Soulburn - The Suffocating Darkness CD Century Media 2014


Pamiętacie holenderski Soulburn i ich fenomenalny debiut album z roku 1998 „Feeding on Angels”?  Aż trudno uwierzyć, że po tak spektakularnym zaistnieniu zespołu na muzycznej mapie świata zespół zakończył swoją działalność. Wielu malkontentów wątpiło czy kiedykolwiek Soulburn powróci z za grobu. Mimo 16tu latach niebytu kapela dała o sobie znać nowym pełnowymiarowym  dziełem „The Suffocating Darkness”. Tym razem jest to zdecydowanie mroczniejsza i bliższa Diabłu muzyka, więcej tu ducha starego Bathory niż typowo death metalowego grania. Co ciekawe w obu odsłonach muzyka Soulburn jest niezwykle przekonywująca. Słychać tu prawdziwą szczerość i wielką fascynację  oldschool metalem z okolic końca lat 80tych. Całość materiału  poprzedza intro zatytułowane „Apotheosos”. Zaraz po nim brzmią Infernalne dźwięki zagranego w marszowym tempie „Under The Rise Of A Red Moon”. To dość mocny sznyt na rozpoczęcie płyty, choć numer kolejny „The Mirror Void” jest już całkowity zniszczeniem. To  jeden z ciekawszych akcentów tej płyty. „In Suffocating Darkness” jest kolejnym hymnem ku chwale Szatana. Wiele w nim jadu, gdzieś w oddali unosi się w tych dźwiękach duch starego Darkthrone / Bathory /Mayehem, do tego te masakrujące wszystko wokale Twan van Geel  skutecznie rozpieprzają mój mózg. Jak dotąd niewiele w tej muzyce death metalowych wpływów.  Kolejny numer na płycie to rozpoczynający się gitarowym intrem Absinthesis. Zawiera sporo zwolnień, a wszystko podane w black metalowym sosie aż kipi Piekielną atmosferą. W połowie numer nabiera nieco death metalowej masywności, nie brak tu również lejącej się z głośników smoły.  „Hymn Of The Forsaken II> to kolejny pocisk rozwalający czaszkę słuchacza tym razem od pierwszych sekund numer pulsuje  wściekłością choć nie zabrakło tu również ciekawych chóralnych wokaliz które w pewnym momencie wyłaniają się z natłoku agresji. Co riff to cios po którym trudno będzie się wam podnieść. W „Black Aura” niepodzielnie rządzi Diabelska nuta, niezwykle zaskakujące zmiany tempa, wiele w tym wściekłości ale i Piekielnego Rock N Rolla. „I Do Not Bleed From Your Crown Of Thorns” to doby choć tym razem dość przewidywalny numer. Za to w„Wielding Death” mamy do czynienia ze sporą dawką i opętańczymi wokalami. Chwilę po tym skuteczny wgniataniu w podłoże chłopaki przez chwilę wchodzą w bardziej skoczne tempo po to by za chwile jeszcze bardziej zwolnić. Ten numer skutecznie ryje mi mózg. „Claws Of Tribulation” to ostatni utrzymany bardziej w death metalowym duchu numer choć w tych wolniejszych fragmentach cuchnie to tak smołą i siarką, że aż miło. Po przesłuchaniu tego albumu,  jedno jest pewne: decyzja ożywienia Soulburn był zdecydowanie trafionym pomysłem. Słuchając tych nagrań na mojej twarzy pojawił się sporej wielkości euforyczny uśmiech. Już dawno nie słyszałem tak fajnej oldschoolowej muzy. Gorąco polecam ten album!
NecronosferatuS

 

baa222