To robiło wrażenie. Potem dzięki moim kontaktom były inne propozycje z Grodna dawnego Leningradu i Odessy. Do Odessy jechaliśmy z zaprzyjaźnionym zespołem z Kwidzynia ARMAGEDON, jako goście specjalni graliśmy prze trzy dni na końcu poszczególnych dni imprezy. Ostatniego dnia wymyśliliśmy, że po ostatnim występie GHOST zagra wspólnie z ARMAGEDON-em kilka coverów, a ja odpalę na scenie kilka szampanów produkcji CCCP i rozlejemy je na głowy fanów pod sceną. Jakie było moje zdziwienie kiedy zaraz po koncercie rosyjska milicja aresztowała mnie za częstowanie nieletnich alkoholem. Ale tak ich rozbawiło moje tłumaczenie „ ja nie durny ja polewał tych starszych, tych nieletnich ja omijał”, że mnie od razu uwolnili. Zdarzały się też zabawne sytuacje, próba wtargnięcia na AURORĘ i uprowadzenie krążownika do Gdańska, również w Leningradzie w trakcie kiedy ostro tłumaczyłem „etażnej” (taka recepcjonistka piętra w hotelu - tylko w Rosji) że impreza w pokoju się już kończy i będzie spokój a chłopcy byli już dość mocno zaawansowani w demolowanie pokoju, wychodzi Darek z takimi wielkimi drzwiami od szafy ( w stylu Katarzyny Wielkiej) i woła: „Staszek puściły , ja je do domu wezmę - popatrz jakie ładne”. Pani etażna skończyła negocjacje i po prostu wezwała milicję. To była chyba najszybsza ewakuacja w naszej historii, skakaliśmy z balkonów z pierwszego piętra w śnieżne zaspy na tyłach Hotelu, a potem prosto na dworzec kolejowy. A co do konia to on już był pewnie pijany a przynajmniej miał wielkiego kaca i Darek chciał mu nieco ulżyć. Rosja to dziwny kraj, pierwszy raz jedliśmy tam ziemniaki zagotowane w ”mundurkach”. Kiedy poprosiliśmy o frytki, w barze wysokiej klasy Hotelu, gdzie można cokolwiek kupić za dolary w kasie kobieta miała nie całe pięć dolarów po całym dniu pracy, a do picia tylko wódka i szampan ( pół na pół to tzw. „biały miś” jest okey). Po kolejnym powrocie z trasy po Rosji chyba z tydzień czasu co wypiłem zwykłą herbatę wpadałem w stan upojenia alkoholowego.

Od końca 90 do początku 92 roku GHOST jest w stanie hibernacji …

- W tym czasie chłopaki cały czas robili próby i ćwiczyli, doszedł tez Mietek a mnie chwilowo zastąpił Leszek Breguła – opowiada K. Jankowski.

- Podczas pobytu Krisa w armii GHOST pracował nadal – mówi K. Berlik. - Krzysiek Jankowski miał zagwarantowane miejsce w zespole, ponieważ był świetnym muzykiem, którego ciężko było zastąpić, a przede wszystkim członkiem rodziny GHOST . Testowaliśmy wtedy wielu muzyków ,którzy mieli załatać dziurę podczas jego nieobecności. Pamiętam ,że na krótki czas na etacie bębniarza zespołu ,pojawił się muzyk z Argentyny, jednak były to jedynie krótkie epizody, gdyż muzycy ci nie prezentowali pożądanego poziomu lub stylowo odbiegali od kierunku w jakim podążała kapela. Pracowaliśmy nad nowym materiałem ,z którym wystartowaliśmy zaraz po powrocie Krzyśka z armii. W tamtym też okresie zespół opuścił dotychczasowy basista Rysiu Łakomiec , a jego miejsce zajął Mietek Klimek.

- Próbowaliśmy dalej w MDK w Pruszczu Gd. Ale zdecydowanie mniej, niż gdy byliśmy w komplecie z Małym. Robiliśmy zarysy kawałków, jednak i tak świadomi tego że jak dojdą bębny to nastąpią zmiany w aranżacjach – wspomina R. Łakomiec.

W lipcu 92 zespół wznawia koncerty, a Ryszarda Łakomca zastępuje Mieczysław Klimek. Na początku 93 roku GHOST nagrywa „Bad Obsession” dla Carnage Records, prężnej wówczas wytwórni, której szefował Mariuszem Kmiołek.

O powodach odejścia z zespołu mówi Ryszard Łakomiec: - Z perspektywy czasu sądzę, że rozstałem się z GHOST było spowodowane brakiem Małego. Za długi okres monotonii, to zawieszenie w próżni, może po prostu tak było pisane mi i zespołowi. GHOST z Mietkiem, bardzo dobrze sobie poczyniał. Zrobili materiał na dobra płytę, Bad Obsession i The Lost of Mercy na których jest kilka utworów z moimi tekstami. Tak więc jakaś moja cząstka pracy którą wspólnie z chłopakami stworzyliśmy pod szyldem GHOST krąży w oparach metalu.

Mówi Krzysztof Berlik: - „Bad Obsession” z założenia miał być materiałem , który przypomni fanom o istnieniu GHOST po długiej przerwie. Zrealizowany całkowicie za prywatne środki członków zespołu, przy wsparciu Sławka Łosowskiego (ex KOMBI)w jego studio zapis podkreślił nowe tendencje jakie grupa zaproponowała swoim fanom. To już był czysty brutalny death metal bez jakichkolwiek kompromisów. Wydaniem materiału, dystrybucją oraz kwestiami promocyjno- marketingowymi zajęła się CARNAGE REC . Zaproponowaliśmy to Mariuszowi , z którym znaliśmy się od dawna ponieważ dysponował odpowiednim zapleczem , aby w profesjonalny, skuteczny sposób nagłośnić pojawienie się tego materiału oraz zespołu ponownie na rynku muzycznym. Cel został osiągnięty, wróciliśmy z jeszcze większą siłą rażenia. Co do mojej opinii na temat „Bad Obsession ,to jak w przypadku „Nocy demona”, nie chcę oceniać tego ,zwłaszcza dzisiaj z perspektywy czasu. Obecnie poziom instrumentalny, techniczny oraz możliwości kapel metalowych poszły o lata świetlne do przodu. Ocenianie go dzisiaj niema więc większego sensu. W tamtym czasie, dysponując określonymi środkami, możliwościami i doświadczeniem nagraliśmy materiał ,który dał satysfakcje nam ,ukazał w jakiś sposób specyfikę , styl zespołu ,etap rozwoju muzycznego w jakim wtedy był GHOST, ale przede wszystkim został bardzo dobrze przyjęty przez fanów. Takie były założenia co do „Bad Obsession” i zrealizowaliśmy je w 100 procentach.

- Współpraca z Mariuszem jako tak na co dzień nie istniała, wydal "Bad obsession", zaproponował swoje menagerowanie, ale zespół odmówił i to był straszny błąd z naszej strony - ocenia K. Jankowski.

Warto przy tej okazji dodać, że na początku lat 90 z GHOST rozstaje się z dotychczasowym managerem Stanisławem Wójcikiem. On sam tak ocenie ten krok po latach:

- Jest to zawsze drażliwy, nieprzyjemny i bardzo osobisty temat. Pewnie to był proces i trwał kilka miesięcy może rok. Nie bez znaczenia był fakt że w 90 roku niesiony falą popularności część mieszkańców wybrała mnie na Radnego do Rady Miasta, niestety sporo ubyło mi w tym czasie przyjaciół, a w to miejsce pojawili się wrogowie (ot taka Polska właśnie). Dołożyła się do tego zmiana na stanowisku dyrektora MDK-u i pewnie zmiana w składzie kapeli. Decyzja była moja, spowodowana w/w czynnikami, czarę goryczy przelały konflikty miedzy mną a GHOST’em inspirowane przez nową panią dyrektor. Kiedy się w tym połapałem było już za późno. Zostałem w końcu zmuszony do zwolnienia się z pracy, która mimo wszystko była gwarantem swobodnego prowadzenia menagmentu. Musiałem podjąć inną pracę zagwarantować środki dożycia dla własnej rodziny. Niestety w tamtych czasach nie było żadnych szans, aby utrzymać siebie i rodzinę z takiej działalności, najczęściej się dokładało do interesu. Taka walka z wiatrakami. Myślę że podobnie jest cały czas, chyba że decydujesz się utracić niezależność a na to mnie nie stać. Jest to moja subiektywna ocena, ale nie żałuję ani chwili z tamtych dni.

Ważna w historii GHOST impreza to Marlboro Rock In ’93, kiedy to zespół zajął II miejsce ustępując tylko bardzo popularnej wówczas grupie ILLUSION.

K. Berlik: - Wiesz, GHOST to najlepszy przykład na to ,że bez profesjonalnego managmentu, wsparcia z zewnątrz bardzo ciężko jest funkcjonować na rynku muzycznym. Po za wspomnianym już wcześniej wsparciem Staszka Wójcika ,z którym na pewnym etapie działalności rozstaliśmy się, zespół funkcjonował jedynie dzięki naszemu własnemu zaangażowaniu oraz ludzi życzliwych ,którzy bezinteresownie nam pomagali. Udział GHOST w takich imprezach jak MALRBORO ROCK IN i wielu innych pozwalał zaistnieć nam medialnie , ukazać się w branżowych magazynach muzycznych ,telewizji, rozgłośniach radiowych, co pozwalało nam być nazwą rozpoznawalną w sferach wykraczających po za dość wąski obszar undergroundu metalowego na którym mieliśmy już ugruntowaną pozycję. Biorąc udział w takich przedsięwzięciach ,z góry wiedzieliśmy , że ze względu na wykonywany przez zespół ,niekomercyjny gatunek muzyki ,na większy sukces trudno będzie liczyć. Nasza muzyka broniła się sama i zazwyczaj była pozytywnie oceniana przez krytykę ,która przy okazji takich imprez robiła sporo szumu medialnego wkoło zespołu, tym samym otwierając nam nowe możliwości i ścieżki, którymi podążał GHOST.

- Świetna impreza – mówi o Marlboro Rock In K. Jankowski . - Emocje, publika, Illusion był i jest bardziej medialny - bez urazy , ta impreza pchnęła nas dalej.

- Od chwili rozstania się zespołem chcąc nie chcąc zostałem niemym obserwatorem dalszej kariery GHOST’a. Bez żadnej hipokryzji cieszyły mnie wszystkie kolejne sukcesy zespołu – podkreśla S. Wójcik. - Szczególnie wydane płyty. Zawsze wierzyłem w ten zespół i miałem wrażenie że pójdą drogą najlepszych, okazuje się jednak że, do tego sama wola nie wystarczy potrzeba jest też odrobina szczęścia. GHOST po zakończeniu współpracy ze mną trafił na kliku nieuczciwych ludzi, (wolę myśleć że ja skutecznie ich przed tym chroniłem) to na pewno im nie pomogło. Szkoda tego powera i muzy która mogłaby powstać spod ręki Romka, Darka, Mietka i Krzysia i tekstów Berlika.

-

Wojciech Lis

 

 

Poprawiony (poniedziałek, 12 stycznia 2015 14:51)

 

baa222