RAPED CHRIST PL

Raped Christ - bluźniercza, bezkompromisowa, wściekła maszyna z dawnej stolicy Metalu, Szczecina. Zespół założony w 2012r. momentalnie podbił podziemie za sprawą opętańczych koncertów i wydanej w ubiegłym roku płyty "Possessed whore". Raped Christ tworzą: Cmentarz - vocal.,Papież Pedofil - guitar(znany z brutal deathmetalowego Demon Vomit), Mistrz - bass oraz Grzech - drums (grający niegdyś w Wishmaster czy Mortal God). Kapela grała u boku Nunslaughter, Taran, Plagi czy Hell:on za każdym razem rozpętując piekło pod sceną, którego pozazdrościć mogłaby nie jedna ekipa. W konwersacji na łamach Oldschool Metal Maniac Magazine wziął udział Papież Pedofil



1.Witaj Papieżu Pedofilu. Jak przedstawia się biografia Raped Christ?


AV! Podczas którejś tam z kolei libacji alkoholowej z Grzechem (garowym), u naszego (już w tym momencie nie - świętej pamięci) kumpla, przez nasze zachlane ryje przemówiło kilku Diabłów i po krótkiej wymianie poglądów na bardzo wysokim i światłym poziomie, jakimś jebanym cudem ustawiliśmy się na wstępną próbę. Na próbie wyszło, że się wszystko idealnie zgrywa, gdyż obydwu nam chodziło o to, żeby Black jaki chcemy grać, nie miał standardowej formy. I nie mówię tu o kurwa tonach pseudoartystycznego, natchnionego ciemnością i chujem w dupie post black metalu, który jest tak naprawdę post emo-stoner-gej rockiem, w upośledzonej formie pozującym na francuską awangardę, zakraszonym grafomańskimi pseudo inteligentnymi przemyśleniami z dupy niewiadomej, który w kompletnie niewytłumaczalny dla mnie sposób zagnieździł się na polskiej scenie jak kleszcz na jajach, tylko o pierdolonym black metalu wymieszanym z rock and rollem, za kraszonym wulgaryzmami, alkoholem, agresją, nietolerancją, śmiercią, grobem, zerżniętą tysiąc razy pizdą zakonnicy, otchłanią, Diabłem, logiką, wkurwieniem, zimą, sexem, umieraniem, prostotą i gwałtem zadanym semickim kurwom spod znaku gwiazdy dawida, krzyża, półksiężyca i gówna w głowie zamiast mózgu. Po pewnym czasie w przerwie między chlaniem, jebaniem i przesuwaniem planet, znalazł dla nas chwilę czasu Mistrz, który pomimo swojego niezwykle napiętego grafiku, postanowił dołączyć do naszego składu. Na końcu zaś dołączył Cmentarz, który dojebał oliwy do ognia tak, że aż zaskwierczało. Wypośrodkował i wyważył się pojebany kierunek którym podąża Raped Christ do dnia dzisiejszego. Na końcu i tak wszyscy zdechniemy, więc nie spodziewaj się, chuj wie jak zaskakującego zakończenia naszej kariery.



2.Jesteście często porównywani do wczesnego Beherit, ja bym jeszcze dorzucił wpływ Impaled Nazarene, czy dokonania tych grup rzeczywiście miały wpływ na powstanie Raped Christ?

Nawiedzony Beherit jak najbardziej, jednak Impaled Nazarene to głównie działka naszego wokalisty. Poza tym nie skupiałbym się tylko na tych dwóch. Może to truizm, ale dorzuciłbym bardzo mocno takie oczywistości jak Black Sabbath, Venom, Bathory czy Sarcofago. Poza tym, główny wpływ na powstanie Raped Christ odegrały takie czynniki jak klimat Polski, kultura Black Metal, alkohol, testosteron, szlacheckie pochodzenie i potrzeba ekspresji poprzez przywołanie Diabła. Nie ukrywam, że na tworzenie riffów o takim charakterze, dużą inspirację stanowi dla mnie Necrophagia, Viking Crown, Dark Throne czy Ohtar. Cmentarz bardzo ceni sobie Gorgoroth z czasów Under the Sign of Hell, czy też wspomniany wcześniej Impaled Nazarene a Grzech cały dorobek Carpathian Forest. Mistrz słucha głównie jęków jebanych przez niego kobiet. Resztę porównań oczywiście mogą sobie wszyscy wsadzić głęboko w dupę, gdyż oczywiście, skojarzenie skojarzeniem ale jak ktoś, nie umie uchwycić istoty sprawy oraz ciemności zawartej w herezji, ponieważ jest zbyt zajęty pedalskim porównywaniem jednych do drugich, to sorry, ale w takim wypadku może mu pomóc chyba tylko kurwa Jezus, bo do agresywnego metalu z Piekła rodem to on się nie nadaje.



3.Wasze gigi to istne zniszczenie, niedawny koncert w Krakowie był tego absolutnym przykładem, inne koncerty na których miałem okazję być a było ich około 10 również nie pozostawały w tyle, czy ta bezkompromisowość  RP tak działa na publikę?

Jebać „spoko klimat między kapelą a publiką” i pierdolić w dupę „ą”, „ę” opinie pseudoznawców.  Jak komuś nie pasuje gig to może wypierdalać na chatę, mdlić przed facebookiem, trzepiąc się do nowych 10/10 wydawnictw w topowych magazynach. Na żywo staramy się oddać klimat wyrzyganego przez nas bluźnierstwa w możliwie ekspresywny i brutalny sposób a nasz przekaz jest prosty jak kutas w cipie Jezusa. Śpiewasz o śmierci, jebaniu moralności, sraniu na krzyże i szczaniu na groby zakonnic, to się organizuj na scenie bo ci kurwa autentyczność spada. Obraz człowieka buduje doświadczenie, nie zaś otoczka jaką tworzy wokół siebie. Przypomina to trochę nietzscheańską awersję do wykładania ex cathedra. „Ze wszystkiego, co napisano, to tylko miłuję, co ktoś pisze krwią własną” jak pisał w Zaratustrze. Koncert Black Metalowy to pierdolony rytuał, w którym eksmitujesz swoją wstrzemięźliwość na samo dno Piekła a celebrans rzyga na hamulce obyczajowe w dzikiej satysfakcji. Nie wiemy co działa na publikę w trakcie naszych koncertów i mamy to głęboko w dupie, bo daleko nam do pokrętnej filozofii samouwielbienia. Pasuje? No to spoko, kupuj płytę i ciesz się życiem. Nie pasuje? Trudno, jakoś to kurwa przeżyjemy. Sztukama zawierać w sobie bombę zegarową, żeby nie ocierała się o kicz, dlatego traktujemy całkowicie poważnie to co robimy na scenie.

4. Teksty wasze są bezlitosne, chrześcijaństwo otrzymuje tu lawinę ciosów, wiem też że nie jest to jedyny wasz wróg?



Tak, judeo-chrześcijańsko-islamski debilizm dostąpił wielkiego zaszczytu objęcia go blaskiem czarnego światła, naszej nie pierdolącej się w subtelności krytyki. Krytyka towarzyszyła tym idiotyzmom objawionym od momentu ich powstania, aż po dzień dzisiejszy. My tylko dorzucamy ziarno do tego spichlerza przytomności umysłu za pośrednictwem swojej obfitej w bluźnierstwa i wkurwionej, że jasny chuj, muzycznej herezji. Z grubsza na dzień dobry wkurwiająca jest przede wszystkim, ta niezwykle irytująca próba stworzenia fikcyjnego (semickiego) długu wdzięczności w tych religiach objawionych. Tworzenie sytuacji w której Bóg zrobił dla ciebie tyle, że wręcz nie do pomyślenia, staje się bycie niewdzięcznym. Jezus umarł za ciebie na krzyżu, więc najwłaściwszą rzeczą, jaką możesz zrobić w zamian za to, jest całowanie go w dupę (najlepiej na klęczkach) do końca swoich dni oraz namawianie do tego wszystkich z twojego otoczenia. Wspomniana przez D. Huma nielogiczna ciągłość, zaczynająca się od tego co niby jest, do tego co się w związku z tym powinno oraz która w „niby oczywisty” sposób ma motywować twoje postępowanie. Coś w stylu: słyszałem, że mój znajomy dał ci dwie gruszki więc teraz zapierdalaj czyścić mi podłogę w chacie mokrą szmatą na kolanach, a na koniec zapłacz z radości, że cię takie szczęście w życiu spotkało. Argumentum ad misericordiam, gdzie bombardowany tym całym martyrologicznym absurdem, zaczynasz czuć sztuczne (w znaczeniu kompletnie nieuzasadnione) wyrzuty sumienia, nie podążając wyznaczonymi przez nich ścieżkami, gdyż całe ich obsrane cierpienie mogłoby pójść na marne. Jeżeli zaś manipulacja pod przykrywką argumentacji nie działa, ponieważ rozterki emocjonalne obcych ludzi koło chuja ci latają, na scenę wchodzi argument rozstrzygający – ad baculum. Bardzo popularny w czasach minionych, jeżeli chodzi o Europę, zaś bardzo aktualny jeżeli chodzi o Bliski Wschód oraz kraje Afryki Północnej. W czasach współczesnych w Europie rozjaśnionej nieco światłem nauki i filozofii, na poziomie dyskusji argument kija, jest mocno spętany prawem karnym. Nie można kogoś wjebać na stos i spalić żywcem, tylko dlatego, że nie znajdujemy z tą osobą wspólnej płaszczyzny poglądowej. Więc w momencie gdy argumentów brak, kończy się jedynie na groźbie albo przewrotnym stwierdzeniu, że „i tak chuju nie miałeś racji”, więc się za ciebie pomodlę. Dlatego kiedy Jezus, Allach czy inne kurestwo w bezmiarze swego niewysłowionego miłosierdzia puka do drzwi twego serca, z korzyścią dla ciebie będzie je otworzyć, gdyż w innym wypadku będziesz wył do księżyca, nadziany na widły w samym środku dupy wszechświata aż po bezmiar czasu. Strasznie wkurwiające jest takie stawianie sprawy, jeżeli rozchodzi się o rzeczy, będące twoją totalnie prywatną sprawą. A że bardzo cenimy sobie swoją prywatność i indywidualność w podejściu do filozofii życiowej, owe boskie nonsensy stały się oczywistą tarczą strzelniczą dla niebotycznych pokładów naszego wkurwienia. Kurwy przeprogramowane semickim wirusem, próbują zwalczać ową indywidualność na każdym kroku, w każdy możliwy sposób na każdej płaszczyźnie życiowej, a potem się dziwią, że krytyka przybiera tak agresywną formę. Pierwsza zasada, która powinna przyświecać każdej opozycyjnej idei, czy to kurwa satanistycznej, czy pogańskiej, czy filozoficznej czy innej hipostazie twojego świętego indywidualizmu, to – myśl kurwa samodzielnie a nie zawierzaj jak baran we wszystkie super-mądrości, których uprzednio nie zweryfikowałeś za pomocą świadomego doświadczenia.

To jest naturalny element twojego pierdolonego systemu immunologicznego, żeby ci pierwszy lepszy napotkany czarodziej czy uczeń proroka z dupy, nie przeprogramował głowy na bydlęcy sposób pojmowania rzeczywistości. To kwestia instynktu bijącego z serca Natury będącej jedynym i ostatecznym Kościołem Szatana. Dlatego prawdziwa ścieżka wiodąca przez bezdroża Piekła, tylko wtedy jest rozświetlona ogniem Lucyfera, kiedy nie jest spętana żadnymi odgórnymi zasadami czy ograniczeniami. Reszta to iluzja. Owe ograniczenia i instrukcje mówiące od A do Z co jak wygląda ostatecznie i jak masz myśleć oraz się zachowywać, to domena ludzi zamykających się w Bożym kwadracie umysłowym, gdzie wszystko jest czarno-białe i nie ma miejsca na krytyczne myślenie czy wszelkie indywidualne interpretowanie skutków codziennego zderzenia naszej jaźni z przedwiecznym kodem rzeczywistości. Innymi słowy, wszelkie nakazy i zakazy w kwestii indywidualnego rozwoju duchowego są dobre dla frajerów, gdyż „prawda nie boi się dochodzenia” jak pisał D. Lane w swoich spostrzeżeniach, a z nagromadzonych do tej pory doświadczeń życiowych, zdążyliśmy zauważyć, że jedyna prawda jak kryje się w trzech gałęziach wyrastających z jednego korzenia” to gówno prawda.

 

Druga zaś sprawa, która bezpośrednio wynika z zawierzenia księgom objawionym, to bierność lub zastój. W kontekście wysiłku, wiara w dogmaty ujęte w owych księgach, jawi się jako lenistwo lub umysłowa wygoda.  Jedyne czego wymaga ona od użytkownika, to duchowe tchórzostwo. Całkowitym tego przeciwieństwem jest myślenie, które wymaga odwagi, zaś pierwszym krokiem owej wyboistej drogi jest zwątpienie. To, że wznoszone codziennie tysiącami modlitwy, Bóg ma kompletnie w dupie oraz, że nie ma z nich żadnego pożytku, może nam poświadczyć bezlitosna codzienność. Bardzo celnie i zwięźle ujął to T. Carlyle, pisząc „Naszym głównym celem nie powinno być wypatrywanie tego, co odległe i niewyraźne, lecz czynienie tego, co leży w zasięgu naszej ręki”. Ludzie walą drzwiami i oknami do wszystkich kapłanów, guru, przewodników duchowych czy innych pomyleńców tylko dlatego, żeby znaleźć kogoś na kim mogliby się oprzeć ,gdyż sami w swej osranej beznadziejności nie mają siły stać. Szukają zapewnień, obietnic, rozkazów i odpowiedzi.  Ten kto wyrusza w niebezpieczną wędrówkę na spotkanie ciemności, prędzej czy później spotyka na swej drodze Diabła, który mu to wszystko odbiera, wali cepa w łeb na otrzeźwienie i z dzikim rechotem spierdala za horyzont, tylko po to, żeby przypomnieć, że w poszukiwaniu samego siebie, potrzeba ci tylko kurwa samego siebie a nie księdza pedofila, listów do Koryntian, obietnic Mahometa czy bata Jehowy. „Poza twemi myślami i uczuciami, bracie mój, stoi władca potężny, mędrzec nieznany – zwie się on ty sam” jak czytam w rozdziale „O wzgardzicielach ciała”. Taka prawda, że sam jesteś częścią pytania i częścią odpowiedzi, gdyż Jezus to Jezus, Mahomet to Mahomet a ty to ty. Takie wywody są oczywiście bardzo nie na rękę przywódcom niezliczonych rzesz baranów jakimi kierują, gdyż dla nich jest to wirus dekonstrukcji spoiwa tego ogłupiałego stada, a spoiwem tym jest strach przed nieznanym. Dlatego też wszelkie próby rozmowy podejmowane przez gnostyków, którzy odrzucali wszelkie pośrednictwo pomiędzy nimi a nieskończonością, kończyły się wyżej wymienionym agumentum ad baculum. Oczywiście powszechna opinia panująca wśród tych niedorozwojów jest taka, że to objawione pierdolenie otwiera zatwardziałe bramy twego serca i sprawia, że czujesz się lepszym i bardziej zadowolonym z życia człowiekiem. Niestety jedyne co mi się otwiera, jak czytam czy słyszę te żydo-arabskie majaki to jebany nóż w kieszeni, dlatego też (podsumowując ten lekko przydługi wywód) „Pośród dwojga z pewnością większym ślepcem musi być ten raczej, co nakłada sobie przepaskę na oczy niźli ten, co ją zdziera” de Sade.


5.W wywiadach często powołujesz się na słowa Markiza de Sade, wiem że osobiście jest to dla Ciebie bardzo ważna postać?



„Śmierć mnie podnieca” D.A.F. de Sade. Tak, powołuję się ponieważ uważam, że w powoływaniu się na Wielkich tego świata tkwi zajebista roztropność (phronesis). Blasfemia w wykonaniu de Sada to bezdyskusyjnie czołówka na skalę światową. Takie mistrzowskie dopierdalanie judeochrześcijańskiemu majaczeniu objawionemu, bezcienia wątpliwości zasługuje na podziw, szacunek i owacje na stojąco. Dla mnie osobiście porno-teologia w jego wykonaniu to absolutna miazga będąca piramidalnym źródłem inspiracji. Jeżeli ciekawość to pierwszy stopień do piekła, to de Sade spierdolił się jakieś 10 pięter w dół. Naukowy żar eksploracji wszystkiego, co nasza pojebana natura ma nam do zaoferowania, radykalnie utemperował semickie myślenie życzeniowe, którego zawrotna nieskładność zderzyła się w tym przypadku z monstrualną ścianą rzeczywistości. Jednak w swoich poszukiwaniach absolutu oraz dążeniu do odkrycia totalności ludzkiej egzystencji (… niczego nie poznałeś, jeśli nie poznałeś wszystkiego” de Sade) boski markiz, był tak naprawdę spadkobiercą i kontynuatorem, zalążków owych śmiałych i rewolucyjnych idei. Rozbrat z filozofią scholastyczną, na rzecz samodzielności w poszukiwaniu życiowych odpowiedzi, rozpoczął już Descartes. W owych czasach trzeba było wykazać się niezwykłą ostrożnością w podejmowaniu jakichkolwiek dyskusji, na temat rozumu i rozumowania czy też pojmowania ostateczności w ogóle, aby przypadkiem nie pokłócić się z powszechnie uznaną filozofią św. Tomasza „gynofoba” z Akwinu cierpiącego na powszechną wśród kleru, zarówno wtedy jak i dziś, przypadłość zwaną - horror feminae. Każda teoria czy idea mogła być rozpatrywana dopiero wtedy, gdy nie kłóciła się z ową teorią głównego nurtu. Jeżeli zaś zauważono w którymś momencie niezgodność, z góry osądzano ją jako fałszywą bez brania pod uwagę żadnych merytorycznych argumentów. Wyobraź sobie jak to musiało być wkurwiające dla ludzi używających na co dzień mózgu. Idee de Sada biegną przez nić mądrości, od której rozpoczął się opór na rzecz wyzwolenia świadomości z klatki debilizmu. Jeżeli Descartes wpadł na pomysł aby wyzwolić ją od krępujących łańcuchów wiary a La Mettrie światłem materializmu, po setkach lat umysłowego zastoju wprawił ją w ruch, to Holbach doprowadził ją na skraj bezdennej przepaści, aby otarła oczy z iluzji Boga, zaś de Sade z rozpędu zajebał jej kopa w mordę i spierdolił prosto w przepaść, z czystej ciekawości, aby zobaczyć co sięstanie. Cogitationis poenam nemo patitur. Amen kurwa.

6.Wokalista Raped Christ – o ksywie Cmentarz, kilkakrotnie podczas występów wyraził swą niechęć do zgromadzonych, delikatnie mówiąc. Mieliście kiedykolwiek z tego powodu problemy?



Nasz wokalista nie pierdoli się w uprzejmości. Wjeżdża na salony z butem na pełnej kurwie bo to metalowy koncert a nie spotkanie kółka literackiego w pierdolonej bibliotece. Gig ma być agresywny i konkretny a nie pizdowato-tajemniczy, gdzie tak zwane black metalowe wiedźmy spod znaku „jest ciemno i swędzi mnie pizda” mrugają do zakochanych w sobie, chujowych gitarzystów w trakcie fajnych solówek. Taka z ciebie wiedźma ? To całuj w dupę Diabła i ocieraj się pizdą o grzbiet nietoperza a nie płaczesz, że ci ktoś ubliża ze sceny. Przypominam że warunkiem wstępnym do odbioru sztuki jest posiadanie mózgu. Jeżeli ktoś czuje wewnętrzne ciśnienie spowodowane impotencją i odbiera personalnie wszystko co dzieje się na scenie to trudno, takie życie, jak się trzeba napierdalać to się będziemy napierdalać a nie się tłumaczyć po występie: „sorry wiesz nie chciałem cię urazić to taka metafora”, zamknij mordę i jak masz kurwa problem to wypierdalaj przez balkon. Jak idziesz na nasz gig to nie spodziewaj się, że ktoś będzie to ciebie machał kutasem ze sceny i się pytał po 100 razy czy powtórzyć jakiś obsrany kawałek. Antybohater pierdoli poklask i rzyga na grobach w świetle księżyca.I nie, nie mieliśmy z tego tytułu problemów.

7.Stronę graficzną okładek i materiałów promocyjnych zdobi przeważnie piękno kobiecego ciała. Czy trudno wam znaleźć modelki do tak odważnych sesji?



Kutas Mistrza działa jak magnes na opętane pizdy i nawiedzone kurwy, więc nie mamy z tym większego problemu.

8. Nazywacie się Black’N Rollową bestią z Polski. Zależy wam na podkreśleniu skąd jesteście?

Oczywiście. Polska to opętany kraj a Black i Death metal mamy zakodowany w genach, więc jest się czym kurwa chwalić.

9.Pochodzicie ze Szczecina i okolic, część z was angażuje się w działalność Stowarzyszenia Muzyki Ekstremalnej Aaaaaaarrghh, co możesz powiedzieć więcej o tej inicjatywie?



Stowarzyszenie Aaaaaaarrghh to inicjatywa promująca koncerty metalowe na terenie Szczecina. Działa pełną parą, nieprzerwanie od paru lat. Na koncie ma całkiem sporo zajebistych koncertów. Najmilej widziane gatunki to oczywiście Black i Death Metal, zarówno podziemie jak i bardziej znane nazwy. Szczecin to mega-maniactwo jeżeli chodzi o tego typu temat i zarówno członkowie, lokalna scena metalowa jak i publika są w pełni usatysfakcjonowani działalnością stowarzyszenia. Jesteśmy otwarci na współprace i wymianę kapel z innymi miastami zarówno z Polski jak i z zagranicy. Tematy koncertów są totalnie do dogadania gdyż jesteśmy organizacją non profit i nie robimy tego w celu napchania sobie portfeli czy utrzymania z tego naszych rodzin. Staramy się również trzymać odpowiedni poziom organizacyjny, od żarcia przez chlanie po noclegi włącznie. Doświadczeni chujowizną jaką czasami można spotkać ze strony organizatorów, postawiliśmy sobie za cel nie odpierdalanie takiej lipy. Jest to strasznie słabe i nieprofesjonalne podejście do tematu, jeżeli organizator nie wywiązuje się z płatności bo coś nie było dogadane, kapele nie mają gdzie nocować albo nocują w takich warunkach, że cała kapela ciśnie się w przedpokoju w jakiejś melinie, sprzęt nagłośnieniowy jest na maska gówniany albo inny niż przewidywał rider etc. . Póki co nie słyszeliśmy, żeby zarówno kapele jak i publika na nas narzekali więc jest to dodatkowy bodziec motywujący nas do działania, bo wiadomo, że głównym jest oczywiście nakurwianie metalu. Jeżeli ktoś jest zainteresowany współpracą, może nas bez problemu znaleźć w necie i przedstawić swoje warunki/propozycje. Dodam tylko, że sprawa kapeli i sprawa stowarzyszenia to dla nas dwa osobne tematy, tylko część kapeli działa w stowarzyszeniu i oczywiście samo stowarzyszenie liczy więcej osób.

10.Wkrótce wychodzi winylowy split Raped Christ z legendarnym Nun Slaughter, jak do tego doszło? Czy to efekt wspaniałego gigu u ich boku na trasie European Deathcharge 2014?




Tak jest, siedmiocalówa czeka w kolejce wydawniczej i w tym roku będzie dostępna na rynku. Jaramy się tym faktem jak synagoga w kryształową noc. Nunslaughter to weterani podziemia i wydanie wspólnego winyla z takimi maniakami to dla nas mega zajebista sprawa. Wszystko poszło bardzo prosto i bezboleśnie. Mieliśmy grać jako support do ich gigu w Szczecinie, w ramach wyżej przez ciebie wspomnianej trasy i napisaliśmy do nich czy nie chcieli by wydać splitu z nami. Podesłaliśmy im naszą demowę „Possessed Whore”. Nunsi okazali się mega wporządku ludźmi w rozmowie i odpisali, że nasz materiał im jak najbardziej pasuje i jedyny warunek, jeżeli chodzi o to wydawnictwo z ich strony to nagranie tego splitu live. Zorganizowaliśmy znajomego realizatora dźwięku z zajebistym sprzętem i umiejętnościami z Monroe Sound Studio i jebliśmy to ścierwo na pełnej kurwie najlepiej jak potrafiliśmy, zero dogrywek w studio, sama prawilna surowizna i skurwysyństwo, więc myślę, że dla maniaków tematu albo dla ludzi, którzy uczestniczyli w tym bezbożnym spędzie, może to być całkiem ciekawa pozycja. Wspomnę tylko, że okładka będzie utrzymana w konwencji piekła, sexu i bluźnierstwa. Nunslaughter to zajebiści goście a garowy jest kurwa nie do podrobienia, zresztą kto miał okazję widzieć ich na żywo ten wie o czym mówię. Swoją drogą ich gig w Szczecinie rozpierdolił w drobny mak, old school, że ja jebie i o kurwa mać. Nicdodać nic ująć.

11.Recenzja waszego debiutu ukazała się w popularnym magazynie heavymetalowym, co zdaje się bardzo was rozbawiło?



Tak, rozbawiło i zdziwiło jednocześnie, ponieważ niczego do nich nie wysyłaliśmy. Nie kupujemy na co dzień tego typu prasy i nie zachwycamy się reckami topowych gwiazd rocka, ale koniec końców recenzja była w miarę składna i przychylna, więc żalu kurwa nie mamy.

12.Dzięki za wywiad! Plany na przyszłość Raped Christ i przekaz podprogowy dla naszego magazynu?


VIII pieczęć: „Siedmiogłowa Bestia eksterminuje semickie ścierwo Wznosimy w chwale Rogi Ciemności i szczamy na zwłoki proroków”
Raped Christ

Wywiad przeprowadził  Ireneusz Woszczyk

 

 

Poprawiony (poniedziałek, 30 marca 2015 20:23)

 

baa222