EXORCIST (PL)

Pochodzący ze stolicy Polski, warszawski EXORCIST należy do moich ulubionych przedstawicieli starego, polskiego undergroundu. Powstali cholernie dawno, bo 1986 roku. Zostawili po sobie dwie taśmy demo: Voices From The Graves i After The North Winds. Ich muzyka, to uczta dla miłośników starego Thrash Metalu w stylu Destruction czy Whiplash. Pierwszy raz muzykę EXORCIST usłyszałem w Muzyce Młodych, w audycji Rockowe Przeboje Miesiąca. W tym samym czasie, czyli w 1988 zobaczyłem facjaty muzyków EXORCIST w ogólnopolskim piśmie Non Stop. A tak gdzieś od 14 lat jestem w bezustannym kontakcie z Tomkiem „Skeletonem” Godlewskim, byłym perkusistą tego świetnego zespołu. To właśnie z nim zamieniłem parę słów, głównie na temat lat minionych…

Tomek, rozmawialiśmy przy piwie w październiku 2009 roku na temat ewentualnej reedycji nagrań EXORCIST. Wiem, że na przestrzeni ostatnich lat kilka firm było tym zainteresowanych. Czy jesteś w stanie powiedzieć mi czy jest realna szansa na to, aby sympatycy EXORCIST doczekali się reedycji Waszych demówek na kompakcie albo np. na ulubionym przez Ciebie nośniku jakim jest winyl?

Szczerze powiem, że nie wiem! Najpierw bombarduje się mnie emailami z prośbą o kontakt i ustalenie szczegółów dotyczących w/w tematu, a następnie po wstępnych ustaleniach druga strona jakby nabiera wody w usta i temat przysycha. Być może rozmowy z Japońcem nie odniosły żadnego skutku ponieważ ja się zgodziłem na reedycję, ale tylko na vinylu. Poza tym zaznaczyłem, że chcę mieć wpływ na wygląd okładki tego wydawnictwa. Okładka jest już od kilku miesięcy gotowa i sobie leży gdzieś na dysku twardym.

Porozmawiajmy o tym, kiedy i za czyją sprawą dowiedziałeś się o czymś takim, jak scena podziemna? Pamiętasz może, w którym to było roku?

We wczesnym prekambrze śmiem twierdzić (śmiech)… Ale na poważnie, to gdzieś w 1986/ 87 roku. W sumie to zacząłem słuchać metalu dopiero w 1983 roku i przez te pierwsze lata, gdzie jeszcze pojęcie tape-tradingu praktycznie nie istniało kupowałem bądź nagrywałem płyty oficjalne na różnego rodzaju bazarach typu "Wolumen", "Skra" czy na giełdzie płytowej w klubie "Hybrydy". Tam też mocno się zakolegowałem z "Oczkiem" czyli Zbyszkiem, który miał wszystkie nowości i czasami nawet pożyczał do domu. Ale przestał jak mu mój kolo Alastor z Morbid Snail 'zine zagubił "Deathcrush" Mayhem z Posercorpse Records (he,he,he). Dziś to chyba ze 2.000 złociszy za to dać trzeba. Podziemiem zainteresowałem się za sprawą Marcina Wawrzyńczaka, który wziął naszą kapelę pod swoją jurysdykcję i został naszym naprawdę dobrym kumplem. Pamiętam jak zostaliśmy po raz pierwszy zaproszeni do jego kawalerki na Krasickiego i moim oczom ukazał się stos porozpierdzielanych kartek, listów, paczek do wysłania, paczek nie rozpieczętowanych, maszyna do pisania i 3 półki kaset magnetofonowych. Warto też wspomnieć o lodówce, w której rodziło się nowe życie w postaci seledynowo-zielonego twarożku pamiętającego jeszcze chyba sanacje. Te 3 półki kaset wyraźnie mnie zainteresowały i wtedy się dowiedziałem o tape- tradingu i nowych możliwościach zdobywania muzyki podziemnej. Tak, Marcinowi sporo zawdzięczamy jako kapela, a i osobiście też mu dziękuję! Sporo taśm mi nagrał i zawsze był chętny wyjaśnić co jest zajebiste, a co chujnią. Szkoda, że teraz wypisuje różne brednie na temat muzy z tamtych lat, co możecie przeczytać w NNCh zine # 6.

Z kim w czasach, gdy rodził się underground wymieniałeś nagrania czy fanziny?

Byłem blisko źródełka czyli Marcina, a on rozkręcił ten proceder do potężnych rozmiarów. Miał większość tego, co powinien mieć. Zresztą ja byłem wtedy niezbyt au courant i polegałem na nim. Z czasem jak się rozkręcił temat z zinami, których powstawało multum zacząłem już sam kombinować. Końkretnych nazwisk nie pamiętam, no może poza Darkiem Wiąckiem ze Szczecina, ale pamiętam, że też nie za długo to trwało, był jakiś kwas... Wiesz, ja byłem wówczas bardzo pochłonięty Exorcist, próby, korespondencja, merchem i bywało tak, że dostawałem ziny od kolesi, którzy je "produkowali" w zamian za materiały o mojej kapeli....W sumie nigdy nie zajmowałem się wymianami na papierzaki. Ale teraz mam ich multum za sprawą Axera, który wyjeżdżając w świat zdeponował swoja olbrzymią kolekcję na moje ręce.

Wspominałeś Eternal Torment – Marcina. To powiedz przy okazji zinów, jaki tytuł - Twoim zdaniem, był pierwszym czy jednym z pierwszych zinów w Polsce?

Buuuu… Nie wiem dokładnie, kto był prekursorem zinów w Polsce. Pamiętam ze Szczecina jakiś śmieszny kilkustronicowy zine chociaż w sumie broszurka wypuszczany przez Metal Attack czy coś?! Ale już takie pierwsze konkretne wydawnictwa z tamtego okresu czyli ca. 1987 czy 1988 to i owszem: Eternal Torment ręki Marcina Wawrzyńczaka, Holocaust Tomka Krajewskiego, Thrash Attack Iwony Sieluś i inne oraz papierzaki z zachodu jak Suicidal Legacy, Blackthorn czy norweski Slayer - ten ostatni pisany przez Metaliona był nie do przebicia! Ilość materiału jaka się tam znajdowała dzisiaj ma tylko środowa Gazeta Wyborcza z ogłoszeniami o pracy i nekrologami włącznie.

A jaką rolę (pozytywną czy negatywną) wg. Ciebie odegrało ogólnopolskie pismo Na Przełaj, w którym pojawiały się od czasu do czasu m.in. artykuły o polskim podziemiu?

Tak pamiętam gazetę Na Przełaj. Nie jestem pewien czy Marcin Wawrzyńczak też tam nie pisywał. Mam do dziś jakieś skrawki, wycinki o podziemnych kapelach. Była też lista. Generalnie nie pamiętam żadnych minusów chociażby ze względu na to, że jako gazeta państwowa pisali o rynku, który był znany tylko z pism nie oficjalnych. W każdym bądź razie szacunek dla ówczesnego redaktora naczelnego za udostępnienie szpalty.

Analogiczne pytanie o rolę Polskie Radia (m.in. audycje Muzyka Młodych, Metalowe Tortury). Czy słuchałeś tych audycji? Jak je wspominasz?

No, tutaj troszkę więcej mam do powiedzenia ponieważ "korzystałem" z radia namiętnie. Pamiętam 15.10 w poniedziałek gdzie Pan Marek "Thrasher" Gaszyński prowadził Muzykę Młodych, gdzie piracił na maxa różne ciekawe płytki. Raz w miesiącu zapraszał Krisa Brankowskiego i grali tzw. Rockowe Przeboje Miesiąca, gdzie można było sobie posłuchać i zweryfikować co jest git, a co nie. Pan Gaszyński mimo, że się nadawał do prowadzenia audycji metalowej jak Sztygar na Astronautę to widać chłop polubił klimaciki, bo nawet był konferansjerem na mitycznym Thrash Campie. No ubaw po pachy (śmiech). Bydło na maxa i Pan "Thrasher” zadający pytania każdemu zespołowi typu: "Skąd jesteście?”, "Co gracie?”, "Czy nosicie w plecakach obcisłe spodenki ala Hitlerjugend i co sądzicie na temat nowych piecyków grzewczych Junkers, bo taki kupiła właśnie moja teściowa Bożena ?”. No cholera! Co jest? Sopot jaki czy Opole? Muzykę Młodych w późniejszych latach zaczęli powtarzać również w niedzielę o ca. 7.00 rano!!! Już widzę ten skacowany inwentarz ustawiający kasetę o tej porze! Chore!!! Kolejne audycje, to Metalowe Tortury i Kuźnia. Metalowe Tortury prowadził zdaje się Roman "Metalowy RoRo" Rogowiecki. Kolejny mistrz, który wpierdolił się w temat jak murzyńska orkiestra na zjazd Ku Klux Klanu! Jednym z jego zajebistych popisów było puszczenie w audycji Hellhammera "Apocalyptic Raids". Ciekawostką było to, że jedna strona była oryginalnie przez Noise Records nagrana na 33 obroty, a druga na 45. Pan widać się przygotował do tematu, bo wcześniej nie przesłuchał płyty i drugą stronę dał też na 33! Hellhammer zwolniony, powodował wyciek płynu mózgowo - rdzeniowego oraz zmiany metaboliczne u znawców tematu, ale twardy "RoRo” nie dał się zbić z tropu i nagle wyłączył płytę stwierdzając, że radiowy sprzęt nie nadaje się do takiej muzyki i, że za tydzień będzie ZZ Top, bo to najfajniejsza kapela, jaką słyszał! Ojej, ciekawe czy klęknął kiedyś do miecza Billemu Gibbonsowi? Nie no, gratuluję profesjonalizmu na antenie panie "RoRo” lub tez Romek "Aero" za czasów jak przyjechał Aerosmith czy też Romek "ZZ" przy ZZ Top lub „Romek chce grać metal” autorstwa mistrza Yancarza. Kuźnie prowadził Wojtek Mann, chyba pierwszy program w radio o tematyce metalowej, ale jakoś tak nie regularnie i krótko. Stamtąd nagrałem sobie pół Don't Break the Oath Mercyful Fate i Aggressive Perfector Slayera. Audycja trwała nie dłużej niż 25 minut, tak więc to tyle co nic, ale smaka można było sobie narobić. Najlepszym programem była jednak Muzyka Młodych. Aaaa… Można się było pośmiać przy tłumaczeniach kawałków przez Gaszyńskiego np.: Evil Sinner to u niego Młot Diabła, Necromantical Screams to Neoromantyczne (tu się zawahał i wypalił) no np. "wrzaski”, bo mogło być też "bazie”. Z kolei jak tłumaczył Slayera to Necrophiliac wyszedł mu ze słownika "nazwa własna" (śmiech). Normalnie majty trzeba było zmienić!

Powiedz jaki był pierwszy podziemny koncert, na który trafiłeś?

Jako zespół to 1986 rok w Warszawie w towarzystwie Astaroth, Armageddon i coś tam jeszcze, a jako kibic z nie własnej woli to koncert ze Smirnoff, Pascal, Imperator w Warszawskich Hybrydach w 1988 roku. Nie zagraliśmy wówczas, bo basista dał ciała. Na koncertach podziemnych raczej grałem, ale i oczywiście oglądałem. Specjalnie raczej nie woziłem się po Polsce.

Jakie problemy napotykałeś wraz z kolegami z EXORCIST na początku Waszego grania? Sprzęt? Sala na próby?

Problemy mieliśmy podejrzewam takie same, jak większość kapel chcących sobie pograć. Sale prób może i by można było jakoś łatwiej zaanektować, gdyby uprawiać Reggae czy Bluesa, ale na hasło "metal" Panie Kierowniczki z zarośniętymi nogami i chrustem pod nosem natychmiast odmawiały. W końcu podczepiliśmy się pod ADM na osiedlu Stegny, gdzie był rozpisywany końkurs i o dziwo dostaliśmy szanse na warunkowe grajkowanie. Potem próby odbywały się w piwnicy u moich rodziców, gdzie tez nagraliśmy nasze pierwsze demo "Voices from the Graves". W 90-tych latach było już lepiej i jeździliśmy do Włoch (taka dzielnica Warszawy). Jeśli chodzi o sprzęt, to tutaj istotnym czynnikiem był brak tzw. walorów bieżących czyli kasy. Grało się na czym popadnie i czym dysponował osiedlowy klub. Perkusja marki "Rzęch" polskiej firmy "Polmuz" z naciągami, które rozciągały się po godzinie jak średniej wielkości gil z nosa, piece i kolumienki Eltrona Johna, wiosła samoróbki lub też Kosmosy. Potem troszkę się poprawiło i już wiosełka były od lutników ja sam zamówiłem gary u Szpaderskiego i wreszcie miałem porządne naciągi Remo za sprawą moich eskapad do Niemiec. Całe to granie okupione było wielkim wysiłkiem, nie koniecznie związanym z muzyką. Jak teraz o tym pomyślę, to stopień determinacji i poświecenia w imię stworzenia czegoś był naprawdę przeogromny. Nie żałuję, ale dziś nie było by mnie na to stać.

Jakie polskie zespoły undergroundowe były Twoim zdaniem pionierskie w Polsce Ludowej?

Pionierskie...
a. Merciless Death (za profesjonalizm, niestety największy pechowiec sceny)
b. Vader (za wytrwałość, i demo Necrolust)
c. Imperator (za łupnia jakiego zadawali wytyczając ścieżkę agresji dotąd nie znanej)

Ulubione...
a. Prosector (za demo "Terrible Ceremony" Jacek Gnieciecki rules)
b. Separator (za bezkompromisową wulgarną, moczącą się w spazmach muzyką)
c. Scarecrow (za kaptury...hehe i genialne "Deo Otimo Maximo")

W latach 80-ych utrzymywałeś kontakt z wieloma innymi zinami, zespołami z zachodu czy wytwórniami prawda? Możesz wymienić tych ważniejszych?

Kontakt był, ponieważ chciałem upchnąć nasze materiały. Były to oczywiście małe niezależne wytwórnie jakich jest dziś mnóstwo. O tuzach typu Noise, Roadrunner, Steamhammer można było w ogóle zapomnieć. Jak widać z perspektywy czasu nic to nie dało, ale za to obecnie jest ich kilka, jakaś epidemia czy miłość do zimnego kotleta, którego trzeba podgrzać?! Korespondencje z papierzakami z zachodu też prowadziłem. Najważniejszy był chyba Slayer Mag. Metaliona, ale tak jak wcześniej pisałem sporo było tez innych fajnych zinów, jak: FETU, Death Scream, Blackthorn, Snake Pit, Brutal Torture, Suicidal Legacy, Decibel of Death etc. Aaa… pamiętam jeszcze taki węgierski Metallica Hungarica Mag., gdzie prezesował niejaki Laszlo...Gość podleciał do nas na Thrash Campie chcąc koniecznie wywiad na żywca, przedstawił się że jest z w/w pisemka, a rodzice dali mu Laszlo. No i facet poległ przedstawiając się tym imieniem, ponieważ byliśmy trąceni jak należy i strasznie nas to rozbawiło, a gość stał i patrzył jak na bandę zdeformowanych omorgopotanów. Powiedział, że wpadnie do nas do domku później, ale nie dotarł za to wpadła Iwona Sieluś z Thrash Attack, ale też się niczego nie mogła dowiedzieć. Tacy profesjonalni byliśmy... Do dziś udzielam czasami wywiadów do różnych zinów, głównie z Ameryki Południowej. Jest jeszcze kilku zapaleńców chcących stać na warcie historii.  Co do zespołów to raczej pisałem z Polską sceną, strasznie ją lubiłem i lubię do dziś. Przestałem się nią interesować, gdzieś na początku 90-tych lat.

Czy wymieniałeś taśmy demo?

Tak, jak najbardziej. Zresztą robię to do dziś tyle, że nośnik został zmieniony z taśmy na CD-R. Kasety były super, ale ich zdolność do przetrwania okazała się zbyt słaba, no i przeflancowałem przez Sound Forge'a wszystkie demówki na CD-R. Zresztą dziś w dobie internetu, stron, blogów skąd można ssać różne ciekawostki i bezpośrednio nagrywać ten nośnik wydaje się być wygodniejszy. Tak jak pisałem wcześniej sporo stuffu miałem od Marcina i dopiero później, jak kontakt się urwał w związku z jego wyjazdem do Norwegii, zacząłem kombinować na własną rękę. Było to o tyle proste, że sporo miałem już w kolekcji i dlatego też sporo otrzymywałem w zamian. Zasada była prosta: jeden do jednego, a takich co to chcieli jedno demo do trzech czy do czterech uważając, że mają coś kultowego do zaproponowania typu Mayhem "Pure Fucking Armageddon" goniłem z punktu. Nigdy nie wymieniałem się na kasę i nigdy tego nie zrobię, to tak dla uświadomienia co poniektórych ludków, którym się nie chce szukać po sieci czy pisać po świecie tylko idą po najmniejszej linii oporu.

Jak z Twojej perspektywy pracowała w Polsce Ludowej Poczta Polska? Czy dużo przesyłek ginęło Tobie, a listy przychodziły ze sporym opóźnieniem?

He,he,he… W tej materii chyba nie wiele się zmieniło, no może poza tym, że teraz można się doprosić odszkodowania i paczki nie przychodzą aż tak rozłupane jak wówczas. Wydaje mi się, że w tej chwili na rozdzielni nikt już nie szuka dolarów w listach, bo istnieje masa możliwości transferowych znacznie bezpieczniejszych. Oczywiście zdarzały się zaginięcia i plądrowanka, pamiętam jak mój kumpel cierpiał, bo co któryś list miał po prostu pusty bez taśm tylko notka od nadawcy. Z czasem okazało się, że na rozdzielni pracował też fan metalu, no i jak mu się trafiła akurat przesyłeczka to ją po prostu anektował. Nie udało się go dorwać więc zaproponowałem, aby jego listy zaczęły przychodzić na mój adres. Teraz ja mogłem mu podprowadzać zawartość (śmiech). Natomiast opóźnienia lub nawet zwroty do nadawcy rzekomo nie odebranej przesyłki która leżała na poczcie bez awizacji do mnie, zdarzały się i po transformacji ustrojowej. Dowiadywałem się o tym od nadawcy, który wielce zdziwiony pytał w mailu dlaczego przesyłka do niego wróciła!? Żeby dostać ją raz jeszcze musiałem zapłacić porto po raz drugi. I nic gnomom nie zrobisz! Debile nie wiedzą, że MY na tego typu przesyłki czekaliśmy, czekamy i czekać będziemy zawsze z utęsknieniem i niecierpliwością.

Jaki był w latach 80-ych Twój stosunek do zespołów zrzeszonych w MMP?

Jeśli mi błyśnie przed oczami inteligentna blond twarzyczka z fajnymi zgrabnymi nogami odzianymi w szpiczaste szpile to posiądzie mnie z punktu (patrz scena undergroundowa) ale jeśli okaże się, że ma brunatny ząb, a do tego oddech starego capa moje zainteresowanie pryśnie jak bańka mydlana (patrz scena oficjalna), ponieważ będę zajęty oddawaniem wymiocin! To taka metafora, która przedstawia mój stosunek do MMP, który już nie jednokrotnie opisywałem tu i ówdzie. Co do kapel to przepraszam, ale jak dla mnie to 90% była zwykłym dnem. Jedyny, który się liczył to Dragon i może Wilczy Pająk, a reszta typu Open Fire, Stos, no i mój faworyt Destroyers z Bytomia przedstawiali profesjonalną przejebkę i siali w "świecie" wstyd tworząc tzw. "elitę" polskiego metalu. Będąc na Metalmanii w 1988 tak się wynudziłem tymi rozbiegaczami, że jak zaczął grać wreszcie Rage za którym też nie fanatyzuje, to czułem się jak na libacji alkoholowej powiedzmy u Sodoma! Ile fajnych kapel mogło by szerzej zaistnieć, gdyby nie monopol MMP? Ile kapel dostało odcisków od homonta idąc do tej obory i będąc nikim innym jak tylko wołem roboczym zaganianym przez Prezesa. Facetowi się popierdoliło już na początku tylko nie chciał się przyznać, że ma same kulawce w stajni. Potem zaczął nieco odpuszczać tyle, że ci, którzy tam poszli grali tak jak nadzorca kazał, a nie tak jak zespół chciał. Gość miał takie pojęcie o metalu i potrzebach rynku jak ja o zastosowaniu lunety Keplera w leczeniu jęczmienia na oku!

Jak od strony organizacyjnej wyglądały koncerty podziemne w Polsce?

Różnie, bardzo różnie. To tak jak z zinami, jedne były tłuste, profesjonalne, mające świetne wywiady na kilka stron, okraszone fotkami po prostu dające masę informacji o zespole. Były też podcierki kilkustronicowe z pytaniami typu: Co gracie? Jaki lubicie alkohol? Czy oglądacie pornosy? Kogo to kurwa obchodzi palancie jeden z drugim! Dalej jazda machać zaganiaczem na pastwisku! Tak też było z koncertami. Opisze może te większe i tak np. Thrash Camp czyli pierwszy w Polsce tak duży undergroundowy koncert, a w zasadzie festiwal w Rogoźniku miał się przedstawiać fenomenalnie! Dostaliśmy zaproszenie, a w nim wszystko pięknie i kulturalnie napisane na maszynie. Pytania typu, ile mamy przygotować identyfikatorów? Ilu będzie technicznych? Ile osób towarzyszących? Czy perkusista gra na jednym czy dwóch bass drumach? No jeszcze brakowało pytania czy na stanie mają być dla każdego kapcie, używany saturator z sokiem malinowym i linka gazu od Junaka! No pełen sukces! Odpowiedziałem na wszystkie pytania i pojechaliśmy... Na miejscu jak zwykle hordy milicjantów uprzykrzających nam życie jak się tylko dało. Dowód osobisty to sobie przypiąłem do katany na stałe, bo znużyło mnie już to ciągłe wyjmowanie z kieszeni. Przeszukiwania plecaków, kieszeni, prawie że zaglądanie w oko demona i tak do zajebania. No w końcu dotarliśmy do domku w ośrodku wypoczynkowym chyba dla hutników czy tam innych zdunów. Pysznie narozrabialiśmy już pierwszej nocy i rano udaliśmy się na próbę do amfiteatru. Nic nie chciało działać! Wszystko było w stanie rozsypki, gary jakieś montowane z dwóch zestawów. Jeden porządny Irka Lotha z KAT, a drugi z Kreon. Bass drumy odpowiednio 22 cale i 18 cali, jak oni chcieli to dostroić tego nie wiem. Odsłuchy klękały od samego początku, trzeba było patrzeć się na siebie żeby wiedzieć, gdzie w danym momencie jesteśmy czy zwrotka czy refren. Brzmienie gitar to farsa - jakieś wczesne AC/DC, no i ten wszędobylski kac! No nic, jakoś się zagrało, a jak to słychać na nieoficjalnych wydaniach z Thrash Campu. Zabawa była mega. Organizacja, oprócz spania, do bani. Dobrze, że nie przyjechał anonsowany Coroner, bo by chłopaki musieli sami przeciw sobie śledztwo rozpocząć w sprawie nagłego zejścia droga nienaturalną. Natomiast wielkim profesjonalizmem odznaczył się Krzysiek Andrzejewski, który rozpoczął z zupełnie nowym cyklicznym festiwalem S'thrash'ydło w Ciechanowie. Facet zadziałał brawurowo i wynajął zameczek, na którym same "sławy" polskiego undergroundu, a z biegiem lat i zachodnie kapele dawały wygar aż trzeszczało. Świetna logówka i nazwa festiwalu były kropką nad i! Pierwsze S'thrash'ydło było jak dla mnie najlepszym koncertem, jaki kiedykolwiek zagrałem. Po raz pierwszy grałem na bębnach Tama ze stopami Iron Cobra. Tak mi się fajnie grało, że w trakcie pozwoliłem sobie na lekkie przearanżowanie partii perkusyjnych szczególnie w zakresie podwójnych stóp. Idealne brzmienie gitar, wokalu, no i co dla mnie ważne – odsłuchów, sprawiły, że za cholerę nie chciałem wyjść zza zestawu. Taaa… Co prawda mieliśmy mały incydent apropos krojona, ale Widow z Separatora wielce nam pomógł. Generalnie chwała Krzyśkowi i pewnie całemu sztabowi ludzi za wytrzymanie i kontynuację festiwalu aż do 1994 roku.

Czy dysponując wehikułem czasu chciałbyś cofnąć się do tego 1986 roku, kiedy zaczynałeś łupać w EXORCIST? Czy jednak zrezygnowałbyś z takiej opcji?

Cofnął bym się chętnie do 1985 roku zanim zacząłem palić fajki! Nie miałbym problemu z tym cholerstwem teraz! Poważnie mówiąc bardzo chętnie wróciłbym do tamtego okresu. 16 lat, długie włosy na głowie, a w głowie tylko muzyka. Umysł świeży, energiczny, w łapach moc w duszy rytm, poświęcenie dla zespołu bezgraniczne....Marzenia niczym nie zmącone o wielkich trasach na których browar leje się strumieniem, a od dupencji z klamotami na wierzchu nie sposób się opędzić. Trochę się to spełniło, bo browar się lał (jak go oczywiście się udało nabyć w "Społem"), tras nie było, ale były koncerty, a z dupami...no każdy brał swoją w troki i dalej jazda. Wspaniale, że mogłem grać w kapeli, która niestety nie przetrwania próby czasu, ale za to jest znana prawie na całym świecie.

Wiem, że nadal masz ogląd na to, co dzieje się obecnie na rynku. Czy są jakieś młode zespoły, które mógłbyś polecić czytelnikom Metal Maniac Mag., a których muzyka jest Twoim zdaniem godna polecenia?

Nie interesuję się scena polską w ogóle, nie odpowiada mi generalnie co się u nas gra i jak się gra. Nie twierdzę tym samym, że nie mamy gdzieś mocno ukrytych fajnych kapel, ale po co je promować skoro i tak się na nich nic nie zarobi. Lepiej trwonić walory na takie popychadła jak Stachursky, Marysia Sadowska czy nieśmiertelny Krawczyk, który wydał setną, niekoniecznie oczekiwaną płytę - a nóż się uda popłynąć raz jeszcze na "Parostatku". Ze świata jest trochę tzw. drugiej fali Thrash - to mój ulubiony gatunek metalu. Szczerze polecam: Toxic Holocaust, Fastkill, Merciless Death (USA), King's-Evil, Thrash Storm, Evile. Poza tym nazbierałem już tyle muzy, że jakbym chciał przesłuchać wszystko od A do Z bez przerwy to zajęło by mi to kilka miesięcy. Dlatego też nie poszukuję na siłę nowych wrażeń, ale chętnie przyjmuję wszelkie sugestie.

Rozmawiał: Wojciech Lis (wywiad pochodzi z #1 OMMM 2010)

Poprawiony (niedziela, 22 lipca 2012 20:42)

 

baa222